Nikt tego od nas nie wymagał
Zamknięta baza nurkowa w Piechcinie
Baza nurkowa w piechcińskim kamieniołomie została zamknięta po tragedii, jaka wydarzyła się tam 17 sierpnia. Inicjatorzy utworzenia bazy będą czekać na wynik śledztwa w sprawie utonięcia 29-letniej Kingi z Bydgoszczy. Niewykluczone, że po zakończeniu śledztwa prace nad stworzeniem bazy nurkowej ruszą na nowo, może to jednak potrwać kilka miesięcy.
Przy miejscu tragedii, jaka wydarzyła się w połowie sierpnia, stanął krzyż. Pod nim znicze i kwiaty. O wypadku pisaliśmy w zeszłym tygodniu. Przypomnijmy: w niedzielne popołudnie Kinga, mająca za sobą 50-60 nurkowań, zanurzyła się w wodzie i już nie wypłynęła. Jej ciało odnaleziono następnego dnia na dnie zatopionego kamieniołomu w Piechcinie.
Po tym wypadku miejsce, które jeszcze kilkanaście dni temu tętniło życiem, jest całkowicie opustoszałe. Zniknęli ludzie, zniknęły samochody, przyczepy kempingowe i przyczepa, w której przechowywany był sprzęt. Zostały puste place, tablice informacyjne i ostrzegawcze, niedokończone schody i szmaragdowa woda w kamieniołomie. Na brzegu jest także usypana mogiła, na której stoi krzyż z tablicą, a pod nim znicze i kwiaty.
Wjazd do kamieniołomu od strony bazy nurkowej został zabarykadowany drewnianymi paletami i balami, a na barykadzie pojawiła się informacja o zakazie wstępu na teren prywatny. Wisi tam też informacja następującej treści: Z żalem zawiadamiamy, że w niedzielę 17.08 zdarzył się tragiczny wypadek. W trakcie nurkowania w akwenie piechcińskim utonęła nasza koleżanka Kinga. Jako jej instruktorzy oraz koledzy i koleżanki składamy głębokie wyrazy współczucia i kondolencje rodzinie oraz znajomym. W geście solidarności, chcąc uszanować wolę rodziny do spokojnego przebywania w miejscu tragedii, prosimy o zaniechanie nurkowań w okresie zawieszenia działalności bazy.
Informacja ta pojawiła się także na stronie internetowej firmy Sea Explorer. Ale oprócz niej można tam znaleźć także informacje o planach, jakie przedstawiciele firmy mieli co do piechcińskiego kamieniołomu. Na przestrzeni kilku lat miała tam powstać infrastruktura podwodna, podnosząca atrakcyjność obiektu. W skład bazy nurkowej miała wejść wiata, przebieralnia, miejsce przechowywania sprzętu, budynek obsługi serwisowej z magazynem i wypożyczalnią sprzętu nurkowego oraz wodnego, sprężarkownia, tarasy z ławkami i stołami, pomost, ogrodzenie, szerokie schody, punkt małej gastronomii, pole namiotowe, domki campingowe, a pod wodą tor przeszkód, trasy nurkowań jaskiniowych, zatopione eksponaty, bojki z linami opustowymi i poręczówki. Na razie wszystko stanęło w martwym punkcie. Zamiast tablic informacyjnych o akwenie, jest tablica zakazu wstępu, a zamiast terenu otwartego dla turystów jest teren, na który nie wolno wchodzić.
- W tym miejscu jeszcze niedawno stało dużo samochodów, to miejsce tętniło życiem, a teraz jest pusto, wymarły teren - powiedział jeden z mieszkańców Piechcina.
Według Macieja Jurka, zainteresowanie bazą nurkową było duże. Przyjeżdżali ludzie z zewnątrz, ale i piechcinianie byli przychylni pomysłowi. Jedna z piechcinianek robiła kurs gratisowo, ale w zamian za to w ramach wolontariatu pomagała tworzyć bazę.
Zanim instruktorzy z Bydgoszczy zaczęli interesować się kamieniołomem, służył on dzieciom i młodzieży jako dzikie kąpielisko. Skakali oni do wody ze skał, nie bacząc na zakazy. Niepilnowani przez nikogo, narażali się na niebezpieczeństwo. Kiedy nurkowie zaczęli odwiedzać kamieniołom, problem zniknął.
- Tych dzieci nikt nie pilnował, latem zeszłego roku przychodziły tu codziennie - mówią mieszkańcy Piechcina. - Teraz, jak tu znów nikogo nie ma, pewnie znowu będą skakać. Żeby tylko kolejnej tragedii z tego nie było.
Nurkowie, którzy mieli okazję pływać w akwenie, podkreślają jego atrakcyjność. Choć jest on niezwykły, na razie nie posłuży nurkom do ćwiczeń. Zakaz wstępu obowiązuje do odwołania.
- To, czy wznowimy działalność, czy nie, zależy po pierwsze od wyniku śledztwa - powiedział Maciej Jurek.
- Jestem pewien, że będzie on dla nas korzystny, bo żadnej naszej winy w tym, co się stało, nie widzę. Według mnie to jest oczywiste, że to był wypadek, że nic nie mogliśmy zrobić, ale mimo wszystko zobaczymy, co wyjdzie w śledztwie. Z tego co rozmawiałem z policją, to może ono potrwać nawet kilka miesięcy. A po drugie zobaczymy, co powie „Lafarge”, od którego teren dzierżawimy. Były już wstępne rozmowy i na pewno będziemy myśleli, co z tym zrobić dalej. Ten pierwszy rok naszej działalności miał być rokiem kontrolnym. Chcieliśmy się dowiedzieć, czy jest zainteresowanie, czy są chętni. Część prac zaczęliśmy już tam wykonywać, wyrównaliśmy teren, zaczęliśmy robić schody i no jeszcze pod wodą infrastruktura powstała, choć tego nie widać. Parę rzeczy już zrobiliśmy, ale to na razie delikatne sprawy, solidnie mieliśmy ruszyć z pracami w najbliższym roku. Inwestycje były spore, ale nie chciałbym o tym mówić. Nie mam teraz przed sobą dokumentów, a poza tym to teraz nie jest ważne. Baza będzie na razie zamknięta, choć nikt nas do tego nie zmuszał i tego od nas nie wymagał. Po prostu to nie jest tak, że przeszliśmy nad tą tragedią do porządku dziennego.
Magdalena Kruszka
Pałuki 863 (35/2008)
Inne teksty na ten temat:
Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
Śmierć w głębinach kamieniołomu
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze