Reklama

Byli milicjanci przed sądem

Oskarżeni o zbrodnie komunistyczne
    Byli milicjanci przed sądem
    Rozpoczął się pierwszy w historii Żnina proces byłych milicjantów oskarżonych o zbrodnie komunistyczne. W przypadku jednego z byłych funkcjonariuszy chodziło o znęcanie się fizyczne i psychiczne nad dwoma uczniami szkoły średniej, a w drugim o bezprawne pozbawienie wolności dwójki młodych ludzi. Obaj byli milicjanci nie przyznali się do winy.

    Postępowanie przygotowawcze prowadził Oddział Komitetu Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku, a dokładniej prokurator Mieczysław Góra. O trwającym postępowaniu informowaliśmy na łamach Pałuk kilka miesięcy temu. Wówczas dwaj poszkodowani nie chcieli wypowiadać się na ten temat w Pałukach.
    Rozpoczęcie procesu w tej sprawie nastąpiło w miniony czwartek w Sądzie Rejonowym w Żninie. Przewodniczącym składu sędziowskiego jest asesor Robert Tuchciński. Na ławie oskarżonych zasiadło dwóch byłych milicjantów Janusz F. i Jan S. Pierwszy został oskarżony o to, że w nocy z 2 na 3 maja 1987 roku dopuścił się zbrodni komunistycznej, która polegała na znęcaniu się fizycznym i psychicznym nad Piotrem K. oraz Waldemarem P.
    Znęcanie polegało na biciu ówczesnych uczniów technikum w Żninie pałką milicyjną w okolicach pośladków, nóg, żeber i nerek. Janusz F. kazał im kucać z rękami wyciągniętymi do przodu i nie pozwalał spać oraz wyzywał ich wulgarnymi słowami. Celem tych czynności było wydobycie od osadzonych uczniów informacji dotyczących haseł antykomunistycznych, które pojawiły się na murach bloków i kamienic w Żninie. Milicjant chciał wiedzieć, kto im zlecił namalowanie tych napisów. Natomiast Jan S. został oskarżony o poświadczenie nieprawdy w książce wydarzeń i w książce kontroli zatrzymań w areszcie, ponieważ nie wpisał w nie faktu zatrzymania dwóch uczniów technikum, a później bezprawnie pozbawił ich wolności na kilka godzin osadzając w areszcie.
Proces rozpoczął się od złożenia przez obrońcę Janusza F. wniosku o wyłączenie sprawy z jawności. Gdyby sąd przyjął wniosek, to rozprawa byłaby tajna, a ten artykuł nie mógłby zostać napisany. Adwokat w imieniu swojego klienta argumentował, że wyłączenie jawności winno odbyć się ze względu na dobre imię rodziny oskarżonego. Jednak sąd oddalił wniosek i sprawa mogła toczyć się dalej jawnie. Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im czynów. Janusz F. odmówił składania jakichkolwiek zeznań, wyjaśnień i odpowiedzi na pytania w tej sprawie. Jan S. z kolei powiedział, że w tym wypadku najważniejsza jest książka zatrzymanych w areszcie, ale jej nie ma.
    - Nie pokazano mi jej. Tam być może jest wpis. Wpisu do takiej książki dokonuje się na podstawie raportu o zatrzymaniu. Jeżeli nie było raportu, to ja nie mogłem wpisać w książkę, bo nie miałem danych. Dlatego nie wiem, skąd wziął się taki zarzut, skoro ja takiej książki nie prowadziłem - mówił oskarżony. - Jeżeli patrol przyprowadzał zatrzymanych, to musiałem ich widzieć. Teoretycznie mogłem nie widzieć, gdyż drzwi od aresztu były za drzwiami korytarza, który prowadził do celi. Jeśli funkcjonariusz przyprowadzał kogoś do aresztu, to wypełniał raport o zatrzymaniu, a ja na tej podstawie wypełniałem książkę osób w areszcie. Trudno uwierzyć mi w sytuację, że mogłem nie widzieć, jak dwie młode osoby zostały osadzone w areszcie, a rano zjawiły się po nie trzy osoby, to znaczy dyrektor i rodzice. Nie pamiętam, aby patrol pojechał na taką interwencję.
    Pierwszego dnia procesu swoje zeznania złożyli byli uczniowie technikum przy ul. Browarowej. Jako pierwszy przed sądem stanął Waldemar P. Przypomniał on jak zapamiętał noc z 2 na 3 maja 1987 roku, kiedy to wraz z Piotrem K. postanowili na swój sposób uczcić zabronione wówczas Święto Konstytucji 3 Maja. Namalowali hasła Polski Walczącej, Solidarność Żyje i Precz z komuną. Waldemar P. regularnie jeździł do Bydgoszczy na wakacje do rodziny i tam miał kontakt z prasą podziemną, z ulotkami i przysłuchiwał się dyskusjom. Stamtąd dowiadywał się o sytuacji w kraju i stamtąd czerpał inspirację do tego, aby tak uczcić święto 3 Maja.
    - Około 23:00 poszliśmy razem z kolegą na teren Żnina. Malowaliśmy hasła o treści antykomunistycznej. Malowaliśmy je na blokach na ul.Browarowej, na budynkach przy ul. Kościuszki, pl. Wolności i na 700-lecia koło kina. W trakcie malowania nadjechał patrol milicji. Zajechał koło nas tak, aby zagrodzić nam drogę. Zdążyłem wyrzucić słoik z farbą do kosza, ale na rękach zostały ślady farby. Z radiowozu wyszło dwóch funkcjonariuszy. Pytali co robimy i kazali pokazać ręce. Jeden otworzył drzwi od samochodu. Szturnąłem kolegę i zaczęliśmy uciekać. Uciekałem przy PKS  w stronę ul. Towarowej, a kolega w przeciwną stronę. Słyszałem, że cały czas ktoś mnie goni, nie wiem czy jedna, czy dwie osoby, nie odwracałem się. Za PKS skręciłem w moczary i przez nie dotarłem do torów przy PKP. Biegłem torami do domu. Rodziców nie było. Był brat, który spał. Ja się umyłem i położyłem spać. Obudził mnie ból, ktoś ciągnął mnie za włosy. Jak się obudziłem, to okazało się, że byli to dwaj funkcjonariusze. Kazali mi się ubrać. Zdążyłem założyć bluzę, spodnie i buty. Na zewnątrz stał radiowóz „polonez” i duży „fiat”. Przykuli mi jedną rękę do drzwi. W radiowozie siedział kolega. Przewieźli nas na komendę w Żninie. Na początku we dwóch zostaliśmy zamknięci w jednej celi. Później nas rozdzielili. Przez ścianę usłyszałem, jak ktoś wchodzi do celi Piotra i usłyszałem odgłos uderzania, bicia, słyszałem krzyki, bo w areszcie panowała cisza. Po jakimś czasie oskarżony Janusz F. wszedł do mojej celi. Pytał, kto kazał nam malować te hasła i o nazwiska. Ja powiedziałem, że nikt, że to była nasza inicjatywa. Wtedy oskarżony kazał mi się odwrócić tyłem i oprzeć się rękoma o pryczę. Wtedy poczułem ból. Zostałem uderzony pałką milicyjną w okolicach pośladków, niżej w udo i wyżej w okolicach nerek. To były bardzo mocne uderzenia. Było ich kilka, około 10. Nie pamiętam, czy oskarżony coś do mnie wtedy mówił. Po tym jak mnie pobił, wyszedł z celi. Po około 15 minutach ponownie wszedł do mnie oskarżony i zadał pytanie, czy sobie przypomniałem, kto kazał nam malować te hasła i nazwiska. Kierował pod moim adresem obraźliwe słowa. Za tym drugim razem także kazał mi się odwrócić, oprzeć rękoma o pryczę i wypiąć. Zostałem uderzony pałką kilkakrotnie w okolice pośladków, ud i nerek. To także były silne uderzenia. Po pierwszym wejściu mogłem normalnie usiąść na pryczy, a po drugim razie oskarżony F. kazał stać na baczność i wyciągnąć ręce do przodu i patrzeć prosto w światło judasza. Powiedział, że jeśli opadną mi ręce, to wejdzie i będzie ciąg dalszy bicia pałką. Widziałem, że co jakiś czas kontroluje mnie przez wizjer. Po krótkim czasie oskarżony F. ponownie wszedł do celi. Wtedy kazał mi kucnąć i wyciągnąć ręce do przodu. Później bicia już nie było. Robiło się już rano. Do przyjazdu rodziców siedziałem na pryczy. Wtedy z wyciągniętymi rękami musiałem stać około 15 minut lub więcej.  W drugiej pozycji też około 15 minut. Ja byłem w szoku. Rano usłyszałem odgłos otwieranych cel i zostałem zaprowadzony do jakiegoś większego pomieszczenia. Tam był funkcjonariusz chyba wyższy stopniem i dyrektor szkoły, który mnie ganił. Później zostali wprowadzeni rodzice. Zostali oni zobowiązani przez komendanta do usunięcia haseł. Musieliśmy nająć malarza - zeznał Waldemar P.
    Piotr K. także zeznał przed sądem, że wraz kolegą zaczęli malować hasła około 2300 2 maja.
    - Gdy doszliśmy na wysokość kina „Pałuczanin” zauważyliśmy, że dojeżdża radiowóz. Chyba to była „nyska”, ale dokładnie nie mogę sobie przypomnieć. Kolega rzucił farbę do kosza. Z radiowozu wyszedł funkcjonariusz, aby otworzyć drzwi. Wykorzystaliśmy jego nieuwagę, kolega szturchnął mnie w bok i powiedział „Chodu”. Rozbiegliśmy się w dwie strony. Ja biegłem przez planty w stronę ulicy Dworcowej. Gdy dobiegłem na wysokość budynku kolei wąskotorowej, zatrzymały mnie dwie osoby cywilne. Te osoby powiedziały, że jeśli przyznam się gdzie byłem i co robiłem, to puszczą mnie wolno. Po krótkiej rozmowie te osoby zadzwoniły po milicję i przyjechał radiowóz. Wtedy zawieźli mnie na pl. Wolności na posterunek i kazano zeznawać z kim byłem i z kim malowałem te hasła. Gdy nie chciałem się przyznać, zostałem uderzony pałką parę razy, abym się przyznał. Zostałem uderzony w okolice pośladków. Nie kojarzę przez kogo, czy był umundurowany, czy po cywilnemu. Po krótkiej rozmowie przyznałem się. Wtedy wsadzili mnie do radiowozu i zawieźli zakutego w kajdanki do mieszkania Waldemara P. Jechało ze mną dwóch milicjantów. Jeden po cywilnemu, a jeden umundurowany. Jeden z nich przyprowadził Waldemara. Pojechaliśmy z powrotem na posterunek. Usiedliśmy razem w celi, ale po jakimś czasie rozdzielili nas. Po czasie wszedł do mnie funkcjonariusz milicji i kazał przyznać się do malowania haseł i kazał przełożyć się przez pryczę w celi i kilkakrotnie uderzył mnie pałką w okolice pośladków, nerek i ud. To były mocne uderzenia. Wydaje mi się, że w toku bicia wyzywał wulgarnymi słowami. Gdy wyszedł, w celi obok słyszałem odgłosy bicia. Te czynności powtarzały się. Funkcjonariusz przychodził, kazał przełożyć się przez pryczę i bił. Kazał kucać, stać na baczność z wyciągniętymi rękoma. Nad ranem wyprowadzili nas z cel i zaprowadzili na górę do dużego pomieszczenia. Tam był duży pokój. Czekali rodzice i dyrektor, który zwrócił się do nas słowami: - „Coście zrobili”? Nie musiałem mówić rodzicom co się stało, bo było widać, że jestem pobity. Miałem dużo siniaków, ale nie udałem się do lekarza i nie miałem obdukcji - mówił Piotr K.
    Inaczej postąpił drugi pokrzywdzony Waldemar P.: - W szkole był apel, na którym musiałem wystąpić z kolegą. Dyrektor zganił nas za chuligańskie wybryki. Byłem z rodzicami na obdukcji u doktora Wiesława Ć. Miałem dokument z obdukcji, ale zaginął. Dyrektor M. powiedział rodzicom, że jak użyją dokumentu z obdukcji przeciwko milicji, to nie skończę szkoły. Zostałem zawieszony w prawach ucznia. Dzięki wychowawczyni nie zostałem usunięty.
    Kolejny termin rozprawy wyznaczony został na 13 sierpnia o 9.00. Zostaną wtedy przesłuchani kolejni świadkowie.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 859 (31/2008)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości