Reklama

Bohomaz jako identyfikacja

Maria i Jerzy Gramsowie dzięki sugestii sąsiada zdecydowali się szybko wypowiedzieć warunki pochopnie podpisanej umowy

       fot. Karol Gapiński

Żnin, akwizytor, energia elektryczna, umowa
     Bohomaz jako identyfikacja
     Mężczyzna, który przedstawił propozycję zawarcia umowy o zmianie dostawcy energii elektrycznej, nie okazał identyfikatora i podpisał się nieczytelnie. Starsze małżeństwo po rozmowie z sąsiadem, który miał podobne doświadczenia, przestraszyło się, że mogło paść ofiarą oszustwa. Pierwsze wyjaśnienia wskazują jednak, że akwizytor nie chciał ich oszukać, a po prostu dążył w nieelegancki sposób do zawarcia umowy.

     21 maja w domu państwa Marii i Jerzego Gramsów na ul. Bohaterów w Żninie pojawił się nieznajomy mężczyzna. Nie okazał identyfikatora, nie był ubrany w służbowy uniform. - Powiedział rodzicom, że jest z energetyki, ale teraz to się będzie inaczej nazywało, choć jest to samo i dzięki temu będą płacić za prąd 2 lub 3 zł taniej niż dotychczas - opowiada ich syn, Ryszard Gramsa. Mieszka on w Gdańsku i o zdarzeniu dowiedział się po fakcie.
     Od razu też akwizytor przedstawił formularze umowy, które po kilku minutach Jerzy Gramsa podpisał. - Ja śpiewam w Chórze „Moniuszko” i tamtego popołudnia mieliśmy wyjazd na występ w bydgoskiej farze. Około godziny brakowało do wyjazdu naszego autobusu, więc się śpieszyłem. On to wykorzystał i błyskawicznie dopiął swojego celu, przekonując mnie, że na tym zyskamy. Podpisałem umowę. On zapewniał, że za kilka godzin zadzwoni do nas pani z ich firmy w celu ustnego potwierdzenia umowy. Faktycznie zadzwoniła, ale jeśli dobrze pamiętam, to dzień, czy dwa później. A wtedy to ja już nie chciałem tej umowy. Następnego dnia bowiem po wizycie tego akwizytora przyszedł do nas sąsiad i okazało się, że on też bardzo szybko podpisał z nimi umowę na zmianę dostawcy energii. To była firma Centrum Energetyczne z siedzibą w Radomiu. Córka sąsiadów później się od swoich rodziców dowiedziała, że oni to podpisali i od razu załamała ręce, że to zbyt pochopnie - mówi Jerzy Gramsa. On też zaraz powiadomił swego syna Ryszarda.
     - Nie wiadomo, czy zerwanie umowy z „Eneą” nie będzie oznaczało, że trzeba zapłacić karę. W każdym razie szczęściem było, iż w dokumentach umowy był też formularz z możliwością odstąpienia od niej w określonym terminie. Zaraz też rodzice wysłali to odstąpienie na adres Centrum Energetycznego w Radomiu za potwierdzeniem odbioru, jak im doradziłem, by później oni się jeszcze nie daj Boże wyparli tego wszystkiego. Takie pirackie działania nie wzbudzają zaufania. Ten akwizytor, który się nie okazywał identyfikatorem, a na umowie w miejscu, gdzie trzeba złożyć czytelny podpis, złożył bohomaz, działał w sposób niewzbudzający zaufania. Za swój cel obierał sobie zdaje się starsze osoby, co do których liczył, że łatwiej je namówi. W sąsiedztwie moich rodziców bodajże 4 takie osoby znalazł - mówi Ryszard Gramsa.
     W weekend Ryszard Gramsa przyjechał do Żnina i zabrał umowę do domu, by ją przeanalizować, a następnie wysłać do Centrum Energetycznego w Radomiu z prośbą o sprawdzenie, czy w ogóle mężczyzna, który odwiedził jego rodziców działał na zlecenie firmy z Radomia. Jego nazwisko na podpisie nie było czytelne. Co do imienia, mógł to być Rafał. Dopiero po lekturze dalszych stron natknął się Ryszard Gramsa na nazwisko akwizytora. Zadzwonił do Centrum Energetycznego w Radomiu i usłyszał, że taki akwizytor faktycznie w firmie pracuje.
     - Nawet jeśli ten człowiek ma umowę z firmą i działa z jej upoważnienia, to robi to po piracku, bo nie przedstawiał się, nie legitymował, tylko od razu starał się wcisnąć swą ofertę i zdobyć podpis. Ja uczulam rodziców na tego typu akwizytorów. Owszem, niektórzy z nich mogą być uczciwi i tylko przedstawiają swą ofertę. Jednak jest wśród nich też wielu takich, którzy chcą tylko wyłudzić od starszych zwłaszcza ludzi pieniądze - uważa Ryszard Gramsa.
     Zadzwoniliśmy do Centrum Energetycznego w Radomiu. Konsultantka Judyta Mazur powiedziała, iż nie może udzielić nam informacji w indywidualnej sprawie klientów firmy bez ich pisemnego upoważnienia. Takowego rzeczywiście Jerzy Gramsa nam nie dawał, gdyż o nie nawet nie prosiliśmy. Naszą rolą nie było przecież reprezentowanie mieszkańca jako strony, a tylko zbadanie, czy akwizytor działa z upoważnieniem firmy. Judyta Mazur odpowiedziała, że być może tak, a być może nie. W każdym razie - jak zapewniła konsultantka - nawet jeśli akwizytor faktycznie działa w imieniu firmy i nie podszywa się pod pełnomocnika tylko nim jest, to i tak w każdym przypadku musi klientowi okazać identyfikator ze zdjęciem, przedstawić się, pokazać pełnomocnictwo i czytelnie podpisywać się pod dokumentami, które mają nabrać mocy prawnej. Judyta Mazur poprosiła, aby przekazać klientom ze Żnina prośbę o przysłanie umowy z danymi pełnomocnika do Centrum Energetycznego celem weryfikacji. Ryszard Gramsa zapewnił, że tak uczyni i oczekiwał będzie wyjaśnień w tej sprawie na piśmie. - Na policję zdecydowałem się sprawy nie zgłaszać, ale za waszym pośrednictwem chciałbym też przekazać komunikat do mieszkańców Żnina, by byli ostrożni w  tego typu sytuacjach - zaapelował Ryszard Gramsa.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1111 (22/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości