Strajk kobiet powrócił na ulice polskich miast tuż po publikacji uzasadnienia wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie całkowitego zakazu aborcji eugenicznej, dopuszczającej usunięcie ciąży w chwili, gdy badania prenatalne albo inne przesłanki wskazują na duże prawdopodobieństwo nieodwracalnego upośledzenia płodu lub choroby, która zagraża jego życiu. W środę, 27 stycznia kilku protestujących przybyło w okolice żnińskiego rynku.
W środę, 27 stycznia na prywatnej grupie utworzonej na jednym z portali społecznościowych jeszcze w czasie ogólnopolskich, jesiennych strajków kobiet, pojawił się wpis zachęcający do wyjścia na ulice Żnina. - Widzimy się o 20.30 na rynku. Spotykamy się spontanicznie i protestujemy (...). Zbierajcie po drodze znajomych i rodziny. Udostępniajcie tą informację. Wychodząc z domu w kierunku rynku już możecie krzyczeć ***** ***. Prośba do Was wszystkich, jeżeli będzie Policja w żaden sposób nie zaczepiajcie ich, bądźcie grzeczni - pisała jedna z uczestniczek manifestacji. Zasięg postu okazał się jednak ograniczony i ostatecznie wokół rynku, w asyście policji spacerowało tylko 7 osób. Obserwowało ich aż 6 mundurowych, którzy nawoływali do rozejścia się ze względu na trwający stan epidemii. Protestujący zaopatrzeni byli w przenośne nagłośnienie, z którego oprócz takich kawałków jak "Po co wolności" Kultu wybrzmiało nagranie wypowiedzi prawnika, przypominające o prawach zgromadzonych. W ich planach są kolejne, być może większe manifestacje, o których poinformujemy już wkrótce.
Przypominamy słowa uczestniczącego w październikowych i listopadowych protestach ginekologa z wieloletnim doświadczeniem Wojciecha Szczęsnego, który postanowienie TK uznał za wyrok dla kobiet i cofnięcie się Polski dziesiątki lat wstecz. - Największym problemem jest fakt, że kobiety będą zmuszone do porodu bardzo uszkodzonych płodów z bezgłowiem, z bezmózgowiem, z brakiem narządów wewnętrznych. Są to tak zwane wady letalne. Ilość powikłań, jakie czekają kobiety w okresie okołoporodowym będzie dwa razy większa z powodu występującej ciężkiej embriopatii. W przypadku, kiedy wiemy już - dzięki diagnostyce prenatalnej, że płód nie przeżyje, to zmuszanie kobiety do kontynuacji ciąży o kolejne miesiące i do porodu jest dramatem dla niej i jej rodziny. Zwiększa to wówczas dwukrotnie prawdopodobieństwo ciężkich powikłań zdrowotnych, a nawet utratę życia - tłumaczył w rozmowie z Pałukami Wojciech Szczęsny. W swojej praktyce lekarskiej ginekolog nie spotkał się z usunięciem ciąży przez kobietę, u której badania nienarodzonego dziecka potwierdziły np. zespół Downa. Nigdy jednak żadna z jego pacjentek nie zdecydowała się na donoszenie ciąży przy skrajnie ciężkich wadach płodu, kiedy nie miał on szans na przeżycie. - Często zdarza się, że takie wady płodu występują u kobiet po 35. roku życia. Często są to pierwsze ciąże. To co teraz nastąpi zablokuje plany rodzicielskie kobiet dotkniętych traumą na kolejne miesiące, a nawet lata - ocenił lekarz.
Justyna Kulpińska, 28 I 2021
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze