- Pracowników tych przywiózł samochód z napisem „Eko-Stan”. Ładna ekologia! - mówi mieszkanka Skórek, która była świadkiem, jak pracownicy interwencyjni przygotowywali dętki i opony na rozpałkę. - Opony nie były palone - zaprzecza pracownik.
Uwagę mieszkanki Skórek Joanny Przybyłowicz zwróciły złożone na skraju drogi opony. Po pewnym czasie ustaliła, że są to opony dostarczone w to miejsce przez pracowników interwencyjnych gminy Rogowo, którzy mają palić ścięte przy drodze krzewy. W poprzednim dniu, gdy palili gałęzie w wąwozie, szedł z niego czarny i śmierdzący dym. - To samo chcieli zrobić też na tym odcinku drogi, opony i dętki czekały. Słyszałam nawet, że jeden z rolników przyjechał z uwagami, że mają po wczorajszym wypalaniu usunąć druty z wypalonych opon, jakie zostały na skraju drogi - mówi zbulwersowana mieszkanka Skórek.
Zapewnia, że nie wierzy w zapewnienia, że nie podpalali gałęzi oponami. Jeśli nie byłyby im potrzebne - po co by je dzień wcześniej przywozili? Na dowód nagrała filmik, na którym widać, jak mężczyźni ze sterty biorą opony i dętki i na jej pytanie, na co im to, oburzeni odpowiadają, że w takim razie nie będą wypalali i tyle. - Ten starszy z panów pytał, o co mi chodzi, bo do tej pory palili i nic się nie działo. Te uwagi wyprowadziły mnie z równowagi, zadzwoniłam do gminy i opowiedziałam, do czego tu dochodzi. Dostałam zapewnienie od pani Danuty Perek, że już w to miejsce jedzie - mówi Joanna Przybyłowicz. Dodaje, że później te same opony leżały schowane w zaroślach, jednak dętek już nie było, bo posłużyły za podpałkę. - Pracowników tych przywiózł samochód z napisem „Eko-Stan”. Ładna ekologia! Zastanawiam się, jak to się ma do ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r. o odpadach - Dz. U. z 2007 r. Nr 39 poz. 251 (tekst jednolity z póź. zm.), Art.71.: „Kto wbrew zakazowi, termicznie przekształca odpady poza spalarniami odpadów lub współspalarniami odpadów podlega karze aresztu albo grzywny” - pyta Joanna Przybyłowicz.
Danuta Perek z rogowskiego ratusza, która w swych zadaniach ma między innymi nadzór nad pracownikami interwencyjnymi zapewnia, że zaraz po informacji telefonicznej udała się na miejsce i faktycznie zastała tam opony, które nakazała spakować i zabrać. - Pracownicy wiedzą, że oponami palić nie wolno, jednak nie jestem w stanie ich przez cały dzień pilnować. Zaznaczyłam, że w żadnym wypadku nie wolno ich palić, że podpalać mogą wyłącznie słomą. Staram się jeździć, kontrolować, zwracam uwagę, by na koniec przysypywali piaskiem, by nie zostawał popiół, by wyglądało to estetycznie. Wcześniej nie miałam jednak żadnych sygnałów, że podpalają oponami, nikt tego nie zgłosił - zapewnia Danuta Perek.
Pracownik interwencyjny, z którym rozmawialiśmy, nie przyznaje się: - Opony nie były palone, tylko gałęzie - powiedział, zakończył rozmowę i kategorycznie zabronił ujawniać, z kim rozmawialiśmy.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1077 (40/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze