Reklama

Zmarł Staszek...

    Zmarł Staszek...
    W ludnym przecież Żninie zrobiło się nagle pusto. Zabrakło Staszka... Znał go każdy!

    Przez lata przemierzał ulice Żnina. W pewnym okresie z fuzją, później z dwoma jamnikami na smyczy. Ale polował nie na kaczki lub zające. Nie wiem też, czy kiedyś w życiu zająca ustrzelił. Bo on przede wszystkim polował na informacje, tropił wydarzenia...
    Ten ciąg do dziennikarstwa był chyba rodzinny. Jego starszy brat Tomek między innymi redagował w Warszawie miesięcznik "W naszych LZS-ch", jego bratanek Krzysztof należy obecnie do czołówki dziennikarskiej młodszej generacji. Inny zakres problematyki, inny zasięg, ale zasada ta sama: służba piórem środowisku w którym żyje się i pracuje.  
    Zaczął jako korespondent "Gazety Pomorskiej" w końcu lat 50. jako pracownik PZGS-ów. Równocześnie z innym korespondentem tej gazety Jurkiem Księskim, którego przeżył tylko o kilkanaście dni. Pisarstwo tak go wciągnęło, że po kilku latach przeszedł na zawodowstwo. Lubił pisać. Nic więc dziwnego, że gdy zaczęły ukazywać się "Pałuki" nie zabrakło w nich i jego pióra.  
    Ale do "Pałuk" pisał głównie o wydarzeniach, które minęły. W "Gazecie Pomorskiej" natomiast był kronikarzem Żnina i powiatu, nie ograniczając się jednak do rejestracji faktów. Miał o nich własne zdanie, komentując je nie zawsze tak, jak tego wymagałyby władze lub życzyli bohaterowie jego informacji.  
    Przez całe lata Pałuczanie kupowali gazetę nie tylko po to by dowiedzieć się co wydarzyło się w regionie, czytali przede wszystkim dlatego aby dowiedzieć się co i jak napisał o tym Czabański, bo był w jednym bezkompromisowy: w ujawnianiu faktów. I w ich komentowaniu.  
    Nie bawił się w stylizowane aluzje, lecz nazywał rzeczy po imieniu. Kradzież była dla niego kradzieżą, a nie nadużyciem. Nie bał się nawet w trudnym okresie cenzury, ujawniać fakty i krytykować opinie, uznawane prze kolejne ekipy rządzące za jedynie słuszne. Nie wszystkie zobaczyły światło dzienne, ale to zupełnie inna sprawa.  
     Dziennikarskie obowiązki w stosunku do Żnina wspierał pracą społeczną. Od początku powstania żnińskiego oddziału PTTK w połowie lat 50. był jego sekretarzem przez przeszło 20 lat. A każdy wie, co znaczyło w Żninie PTTK do lat 70. To była wielka rola animatora Żnina i Pałuk. To były zloty i rajdy i "dni folkloru". A w każdej imprezie był jego wielki wkład i organizatora i promocji. Zresztą był wszędzie, gdy w Żninie lub byłym powiecie coś się działo. Z własnym wkładem pracy i własnym spojrzeniem.  
    Nie stworzył wielkich dzieł, rejestrował i komentował fakty. Ale na pewno w oparciu o jego tysiące notatek i informacji będzie można w przyszłości opracować dzieło pt: "Powiat żniński w latach 1949-1955 w świetle korespondencji Stanisława Czabańskiego". Tyle nam pozostało. I została nasza pamięć.  

Janusz Księski
Pałuki nr 198 (49/1995)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości