Co prawda bobry nie zapadają w sen zimowy, ale i tak jesień to dla nich intensywny czas. Gromadzą przy wyjściach ze swoich nor lub przy wyjściu z żeremia zapasy pokarmu. Pozyskują go w postaci drobniejszych gałęzi, bo te mają wartość energetyczną. Ale między stawem torfowym, gdzie zbudowały sobie żeremie, a nurtem Sraliwki za ul. Wyzwolenia w Barcinie młode krzaki zostały przez nie pożarte już w poprzednich latach. Teraz więc zabrały się za dorodne topole i wiekowe wierzby. Już w sąsiedztwie przydomowych ogródków i garaży.
Kilkanaście lat temu nad Noteć, m.in. w okolice Barcina, wróciły bobry. Był to w dużej mierze skutek inwestycji samorządów lokalnych w infrastrukturę związaną z odprowadzaniem i oczyszczaniem ścieków. Woda w Noteci stała się czystsza i to przyciągnęło bobry. Zwierzęta te znajdują się pod ochroną. Nie wolno ich zabijać. Są one widomym znakiem, że stan środowiska naturalnego Noteci poprawił się, ale też mogą być same zagrożeniem dla cennych okazów drzew. Może nie ma w tej okolicy pomników przyrody, ale niektóre drzewa stanowią o malowniczości terenu. Poza tym w ich koronach bytują ptaki i inna fauna. Tymczasem drzewa i chaszcze nadnoteckie stają się łakomym kąskiem dla bobrów, które chętnie budują tutaj swoje żeremia.
Ostatnio już nawet w obszarze starego miasta i to nie tylko nad samą Notecią. Także nad rowem melioracyjnym przecinającym barcińskie łąki, nazywanym Sraliwką. Zresztą nazwa ta jest tylko historycznym świadectwem tego, jaką rolę miał ów ciek w odprowadzaniu ścieków bytowych ze starego miasta właśnie jeszcze około 40 lat temu.

Tutaj, przy największym torfniku na barcińskich łąkach, jednocześnie kilkadziesiąt metrów od "Sraliwki" i tylko kilkaset od jej ujścia do Noteci, bobry zbudowały sobie dom fot. Karol Gapiński
Konkretnie bobry zbudowały żeremia na lewym brzegu Sraliwki, kilkaset metrów od ujścia, za ul. Wyzwolenia. Dogodnym dla nich miejscem okazały się chaszcze i trzcinowiska między korytem Sraliwki a bagnem, koło torfowego stawu. Grubsze gałęzie z przetrzebionych krzaków posłużyły im do zbudowania przytulnego gniazda nad torfnikiem. Stamtąd przechodzą zrobioną przez siebie ścieżką w trzcinach aż nad Sraliwkę, gdzie swoimi pracowitymi zębami zabierają się już nie tylko za swobodnie rozrastające się krzaki. W ich zainteresowaniu są też stare topole i wierzby.
Do miejsc tych zaprowadził nas jeden z mieszkańców ostatniego domu przy ul. Wyzwolenia (w czasach dra Stanisława Krzysia była tam przychodnia), Rafał Dreżewski. Jak opowiada, działalność bobrów jest uciążliwa dla uprawiających ogródki na prawym brzegu Sraliwki. Bobry budują tamy, a spiętrzona woda z rowu melioracyjnego podtapia grządki z warzywami. Ponadto bobry mogą dobrać się do pni drzewek owocowych. Nie wiadomo, czy pobielenie kory powstrzymałoby ich apetyty. Choć w tym miejscu dodać trzeba, że bobry wcale nie delektują się samym pniem, a jeszcze doprowadzają do obalenia drzewa, by dobrać się do drobnych gałęzi o największej dla nich wartości energetycznej. Te trochę grubsze gałęzie skrupulatnie transportują w miejsce, gdzie budują żeremie.

Efekty wcześniejszej działalności bobrów na prawym brzegu "Sraliwki". Na dalszym planie pobielone drzewka w prywatnym ogrodzie. fot. Karol Gapiński
Na szczęście możliwość podtopień ogródków regularnie ograniczają pracownicy Gminnej Spółki Wodnej w Barcinie. Oczyszczają dno Sraliwki z drobnych, pogryzionych gałęzi. Ale Rafał Dreżewski i tak widzi, jaka to syzyfowa praca. Tymczasem bobry zabrały się za największe, pewnie półwiekowe i starsze drzewa, które tam rosną. Ludzie nie mają narzędzi, by sobie z tym problemem poradzić. Oczywiście chcąc być w zgodzie z prawem. A przecież tamy i podtopienia to i tak tylko jedno z zagrożeń. Drzewo ścięte przez bobry może się też przewrócić na garaże i pomieszczenia gospodarcze, które stoją na podwórku, niemal nad brzegiem Sraliwki.
Kilka dni po rozmowie z Rafałem Dreżewskim pokazaliśmy zdjęcia z działalności bobrów w Barcinie Leszkowi Dolacińskiemu, zwanemu Pałuckim Dobą, ponieważ uwielbia samotne, wielodniowe spływy swoim kajakiem na niebanalnych szlakach wodnych. Leszek Dolaciński stwierdził, że jedyną skuteczną metodą na ochronę drzewa przed bobrami jest owinięcie wokół pnia na wysokość około 1,5 m drucianej siatki.

Drobne krzaki już się bobrom kończą fot. Karol Gapiński
Zapytaliśmy o to przewodniczącego Gminnej Spółki Wodnej w Barcinie, Grzegorza Potempę. Przyznał, że bobry sprawiają dużo problemów pracownikom melioracji. Nad Notecią narzekają też na uciążliwości powodowane przez żerowanie i bytowanie tych zwierząt wędkarze czy żeglarze. Nad umieszczaniem siatek na pniach drzew Grzegorz Potempa się nie zastanawiał. Jeśli gmina Barcin albo Gospodarstwo Wody Polskie takie zlecenie złożą, to spółka może się tym zająć.To jednak są koszta zakupu materiałów. Poza tym szef Gminnej Spółki Wodnej zastanawia się, czy zakładanie siatki metalowej na drzewa jest bezpieczne dla bobrów? Co będzie, gdy któryś z nich zahaczy kłami o metal, zaplącze się i koniec końców zdechnie w męczarniach? Czy GSW wówczas będzie pociągnięta do odpowiedzialności karnej za łamanie ustawy o ochronie zwierząt?

Rafał Dreżewski na stercie bobrzych zapasów na zimę fot. Karol Gapiński
Zapytaliśmy więc Ludwikę Adamczyk z Stowarzyszenia Ekologicznego w Barcinie o kwestię bezpieczeństwa dla bobrów dobierających się do pnia drzewa, pomimo ewentualnego owinięcia go siatką. Odrzekła, że to jedyny bezpieczny dla bobrów sposób. Zwierzę co najwyżej może sobie złamać ząb na metalowej siatce, a nie zaplątać się w niej. A zęby bobrom ścierają się i odrastają całe życie.
Za to możliwości odstrzału bobrów przez myśliwych nie ma. Dlatego siatki wokół pni są, według Ludwiki Adamczyk, dobrym rozwiązaniem. Zainteresowani mieszkańcy mogą się o to zwrócić do gminy czy Gminnej Spółki Wodnej albo do Wód Polskich, gdy jest to nad rzeką. Natomiast właściciele ogródków zagrożonych podtopieniem mogliby teoretycznie założyć siatkę ogrodzeniową na granicy swojej działki. Problem w tym, że bobry mogą ciąć drzewa wzdłuż jednego i drugiego brzegu szerokiego na niecałe 2 m cieku wodnego.

Kolejne drzewo, które wkrótce się przewróci, rośnie przy ujściu rowu łączącego staw torfowy ze "Sraliwką" fot. Karol Gapiński
Tematem zainteresowaliśmy też przewodniczącego Rady Miejskiej w Barcinie Janusza Wojtkowiaka. Nieprzypadkowo właśnie jego, ponieważ to on kilka lat temu sygnalizował problem związany z działalnością bobrów przy ul. Żnińskiej, naprzeciwko cmentarza. Tam niedaleko jednej z posesji bobry zaczęły nadgryzać pnie. Mogło to skutkować przewróceniem się drzew na budynki. Jak przypomina sobie Janusz Wojtkowiak, Gospodarstwo Wody Polskie najpierw zastosowało nasmarowanie kory jakąś specjalną mazią, której zapach i smak miał bobry odstraszyć. Ponieważ nie odstraszył, drzewa ścięto.
Przewodniczący zapowiedział, że rozpyta w Urzędzie Miejskim w Barcinie w sprawie możliwości ograniczenia skutków działań bobrów za ul. Wyzwolenia.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze