Efekt bobrowania - kajak z pradziejów
5500 lat temu pływali nią po Wełnie
W minioną niedzielę dwóch mieszkańców Wybranowa - właściciel przyległych do rzeki terenów Marek Strzelecki oraz jego ojciec Jan Strzelecki - wydobyli z Wełny dłubankę, która prawdopodobnie powstała 5,5 tysiąca lat temu.
Jan Strzelecki opowiada archeologom, jak w rzece z synem Markiem zauważyli łódź wydrążoną w pniu fot. Sylwia Wysocka Mężczyźni przy pomocy sprzętu wydobywali z rzeki ścięty przez bobry pień topoli, który uniemożliwiał swobodny przepływ wody w rzece. Podczas usuwania pnia natrafili w wodzie na ociosany starannie pień drewna. - Nie mieliśmy pojęcia, co to jest, leżało to dziobem w kierunku środka koryta rzeki, w poprzek, do góry dnem, widać było na tym prace rąk ludzkich. Nie mieliśmy pojęcia, co to jest. Przypominało to odwróconą dnem do góry trumnę. Postanowiliśmy to wydobyć z rzeki. Przy pomocy lin i traktora wydobyliśmy nasze znalezisko na brzeg. Wówczas okazało się, że jest to łódź przypominająca wyglądem bardziej kajak - opowiada Jan Strzelecki.
Następnego dnia rano Paweł Strzelecki o odkryciu brata powiadomił ekipę archeologów z Muzeum w Biskupinie. Archeolodzy Szymon Nowaczyk, Paweł Hildebrant, Magdalena Zawol oraz konserwator Mariusz Feifer następnego dnia zjawili się w Wybranowie.
- Nie ma wątpliwości panie sołtysie, że decyzja o powiadomieniu nas o znalezisku była bardzo słusznym posunięciem. W Polsce mamy zachowanych kilkanaście takich dłubanek, a ta bez wątpienia jest jedną z najlepiej zachowanych - zapewnił Szymon Nowaczyk. - Zabierzemy ją do muzeum i poddamy konserwacji, a dalej zapadnie decyzja o jej dalszych losach, mamy nadzieję, że pozostanie ona w naszym muzeum - mówił archeolog.
- Konserwacja jej potrwa kilka lat, wiek można będzie określić poprzez badanie zwane datowaniem radiowęglowym. Jest to metoda badania wieku przedmiotów oparta na pomiarze proporcji między izotopem promieniotwórczym węgla 14C a izotopami trwałymi 12C i 13C. Możliwe jest też przeprowadzenie badań dendrochronologicznych drewna - powiedział konserwator Mariusz Feifer.
Przedstawiciele muzeum stwierdzili, że dłubanka czyli łódź o długości 3,2 metra, wykonana z jednego pnia drewna może mieć 5,5 tysiąca lat, podobnie jak pozostałości po osadzie z tamtych czasów we wsi. Należałaby więc do ludzi mieszkających tu ok. 2 tysiące lat wcześniej niż budowniczowie Biskupina i 3,5 tysiąca lat później, niż łowcy reniferów - pierwsi, jakich odnotowała po ustąpieniu skandynawskiego lodowca nasza ziemia. Domniemani użytkownicy dłubanki byli współcześni Otziemu - Człowiekowi Lodu z południowego Tyrolu.
Mieszkańcy zastanawiają się, skąd wzięła się w rzece zabytkowa dłubanka, skoro dwa czy trzy lata temu prowadzone było oczyszczanie rzeki sprzętem specjalistycznym i wówczas nic tam nie znaleziono. Kierownik Miejsko-Gminnej Spółki Wodnej w Janowcu potwierdza, że rzeka była czyszczona. - Wówczas nic takiego w wodzie nie było, nie było nawet jakiś innych szczątków, które by zapowiadały takie znalezisko. Rzeka była pogłębiana, teraz tama zbudowana przez bobry spowodowała erozję dna i przypuszczam, że właśnie ruch wody przed tamą powodujący wypłukiwanie dna rzeki spowodował, że dłubanka wydobyła się z głębszych warstw do wody. Widocznie musiała być jeszcze głębiej, co miało pewnie wpływ i na to, że tak dobrze jest zakonserwowana - powiedział Witold Swacha. Zapewnił jednocześnie, że na rozbiórkę tam na Wełnie otrzymali pozwolenie.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 878 (50/2008)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze