Reklama

1994 IDEE

  1994 IDEE

    W 1994 roku zostaliśmy laureatem I nagrody w najbardziej prestiżowym z konkursów dla prasy lokalnej, przeprowadzonym przez fundację "Instytut na rzecz Demokracji w Europie Wschodniej" (IDEE).



Po raz trzeci

    Nagroda funduszu Idee dla Pałuk
    Z radością informujemy, że nasza gazeta została laureatem nagrody I stopnia (sprzęt o wartości około 30 mln zł) w III konkursie dla prasy lokalnej, organizowanym przez amerykańską fundację - Instytut na rzecz Demokracji w Europie Wschodniej. W tym roku brało w nim udział 300 gazet, pierwszych nagród było sześć.

    12 czerwca w Auditorium Maximum Uniwersytetu Warszawskiego odbędzie się uroczystość wręczenia nagród, organizatorzy proszą o przybycie na ceremonię samochodem, aby można było odebrać przekazany sprzęt.
    Cieszymy się. Wy też?
    A oto pełna lista Rady Sponsorów fundacji: Timothy Garton Ash, Stanisław Barańczak, Alain Besancon, Zbigniew Brzeziński, Vladimir Bukovsky, Midge Decter, James Denton, Charles Fairbanks, Pierre Hassner, Irving Louis Horowitz, Lane Kirkland, Jeane J. Kirkpatrick, Leszek Kołakowski, Walter Laqueur, John D. Panitza, Robert Pickus, Richard Pipes, Peter Reddaway, H. Gordon Skilling, Stephen J. Solarz, Adam Ulam, Ben Wattenberg,
George Will.

Reklama

(dk)

Pałuki nr 120 (22/1994)

 




III Konkurs dla prasy 
    Pałuki wśród najlepszych gazet w Polsce
    Jak już informowaliśmy, nasza gazeta została laureatem nagrody pierwszego stopnia w III konkursie dla prasy lokalnej, organizowanym przez amerykańską fundację Instytut na rzecz Demokracji w Europie Wschodniej. Z miłą satysfakcją odebraliśmy zauważenie naszego sukcesu przez "Gazetę Pomorską", "Rzeczpospolitą", "Gazetę Regionalną", telewizyjne "Wiadomości", TV "Ex" z Bydgoszczy, oraz inne media.
    W niedzielę, 12 czerwca 1994 r. reprezentanci naszego tygodnika w składzie: Dominik Księski, Marian Kawka, Eugeniusz Dobaczewski, Aleksander Kmiećkowiak, Maciej Grzmiel i Ryszard Nowicki udali się do Warszawy gdzie miało miejsce wręczenie nagród laureatom konkursu. Nagrodę dla naszej redakcji stanowił "FotoMan" - cyfrowy aparat fotograficzny. Nie wymaga ona tak jak zwykły aparat błony filmowej i wywoływania, wystarczy tylko podłączyć ją do komputera, aby otrzymać gotowe zdjęcie na stronie gazety. Łączna wartość nagród wynosiła 1 mld zł. 
    Odbierając nagrodę dowiedzieliśmy się, że z wszystkich gazet uzyskaliśmy najwięcej punktów od specjalistów, oceniających gazetę, a decyzja o przyznaniu nam nagrody była jednogłośna (pierwsze nagrody dla pozostałych pięciu gazet były dyskutowane). 
    Nagrody pierwszej kategorii otrzymały także: "Głos Wolsztyński", "Nowy Łowiczanin", "Gazeta Radomszczańska", "Przegląd Lubański" oraz "Wiadomości Oławskie". Z rejonu Pałuk nagrodę II kategorii otrzymał "Głos Wągrowiecki".
    Według badań Ośrodka Badań Prasoznawczych przeciętna gazeta lokalna, to miesięcznik o nakładzie ok. 1.000 egzemplarzy (my mamy 5.301), mający 12 stron (Pałuki - minimum 18), ukazujący się w kioskach 6 dni od daty zamknięcia numeru (my - 36 godzin). Najwięcej - 42,4 % stanowią pisma samorządowe, pisma prywatne stanowią 24%, reszta to pisma parafialne, zakładowe i mniejszości etnicznych. Wśród 1.519 tytułów 17% stanowią tygodniki.
    Jury oceniając poszczególne gazety brało pod uwagę wartość merytoryczną i techniczną gazety, niezależność i wiarygodność oraz wpływ na konsolidację społeczności lokalnych.
    Na koniec chcielibyśmy przytoczyć słowa przewodniczącej jury Moniki Agopsowicz, które są także naszą dewizą: "gazeta niezależna to taka gazeta, która ceni prawdę bardziej niż czerpanie korzyści z propagowanych przez siebie poglądów".
    Dominik Księski, zapytany o to, co czuje po tak wielkim sukcesie powiedział: - "Sukcesem nie jest nagroda, lecz gazeta. Nagroda jest docenieniem sukcesu. A co czuję? Ogromną wdzięczność do tej armii ludzi, która bezinteresownie przyczynia się do wysokiego jej poziomu i nie mniejszą - do wszystkich pracowników za ich morderczą pracę. I jeszcze - wiem dobrze, jaka powinna być dobra gazeta i jaka odległość dzieli nas od tego punktu. 

Marek Olejnik
Pałuki nr 122 (24/1994)




    Z naczelnym w Warszawie

    Przepiękny ranek 12 czerwca. Wyruszamy dwoma samochodami do Warszawy, aby towarzyszyć Naczelnemu w ceremonii wręczania nagrody, którą zdobyły "Pałuki" w konkursie dla prasy lokalnej ufundowanej przez Instytut na rzecz Demokracji w Europie Wschodniej - IDEE.
    Na wieszaku w samochodzie, którym jedzie Dominik Księski - najlepszy kościelny garnitur. Naczelny jakoś nie czuje tej powagi i swym starym zwyczajem, po przejechaniu 20 km już śpi. Doszlifowywał w nocy materiały mające prezentować "Pałuki" w Warszawie, więc mu wybaczam.
    IDEE - to skrót amerykańskiej nazwy Institute for Demokracy in Eastern Europe. Fundacja ta powstała w 1986 roku w Nowym Jorku, by wspierać niezależne ruchy społeczne i polityczne w krajach Europy Wschodniej, pomagać organizacjom, których działanie służy ustanawianiu demokratycznego i pluralistycznego porządku w krajach komunistycznych, czyli mówiąc krótko - starym językiem - wspierać kontrrewolucję. Fundacja ta jest finansowana przez Instytut na rzecz Demokracji w Europie Wschodniej zarejestrowany w Polsce w 1991 r.
    Spokój ducha Naczelnego kończy się pod Warszawą, gdzieś w okolicach Łomianek. Zaczyna się nerwowo kręcić, mówi coś o konieczności ucywilizowania się i po chwili, w przydrożnym rowie wbija się w garnitur i białą koszulę. Pełna gala!
    Na Krakowskim Przedmieściu weekendowy spokój dużego miasta. Mało ludzi, prawie puste ulice, nie ma najmniejszego problemu z zaparkowaniem samochodów. Wchodzimy na dziedziniec Uniwersytetu Warszawskiego. W gmachu Auditorium Maximum już gwarno. W holu prezentacja gazet na przygotowanych stoiskach. Wielka rewia gazet z całej Polski, a wszystkie biją w oczy kolorowymi winietami. Te kolorowe winiety ujawniły kompleks, który od dawna męczy Dominika - szata graficzna "Pałuk"! Naczelny biega, przegląda i bez przerwy powtarza: "oni się chyba pomylili, przecież większość tych gazet jest lepsza od naszej!"
    Na nic tłumaczenia, że nie ma gustu w ładnym zestawianiu kolorów i podoba mu się pstrokacizna, na nic tłumaczenia, że gazeta to nie tylko winieta, ale przede wszystkim jej merytoryczna zawartość, różnorodność gatunków dziennikarskich, zasięg kolportażu i jego wielkość. Zmęczeni namolnością Naczelnego odsyłamy go do jurorów.
    Zaczyna się wejście oficjalne. Na podium sali olbrzymia sterta kartonów z nagrodami - głównie komputery (łączna wartość nagród wyniosła miliard złotych!). Gienek Dobaczewski mówi coś o "kamazie", którym należało przyjechać.
    Gości wita przesympatyczna pani Monika Agopsowicz - dyrektor instytutu. Występują przedstawiciele sponsorów i profesjonaliści związani z prasą i instytucjami działającymi na rzecz demokracji lokalnej. Szef Polskiego Komitetu Helsińskiego mówi, że kiedy z jakiegoś obszaru nie docierają informacje o kradzieżach, korupcji, a pisze się o wielkiej miłości wszystkich do wszystkich to znaczy, że tam na pewno następuje naruszanie praw człowieka. Wolna prasa to gwarant bezpieczeństwa i cenzor władzy. Przypomina mi się "Trybuna Ludu", w której wszystko było ładne, dobre, pomyślne, i porównuję ją z "Gazetą Wyborczą", która ośmieszyła polskie organy ścigania dostarczając im danych o wielkich oszustwach poznańskiej policji.
    Padło na sali szczególnie dużo słów na temat "małych ojczyzn", w których tkwi tradycja przeszłości i które też są teraźniejszością i przyszłością. Padały pytania, czy zajęcie się tymi "małymi ojczyznami" nie jest jedną z niewielu rzeczy, które właśnie teraz mają sens. Lokalna prasa ma największy wpływ na budowanie tych ojczyzn, tworzenie spójności społecznej, na łagodzenie konfliktów i na pomoc w przyjaznym współistnieniu różnych wyznań i poglądów.
    Gotowość do udziału w konkursie organizowanego przez IDEE zgłosiło ponad 330 redakcji gazet lokalnych. Podstawowym założeniem konkursu była niezależność gazety. Ostatecznie jury oceniło 149 pism i aplikacji. Po kilku turach oceny "Pałuki" jako jedna z sześciu gazet OTRZYMAŁA I NAGRODĘ. 
    Zaczyna się wręczanie nagród. Dominik podekscytowany poprawia na nosie druciki. Instruujemy go, jak ma się ustawić, aby Marian Kawka mógł zrobić dobre zdjęcie z panią Moniką Agopsowicz wręczającą dyplom. Kamerzysta z TV klnie, bo Naczelny pokazuje kamerze tylko tyły. Kończą się oklaski i wręczanie dyplomów. Przerwa. Zaczynają się prywatne rozmowy w kuluarach. Marian Kawka molestuje przedstawicielkę Agencji Stanów Zjednoczonych do spraw Rozwoju Międzynarodowego, aby z ich bazy danych dowiedzieć się coś bliższego o firmie "Sico", która chce budować w Barcinie spalarnię odpadów.
    Dominik udziela wywiadów, a między jedną a drugą rozmową łapie jurorów i upewnia się, czy nie popełnili błędów w ocenie "Pałuk". Przypadkowo dowiadujemy się od dziennikarki "Tygodnika Solidarność", Barbary Sułek-Kowalskiej o pani Helenie Lehr, żniniance, działaczce Związku Polaków w Niemczech, która mieszka w Warszawie, czyta naszą gazetę (i "Zeszyty Historyczne") i ma niezwykły życiorys. Trzeba będzie zrobić wywiad. 
Słucham rozmowy Dominika z Moniką Agopsowicz i podziwiam; w oczach ma zauroczenie - jak zresztą my wszyscy - tą miłą i subtelną kobietą. Nie przeszkadza mu to wcale w przekonaniu pani dyrektor, że "Zeszyty Historyczne" ze Żnina to wyjątkowy kwartalnik w pełni godny wsparcia finansowego przez fundację.
    Zaczyna się długa procedura wydawania nagród. Idziemy na obiad. Siedzę przy stole i oczom nie wierzę, Naczelny wyrzucił z kieszeni węża! Hojny i przemiły gospodarz. Z wielkim znawstwem smakuje zamówione czerwone francuskie wino ("Beaujolais") i po dłuższej chwili, wielkopańskim gestem, daje przyzwolenie czekającemu cierpliwie kelnerowi na rozlanie go innym do kieliszków. W trakcie obiadu trwa dalszy ciąg przekonywania Naczelnego, że "Pałuki" nie są jednak takie złe.
    Lekko ociężali wracamy do sali Auditorium Maximum. I tu konsternacja. Sala prawie pusta, a na podium tylko jeden malutki kartonik. Gienek Dobaczewski złośliwie mówi już nie o "kamazie", tylko małym fiacie, w którym i tak będzie pusty bagażnik. W kartoniku jest aparat fotograficzny. Ale jaki!
    Emocje opadają, wyjeżdżamy z Warszawy. przez długi czas będę miał w szybie samochodu piękne zachodzące słońce. W Łomiankach Dominik jeszcze przez chwilę ma wątpliwości co do oceny werdyktu jury, ale za moment, zwisając w pasach, zasypia. Niech śpi, może znowu coś mądrego wyśni. A ja, przemierzając Polskę, myślę sobie, jak to dobrze się stało, że znalazł się w Żninie Księski, którego nikt się nie kwapił sponsorować.

Aleksander Kmiećkowiak
Pałuki nr 122 (24/1994)

 

   
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości