Przyczyną ulatniania się amoniaku było odkręcenie zaworu na zbiorniku. Strażacy zakręcili zawór i zneutralizowali ulatniający się amoniak. fot. Remigiusz Konieczka
- Samo się nie odkręciło
Amoniak nad Żninem
W czwartek wieczorem doszło do wycieku amoniaku ze zbiornika usytuowanego w Browarze Żnin. Amoniak zneutralizowali strażacy. teren przez całą noc zabezpieczali policjanci. Do odpowiedzialności ma zostać pociągnięty pełnomocnik właścicieli.
Straż i policję zaalarmowali mieszkańcy budynku przy ul. Mickiewicza 25.
- Jak przyszłam z pracy do domu, to było czuć amoniak. Jak przyszła siostra około 17:00, to postanowiła zawiadomić straż i policję. Trzeba przyznać, że przyjechali natychmiast. Zaraz potem zjawili się policjanci - mówi mieszkanka budynku.
- Gryzło w gardło i szczypało w oczy - dodaje mężczyzna, mieszkający w tym samym budynku.
Mieszkańcy mówili, iż wcześniej słyszeli o tym, że ktoś przychodzi wieczorem do browaru i wypuszcza amoniak w powietrze. Nie wiedzieli jaka jest przyczyna czwartkowego wycieku, ale potwierdzili, iż z tak dużym natężeniem spotkali się pierwszy raz.
- Po prostu amoniak zaczął nam wchodzić do domu - mówią lokatorzy budynku.
Amoniak w browarze służył do chłodzenia pomieszczeń, w których przechowywane jest piwo. Na łamach "Pałuk" informowaliśmy o zagrożeniu wynikającym z braku nadzoru i ze stanu instalacji technicznej.
- Był WIOŚ, był dozór techniczny i nic nie wykryli - informował starosta Zbigniew Jaszczuk, który przybył na miejsce zdarzenia. Oprócz niego był również burmistrz Leszek Jakubowski oraz obydwaj komendanci: straży pożarnej Grzegorz Rutkowski i policji Piotr Stachowiak.
Akcja ratownicza polegała na zneutralizowaniu amoniaku poprzez polewanie go wodą, z którą amoniak się wiąże w procesie chemicznym. Kapitan Sławomir Ryś powiedział, że przyczyną wycieku amoniaku była działalność ludzka.
- Samo się nic nie odkręciło. Zawór był odkręcony, a zagrożenie i skutki mogły być poważne. Na szczęście w porę substancja została zneutralizowana i zagrożenia nie było - mówił Sławomir Ryś.
Komendant PSP Grzegorz Rutkowski powiedział, że przyczyną tak dużej wyczuwalności amoniaku były przede wszystkim warunki atmosferyczne i brak przysłowiowego ciągu oraz kierunek wiatru. Dla obecnych na miejscu służb stało się jasne, że ulatnianie amoniaku było celowym działaniem, a proceder był uprawiany od dłuższego czasu. Starosta powiedział, że w zbiorniku mogło zostać ok. 300 kg amoniaku. Jeden z byłych pracowników mówił, że kiedy browar funkcjonował było tam ok. pół tony amoniaku. Łatwo obliczyć, że brakuje 200 kg. Starosta dodał, że zostanie wszczęte postępowanie wyjaśniające całą sytuację. W tym celu straż i policja będą kontaktować się z przedstawicielem właścicieli asisstant vice presidentem Dariuszem Piechowskim.
Przez całą noc z czwartku na piątek teren browaru był pilnowany, ponieważ po odkręceniu zaworu ulotnił się nie tylko amoniak, ale również osoba, która zawór odkręciła. Komendant straży i starosta żniński zapewnili, że amoniak ze zbiornika zostanie usunięty. Musi to jednak zrobić specjalistyczna firma.
Szerzej na ten temat napiszemy w najbliższym wydaniu "Pałuk", 22 listopada.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze