Reklama

Zasnął, aby inni się obudzili

W pogrzebie Mikołaja uczestniczyły setki osób. Z prawej strony brat, który przyniósł kask, aby złożyć go do grobu Mikołaja.

        fot. Bartosz Woźniak

Żnin, tragedia, wypadek, uczeń, policja, autobus, skuter
     Zasnął, aby inni się obudzili
     - Na ulicy Aliantów stały trzy autobusy. Kiedy pierwszy nas przepuścił i skręcaliśmy w lewo z ulicy Browarowej na Aliantów i do Mickiewicza, zauważyłam w oknie, jak chłopak wyjeżdżający na skuterze zza autobusu już się przewraca. Wyglądało jakby się wystraszył, zachwiał się, przewrócił i głową wpadł pod tylne koło autobusu. Krzyknęłam jeszcze do kierowcy „hamuj”, ale było już za późno. Wypadek nie zmienił sposobu jazdy kierowców autobusów skręcających w ulicę Browarową z Aliantów i z Browarowej w Aliantów.

Czy grzecznościowe wpuszczenie do ruchu samochodu, który nie ma pierwszeństwa, traktowane jest jako wymuszenie? Czy można ominąć z prawej strony pojazd, który stoi czekając na skręt w lewo? - takie pytania zadają sobie wszyscy w Żninie po śmiertelnym wypadku, do którego doszło 6 września przed 8.00 na skrzyżowaniu Aliantów i Browarowej. Na zdjęciu - policja dokonuje oględzin skutera, którego kierowca zginął pod kołami autobusu.

     fot. Remigiusz Konieczka

     Dla Mikołaja ostatnie lato, choć jest to dla młodych ludzi okres wakacji, było bardzo pracowite. Zdając sobie sprawę z trudnej sytuacji rodziców mających do utrzymania trzech synów, chciał ich odciążyć i pracował przez kilka tygodni w gospodarstwie, aby zarobić pieniądze na książki do szkoły i przygotowanie skutera, którym jeździł już od trzech lat, a do szkoły od półtora roku. Nie chciał brać pieniędzy od rodziców, dlatego sam zadbał o wyszykowanie pojazdu do nowego roku szkolnego. Nie miał z tym problemów, gdyż nieobca mu była żadna śrubka w skuterze. Przed tygodniem dokonał przeglądu technicznego pojazdu w związku z jego przerejestrowaniem.
     JECHALI DO SZKOŁY
     W czwartek 6 września, jak to zwykle bywało w dzień powszedni roku szkolnego, wyjechał z domu do szkoły (uczęszczał do II klasy Liceum Ogólnokształcącego im. Braci Śniadeckich w Żninie) około 7:40. Na pierwszej lekcji, rozpoczynającej się o 8.00, nie było mu już dane spotkać się z kolegami. Kilkaset metrów przed szkołą, na ulicy Aliantów w Żninie doszło bowiem do tragicznego w skutkach wypadku, w którym po zderzeniu z autobusem Mikołaj zginął na miejscu. 26 listopada skończyłby 17 lat.
     Autobus, z którym zderzył się Mikołaj, także jechał do szkoły: do Zespołu Publicznych Szkół nr 1 mieszczącego się przy ulicy Szkolnej. Autobus PKS Inowrocław odwoził ostatnich troje dzieci po uprzednim dowozie innych uczniów do placówek w Bożejewicach i przy ulicy Browarowej w Żninie. Z tejże ulicy autobus zamierzał skręcić w ulicę Aliantów w kierunku ulicy Szpitalnej. Ponieważ skrzyżowanie dróg w tym miejscu jest dość ciasne i dużym pojazdom sprawia trudności zmieszczenie się w pasie ruchu przy skręcie z ulicy Aliantów w Browarową, jadący ulicą Aliantów autobus przepuścił autobus jadący z ulicy Browarowej. Skutkiem podjętych przez kierowców autobusów decyzji i wykonanych przez nich manewrów nastąpiło tragiczne w skutkach zderzenie autobusu ze skuterem Mikołaja.
     ŚWIADKOWIE MÓWIĄ
      Jednym z najważniejszych świadków zdarzenia, o którym można z pewnością powiedzieć, że widział ostatnie chwile życia Mikołaja, była opiekunka w autobusie do przewozu dzieci, pracująca w ZPS nr 1 w Żninie. Siedziała na przednim siedzeniu po prawej stronie autobusu. - Na ulicy Aliantów stały trzy autobusy. Kiedy pierwszy nas przepuścił i skręcaliśmy w lewo z ulicy Browarowej na Aliantów i do Mickiewicza zauważyłam w oknie, jak chłopak wyjeżdżający na skuterze zza autobusu już się przewraca. Wyglądało jakby się wystraszył, zachwiał się, przewrócił i głową wpadł pod tylne koło autobusu. Krzyknęłam jeszcze do kierowcy „hamuj”, ale było już za późno. Kask był cały roztrzaskany - opowiada ze łzami w oczach roztrzęsiona kobieta.
     W tym czasie, choć nie widziała momentu zderzenia, na miejscu wypadku była też jedna z nauczycielek, zmierzająca do pracy w ZPS nr 1. - Odprowadziłam córkę do szkoły nr 2. Wróciłam do domu i szłam już do pracy. Nie było słychać żadnego huku. Stał autobus, który był już pusty. Zrobił się olbrzymi korek, bo to był akurat czas do szkoły na godzinę ósmą. Karetka i policja bardzo szybko dojechały na miejsce. Było mnóstwo gapiów. Motor leżał, a obok potężna kałuża jasnej krwi. Kask był na głowie pęknięty na pół - przedstawia relację nauczycielka.
     DWIE GODZINY
     Informacja o wypadku dotarła do prokuratury w Żninie od oficera dyżurnego policji, poinformowanego przez jednego ze świadków. Prokurator dyżurny, którym 6 września była Anna Banaszak, nie pojechał na miejsce zdarzenia, ponieważ miał obowiązki służbowe w Sądzie Rejonowym w Żninie. Fakt ten stał się wśród członków rodziny i świadków powodem do stawiania zarzutów, jakoby prokurator nie dopełnił obowiązków służbowych. - Niestety w takich wypadkach stajemy przed wyborem, co jest ważniejsze. Nie mogłam się rozdwoić, miałam wokandę w sądzie i to było dla mnie w tym przypadku ważniejsze. Byłam w kontakcie telefonicznym z policjantami znajdującymi się na miejscu i zleciłam podjęcie odpowiednich czynności przez grupę dochodzeniowo-śledczą. Ustalamy wówczas między innymi, jakie ślady zabezpieczyć - podkreśla Anna Banaszak, która wobec tego typu zarzutów zastanawia się, czy nie należałoby podjąć kroków w zakresie organizacji pracy prokuratorów, aby dyżur nie kolidował z obowiązkami na sali sądowej.

Reklama

Pamięć o Mikołaju uczczono w Liceum Ogólnokształcącym im. Braci Śniadeckich w Żninie

     fot. Bartosz Woźniak

Na miejsce tragicznego zdarzenia mieszkańcy Żnina przynoszą znicze, aby upamiętnić śmierć Mikołaja 

      fot. Remigiusz Konieczka

     - Nie zawsze potrzebny jest prokurator na miejscu zdarzenia. Współpracujemy z prokuraturą wiele lat i wiemy, co w takich przypadkach robić - zapewnia nadkom. Jaźwiński.
     Nieobecność prokuratora na miejscu wypadku stała się powodem domysłów i spekulacji ze strony świadków, a po mieście krążyła interpretacja, że ciało chłopca długo leżało na miejscu wypadku, bo prokurator nie przyjechał na miejsce zdarzenia, gdyż zaczyna pracę od 9:00, a wypadek zdarzył się przed 8:00. - Prokuratura rozpoczyna urzędowanie od 7:30 i tak było tym razem. Są też dyżury całodobowe. W tym przypadku prokurator został powiadomiony o wypadku przez dyżurnego policji i podjął niezbędne czynności do zbadania okoliczności zdarzenia. Nie ma takiego obowiązku, aby prokurator był na miejscu. Oględziny prowadziła policja pod nadzorem prokuratora - podkreślił szef prokuratury w Żninie prokurator Wojciech Jabłoński, dodając, iż udział prokuratora na miejscu zdarzenia jest konieczny wówczas, gdy mamy do czynienia ze skomplikowaną sytuacją faktyczną. Taka sytuacja, to wiele osób uczestniczących w zdarzeniu, wielu poszkodowanych i tragiczne skutki na dużą skalę.
     Ciało Mikołaja dwie godziny leżało na ulicy. - Na miejscu wypadku szczegółowo musimy zbadać miejsce zdarzenia, zabezpieczyć wszystkie ślady, wymierzyć, sfotografować. Prokuratura okręgowa ma umowę na przewóz z firmą „Uniwersal” z Bydgoszczy i to ona musiała przyjechać, aby zabrać ciało chłopca w celu przeprowadzenia sekcji zwłok. To musiało trochę trwać, zanim przyjechali - tłumaczy prokurator Banaszak. Ciało Mikołaja zostało przewiezione do Zakładu Medycyny Sądowej przy Akademii Medycznej w Bydgoszczy, gdzie w poniedziałek odbyła się sekcja, z której szczegółowego protokołu można spodziewać się w ciągu miesiąca.
     PO WYPADKU
     Na miejscu zostały sprawdzone podstawowe parametry techniczne autobusu, jak światła i hamulce. Została też przeprowadzona próbna jazda na krótkim odcinku drogi, która miała określić stan techniczny pojazdu. Następnie autobus został zwolniony i odprowadzony do zajezdni autobusowej przy ulicy Spokojnej przez innego kierowcę. Później został odholowany przez firmę UNI-TECH do Bydgoszczy, gdzie w poniedziałek odbyło się jego szczegółowe badanie przez biegłego specjalistę z dziedziny ruchu drogowego.
     Rodzina uważa za skandal, iż autobus za zgodą prokuratora został zwolniony, przez kilka godzin jeździł po Żninie i dopiero po interwencji rodziny w prokuraturze został ponownie zabezpieczony. - Stan techniczny autobusu był badany przez policję na miejscu. Dodatkowo sprawdziliśmy nawet hamulce na stacji diagnostycznej. Jego stan nie budził zastrzeżeń, dlatego został zwolniony. Rzeczywiście do Bydgoszczy został odholowany później na prośbę rodziny - informuje prokurator Banaszak. Autobus, podobnie jak skuter, zostały zabrane przez firmę UNI-TECH, która także ma umowę z prokuraturą okręgową, do Bydgoszczy, gdzie biegły sądowy z listy bydgoskiego Sądu Okręgowego przebadał pojazdy w ostatni poniedziałek.  - Stan techniczny po przebadaniu przez biegłego jest bez uwag, autobus jest od dziś w eksploatacji - poinformował 11 września Błażej Gaczkowski, kierownik żnińskiej placówki terenowej PKS w Inowrocławiu.
     Rodzina zastanawia się jednak, dlaczego inne autobusy odjechały z miejsca wypadku niezabezpieczone. - Dlaczego nie zostały zabrane tarczki z autobusów, sprawdzone godziny pracy kierowców i szybkość jazdy? - pyta rodzina.
     WSTĘPNA WERSJA POLICJI...
     Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Szubinie, oddział zamiejscowy w Żninie. Sprawę prowadzi prokurator Anna Banaszak, która jako prokurator dyżurujący przyjęła zgłoszenie o wypadku i zleciła policji podjęcie oględzin na miejscu zdarzenia i czynności śledcze.
     - Z tego, co już na miejscu na gorąco ustaliliśmy, wszystko wskazuje na to, że młody kierowca motoroweru uderzył w bok autobusu, przewrócił się i wpadł pod tylne koło pojazdu. Skutek był tragiczny, bo chłopak poniósł śmierć na miejscu. Opieramy to na zeznaniach świadków i oględzinach. Zaznaczam, że są to wstępne ustalenia - poinformował nadkom. Krzysztof Jaźwiński, dodając, iż w wyjaśnieniu sprawy może być pomocny m.in. materiał zarejestrowany na monitoringu znajdującym się na sklepach usytuowanych w pobliżu miejsca wypadku.
     ...I PROKURATURY
     Z dotychczas prowadzonego śledztwa, które - jak zaznaczył prokurator Jabłoński - prowadzone jest w sprawie, w Żninie doszło do wypadku drogowego z udziałem motorowerzysty i autokaru autosan. - W wyniku odniesionych obrażeń motorowerzysta poniósł śmierć. Kierowca autokaru był w chwili wypadku trzeźwy. Zlecono przeprowadzenie sekcji zwłok motorowerzysty w celu ustalenia bezpośredniej przyczyny śmierci i ewentualnej zawartości alkoholu we krwi. Stawianie komukolwiek zarzutów na obecnym etapie jest przedwczesne - poinformował prokurator. Dodał jednocześnie, iż ze wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną wypadku było nieprawidłowe zachowanie motorowerzysty, lecz zaznaczył, że w wyniku prowadzonego postępowania zmierzającego do wyjaśnienia wszystkich okoliczności wstępne ustalenia mogą ulec zmianie.
Najbliżsi członkowie rodziny Mikołaja mają pretensje do prokuratury, że nie chce im udostępnić akt śledztwa, choć prokurator Banaszak zapewnia o pełnej jawności. - Niby mamy prawo wglądu w dokumenty, ale tak naprawdę to nie mamy - mówi rodzina.
     - Członkowie rodziny mają prawo wglądu w akta sprawy, ale dopiero po złożeniu zeznań. Chodzi o to, aby świadkowie nie sugerowali się w zeznaniach tym, co przeczytają w aktach - tłumaczy prokurator Banaszak.

Reklama

     INNA WERSJA ZDARZEŃ
     Pojawiła się także inna, w stosunku do przyjętej wstępnie przez prokuraturę i policję, wersja zdarzeń.
     Rodzina otrzymała anonimowy telefon, jakoby skuter, którym jechał Mikołaj, został uderzony z tyłu przez jakiś samochód. Według rodziny, tę wersję zdarzeń potwierdzałyby zniszczenia skutera, które są głównie w tylnej jego części. Drugą okolicznością, która miałaby przemawiać za taką interpretacją zdarzeń, według rodziny, jest to, iż Mikołaj wpadł pod autobus głową do przodu, co oznaczałoby, że został wyrzucony do przodu przez uderzenie w tył jego motoroweru. Rodzina wskazuje także na informacje tej treści pojawiające się na forach internetowych i chciałaby ich sprawdzenia. - Nie widziałam innych pojazdów za skuterem - mówi jednoznacznie wspomniana wyżej opiekunka dzieci znajdująca się w autobusie.
     Z policji i prokuratury uzyskaliśmy informacje, że obie te instytucje nie zostały dotąd powiadomione przez rodzinę o tym telefonie, nie mogą więc podjąć czynności w celu weryfikacji wiarygodności źródła.     

Szkic oddaje moment na chwilę przed wypadkiem. Nie wszystkie wymiary i proporcje są oddane właściwie, nie nanieśliśmy też wszystkich uczestników ruchu. Ze znaków drogowych nanieśliśmy wyłącznie znak stop dla wyjeżdżających od strony „Polo-Marketu”, pasem naprzeciw którego narysowany jest autobus oraz znak stop (po lewej stronie rysunku) dla wyjeżdżających z innej drogi, z której można się włączyć tam w ulicę Aliantów.

     KTO MIAŁ PRAWO JECHAĆ
     Komisarzowi Adamowi Sobeckiemu z wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy zadaliśmy pytanie, jak zazwyczaj traktuje się podobne zdarzenia: - Osoba, która jest grzecznościowo wpuszczana, jest sprawcą wypadku. Przepisów trzeba przestrzegać. Można przejechać, gdy ktoś ustępuje, ale trzeba ustąpić pierwszeństwa innym nadjeżdżającym pojazdom. W takich przypadkach obowiązuje zasada ograniczonego zaufania.
     Swoją opinię w sprawie przepuszczania pojazdów niemających pierwszeństwa wyraził również rzecznik prasowy z KW Policji sierż. szt. Piotr Duziak: - Nie ma czegoś takiego jak grzecznościowe przepuszczenie. Jeżeli ktoś wjeżdża na skrzyżowanie jako przepuszczany pojazd, to jest traktowany, jako wymuszający pierwszeństwo.
     Spytaliśmy również o kwalifikację poruszania się na tym samym pasie ruchu dwóch pojazdów: jednego, czekającego na możliwość skrętu w lewo i drugiego, omijającego go z prawej strony. Rzecznik stwierdził, że żaden pojazd nie może wyprzedzać innego pojazdu z prawej strony.
     Zadaliśmy również pytanie, jak w kontekście tego wypadku zastosować Art. 23. punkt 2 Kodeksu Drogowego: „Kierujący pojazdem jest obowiązany: [...] przy omijaniu zachować bezpieczny odstęp od omijanego pojazdu, uczestnika ruchu lub przeszkody, a w razie potrzeby zmniejszyć prędkość; omijanie pojazdu sygnalizującego zamiar skręcenia w lewo może odbywać się tylko z jego prawej strony;” Do chwili oddania tekstu do druku nie udało nam się od Komendy Wojewódzkiej Policji otrzymać odpowiedzi.
     Z rozmów, jakie przeprowadziliśmy na ten temat, wynika, że ten przepis sporządzony został właśnie dla takich przypadków, kiedy na skrzyżowaniu jeden uczestnik ruchu stoi przy osi jezdni i czeka na możliwość skrętu w lewo, a po jego prawej stronie jest miejsce, aby jechać na wprost - nawet po tym samym pasie. Wyprzedzanie z prawej jest zabronione, jednak omijanie jest możliwe, by poprawić płynność ruchu. Nie jest więc wykluczone, że chłopiec miał prawo jechać po prawej stronie autobusu i że to on miał pierwszeństwo na tym skrzyżowaniu - nikt jednak tego nam nie chciał pod nazwiskiem potwierdzić.
     Wszyscy nasi rozmówcy podkreślają, że diabeł tkwi w szczegółach (między innymi - czy autobus czekający na skręt w lewo bezwzględnie stał czy wolniutko się toczył) i o tym, czy uczeń przekroczył przepisy, czy nie - najprawdopodobniej będzie musiał wypowiedzieć się biegły.
     ZDANIEM KIEROWCÓW...
     Wstrząśnięci wypadkiem są kierowcy autobusów ze żnińskiej placówki PKS, którzy każdego dnia muszą zmagać się ze żnińskimi drogami w godzinach największego natężenia ruchu, zwłaszcza przed 8:00. Kierowcy zwracają uwagę na duży ruch samochodów w godzinach porannych w tej części Żnina, a mało miejsca dla autobusów, które dowożą dzieci. - Musimy zdążyć na czas, a jesteśmy wszędzie ograniczani ruchem innych pojazdów. Później do nas są pretensje od dyrektorów, że dzieci się spóźniły do szkoły - żalą się kierowcy, sugerując przy okazji, że ulica Wandy Pieniężnej dla bezpieczeństwa wszystkich powinna być jednokierunkowa. Mówią też o innych niebezpiecznych miejscach w Żninie, liczą na pomoc policjantów odnośnie kierowania ruchem przy przystankach szkolnych.
      - Kiedy dwa autobusy dojadą do skrzyżowania i ten na ulicy Browarowej dojedzie do końca krawędzi jezdni, to fizycznie nie ma możliwości skrętu z ulicy Aliantów w lewo w Browarową - chyba że po krawężnikach i znakach drogowych - mówi jeden z kierowców. - Jeśli komuś uda się tak skręcić - medal dla niego - opisuje skrzyżowanie jeden z kierowców.
      - To skrzyżowanie jest dobre dla samochodów osobowych. My musimy się tam przepuszczać. Nie ma innej możliwości - dodaje inny.
     Kierowcy siłą rzeczy współczują koledze uczestniczącemu w wypadku, który tuż po nim był w stanie ciężkiego szoku, został odwieziony do domu i znajduje się obecnie na zwolnieniu lekarskim.
     Wypadek nie zmienił sposobu jazdy kierowców autobusów skręcających w ulicę Browarową z Aliantów. Obserwując to skrzyżowanie i ruch pojazdów można zauważyć, że kierowcy autobusów przepuszczają nawet samochody osobowe, aby móc wykonać skręt w lewo.
     ... I URZĘDNIKA
      O możliwości ewentualnego rozwiązania tego problemu zapytaliśmy specjalistę do spraw dróg w żnińskim Urzędzie Miejskim Ryszarda Parjaskę. - Nie ma tam żadnego problemu. Obserwowaliśmy to skrzyżowanie. Promień skrętu jest na tyle duży, że przy prawidłowym zachowaniu się kierowców nawet samochód z przyczepą śmiało się może zmieścić - zapewnia urzędnik, przyznając jednocześnie, że najlepszym rozwiązaniem w tym miejscu byłoby rondo. Jest to jednak droga wojewódzka i żniński ratusz ma ograniczone pole działania w tym zakresie.
     Ryszard Parjaska zgadza się natomiast w kwestii dużego natężenia ruchu pojazdów na ulicy Browarowej. - Typowa droga osiedlowa stała się drogą wojewódzką. Próbujemy cały czas uregulować tę kwestię z Urzędem Marszałkowskim, ale na razie się nie udaje.  
     CO DALEJ?
     Na zakończenie śledztwa trzeba będzie jeszcze poczekać co najmniej kilka tygodni, do czasu aż biegły z dziedziny ruchu drogowego na podstawie przeprowadzonych badań i na podstawie tego, co znajdzie się w aktach sprawy, wyda opinię, którą określa się jako rekonstrukcję wypadku drogowego. Wówczas po zebraniu wszystkich dowodów i opinii biegłego powstanie wersja prokuratorska śledztwa, która odpowie na pytanie, który z uczestników naruszył przepisy ruchu drogowego, kto jest winny tego tragicznego zdarzenia lub ewentualnie przyczynił się do jego spowodowania. - Jesteśmy dopiero na wstępnym etapie śledztwa. Nie wszyscy świadkowie zostali przesłuchani, nie możemy też wszystkiego ujawniać ze względu na dobro śledztwa, aby świadkowie, którzy mają być przesłuchani nie odpowiadali według tego, co przeczytali w gazecie. Pierwszy etap śledztwa to zabezpieczenie śladów np. hamowania, odprysków szkieł, wgnieceń oraz badanie stanu technicznego pojazdów, drugi to przesłuchania świadków i porównanie zeznań ze śladami zabezpieczonymi na miejscu zdarzenia - podsumowuje prokurator Banaszak.
     Członkowie rodziny zapewniają, że stawiając pytania i mając wątpliwości w niektórych kwestiach, nikogo nie obwiniają ani nie oskarżają. - To jest tragedia dla wszystkich, dla nas i dla kierowcy autobusu, który będzie musiał z tym żyć. Rodzina pogodzi się z każdą rzetelną opinią policji i prokuratury, ale jeśli w ich czynnościach i decyzjach podejmowanych po wypadku były popełnione błędy, to powinni się do nich przyznać i je naprawić, a nie zamiatać pod dywan - stwierdzają zgodnie. Podkreślają, że chodzi im o pełne wyjaśnienie okoliczności tragicznego zdarzenia, stąd także apel zamieszczony na łamach naszej gazety.
     - Zawsze sprawdza się wszystkie wersje wskazane przez każdą ze stron, nawet najbardziej niewiarygodną - zapewnia prokurator Anna Banaszak.
     BYŁ DOBRYM KIEROWCĄ
     Według polskich przepisów kartę motorowerową można uzyskać po ukończeniu 13. roku życia. Mikołaj nabył uprawnienia do jazdy na skuterze przed trzema laty. Według zgodnej opinii rodziców i braci, był dobrym kierowcą. Od wczesnych lat chłopcy palili się do jazdy na motorowerach. Pod okiem rodziców próbowali jazdy po polnych drogach na motorynkach. - Nie miał żadnych problemów z jazdą. Nie szalał po ulicach, starał się jeździć bezpiecznie - podkreśla rodzina. Zresztą Mikołaj nie tylko umiał jeździć na skuterze. Mimo młodego wieku radził sobie dobrze obsługując maszyny rolnicze, gdy pomagał przy pracach w gospodarstwie. Miał okazję spróbować jazdy ciągnikiem, a nawet kombajnem i radził z tym sobie bardzo dobrze. Na tej podstawie rodzina uważa za wątpliwe, aby popełnił jakiś techniczny błąd, czy wykonywał niebezpieczne manewry.
     Mikołaj uzyskał kartę motorowerową w Gimnazjum nr 1 w Żninie pod kierunkiem nauczyciela techniki, w ramach której odbywa się m.in. wychowanie komunikacyjne, Jacka Antkowiaka. - Od roku nie prowadzimy już egzaminów na kartę motorowerową. Odbywa się to w Polskim Związku Motorowym, a szkoła wydaje tylko dokument. Kiedy ja przygotowywałem uczniów do egzaminu, mieli pięć testów obejmujących około 250 pytań. Egzamin teoretyczny był na komputerze, a program mieszał klucz odpowiedzi, aby nie było zbyt łatwo. Każdy musiał zaliczyć wszystko 5 razy na co najmniej ocenę dobrą. Uczniowie mówili, że u mnie to jest katorga, tłumaczyłem im, że za nich odpowiadam i mam czyste sumienie. O skali trudności świadczy to, że zazwyczaj zaczynało około 70-80 chętnych, a do końca dotrwało około 15-20 uczniów - wyjaśnia nauczyciel, dodając, że praktyczną naukę jazdy uczniowie ćwiczyli na swoich motorowerach na placu szkolnym. Egzamin praktyczny odbywał się pod okiem policji na placu manewrowym, gdzie uczniowie mieli za zadanie uruchomić pojazd, zatrzymać go, a także pokonać slalom i ósemkę. - Niektórzy nie zaliczali egzaminu praktycznego, nie mogąc na przykład utrzymać równowagi przy wyciągnięciu ręki w bok - stwierdza Jacek Antkowiak.
     W Zespole Publicznych Szkół nr 1 w Żninie także współpracują z PZMot w zakresie wydawania kart motorowerowych. - Choć mamy nauczyciela z kwalifikacjami, to szkolenie i egzamin przeprowadza PZMot. Nie stać nas na utrzymanie motoroweru, więc kilka lat temu zrezygnowaliśmy z egzaminowania. Uczeń, jako niepełnoletni, musi przedstawić zgodę rodziców, zaświadczenie lekarskie i arkusz zaliczeń z poszczególnych części egzaminu. Wtedy dopiero wydaję kartę motorowerową - podkreśla dyrektor ZPS nr 1 Jacek Pietraszko.
     Oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Żninie nadkom. Krzysztof Jaźwiński zapytany o wypadki z udziałem młodych ludzi poruszających się na skuterach odpowiedział, że na terenie Żnina i okolic nie było do tej pory żadnych poważniejszych zdarzeń z ich udziałem, a ten czwartkowy był pojedynczym przypadkiem wynikającym z nieszczęśliwego splotu zdarzeń. - Czasami młodzi ludzie próbują robić sobie wyścigi np. na parkingu przy ulicy Sienkiewicza, ale dyscyplinujemy ich i nie ma z nimi problemów - dodał.
     KASK NA OSTATNIĄ DROGĘ
     We wtorek odbył się uroczysty pogrzeb Mikołaja w kościele św. Marcina w Żninie, na który, dzieląc rozpacz z rodziną, przybyło kilkuset mieszkańców Żnina i okolic, a także nauczyciele, koleżanki i koledzy. Mszę świętą odprawił ks. Marcin Winkel, który uczył Mikołaja religii w I klasie liceum (nie jest już księdzem żnińskiej parafii). - Wierzę, że na chwilę przed śmiercią zdążył jeszcze powiedzieć: „Boże przyjmij mnie do Raju”. Zasnął, aby inni się obudzili. Jeśli będziemy kierować się miłością w życiu, to śmierć nas nie zaskoczy - powiedział ks. Winkel w wygłoszonym kazaniu. - Zapamiętałam go jako miłego, sympatycznego i spokojnego ucznia - mówi tuż po pogrzebie nauczycielka z biblioteki Gimnazjum nr 1 w Żninie, gdzie wcześniej chodził Mikołaj. - Fajny kolega, graliśmy razem w siatkówkę - wspomina kolega Mikołaja.
     - Bardzo lubiany przez rówieśników, stale się uśmiechał. Był rozpoznawalny na szkolnym korytarzu poprzez oryginalny sposób ubierania się w charakterystyczny niebieski lub fioletowy dres. Bardzo nam go brakuje, na zawsze pozostanie w naszych sercach - wspomina wychowawczyni z LO Monika Mierkiewicz.
     Kondukt pogrzebowy na pobliski cmentarz parafialny został poprowadzony przez poczet sztandarowy liceum, do którego uczęszczał Mikołaj. Na trumnie złożonej do grobu został umieszczony kask, przyniesiony na cmentarz przez młodszego brata Mikołaja.

Reklama

Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1074 (37/2012)

 

 

Żnin, wypadek, tragedia, kodeks drogowy, pojazd, skuter
     Pojazd na skrzyżowaniu można omijać
     Z opinii, jaką otrzymaliśmy z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy wynika, że kodeks drogowy nakłada wręcz obowiązek omijania pojazdu, który sygnalizuje zamiar skrętu w lewo. W myśl tego przepisu tragicznie zmarły młody motorowerzysta omijając autobus z prawej strony na skrzyżowaniu zachował się prawidłowo.

     Przed tygodniem pisaliśmy o wypadku drogowym, do którego doszło na skrzyżowaniu ulic Browarowej i Aliantów w Żninie. Podczas zdarzenia zginął na miejscu młody motorowerzysta, uczeń I Liceum Ogólnokształcącego w Żninie.
     Wśród wielu wątków opisywanej sprawy, które próbowaliśmy wyjaśnić, znalazł się również aspekt dotyczący zastosowania art. 23 punkt 2 kodeksu drogowego. Przypomnijmy, iż art. 23 wymienionej ustawy w ust. 1 pkt 2 stanowi, że kierujący pojazdem jest obowiązany przy omijaniu zachować bezpieczny odstęp od omijanego pojazdu, uczestnika ruchu lub przeszkody, a w razie potrzeby zmniejszyć prędkość; omijanie pojazdu sygnalizującego zamiar skręcenia w lewo może odbywać się tylko z jego prawej strony.
     Do chwili oddania do druku poprzedniego numeru nie otrzymaliśmy odpowiedzi na nasze pytania. Nadeszła ona drogą mailową już po zamknięciu gazety. Podinspektor Maciej Zdunowski, kierownik sekcji do spraw organizacji służby Wydziału Ruchu Drogowego w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy wyjaśnia, że omijanie jest to przejeżdżanie lub przechodzenie obok nieporuszającego się pojazdu, uczestnika ruchu lub przeszkody. I dodaje: - Wskazany przepis nie wyraża żadnego zakazu, nakłada wręcz obowiązek omijania pojazdu sygnalizującego zamiar skrętu w lewo. W przepisie tym nie mówi się nic o zakazie wykonywania manewru na skrzyżowaniu, a więc jest to dopuszczalne.
     W opinii Macieja Zdunowskiego zupełnie inaczej sytuacja przedstawia się podczas wyprzedzania, które wedle definicji jest przejeżdżaniem lub przechodzeniem obok pojazdu lub uczestnika ruchu poruszającego się w tym samym kierunku. W myśl przepisów wyprzedzać można na skrzyżowaniu o ruchu okrężnym lub na którym ruch jest kierowany.
     Wykonujący manewr zarówno wyprzedzania, jak i omijania powinien upewnić się, czy swoim zachowaniem nie spowoduje zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym.
     Policja cały czas prowadzi czynności mające ustalić, dlaczego na skrzyżowaniu doszło do tragedii. Nadkom. Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy żnińskiej komendy policji powiedział, że w prowadzonej sprawie nie pojawiły się nowe znaczące okoliczności.
     Wojciech Jabłoński, szef żnińskiej prokuratury wyjaśnia, że śledczy czekają na opinię z Zakładu Medycyny Sądowej w Bydgoszczy dotyczącą wyników sekcji zwłok. Odpowie ona na pytanie, co było bezpośrednią przyczyną śmierci chłopca.
     Cały czas prowadzone są czynności mające ustalić przebieg i przyczyny tragicznego zdarzenia. Wiadomo już, że przyczyną wypadku nie był zły stan techniczny autobusu. Badania wykazały, iż autokar był sprawny. Sprawę okoliczności i przyczyn zdarzenia będą badać powołani przez prokuraturę biegli.
     Z przedstawionej opinii i przepisów kodeksu drogowego wynika, że motorowerzysta omijając autobus z prawej strony na skrzyżowaniu zachował się prawidłowo.

Reklama

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1075 (38/2012)

 

 

Więcej informacji:

Kierowca autobusu wymusił pierwszeństwo

Obrona szuka świadków

Był pewien, że z prawej strony nikt nie jedzie

Jazda na wprost z pasa kierunkowego

Będzie konfrontacja opinii

Dwie różne opinie

Nie będzie opinii trzeciego biegłego, będzie wyrok

Zawinił motorowerzysta, nie kierowca autobusu

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości