20 stycznia 2025 r. w żnińskiej Bibliotece Publicznej odbyło się spotkanie Klubu Podróżnika, na którym Michał Jankowski z Szubina opowiedział o ginących miejscach i zapomnianych historiach kujawsko-pomorskiego.
Michał Jankowski jest historykiem, poetą i autorem książek. W Klubie Podróżnika gościł już dwukrotnie, a na poniedziałkowym spotkaniu opowiedział o swojej najnowszej książce pt. Ginące miejsca. Zapomniane historie kujawsko-pomorskiego, która ukazała się w 2024 roku.
- Nie dość, że podróżuje, nie dość, że zwiedza, nie dość, że odkrywa to jeszcze pisze, śpiewa, komponuje, prowadzi własną księgarnię, wydaje książki. Jest jeszcze mnóstwo rzeczy, które pan Michał robi, ale najważniejsze jest to, że za każdym razem nas odwiedza. Ostatnim razem prowadził warsztaty dla dzieci w związku z wydaniem książki „Mała Ciuchcia Zuzi i Szymka". Natomiast proszę państwa, wcześniej jeszcze pan Michał był u nas w związku z wydaniem pierwszego tomu książki „Ginące miejsca województwa kujawsko-pomorskiego" – powiedziała dyrektorka książnicy Beata Czaczyk przedstawiając prelegenta.
W obu częściach książki o ginących miejscach kujawsko-pomorskiego autor zwraca uwagę na smutny los zabytków, które z różnych względów są dzisiaj opuszczone, zapomniane i zrujnowane. - Ja przez te trzy lata nie próżnowałem, bo nadal jeździłem, dokumentowałem takie obiekty, opisywałem je. No i rzeczywiście owocem tej trzyletniej pracy jest drugi tom książki „Ginące miejsca”, w której zawarłem kolejne ponad 70 obiektów z naszego regionu, obiektów, które zaskakują swoimi historiami, zaskakują postaciami, jakie się z nimi wiążą – powiedział Michał Jankowski.
W swojej książce autor nie skupia się wyłącznie na pałacach, zamkach i kościołach, ale także porusza tematykę obiektów mało reprezentacyjnych, takich jak kuźnie, gorzenie czy młyny. Pojawiają się też cmentarze, kapliczki i krzyże przydrożne, głazy pamiątkowe oraz pomniki. Czasem niepozorne obiekty skrywają niezwykłe historie i postaci. - W ogóle łączy te wszystkie obiekty też to, że dawniej one właściwie wszystkie były niezwykle ważne w lokalnej społeczności. Były, tętniły życiem, były jakimś centrum, coś się wokół nich zawsze działo, a dzisiaj niestety większość, czy wszystkie właściwie, są opuszczone, zapomniane gdzieś na uboczu, w krzakach zarastają i obracają się w ruinę. Mimo to, że wiążą się z nimi właśnie niezwykłe postaci i to nie są tylko takie obiekty, które znaleźć można gdzieś na poboczach lokalnych dróg, gdzieś w krzakach, w lesie, ale nawet w centrach dużych miast wciąż są takie obiekty, które czekają odkrycia i wydobycia z nich tych historii, zanim one zupełnie znikną – usłyszano.
Zdecydowana większość obiektów, które autor odwiedza i opisuje jest wpisana do rejestru zabytków, a więc oficjalnie są chronione prawem. Jednak nie wszystkie są otoczone odpowiednią opieką i niszczeją. - Dlaczego tak się dzieje, to jest jakby temat zupełnie na osobną dyskusję. Na pewno nawarstwiające się przez całe dekady problemy, nierozwiązane problemy majątkowe i prawne tych obiektów doprowadziły do tego, że dzisiaj rzeczywiście to jest tak trudny temat. Tak skomplikowany, że ratowanie tych miejsc jest często prawnie, formalnie niemożliwe, a w najlepszym wypadku bardzo utrudnione. Ale jest jeszcze coś, co jest wyjątkowo bulwersujące, a co też bardzo zagraża jeszcze tym obiektom, to mianowicie po prostu zwykła ludzka głupota, bezmyślność, krótko mówiąc wandalizm i chęć niszczenia tego, co jest na uboczu, bez opieki pozostawione. A to myślę wynika z braku edukacji historycznej, zwłaszcza związanej z tą lokalną historią, o której się właściwie nas nie uczy i nie mamy świadomości, że codziennie mijamy jakiś obiekt, że sąsiadujemy z jakimś obiektem, który jest często ostatnim śladem jakiejś naszej lokalnej historii – powiedział Michał Jankowski.
Na spotkaniu usłyszano o zamkach znajdujących się na terenie województwa kujawsko-pomorskiego m. in. o XIV-wiecznym zamku w Szubinie, który był własnością Sędziwoja Pałuki herbu Topór.
- Na zamku na przestrzeni lat, oprócz samego Jagiełły, bywał też król Jan Kazimierz, czy postać z polskiego hymnu, Stefan Czarniecki. To był taki zamek, który właśnie nie do końca pełnił funkcję warowną, raczej on bardzo szybko zaczął być po prostu taką reprezentacyjną rezydencją magnacką, królewsko-magnacką – usłyszano.
Typowym zamkiem krzyżackim jest zamek w Radzyniu Chełmińskim, który był areną wielu zmagań wojennych, przechodził z rąk do rąk, był też siedzibą właśnie starostów królewskich polskich. - Między innymi jednym z tych starostów był przodek Henryka Dąbrowskiego, tego od polskiego hymnu – powiedział prelegent i dodał, że ten właśnie zamek można zobaczyć w filmie Pan Samochodzik i Templariusze.
Prelegent opowiedział też o pałacach i dworach (m. in. w Lubrańcu, Radzimiu) , a także ich właścicielach, którzy mocno angażowali się w różnego rodzaju działania społeczne, dobroczynne i patriotyczne, włączając w nie także lokalną społeczność. - Ale też brali udział aktywnie w powstaniach narodowych, co zresztą słono często przypłacali. W tych obiektach gromadzili wiele pamiątek, zbiorów bibliograficznych i związanych z kulturą, sztuką Polski po to, by właśnie być taką oazą polskości – usłyszano.
W książce Michała Jankowskiego można też znaleźć wiele innych ciekawych informacji o młynach, gorzelniach czy kapliczkach i krzyżach przydrożnych. - To też są wyjątkowe obiekty, które świadczą o naszej historii, o naszym patriotyzmie, o naszej pobożności i o tym, że to wszystko ze sobą się zazębiało i współgrało. I te kapliczki i krzyże przydrożne też nigdy nie powstawały przypadkowo w przypadkowych miejscach, zawsze się z czymś to wiązało, z jakimś wydarzeniem i jest to zawsze upamiętnienie czegoś lub na chwałę czemuś postawione. I tutaj dam przykład piety w Borównie, w gminie Chełmno. Jest to pieta, która została postawiona w 1923 roku przez rodzinę Geppus, nieopodal swojego domu. Jest to pieta dziękczynna za odzyskanie przez Polskę niepodległości. Było to dosyć popularne w tamtym okresie, że ludzie tak się cieszyli z tej niepodległości, że stawiali w podziękowaniu kapliczki, krzyże i wiele z nich dotrwało do dnia dzisiejszego - usłyszano.
Na spotkaniu usłyszano też o zabytkach kolejnictwa ważnych dla historii Polski oraz kamieniołomach m. in. w Piechcinie. – Jest to miejsce niezwykle malownicze, ze skałami takimi niespotykanymi. Miejsce, w którym odbywają się sesje fotograficzne, które odwiedzają fotografowie z całego świata. Miejsce, w którym kręcone są filmy. Ale mało kto wie, że to miejsce ma bardzo tragiczną historię, bo od końca XIX wieku był to tak naprawdę ciężki obóz pracy i tutaj trafiali nie tacy zwykli więźniowie, jakich my dzisiaj kojarzymy, czyli pospolici przestępcy. Ale trafiali tam przeważnie ludzie, którzy uznawani byli przez władze za niebezpiecznych, ludzie zaangażowani w działania niepodległościowe, patriotyczne. Był to kamieniołom więc katorżnicza praca. W szczytowym okresie pracy przebywało tutaj 1500 więźniów w fatalnych warunkach bytowych, żywieniowych i zdrowotnych. Wiadomo, że dziennie na przykład jeden taki więzień musiał przerobić 15 ton kamienia, przewozić go, rozłupywać pięciokilowym młotem. Także była to katorżnicza praca, którą wielu więźniów przypłaciło najwyższą ceną, czyli życiem. Ci, co mieli więcej szczęścia to tylko zdrowie. Ten obóz funkcjonował do lat 60. XX wieku – powiedział Michał Jankowski.
Niesamowitym obiektem jest piramida w Brodnicy. - Jest tylko kilka takich obiektów w ogóle w Polsce piramidalnych. Tutaj mamy jeden w naszym regionie. To tak naprawdę nic innego jak nagrobek, który funkcjonował na nieistniejącym już dzisiaj cmentarzu. Pozostał tylko ten właśnie obiekt, w którym pochowano doktora Leopolda Dittmera i jego córeczkę. Doktor, lekarz, który bardzo pozytywnie zapisał się w historii medycyny, bardzo dużo zrobił, ale zmarł niosąc pomoc w trakcie epidemii cholery w XIX wieku w Brodnicy – usłyszano.
O tych i wielu innych obiektach kujawsko-pomorskiego województwa można przeczytać w najnowszej książce Michała Jankowskiego.
Jak powiedział autor, wiele miejsc, które opisał w części pierwszej już zniknęło. - W tej chwili funkcjonuje tak naprawdę tylko na kartach książki. I właśnie taki jest zamysł mojego, projektu „Ginące miejsca”, żeby właśnie dokumentować te miejsca, zanim one całkowicie się obrócą w ruinę i znikną, bo wraz z nimi znikną te historie, które się w nich kryją, a państwo jako czytelnicy mogą właśnie wejść do tych miejsc niejako ze mną, zobaczyć te wnętrza opuszczone, które przeważnie nie są dostępne dla zwiedzających, które są zamknięte albo które znajdują się w tak fatalnym stanie, że po prostu nikt o zdrowych zmysłach tam nie wejdzie. Mnie się udało je obfotografować od strychu aż po piwnicę, z zachowaniem właśnie, żeby pokazać te detale, te ostatnie ślady tej dawnej świetności, które w nich zostały. Być może to jest już ostatnie takie całościowe spojrzenie na te obiekty i utrwalone mam nadzieję na długie lata właśnie w książce – powiedział na zakończenie prelegent.
Niespodzianką dla uczestników było też wykonanie muzyczne przy akompaniamencie gitary jednego z wierszy autora z jego tomiku pt. Melancholia chroniczna, nawiązujące do miejsca opisanego w książce Ginące miejsca.
Barbara Filipiak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze