Reklama

80 metrów od szpitala, a karetka przyjechała z Kcyni

Bronisław Jarocki zainteresował się kobietą, która zasłabła
   fot. Remigiusz Konieczka

Szubin
     80 metrów od szpitala, a karetka przyjechała z Kcyni
     Mieszkanka Szubina szła do Domu Kultury. Tego dnia miała świętować swoje niedawne imieniny. Wyszła z domu, ale do celu nie dotarła. Przewróciła się i zmarła. Jeden z przechodniów organizował pomoc. Twierdzi, że gdyby karetka przyjechała szybciej, to kobieta mogłaby żyć.

     Świadkiem zdarzenia był Bronisław Jarocki, który przechodził wąskim przejściem z ul. Kcyńskiej na ul. Ogrodową. Mieszkanka Szubina szła w kierunku przeciwnym. Zmierzała do Szubińskiego Domu Kultury, znajdującego się przy ul. Kcyńskiej, aby świętować swoje imieniny wraz ze znajomymi z zespołu seniorów Jesienny kwiat. Do celu jednak nie doszła. Dwadzieścia metrów od początku przejścia (od ul. Ogrodowej) kobieta się przewróciła.
     - Było to dokładnie o 17:54. Ja szedłem z ul. Kcyńskiej. Tam w przejściu jest taki ostry zakręt. Jak wyszedłem z tego zakrętu, to na nią prawie wpadłem. Ona już leżała. Jak do niej doszedłem, to z ul. Ogrodowej szło trzech chłopaków. Mieli po 23 lata. Widzieli, co się dzieje, że kobieta się przewróciła i dobiegli do nas. Jeden z nich wykręcił numer na pogotowie, nie 112, ale bezpośrednio. Tam pani w dyspozytorni powiedziała, że jest bezsilna, bo nie ma na miejscu karetki.

       A wszystko działo się 80 metrów od szpitala. Jedyna karetka była w Kcyni. Zmobilizowałem chłopaków i pobiegli do szpitala po pomoc. Rozdzielili się i narobili tam hałasu, żeby ktokolwiek przyjechał. Początkowo nie pojawił się nikt. Ponoć lekarz nie może opuścić oddziału. Dziwi mnie to, bo lekarz powinien zareagować - relacjonuje Bronisław Jarocki i dodaje, że to zdarzenie - ze strony przechodnia też nie jest proste: - Mogłem iść dalej i udawać, że nic się nie stało. Mogłem pomyśleć, że leży jakaś pijana baba i co mi do tego. Potem nie mogłem się stamtąd ruszyć. Jeśli coś by zginęło, a mnie by nie było, to ktoś mógłby pomyśleć, że ja coś zabrałem, a tam były dokumenty, pieniądze, torba.
     Z relacji mieszkańca Szubina dowiadujemy się, że po 14 minutach przyjechał samochód, ale nie była to karetka ratownicza. - Oni przy sobie nic nie mieli. Zaczęli reanimować kobietę. Po kolejnych 12 minutach przyjechała karetka, która była w Kcyni. Ci ratownicy byli dobrzy, aktywni, ratowali ją, jak mogli. Później wezwali jeszcze karetkę z Nakła. Przyjechali gdzieś przed 19:00. Ale kobieta już od dawna nie żyła. Na początku pewne znaki życia dawała. Gdyby karetka była w trzy, cztery minuty, to myślę, że by żyła - twierdzi. - Gdyby chłopcy nie robili szumu, to nikt by nie przyjechał.
     Nieco inna sekwencja zdarzeń wynika z dokumentacji medycznej oraz nagrań zarejestrowanych w dyspozytorni pogotowia. Dyrektor Nowego Szpitala w Nakle i Szubinie Tomasz Ławrynowicz powiedział, że karetka zjawiła się na miejscu po dwunastu minutach, mimo że jechała z Kcyni. Zgłoszenie na pogotowiu odnotowano o 17:58. O 17:59 nastąpił wyjazd karetki z Kcyni, co zostało odnotowane w karcie wyjazdu zespołu podstawowego. Karetka szubińska była w terenie u innego pacjenta i nie mogła dotrzeć na miejsce. Ta z Kcyni przyjechała do Szubina o 18:11. O 18:16 z Nakła wezwano do pomocy dodatkowo karetkę specjalistyczną, która dotarła na miejsce zdarzenia o 18:28.

Reklama

     Dyrektor dodał, że stan pacjentki był na tyle trudny, że uratować się jej nie udało, pomimo podjętej akcji przez lekarzy i ratowników. Tomasz Ławrynowicz powiedział też, że przy pacjentce znalazł się lekarz pełniący wówczas dyżur w szpitalu na nocnej opiece lekarskiej. Dyrektor podkreślił, że wyszedł do pacjentki leżącej poza terenem szpitala. Nasz rozmówca powiedział nawet, że takiego przypadku, że lekarz opuszcza dyżur zostawia innych pacjentów potrzebujących pomocy i wychodzi do pacjenta, powinno nie być, ale zdecydowała chęć udzielenia pomocy, trzeźwość umysłu oraz wyjątkowość sytuacji.
     - Jeśli już się coś dzieje, to lekarz jednak ratuje życie i opuszcza szpital. Ale należy pamiętać, że do udzielania pomocy w nagłych wypadkach są zespoły  ratownictwa medycznego.  Na szczęście poza regulacjami prawnymi obowiązuje jeszcze zdrowy rozsądek - stwierdził Tomasz Ławrynowicz.
     Rzecznik Praw Pacjenta Krystyna Barbara Kozłowska powiedziała nam coś innego, a mianowicie - że lekarz, będący w trakcie np. dyżuru w szpitalu, powinien w tej sytuacji udzielić natychmiastowej pomocy, jednak po uprzednim uzyskaniu zgody osoby kierującej szpitalem. Poza tym, obowiązkiem personelu ratownictwa medycznego jest zapewnienie pomocy każdej osobie znajdującej się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego.
     - Opisane zdarzenie dotyczy kobiety, u której stan nagły zagrażający życiu wystąpił w związku z zasłabnięciem. Było to zdarzenie nagłe i nieprzewidziane. W kwestii udzielenia pomocy medycznej nie ma znaczenia miejsce, gdzie doszło do zdarzenia, lecz fakt czy zagrożone jest zdrowie bądź życie osoby. Zaznaczę, że obowiązek udzielenia pomocy medycznej w tego typu zdarzeniach spoczywa na każdym, kto jest jego świadkiem i jest zdolny do podejmowania czynności ratowniczych. Dlatego też tym bardziej obowiązek taki spoczywa na każdym zakładzie opieki zdrowotnej i personelu medycznym - informuje rzeczniczka.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1007 (22/2011)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości