Furtka była otwarta
Bardzo wyczuwalny amoniak
Strażacy ze żnińskiej komendy Państwowej Straży Pożarnej podczas wycieku amoniaku w browarze narażali swe życie. Jeden z nich musiał skorzystać z aparatu tlenowego. Zeznań tych nie słyszał Dariusz P., który na rozprawie się nie zjawił.
Dariusz P., zarządca żnińskiego browaru, jest oskarżony o rozszczelnienie instalacji amoniakalnej oraz stworzenie zagrożenia dla zdrowia i życia mieszkańców Żnina. Oskarżony nie przyznaje się do stawianych mu przez prokuraturę zarzutów.
Przed tygodniem odbyło się drugie posiedzenie sądu w tej sprawie. Była księgowa browaru Ewa G. zeznała, że w dniu, w którym doszło do wycieku amoniaku, Dariusz P. wyjechał z zakładu po piętnastej. W czasie, kiedy oskarżony przebywał w zakładzie, nie wyczuła woni amoniaku ani żadnego dziwnego zapachu. Po co Dariusz P. podczas swej wizyty w zakładzie wchodził do pomieszczeń oraz co tam robił, tego Ewa G. nie wie.
Zygmunt M., pracownik Urzędu Dozoru Technicznego w Bydgoszczy, wyjaśnił, że UDT kontroluje raz na 4 lata urządzenia do przechowywania amoniaku. Zygmunt M. sprawdzał zbiorniki amoniakalne w październiku 2007 roku, czyli na miesiąc przed wyciekiem. Stan techniczny zbiorników, w których znajdował się amoniak, nie budził zastrzeżeń.
- Przy instalacji amoniakalnej zawsze się wyczuwa opary amoniaku. Na terenie zakładu było 6 zbiorników z amoniakiem. Sam sugerowałem panu P., żeby pozbył się amoniaku, bo nie było sensu ponosić kosztów dozoru, skoro w browarze nie było już produkcji. On to przyjął do wiadomości - zeznał Zygmunt M.
Według Sławomira R., emerytowanego strażaka, który brał udział w akcji ratowniczej podczas wycieku amoniaku, zapach gazu był wyraźnie wyczuwalny. Zauważył, że na zbiorniku, z którego ulatniał się amoniak, były odkręcone śruby.
- Moim zdaniem była tam ingerencja człowieka. Nie wydaje mi się, żeby śruby same się poodkręcały - zeznał świadek.
Sławomir R. podkreślił, że strażacy z komendy PSP w Żninie, którzy zamknęli zawór, z którego ulatniał się amoniak, podczas akcji ryzykowali życie i zdrowie, ponieważ nie posiadali żadnych ubrań ochronnych, natomiast jednostka ratownictwa chemicznego dotarła na miejsce później. Jeden ze strażaków biorących udział w akcji musiał sobie podać tlen, gdyż w jego płucach znajdowały się opary amoniaku.
Kolejny strażak Zbigniew L. zeznał, że zapach amoniaku było czuć przy sąsiadującym ze żnińskim browarem budynku mieszkalnym. Dlatego mieszkańcy tegoż budynku powiadomili straż o zaistniałej sytuacji. - My tam z kolegą byliśmy pierwsi. Na teren browaru wchodziliśmy przez furtkę, która była otwarta. Brama natomiast była zamknięta. Weszliśmy i udaliśmy się w kierunku zbiorników z amoniakiem. Woń była coraz bardziej wyczuwalna. Widać było, że w jednym miejscu wydobywał się opar. Widząc to zakręciłem zawór. Zawór łatwo się kręcił - wyjaśnił Zbigniew L.
Z uwagi na zaplanowany urlop przewodniczącego składu orzekającego Łukasza Bema rozprawa została odroczona do 14 stycznia.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 876 (48/2008)
Inne teksty na ten temat:
Amoniak zniknął
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze