Komornik wyda pozwolenie zwalniające konto na wynagrodzenia
Brak wypłat w Pozmleczu
Od września pracownicy żnińskiego Pozmleczu nie otrzymują wynagrodzeń i zapowiadają wniesienie pozwów do sądu. Państwowa Inspekcja Pracy w Bydgoszczy wydała w tej sprawie nakaz płatniczy z rygorem natychmiastowej wykonalności.
W żnińskim Pozmleczu pracuje blisko 60 osób. We wrześniu zakład przejął Maciej Volf. Pracownicy mieli nadzieję, że wraz z nowym prezesem dla firmy nadejdą lepsze czasy.
- Była mowa, że wchodzi tu z dużym kapitałem. Po przejęciu zakładu zapowiadał, że jak się rozkręci, to będzie dobrze. Wynagrodzenia będą wypłacane na czas - opowiadają pracownicy firmy.
Za czasów poprzedniego prezesa sytuacja w zakładzie była różna. Raz lepiej, raz gorzej. Według pracowników, zdarzały się kryzysy. Wtedy nie otrzymywali oni pensji na czas. Do końca miesiąca należności były jednak zawsze uregulowane.
Teraz jest inaczej. Od września załoga Pozmleczu nie otrzymuje wynagrodzeń za pracę.
- Nie było w tej sprawie żadnych informacji ze strony kierownictwa. Sami byliśmy dopytywać. Tłumaczyli się kiepską sytuacją firmy oraz tym, że rynek zbytu się obniżył, a także, że kryzys jest na całym rynku. Dlatego od września nic nie płacą - dodają pracownicy.
- Ja zostałam zwolniona i dostałam jedynie 400 zł zaliczki. Ci co pracują, nie dostają nic - podkreśla pracownica Pozmleczu, która niedawno straciła zatrudnienie.
Pracownicy opowiadają nam, że pierwsze zwolnienia załogi nastąpiły w połowie września. Kolejne na początku października. Ich zdaniem pracę straciło około 10 osób.
- Ja pracowałam tam na cały etat. Zostałam zwolniona z dwu-tygodniowym okresem wypowiedzenia. Zwalniano głównie osoby, które miały krótki staż pracy. Część zwolnień tłumaczono likwidacją stanowisk pracy - wyjaśnia zwolniona pracownica.
Nasi rozmówcy przyznają, że interweniowali u pracodawcy w sprawie zaległych wynagrodzeń. Teraz część załogi sama chce się zwolnić. Inni mieli nadzieję, że sytuacja w firmie się poprawi i pracodawca ureguluje wobec nich należności oraz będzie na bieżąco wypłacał wynagrodzenia. Ich cierpliwość też się już skończyła i o wypłatę zaległych wynagrodzeń zamierzają wystąpić do sądu pracy.
- W przyszłym tygodniu zamierzamy złożyć pozwy do sądu pracy, bo nikt w firmie nie otrzymuje wynagrodzeń. Niektóre osoby od dwóch miesięcy pozostają bez jakiegokolwiek dochodu i bez środków do życia, bo są przypadki, że w „Pozmleczu” zatrudnione są małżeństwa. A przecież każdy ma jakieś długi i kredyty do spłaty, które przecież trzeba na bieżąco regulować. A PKO czy inne banki od razu ścigają za spóźnienia w płatnościach. Pracodawca nie określa, czy ten zakład zlikwiduje, czy nie. Chociażby coś powiedział. Dla nas to dziwne, że on to wziął, bo niby po co? Tamten prezes jednak zebrania zawsze robił, a ten nic. Pensja w „Pozmleczu” to najniższa krajowa. Wliczone w to są nocki. Tam obowiązuje trzyzmianowy system pracy. Pracujemy w świątek, piątek i niedzielę - żalą się pracownicy.
Jak radzi sobie małżeństwo, które pracuje w Pozmleczu i od dwóch miesięcy jest pozbawione dochodu?
- Pomaga nam rodzina, ale też ile i jak długo można pomagać? - pyta retorycznie pracująca w Pozmleczu kobieta.
Według naszych rozmówców, obecnie w Pozmleczu pracuje jedynie część pracowników produkcji i administracja. Pozostali od dwóch miesięcy mają postojowe. Pracownicy administracji również nie otrzymują pensji.
Pracownicy Pozmleczu podkreślają, że w sprawie zaległych wynagrodzeń interweniowała Państwowa Inspekcja Pracy.
- Mają nakaz natychmiastowej zapłaty, a oni nadal nic sobie z ludzi nie robią - wyjaśniają nasi rozmówcy. I dodają: - Dlatego też znaczna część pracowników zamierza wystąpić z pozwami do sądu. My tyle czasu czekamy, ale nic z tego nie wynika. Dotychczas każdy się jeszcze łudził i miał nadzieję, że coś się wydarzy i sytuacja się unormuje. Nasze długie czekanie wynikało również ze specyfiki lokalnego rynku pracy, który jest, jaki jest. Nie ma żadnej alternatywy. Dlatego też trudno podjąć decyzję, by zwolnic się z zakładu, bo co dalej? Nie ma tutaj pracy.
Z prezesem żnińskiego Pozmleczu pomimo usilnych starań nie udało nam się skontaktować. Swojej sekretarce przekazał, że obawia się, że do końca miesiąca nie znajdzie dla nas czasu.
Janusz Orcholski, poprzedni prezes żnińskiego Pozmleczu, który zarządzał zakładem do lipca, przyznaje, że były kłopoty z rynkiem zbytu, dlatego zdecydował się wraz z ówczesnym zarządem sprzedać spółkę nowym właścicielom, którzy rokowali nadzieję na poprawę sytuacji w zakładzie.
- Decyzja o sprzedaży miała na celu polepszenie sytuacji zakładu, bo nie było perspektyw na najbliższy czas. Mówili, że mają rynek zbytu i mają szansę rozwinąć firmę. Dlaczego tak się teraz stało, że pracownicy nie otrzymują wynagrodzeń, to nie wiem. Też wiązaliśmy koniec z końcem, ale wtedy niebezpieczeństwa dla pracowników, że nie dostaną pensji, nie było w ogóle - dodaje Janusz Orcholski.
Pozmlecz za czasów poprzedniego prezesa rynki zbytu dla swoich produktów znajdował przede wszystkim w kraju. Kierownictwo zabiegało również o rynki eksportowe, m.in. do Arabii Saudyjskiej. Próba znalezienia stałego odbiorcy w zachodniej Azji nie została jednak zwieńczona sukcesem.
- Sytuacja na rynku mleczarskim gwałtownie się pogorszyła - podkreśla Janusz Orcholski.
Beata Gołębiewska, zastępca okręgowego inspektora pracy do spraw prawno-organizacyjnych wyjaśnia, że w Pozmleczu została przeprowadzona kontrola. Wobec pracodawcy został wydany nakaz płatniczy z rygorem natychmiastowej wykonalności.
- Trudno tu mówić o złej woli pracodawcy, bo komornik zajął tam konto. Prezes występował do komornika o uwolnienie pieniędzy na wynagrodzenia. Komornik powinien te środki na wynagrodzenia odblokować - dodaje Beata Gołębiewska.
Do Państwowej Inspekcji Pracy w Bydgoszczy wpłynęło bardzo wiele skarg na prezesa Pozmleczu. Według Beaty Gołębiewskiej, nie ma co liczyć na to, że coś się zmieni. Dlatego pracownicy składają wypowiedzenia.
Pracownicy Pozmleczu mają do wyboru dwie drogi. Albo rozwiązać umowy z pracodawcą bez okresu wypowiedzenia z powodu ciężkiego naruszenia obowiązków pracowniczych przez pracodawcę i zarejestrować się w Powiatowym Urzędzie Pracy jako osoby bezrobotne. Wówczas będą otrzymywać zasiłek. Druga możliwość to złożenie pozwów do sądu o zasądzenie zaległych wynagrodzeń. Dopiero po wyroku sądu pieniądze będzie mógł wyegzekwować komornik. Sąd może zasądzić odsetki. Takich sankcji nie może natomiast zastosować wobec pracodawcy PIP.
Komornik Mariola Krysztofiak wyjaśnia, że prezes Pozmleczu wystąpił z wnioskiem o zwolnienie konta na wynagrodzenia dla pracowników dopiero w ubiegłym tygodniu.
- Jeśli pracodawca nie wypłacał pracownikom przez dwa miesiące pensji, to na pewno nie z winy komornika - podkreśla Mariola Krysztofiak.
W tej sytuacji pani komornik wyda pozwolenie zwalniające konto na wynagrodzenia pracowników.
Konto Pozmleczu zostało zajęte przez komornika po wyrokach sądu, które orzekły o odzyskaniu należności przez wierzycieli spółki.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 875 (47/2008)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze