Reklama

Zajmował się zwłokami, został zwolniony z pracy

Zadaniem pracownika SPZOZ Henryka Grajka był transport zmarłego w szpitalu pacjenta do prosektorium, umycie ciała, okrycie prześcieradłem i wydanie osobie lub instytucji uprawnionej do jego pochowania. Tymczasem prosektorium stało się nielegalnie domem pogrzebowym, gdzie zmarli (nie tylko ze szpitala) byli ubierani i przygotowywani do pochówków, a także miejscem, w którym stały trumny, a zakłady pogrzebowe czuły się jak u siebie w domu.

Zanim skupimy się na aferze, jaka została wykryta w Mogilnie, przeczytajmy, jak sprawa wygląda w Żninie. Dyrektor szpitala w Żninie Marek Gotowała (wczoraj była pierwsza rocznica objęcia przez niego stanowiska, które wcześniej zajmował Roman Pawłowski) zapewnia, że prosektorium przy żnińskim szpitalu działa zgodnie z regulaminem organizacyjnym. Zakres usługi obejmuje toaletę pośmiertną, mycie a w przypadku zwłok męskich też golenie twarzy. Możliwe jest też ubranie zwłok w odzież dostarczoną przez rodzinę zmarłego. To realizowane jest na życzenie rodziny, bo może być tak, ze powierza ona tę czynność zakładowi pogrzebowemu. Za te usługi szpital nie pobiera opłat. Usługa dotyczy wyłącznie zmarłych w szpitalu. Również w przypadkach, gdy śmierć nastąpi w karetce wiozącej pacjenta do żnińskiego szpitala. Zwłoki w prosektorium szpitalnym mogą być przechowywane do 72 godzin od śmierci. Czasami są od tego wyjątki na zlecenie prokuratora.

A jak było w szpitalu w Mogilnie?

Reklama

DLA ZMARŁYCH W SZPITALU

Od kilkudziesięciu lat Henryk Grajek zatrudniony był w SPZOZ Mogilno jako sanitariusz, związany z oddziałem wewnętrznym szpitala. Pracował także dodatkowo przy transporcie zwłok osób zmarłych w szpitalu. Przewoził je do tzw. prosektorium, które znajduje się w osobnym budynku i oddalone jest od szpitala o kilkadziesiąt metrów. W artykule używać będziemy słowa prosektorium, gdyż potocznie taka nazwa tego miejsca obowiązuje wśród mieszkańców i pacjentów SPZOZ.

W mrocznym budynku o niewielkiej powierzchni i pozostawiającym wiele do życzenia stanie technicznym, znajduje się chłodnia zdolna pomieścić 4 ciała zmarłych. Zadaniem Henryka Grajka było przygotowanie zwłok pacjentów w myśl art. 28 ust. 1 pkt 2 Ustawy o działalności leczniczej, który mówi o tym, że ciało powinno zostać umyte i okryte, z zachowaniem godności należnej zmarłemu, a następnie wydane osobie lub instytucji uprawnionej do zorganizowania pogrzebu.

Reklama

Do jego obowiązków w prosektorium należało więc przygotowanie zwłok do wydania rodzinie lub przekazania do wskazanego przez nią zakładu pogrzebowego.

WIĘCEJ PRACY - CHCE PODWYŻKI

W okresie covidowym ostatnich miesięcy Henryk Grajek miał dużo więcej pracy przy zmarłych ze względu na zwiększoną ilość zgonów w lecznicy. Musiał każdorazowo jeździć do szpitala, obojętnie czy zgony następowały w nocy, nad ranem czy o innej porze. Pracownik zwrócił się do dyrektorki SPZOZ o podwyżkę. Z naszych informacji wynika, że uczynił to także z pomocą prawnika. Nie otrzymał podwyżki i miał zostać wysłany przez dyrekcję SPZOZ na urlop.

Reklama

KONTROLA I ZWOLNIENIE

- Ponieważ pracownik narzekał na dużą ilość dodatkowej pracy, szczególnie związanej z obsługą zwłok i zbyt małe wynagrodzenie z tego tytułu, podjęłam decyzję o przeprowadzeniu kontroli w zakresie procesu obsługi zwłok. Kontrola odbyła się w dniach od 5 do 7 maja 2021 r. i wykazała szereg rażących nieprawidłowości. Ujawnienie tych nieprawidłowości, które wcześniej nie były mi znane, prowadziły do jedynej decyzji, jaką było rozwiązanie umowy o pracę. Ponieważ pracownik był objęty ochroną zakładowej organizacji związkowej, w toku negocjacji z tym związkiem, wyraziłam zgodę na rozwiązanie umowy o pracę na zasadzie porozumienia stron (co pozbawia pracownika możliwości składania odwołań). Jednocześnie zarządziłam bezwzględną zmianę procedury obsługi zwłok pacjentów zmarłych w czasie pobytu w szpitalu. Obie te decyzje w sposób natychmiastowy uzdrowiły sytuację - poinformowała Pałuki szefowa SPZOZ Ewa Bonk-Woźniakiewicz.

Reklama

TRUMNY W PROSEKTORIUM

Dyrektorka nie podaje tu żadnych szczegółów, ale gdy wybuchła afera z dotychczasowym pracownikiem, do pracy w prosektorium przyszpitalnym przy zmarłych został skierowany Henryk Kozerski, który pracował na ZOL w szpitalu w Strzelnie.

Nie wiemy dokładnie, jaki był przebieg wydarzeń, ale gdy w prosektorium znalazł się nowy pracownik, ku swojemu zaskoczeniu zorientował się, że stoi tam kilka trumien, których w tym miejscu być nie powinno. O wszystkim powiadomiona została dyrekcja szpitala. Według naszych informacji dyrektorka jest także w posiadaniu materiału fotograficznego z prosektorium.

Reklama

Ewa Bonk-Woźniakiewicz chciała zwolnić Henryka Grajka dyscyplinarnie z art. 52 Kodeksu Pracy, ale ostatecznie po interwencji związku zawodowego Solidarność"80 zgodziła się na zwolnienie na zasadzie porozumienia stron. Związek zabiegał jeszcze, by pracownik mógł otrzymać ewentualnie inną pracę na terenie szpitala w Mogilnie lub w Strzelnie, gdyż brakowało mu tylko kilka lat do emerytury, na co dyrektorka nie zgodziła się.

Z naszych informacji wynika, że Henryk Grajek przyjechał do SPZOZ i podpisał zwolnienie za porozumieniem stron.

Reklama

DOM POGRZEBOWY

Na terenie powiatu mogileńskiego są tylko dwa domy przedpogrzebowe, posiadając chłodnie (kostnice), w których zwłoki przechowywane są przez zakłady pogrzebowe przed pochówkiem. Jedna z nich znajduje się na mogileńskim cmentarzu i podlega parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Mogilnie, druga zlokalizowana jest na nekropolii w Dąbrowie.

W Strzelnie znajduje się natomiast dom pogrzebowy prowadzony przez Roberta Pawlińskiego, który jako jedyny posiada chłodnię i pomieszczenie, w którym można przygotować ciała zmarłych do pochówku, tzn. przeprowadzić w nim toaletę, tanatokosmetykę oraz ubrać zwłoki.

Reklama

 

Siedziba domu pogrzebowego w Strzelnie, jedynego miejsca na terenie powiatu mogileńskiego, uprawnionego do ubierania zwłok i szykowania ciała do pochówku fot. Paweł Lachowicz

 

Żaden z mogileńskich zakładów pogrzebowych nie jest określany mianem domu pogrzebowego, ponieważ nie posiada odpowiednich warunków do wykonania wymienionych wyżej zabiegów. Każdy z nich zajmuje się natomiast usługami pogrzebowymi, takimi jak transport, sprzedaż trumien czy organizacja pogrzebów.

Mycia i ubierania zwłok może dokonać na ich zlecenie jedynie wspomniany wcześniej dom pogrzebowy w Strzelnie, który spełnia wszystkie obowiązujące normy. Nie przypadkowo od kilku tygodni jego usługi cieszą się dużym zainteresowaniem, którego wcześniej nie wykazywano wcale.

Reklama

PROSEKTORIUM JAK DOM POGRZEBOWY

Wiele wskazuje na to, że do tej pory okoliczne firmy parające się pogrzebowym biznesem doskonale radziły sobie na miejscu, nie kłopocząc się transportem zwłok do Strzelna i z powrotem. Z prosektorium przy szpitalu zrobiły sobie dom pogrzebowy.

Ze zdobytych przez nas informacji wynika, że pracownik przyszpitalnego punktu robił dużo więcej, niż należało do jego obowiązków. Henryk Grajek miał nie tylko przykrywać zmarłych białym prześcieradłem, ale też ubierał zwłoki i szykował do ceremonii na cmentarzu, a odbywało się to na zlecenie danego zakładu pogrzebowego. Dodatkowy interes prowadził bez wiedzy dyrekcji. Nie zajmował się w ten sposób wyłącznie pacjentami, którzy odeszli w mogileńskiej lecznicy.

Reklama

Prosektorium było otwarte dla wszystkich zainteresowanych. Firmy pogrzebowe miały mieć bezpośredni dostęp do punktu, do którego w dogodnym momencie przywoziły własne trumny, a następnie odbierały je w pełnej gotowości. Posiadamy  niepotwierdzone informacje, że zakłady pogrzebowe miały nawet do pomieszczenia prosektorium własne klucze.

Postanowiliśmy choć w części potwierdzić ten fakt lub jemu zaprzeczyć wykonując telefony do mogileńskich zakładów, z pytaniem o możliwość uczestniczenia w procesie ubierania ciała rzekomo zmarłego nam bliskiego. W jednym z zakładów usłyszeliśmy, że nie będzie takiej możliwości, z uwagi na to, że ciało przyjedzie ubrane już ze szpitala. Jak długo trwał opisany proceder - nie wiemy.

Reklama

Dodajmy, że w odpowiedzi na zadane przez nas pytania Ewa Bonk-Woźniakiewicz nie sprecyzowała na czym miały polegać rażące nieprawidłowości. Nie zaprzeczyła też stwierdzeniu, jakoby nielegalny dostęp do prosektorium miały mieć zakłady pogrzebowe, o co ją pytaliśmy. Nie dowiedzieliśmy się ponadto jak długo były pracownik mógł ten proceder prowadzić.

JEDEN MILCZY, DRUGIEMU NIE WOLNO MÓWIĆ

Próbowaliśmy porozmawiać z Henrykiem Grajkiem, ale jego dotychczasowy numer milczy. Dowiedzieliśmy się, że prawdopodobnie zmienił numer telefonu (nie znamy tego numeru) i unika kontaktów.

Dzwoniliśmy także do Henryka Kozerskiego, by porozmawiać między innymi o tym, co zastał w prosektorium po przyjściu do nowej pracy. Nie chciał jednak z nami rozmawiać, zasłaniając się tym, że nie wolno mu o tym nikomu mówić, bo zabroniła mu tego dyrekcja.

SANEPID

Co ważne, w II kwartale tego roku mogileński sanepid po 10 latach przeprowadził własną kontrolę w tzw. prosektorium przy SPZOZ, podczas której stwierdzono uchybienia. Nie dotyczyły one jednak nawet w najmniejszym stopniu nieprawidłowego przechowywania ciał. Do tej kwestii nie było uwag.

- W związku z zalaniem ścian dopatrzyliśmy się zawilgocenia, pęknięć i ubytków zewnętrznej powierzchni ścian budynku - mówiła Państwowa Powiatowa Inspektor Sanitarna w Mogilnie Urszula Piwek-Brejecka, która zaznaczyła, że w trakcie kontroli w chłodni nie było zwłok.

Tłumaczyła też, że do 15 marca 2020 r. szpital łącznie z prosektorium nie był pod nadzorem mogileńskiego sanepidu, a wojewódzkiego. - Dopiero w ubiegłym roku nastąpiły zmiany w pionie inspekcji sanitarnej. Przestaliśmy być administracją rządową w powiecie, a staliśmy się administracją rządową w województwie, działającą oczywiście na terenie powiatu. Dopiero po 10 latach niebycia w jednostkach, dla których organem prowadzącym jest powiat, przywrócono nam te obiekty do kontroli - wyjaśniła szefowa sanepidu.

ŻNIN PRZED 7 LATY

Przypomnijmy, że ponad 7 lat temu, zimą 2014 r. informowaliśmy o zarzutach wysuniętych przez jednego z mieszkańców wobec pracownika prosektorium w Pałuckim Centrum Zdrowia w Żninie. Ów mieszkaniec zgłosił nam, że w związku ze śmiercią swojej dalszej krewnej przyjechał z pracownikiem jednego z zakładów pogrzebowych do szpitala w Żninie, by odebrać ciało tej krewnej. Tutaj od pracownika prosektorium miał usłyszeć, że należy zapłacić za ubranie zwłok. Według wiedzy tego mieszkańca pieniądze za ubieranie zwłok w prosektorium w Żninie nie są pobierane, więc powiadomił dyrekcję szpitala. W toku wewnętrznego wyjaśniania całej sprawy oraz w wyniku dochodzenia prokuratury żnińskiej w celu uprawdopodobnienia przestępstwa łapówkarstwa biernego, nie doszło do potwierdzenia zarzutów wysuniętych przez mieszkańca.

SZUBIN

Jak nas poinformowała Marta Piórko, rzeczniczka prasowa Grupy Nowy Szpital, w szubińskiej lecznicy prowadzi przyszpitalne prosektorium we własnym zakresie, to znaczy że jest osoba zatrudniona która zajmuje się obsługą prosektorium, zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami. Zwłoki przechowywane są w prosektorium nieodpłatnie do 72 godzin. Obsługa prosektorium wydaje zwłoki osobie uprawnionej do ich pochowania w stanie zapewniającym zachowanie godności należnej osobie zmarłej. Za te czynności nie pobierana jest opłata i nie stanowią one przygotowania zwłok osoby zmarłej do pochowania. Nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości związanych z pracą prosektorium.

Justyna Kulpińska
współpraca
Remigiusz Konieczka
Karol Gapiński
23 VI 2021

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości