Żale do MOPS
Będzie komisja wydająca żywność
Od prawie pół roku mieszkanka Łabiszyna otrzymuje tytułem zasiłku chorobowego z ZUS 80% dawnej pensji. Dlatego jej dochody na osobę w rodzinie są mniejsze, niż gdy pracowała. Mimo to zasiłek celowy z pomocy społecznej, obliczany w oparciu o wysokość dochodów, też jest mniejszy niż był wtedy, gdy dochody miała większe.
Renata Wisz zarzuca opiece społecznej w Łabiszynie m.in. to, że pomoc żywnościowa jest rozdawana osobom nie zawsze uprawnionym i nie w równej ilości na członka rodziny objętej pomocą Renata Wisz mieszka w kompleksie budynków, które mają jedno podwórze: ratusz w Łabiszynie, dom z mieszkaniami komunalnymi i Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Z uwagi na to, że dochody Renaty Wisz nie były już wcześniej wysokie, otrzymywała ona od MOPS pomoc w postaci zasiłków celowych. Zasiłki okresowe, które gwarantują regularną pomoc, Renacie Wisz nie przysługiwały i nie przysługują teraz. Jej dochody są na to zbyt wysokie. Jednak ma ona możliwość skorzystania z pomocy w formie zasiłku celowego. To forma finansowej pomocy na konkretny, uzasadniony cel. W przypadku Renaty Wisz były to zasiłki celowe na żywność i na lekarstwa, które musi wykupować na recepty dla syna. Ten 19-letni chłopiec nadal się uczy, ale jednocześnie choruje i musi regularnie zażywać drogie leki.
W NIEKTÓRYCH MIESIĄCACH NIŻSZE, ALE SĄ
Do końca zeszłego roku Renata Wisz pracowała w sklepie mięsnym w Brzozie Bydgoskiej. W połowie grudnia doznała podczas pracy, podnosząc skrzynię z mięsem, urazu kręgosłupa i musiała iść na długotrwałe zwolnienie chorobowe. Z końcem roku skończyła się jej umowa okresowa z pracodawcą. Renata Wisz była przyzwyczajona w poprzednich latach do tego, że pracodawczyni po upłynięciu kolejnej umowy na czas określony podpisywała z nią podobną na następny termin. Liczyła, że tak będzie i teraz. Jednak w momencie, gdy znalazła się na zwolnieniu chorobowym, jej szefowa nie przedstawiła jej propozycji następnej umowy. Teraz zatem dochód Renaty Wisz to zasiłek chorobowy przynajmniej do końca czerwca, do kiedy obowiązuje zwolnienie. Zasiłek chorobowy w wysokości 80% dawnej pensji łabiszyniance wypłaca Zakład Ubezpieczeń Społecznych.
Obecny zatem dochód Renaty Wisz jest niższy niż w minionym roku. Wtedy, gdy wnioskowała o zasiłki celowe do MOPS, otrzymywała nawet 150 zł na miesiąc. Teraz otrzymuje mniej. To zdaniem Renaty Wisz jest niesprawiedliwe, bo przy wyższym dochodzie zasiłki były też wyższe. Dostaje ona obecnie ponad 800 zł miesięcznie. Ponadto 400 zł otrzymuje syn w postaci alimentów, które przesyła w imieniu ojca chłopca była teściowa Renaty Wisz. Tymczasem jedna recepta dla syna to wartość nawet 50 zł. Łabiszynianka ma też problem z regulowaniem rachunków. Nie starcza na wszystkie potrzeby, ale też Renata Wisz zdaje sobie sprawę, że jest jedną z licznych potrzebujących. Dlatego w przeszłości nie co miesiąc, a tylko gdy już nie miała w ogóle pieniędzy, a konieczny wydatek przed sobą, przychodziła do MOPS z wnioskiem o zasiłek celowy. Teraz zarzuca opiece społecznej niesprawiedliwość.
Pełniąca obowiązki kierownik MOPS w Łabiszynie Beata Januszkiewicz odpowiada: - W sprawie zasiłków celowych dotychczas wydawałam wyłącznie pozytywne decyzje. Nie chodzi tutaj tylko o panią Renatę Wisz, ale o wszystkich wnioskujących podopiecznych. Nie mniej jednak wysokość zasiłków celowych jest różna. W zależności od konkretnego wnioskodawcy i sytuacji, w której się znajduje on i jego rodzina żyjąca w jednym gospodarstwie domowym.
- Dlaczego pani powiedziała mi wczoraj, że nie przysługuje mi tak naprawdę żaden zasiłek, bo nie spełniam kryteriów dochodowych? W zeszłym roku spełniałam, a teraz nie, choć mam mniejszy dochód? - mówiła do p.o. kierownik MOPS Renata Wisz w ostatni wtorek, podczas kolejnej wizyty, której byliśmy świadkami.
- To nie tak, pani źle to rozumie. Nie przysługuje pani zasiłek okresowy i o tym była mowa. Natomiast zasiłki celowe w różnych kwotach zawsze pani otrzymywała i jeśli będzie trzeba je przyznać, z uwagi na konkretne pani czy syna potrzeby w przyszłości, to będą przyznane - tłumaczyła w odpowiedzi Beata Januszkiewicz.
P.o. kierownik MOPS wyjaśniła również, że pod koniec zeszłego roku Renata Wisz, jak i inni podopieczni, mogła dostawać wyższe zasiłki celowe niż jest teraz, bo zwykle w ostatnim kwartale jest do dyspozycji w kasie więcej pieniędzy. Zagwarantowane wcześniej środki często spływają dopiero w ostatnim kwartale.
- Nie może pani mówić, że nie otrzymuje pani zasiłków celowych, bądź że grozimy, iż ich pani nie będzie otrzymywała. Może w niektórych miesiącach są one niższe niż w innych, ale jednak są. Proszę: pani Renata Wisz otrzymała 18 listopada ub.r. 150 zł zasiłku celowego, 7 grudnia 100 zł, 27 stycznia 150 zł, 3 lutego 40 zł, 10 lutego też 40 zł, 17 lutego 150 zł, 22 i 28 marca po 50 zł, 18 kwietnia 40 zł, 27 kwietnia 50 zł, a dzisiaj, 31 maja miała pani decyzję o 50 zł zasiłku - pani kierownik wyliczała kwoty zasiłków celowych wypłacone Renacie Wisz z MOPS od listopada.
ZGODA MUSI BYĆ
Renata Wisz zarzuciła pani kierownik, że w MOPS pracownicy pozwalają podopiecznym pobierać pieniądze w ramach zasiłków, choć nie ma na to decyzji kierownika. Beata Januszkiewicz stanowczo powiedziała, że tak nie może być. - O wszystkich wypłatach zasiłków muszę mieć wiedzę i mam. Wiem, że nie zawsze danego dnia jestem na miejscu. Mogę mieć przecież urlop, a czasami pieniądze podopieczny potrzebuje zaraz, bo przecież mówimy tu o zasiłkach celowych, czyli np. na lekarstwa, które trzeba zaraz kupić, a nie czekać na mój powrót do pracy i podpisanie przeze mnie decyzji. Przyznaję, są takie dni, gdy mnie nie ma, a pracownik zezwala pobrać pieniądze w ramach zasiłku, choć ja decyzji nie podpisałam w tej sprawie. Jest to bowiem wcześniej ze mną konsultowane przez pracownika telefonicznie. Dopiero, kiedy zgodzę się telefonicznie, pieniądze mogą być wypłacone nawet, gdy nie ma jeszcze decyzji podpisanej przeze mnie formalnie - przedstawia Beata Januszkiewicz.
PODOPIECZNY PO DRUGIEJ STRONIE
Renata Wisz uważa, że nieprawidłowości są również przy rozdzielaniu przez pracowników ośrodka darów rzeczowych. Otóż, co jakiś czas MOPS pozyskuje konserwy, mleko w kartonach, masło i inne produkty żywnościowe, które są rozdzielane tym, którzy są podopiecznymi ośrodka. - Osobiście widziałam, jak jedna osoba wynosiła stąd o wiele więcej mleka niż się przysługiwało w przeliczeniu na osoby w rodzinie. Wiem, ile osób mieszka w tej rodzinie. Przecież w takim małym miasteczku wszyscy się znają. Zbulwersowała mnie i kilka moich znajomych pewna jeszcze inna sytuacja. Otóż pewnego dnia rozdzielane było przez pomoc społeczną masło. Przyszedł do MOPS również brat jednej pani tutaj pracującej i wyszedł z reklamówką, w której miał masło. My, podopieczne MOPS, stałyśmy na ulicy i widziałyśmy, że wrzuca 5 kostek w przejrzystej torbie do samochodu. Robił to na naszych oczach, chociaż nie jest na co dzień podopiecznym MOPS, a tylko, albo - jak widać w tym przypadku - aż bratem pani tutaj pracującej. To było tak, że najpierw, przed wizytą brata pani pracowniczki socjalnej, dla prawdziwych beneficjentów masła nie było, bo ponoć się skończyło. Jednak, kiedy weszłam ponownie z pretensją, że przed chwilą widziałam, jak ów brat wynosił dary żywnościowe, choć mu się nie należą, to zostałam uciszona i zaraz masło się dla mnie znalazło. Byle tylko nie robić afery. Dlaczego pani kierownik na takie rzeczy pozwala? - zarzucała Renata Wisz.
Beata Januszkiewicz ripostowała, że do siedziby MOPS wchodzą nie tylko zainteresowani pozyskaniem pomocy społecznej, ale też np. zwykli podatnicy gminy, bo kasa Urzędu Miejskiego i kasa MOPS znajdują się w tym samym okienku. Są sytuacje, że ktoś chce zapłacić np. podatek od nieruchomości, albo załatwić inną sprawę i wchodzi do budynku z zakupami. Wychodząc później może być błędnie oceniony, że wynosi dary żywnościowe z MOPS, które mu się w rzeczywistości nie należą.
P.o. kierownik postanowiła poprosić też na rozmowę z Renatą Wisz pracowniczkę, której brat miał według tej drugiej otrzymać żywność, choć nie jest podopiecznym. - To kłamstwo, tak nie było. Brat mógł wziąć stąd stare, puste kartony - mówiła pracowniczka.
Jednak Beata Januszkiewicz przyznała, że to nie pierwsze niejasności w związku z rozdzielaniem pomocy rzeczowej w postaci żywności. Już wcześniej pracownicy MOPS zastanawiali się, jak zorganizować rozdział tej żywności, aby nie było niedomówień i zarzutów. - Nieraz były tutaj wśród podopiecznych zarzuty, że wydajemy więcej żywności niż się danej rodzinie przysługuje, albo wydajemy osobom, które nie są naszymi podopiecznymi, np. rodzinie. Ja powiem tylko, że jest też wiele osób, o których wiemy, że należałaby się im taka pomoc i powinny one po nią przyjść. Nie robią tego jednak wszyscy z nich. Niektórzy z powodu zażenowania, że trzeba wejść do ośrodka pomocy po żywność, a później przy wyjściu są wytykane przez niektórych palcami. Niemniej jednak uważam, że przy okazji następnego rozdziału żywności, co może mieć miejsce pod koniec czerwca, spróbujemy powołać komisję z pracowników socjalnych i podopiecznych MOPS, która będzie wydawała żywność na podstawie listy, gdzie będzie ewidencjonowane, kto pobrał ile sztuk danego produktu. Proszę, pani Renata Wisz też może być w takiej komisji - zaproponowała na koniec Beata Januszkiewicz.
Jednak zaproszona do wzięcia udziału w komisji odmówiła, jest bowiem na zwolnieniu chorobowym. Beata Januszkiewicz powątpiewała dalej w to, czy uda się znaleźć jakichkolwiek chętnych spośród podopiecznych, którzy weszliby w skład takiej komisji wydającej dary. Zdaniem pani kierownik, zawsze tak jest tam, gdzie rozdzielana jest pomoc, gdy potrzebujących jest więcej niż tej pomocy. Jednak, kiedy zaproponuje się podopiecznym, żeby stanęli po drugiej stronie i w asyście pracowników mieli możliwość wydawania żywności innym uprawnionym podopiecznym, to trudno będzie znaleźć chętnych. Większość nie chciałaby w tym uczestniczyć, aby z kolei teraz oni nie zostali oskarżeni przez pozostałych o niesprawiedliwość w wydawaniu tej pomocy. Mimo to ośrodek postara się stworzyć podczas najbliższej okazji taką komisję.
MIMO STARAŃ
Beata Januszkiewicz zakończyła smutną refleksją, że jakkolwiek pracownicy socjalni by się nie starali, to nie można wykluczyć, że ktoś oszukuje państwo i gminę Łabiszyn. - Wielu ludziom łatwo jest krytykować MOPS, że wydaje pieniądze czy żywność osobom może nie wykazującym wielkich dochodów i formalnie spełniającym kryteria przyznania tej pomocy. A w rzeczywistości osoby te żyją na wysokim poziomie materialnym dzięki dochodom z pracy na czarno, także uzyskiwanym za granicą. Jednak nie zawsze nawet regularne wizyty pracowników w domach tych podopiecznych kończą się możliwością wejścia do tych domów i przyjrzenia się sytuacji materialnej. Często bowiem pracownik nikogo nie zastaje. Poza tym niektórzy z tych nieuczciwych wobec innych ludzi, którzy formalnie są bez dochodów albo z małymi dochodami, a w rzeczywistości zarabiają w szarej strefie, pieniądze lokują gdzie indziej. Choćby w dzieci, wnuki itd. My niestety nie jesteśmy w stanie zweryfikować wszystkich przypadków, bo to po prostu niemożliwe. Choćbyśmy nie wiem jak się starali - kończy Beata Januszkiewicz.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1007 (22/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze