Reklama

Brat podejrzany o zabójstwo

Była pełną energii, ciekawą świata młodą kobietą, gotową do działania i niesienia pomocy innym. Zmarła wskutek zadanych ran kłutych. W charakterze podejrzanego policja zatrzymała jej nastoletniego brata. Mieszkańcy Gącza w gminie Janowiec są wstrząśnięci tragedią, do jakiej doszło w ich wsi.

W tym domu w poniedziałkowy wieczór rozegrała się tragedia, która zakończyła życie młodej kobiety fot. Sylwia Wysocka

     Kilometr od drogi asfaltowej, w kierunku lasu, droga polna, przy niej dwa zabudowania. O ile do pierwszego z nich droga wyglądała na uczęszczaną, to dalej przypominała coraz bardziej zapomnianą, z wysoką trawą na środku. Przy niej dom z czerwonej cegły i zadbane obejście, trawa krótko przystrzyżona, przycięty żywopłot przed domem. Na bramie tabliczka informująca o psie, brama jednak otwarta na oścież.
     Na budynku mimo dnia świeciła się jeszcze lampa, drzwi zamknięte, nikt nie reagował na pukanie, szczekał tylko pies przywiązany przy budzie. Tak wyglądała posesja we wtorkowy poranek. Kilkanaście godzin wcześniej wydarzyła się tu tragedia. Zamordowana została 30-letnia Katarzyna P., która przyjechała w odwiedziny do rodzinnego domu, aby spotkać się z matką Aleksandrą P. i najmłodszym bratem Adamem P. Tu wieczorem jej zakrwawione ciało znalazła matka.
     NIE MOGĄ UWIERZYĆ
     Mieszkańcy liczącego 207 osób Gącza (gmina Janowiec), wsi, w której doszło do tragedii, mówili o dwóch karetkach, o tym, że jedna z nich zabrała też matkę. Inni twierdzili, że zabrały ją do siebie dzieci. Wszyscy natomiast byli wstrząśnięci przypuszczeniem, że Adam mógł zamordować siostrę, której tak dużo zawdzięczali. Mówili, że to wstydliwy chłopak, że mało go było widać, że taki domator.
     Nie mogą uwierzyć, że zdolny był do takich czynów. Liczą, że okaże się to nieprawdą, że wstępne podejrzenia okażą się błędne, że to nie on ma siostry krew na rękach. Jednocześnie obawiali się, czy policja zdołała znaleźć Adama, bo krążyły opowieści, że uciekł z domu i ukrywa się gdzieś w okolicy, co budziło strach wśród mieszkańców. Prawda jednak była taka, że policja zatrzymała brata ofiary w miejscu zamieszkania, a godziny, jakie spędzali na wybudowaniu pod lasem, związane były z prowadzonymi czynnościami, a nie próbą znalezienia 16-latka.
     POLICYJNE DZIAŁANIA
     Oficjalnie oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Żninie Krzysztof Jaźwiński poinformował, że 22 sierpnia o 20:45 policja została zawiadomiona, że matka w mieszkaniu znalazła swoją 30-letnią córkę, a ciało było zakrwawione. Zdarzenie to potwierdzili przybyli na miejsce policjanci, wezwany lekarz stwierdził zgon kobiety.
     - Ujawnione zostały ślady na ciele kobiety, rany kłute. Zatrzymano 16-letniego brata ofiary, który obecnie przebywa w Policyjnej Izbie Dziecka i oczekuje na przesłuchanie. Ciało kobiety zostało zabezpieczone, celem wykonania badań sekcyjnych - poinformował we wtorkowy poranek Krzysztof Jaźwiński.
     SPOKOJNY, SKRYTY DOMATOR
     Rodzina wcześniej z problemami, ale ojciec się wyprowadził wiele lat temu i  teraz żyli spokojnie. Matka z 16-letnim synem, pozostała czwórka rodzeństwa była już poza domem.
     Część mieszkańców twierdziła, że pewnie mieliby problem z rozpoznaniem Adama, nie widzieli go dawno, nie spędzał czasu we wsi, był skryty, skromny, nieśmiały. Pamiętają go jako małego chłopca, którego matka woziła rowerem do szkoły do Janowca, a później jak jeździł na swoim rowerze przed nią. Jako gimnazjalista przejeżdżał przez wieś rowerem do szkoły, czasami stał na przystanku.
     - Adam był zawsze taki cichy, nie przyjeżdżał do wsi, nie grał z nami w piłkę, nie przesiadywał wieczorami. Z nikim się nie przyjaźnił ze wsi - mówią młodzi mieszkańcy Gącza. Za to znali jego siostry Basię i Kasię.
     UŚMIECHNIĘTA I SYMPATYCZNA
     - Kasia fajna, ułożona dziewczyna, grzeczna, uprzejma, uśmiechnięta, przyjeżdżały do wsi, przyjaźniły się z dziewczynami. Te starsze dzieci bardzo dobrze się uczyły, w życiu sobie radzą, zaradni, pomagają matce. Gorzej z tym najmłodszym, bo on po gimnazjum naukę zakończył i mimo wysiłku wszystkich na tym poprzestał - mówią mieszkańcy, w oczach mają łzy.
     - Nawet nie chcę myśleć, co musi przeżywać matka, córka zamordowana, syna posądzają o to morderstwo. Ona sama pewnie była w lesie na szyszkach albo chrust zbierała na zimę. To było jej zajęciem, bo żyła tylko z renty. Gdyby nie pomoc dzieci, zwłaszcza Kasi, to sytuacja materialna tej rodziny byłaby tragiczna. Aleksandra często opowiadała o pomocy, jaką otrzymywała i ona, i najmłodszy syn właśnie od Kasi, która pracowała za granicą i wspomagała matkę. Ona też najczęściej tu bywała - mówi jedna z mieszkanek.
     SPOKOJNA RODZINA
     Osoby, które nie miały bliższych relacji z tą rodziną, zwłaszcza z matką, która sama prowadziła dom, podkreślają, że to była dobra, kochająca się rodzina. Stwarzali wrażenie osób będących ze sobą blisko, na dobre i na złe.
     Wszyscy dobrze mówią o Katarzynie, która mieszkała osobno, układała sobie swoje życie, a mimo to nie zostawiła matki i najmłodszego brata. Pomagała finansowo i do tego dbała o dom i obejście. Prowadziła remonty w mieszkaniu, kosiła trawę. Zapewniają, że dziewczyna pracy się nie bała i miała do niej dryg.
     POD PRESJĄ SYNA
     Mieszkańcy, którzy byli w bliższych relacjach z matką ofiary, zwracają uwagę, że od pewnego czasu w domu źle się działo. Chłopak edukację zakończył na gimnazjum, dalej uczyć się nie chciał, całe dnie spędzał w domu, przed komputerem. W niczym nie pomagał, do pracy też się nie garnął.
     - Kasia kupiła mieszkanie i chciała zabrać matkę i brata do siebie. Adaś się sprzeciwiał, nie chciał się wyprowadzić, bo nie będzie miał swojego pokoju. Ostatnio robił zakupy w Internecie i matka musiała za to płacić i nie interesowało go, skąd ona na to weźmie, miała płacić i koniec. Nie pozwalał jej nawet papierosa w domu zapalić, wyganiał z domu. Absolutnie nic nie robił, nie pomagał, trudno uwierzyć, że z takiego spokojnego chłopaka aż tak się zmienił - mówi jedna z mieszkanek.
     SCENARIUSZ JAK Z HORRORU
     - To jest jak scenariusz horroru. Spokojni, dobrzy, pracowici ludzie, jak usłyszeliśmy, że morderstwo, to nawet nikt nie pomyślał, że to na hubach, a już chyba na samym końcu bym obstawiali tę rodzinę. Wszyscy wyszli na ludzi, matka została z najmłodszym synem i takie coś. Bójcie się Boga, w naszym małym Gączu taka tragedia. My nie wierzymy, mimo że widzieliśmy samochód z trumną, nie wierzymy w to, co się stało, i w to, że to zrobił brat - mówi mieszkaniec Gącza, zastanawiając się, czy to nie zły sen.
     Przerażeni są faktem i wieściami, jakie docierają do nich z Internetu. Cytują doniesienia o licznych ranach kłutych, o krwi, trzęsą głowami, łzy napływają im do oczu, spoglądają ku niebu.
     - Bo to taka dobra dziewczyna była, co w tej Holandii zarobiła, to zaraz tu kupowała, remontowała, okna wymieniała, troszczyła się o nich i taką dostała zapłatę. Jak tylko tu przyjeżdżały, czy Kasia czy Basia, to z matką do Janowca na zakupy jeździły. Dbały, bo tak ta matka wszędzie rowerem - mówią wstrząśnięci mieszkańcy.
     MOŻNA Z NIĄ BYŁO KONIE KRAŚĆ
     Przyjaciółka zamordowanej Kasi przyznaje, że ostatnio ich relacje się rozluźniły, każda miała swoje życie, ostatnio rozmawiały przed miesiącem. Zapewniła, że Kasia była osobą wesołą, szczerą, potrafiła się cieszyć z cudzego szczęścia.
     - Była pracowita, sama potrafiła zrobić wiele rzeczy, remonty przeprowadzała sama. Pamiętam jak opowiadała o swoich początkach z wiertarką i ścianą - zamyśliła się koleżanka ofiary.
     Dodaje, że Kasia nie znosiła bezczynności, zawsze coś robiła. Do tego była uzdolniona, osiągała wysokie wyniki w nauce, ładnie rysowała. Była ciekawa świata, dużo zwiedzała, lubiła jeździć rowerem. - Ona była taką osobą, z którą można było pogadać o wszystkim i na każdy temat. Dyskretna, inteligentna, z sercem na dłoni - nie mogę uwierzyć, że jej już nie ma, nie dociera to jeszcze do mnie - mówi z niedowierzaniem młoda kobieta.
     BRAT W SCHRONISKU DLA NIELETNICH
     Przed 13:00 24 sierpnia zakończyło się posiedzenie w III Wydziale Rodzinnym i Nieletnich Sądu Rejonowego w Żninie i jak poinformował nas sędzia Tomasz Michalak, sąd orzekł umieszczenie podejrzanego o zabójstwo Adama P. w schronisku dla nieletnich na okres trzech miesięcy. Więcej szczegółów nie zdradził, argumentując to niejawnością postępowania.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1280 (34/2016)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości