Reklama

Zawód na wymarciu, ale ciągle żywy. O czasie i zegarach rozmawiamy z Wiesławem Rajmannem (zdjęcia)

Zakład zegarmistrzowski, który znajduje się przy ulicy 3 Maja w Szubinie, to ostatni prosperujący obiekt tego typu w powiecie nakielskim. Prowadzi go Wiesław Rajmann. O początkach jego kariery, zamiłowaniu do perfekcji i cierpliwości, bo takie cechy wyróżniają najlepszych zegarmistrzów, w poniższym wywiadzie.

Jest jedynym zegarmistrzem w gminie Szubin, a przez pasjonatów ratujących rodzinne pamiątki nazywany jest profesjonalistą jedynym w swoim rodzaju. Posiada klientów z okolic całego regionu. Ludzie przyjeżdżają do niego z daleka, nawet ze Szczecina, Piaseczna, Torunia, Bydgoszczy i wielu innych miejsc. W czym tkwi sukces i ogromne poszanowanie, jakim cieszy się pan Wiesław? W rozmowie z nami zdradził początki swojej pracy, od kogo nauczył się fachu oraz gdzie stawiał pierwsze kroki w zawodzie.

Weronika Mistrzak: - Kiedy i jak pojawiło się zamiłowanie do naprawiania zegarów?

Reklama

Wiesław Rajmann: - Dawno temu. Była to dziecięcia ciekawość. Zegary, które posiadaliśmy w domu rodzinnym, były przeze mnie ciągle majstrowane. Później, w 1981 roku, zainteresowanie przekuło się w naukę zegarmistrzostwa.

 

Jak widać na zdjęciu, mechanizm takiego zegarka jest bardzo skomplikowany. Nie ma jednak tajemnic dla fachowca. fot. Weronika Mistrzak

 

- Kto uczył pana fachu?

- Praktykę nauki zawodu rozpocząłem w 1981 roku w zakładzie zegarmistrzowskim pana Józefa Głodzika, który znajdował się w Bydgoszczy przy ulicy Warmińskiego. Po rocznym okresie nauki pan Józef z powodu choroby zlikwidował zakład. Szukając możliwości kontynuacji nauki zawodu, znalazłem zatrudnienie w Bydgoskiej Spółdzielni Usług Precyzyjnych OMEGA mieszczącej się przy ulicy Pomorskiej 39, która zrzeszała zegarmistrzów, złotników i grawerów, a w budynku dyrekcji prowadzono jeszcze naprawę maszyn do pisania. Spółdzielnia ta dysponowała dużą liczbą zakładów w całym województwie. Ja kontynuowałem naukę zawodu w zakładzie numer 50, który znajdował się w Szubinie, pod nadzorem nauczyciela zawodu pana Ryszarda Miśnika. Naukę tę zakończyłem w 1985 roku, po której otrzymałem staż pracy w zakładzie zegarmistrzowskim mieszczącym się w Bydgoszczy przy ulicy Batorego. Praca tam nie trwała jednak zbyt długo, gdyż otrzymałem powołanie do wojska. W 1988 przejąłem zakład, ponieważ pan Ryszard przeszedł na emeryturę. W 1990 roku, po zdanym egzaminie uzyskałem tytuł mistrza. W roku 1995 rozstałem się z bydgoską OMEGĄ i do tej pory prowadzę samodzielną działalność w Szubinie, w obecnym lokalu już 25 lat.

Reklama

- Na czym dokładnie polega pana codzienna praca?

- Naprawiam zegary wszelkiego rodzaju. Jednak najwięcej czasu poświęcam naprawie i dawaniu drugiego życia prawdziwym zegarkom mechanicznym (nakręcanym), zegarom ściennym, stojącym i kominkowym.

 

To właśnie tego rodzaju zegary pan Wiesław naprawia najczęściej fot. Weronika Mistrzak

 

- Jak wygląda profesjonalna naprawa zegara od podstaw? Z jakimi narzędziami pan pracuje?

- Jest to zazwyczaj naprawa czasochłonna, wymagająca ogromnej cierpliwości i zamiłowania do pracy. Naprawa zegarów 100-letnich i starszych, wymaga dużej praktyki, gdyż ich mechanizmy są bardzo wypracowane. Polega to najpierw na drobiazgowym rozebraniu na elementy pierwsze całego mechanizmu, wyczyszczeniu i zdiagnozowaniu przyczyny usterki lub stopnia zużycia mechanizmu. W następnej kolejności na dorobieniu różnych brakujących i uszkodzonych części. Jednym słowem, jest to kapitalny serwis. Niezbędne są do niego narzędzia zegarmistrzowskie, takie jak pęseta, lupa, zbijak, nabijaki, śrubokręty różnych wielkości i wiele innych specjalistycznych przyrządów.

Reklama

- Czego potrzeba żeby naprawić zegar?

- Przede wszystkim ogromnej cierpliwości i zamiłowania. Trzeba oddać się tej pracy na sto procent i poświęcić jej sporo czasu.

- Jak wyglądało najgorsze, najcięższe zlecenie w karierze?

- Nie posiadam takiego. Lubię swoją pracę, to co robię sprawia mi satysfakcję. Każde nowe zlecenie przyjmuję z radością, by sprostać wyzwaniu. Nie mam w pamięci żadnego złego wspomnienia. 

- Jakie zegary najczęściej pan naprawia?

- Dostaję bardzo dużo zamówień z prośbą o naprawę zegarów starych, około stuletnich. Ludzie przynoszą do renowacji antyki, okazy z okresu międzywojennego, z lat 1919-1939. Czasami trafiają się jeszcze starsze.

Reklama

 

Pan Wiesław w swoim sklepie posiada imponującą kolekcję zegarków fot. Weronika Mistrzak

 

- Jak wygląda wycena naprawy takiego sentymentalnego dla klientów mechanizmu?

- Każda wycena jest indywidualna, w zależności od zużycia zegara i od problemu z jakim przyszedł do mnie klient. Duże znaczenie ma też wyrobienie mechanizmu i jego stan.

- Czy podczas służby wojskowej zdarzało się, że koledzy przychodzili do pana z prośbą o naprawę ich zegarków?

- Zdarzało się i to dość często. Naprawiałem zegarki i zegary, którymi ponoć nie chciał się nikt zająć, a zlecała je najczęściej kadra oficerska, co było częstym powodem wyjazdu na przepustkę, w celu zdobycia potrzebnych części do naprawy.

Reklama

- Jak wyglądają kontakty z klientami?

- Bardzo dobrze. Przyjeżdżają do mnie osoby z różnych stron powiatu i nie tylko. Trafiają się też klienci z dalekich stron Polski, z Warszawy. Ostatnio naprawiałem stary zegar klientowi ze Szczecina, który po przeczytaniu opinii w internecie o moim zakładzie, zdecydował się przywieźć swój zegar do renowacji aż tutaj, do Szubina.

 

Na zdjęciu Wiesław Rajmann w swoim pierwszym zakładzie fot. Weronika Mistrzak

 

- Czy poza rozwijaniem sztuki zegarmistrza, ma pan jeszcze inne zainteresowania?

- Jak najbardziej. Interesuję się historią, dużo czytam. Lubię też sport. Jednak najwięcej radości czerpię z podróży do ciekawych miejsc, oraz szczęścia i zdrowia wszystkich bliskich.

Reklama

- Pańska ulubiona marka zegarków?

- Nie mam ulubionej marki, patrząc z perspektywy lekarza, który leczy wszystkich pacjentów, tak i ja staram się naprawiać wszystkie marki nie dzieląc na lepsze i gorsze. A ich różnorodność sprawia, że moja praca nie jest monotonna i mimo czterech dekad w zawodzie, potrafi ciągle zaskoczyć czymś innym i nowym doświadczeniem.

- Dziękuję za rozmowę.

z Wiesławem Rajmannem

rozmawiała Weronika Mistrzak, 13 IX 2022

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości