Reklama

Były komendant policji sprawcą kolizji

Były komendant policji w Żninie, Jacek N. podczas włączania się do ruchu wymusił pierwszeństwo na jadącym ulicą Gnieźnieńską motorowerzyście, uderzył w jego lewy bok, a następnie odjechał. Motorowerzysta przejechał przez krawężnik i potłukł się. Na pojazdach śladu kolizji nie było, kierowca skody mandat przyjął. Rzecz działa się 1 listopada, gdy padał rzęsisty deszcz.

Kazimierz Michalak wskazuje na lewy bok swojego motoroweru, w który jego zdaniem uderzył „skodą“ Jacek N. Na pojeździe nie widać żadnych śladów uderzenia. fot. Arkadiusz Majszak

     Wyjeżdżającym spod Galerii Pałuckiej widoczność pojazdów nadjeżdżających od ronda ogranicza lekki łuk. Statystyki żnińskich policjantów wspominają o kolizjach drogowych mających miejsce na ulicy Gnieźnieńskiej, jednak nie odnotowano tam poważniejszych wypadków. Jak mówi nadkom. Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy komendanta powiatowego policji w Żninie, wyjazd spod Galerii Pałuckiej na ulicę Gnieźnieńską nie stanowi miejsca szczególnie zagrożonego kolizjami drogowym, co nie oznacza, że się one tam nie zdarzają.
     Inne zdanie może mieć 68-letni Kazimierz Michalak z Gogółkowa, który 1 listopada pomimo bardzo niesprzyjających warunków atmosferycznych (wiatr i rzęsisty deszcz), wybrał się swoim motorowerem, by odwiedzić groby bliskich w Mogilnie i Gąsawie, a także na żnińskiej nekropolii.
     KIEROWCA Z GDAŃSKA SPISAŁ NUMERY
     Tuż przed 16:00 wsiadł na motorower i wracał ze Żnina do domu. Wybrał drogę przez Wenecję. Na rondzie skręcił w ulicę Gnieźnieńską. W momencie, gdy zbliżał się do Galerii Pałuckiej, z jego lewej strony wyjechała skoda, której kierowca - zdaniem naszego rozmówcy - uderzył w silnik jego pojazdu i odjechał.
     - Kiedy ruszyłem, tak jak kierowcy przede mną, on nagle mi wyprysł i uderzył prosto we mnie prawym błotnikiem. Motorower ze mną poszedł do góry. Ludzie akurat wracali z cmentarza i to widzieli. Gdyby nie ten wysoki krawężnik, to na pewno bym uciekł. Kierowca z Gdańska jadący w stronę Żnina spisał numer rejestracyjny kierowcy, który odjechał i mi go przekazał. Akurat w tym samym kierunku, co ja, jechali policjanci. Zatrzymali się i przyszli zapytać, co się stało. Chcieli wezwać pogotowie, ale im nie kazałem, bo nie czułem mocnego bólu. Dobrze, że byłem grubo ubrany, bo by mi nogi połamał. To, że byłem tak grubo ubrany pomogło zamortyzować upadek. Dzień po zdarzeniu byłem na prześwietleniu w pogotowiu. Stwierdzili zbicie lewego boku i lewej nogi - relacjonuje Kazimierz Michalak.
     1 listopada policja dokonała oględzin stwierdzając brak widocznych uszkodzeń - zarówno w skodzie, jak i w romecie. Uznali motorowerzystę za osobę pokrzywdzoną, ustalili, że obaj kierowcy byli trzeźwi. Sprawca zdarzenia został ukarany mandatem karnym. Z opisu zdarzenia przez policję wynika, że kierowca skody nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu podczas włączania się do ruchu i wymusił pierwszeństwo na jadącym ulicą Gnieźnieńską motorowerzyście, uderzając w jego lewy bok, a następnie oddalił się z miejsca zdarzenia.
     Z tego samego dokumentu dowiadujemy się, że sprawcą zdarzenia był Jacek N., były komendant powiatowy policji w Żninie.
     Motorowerzysta miał kamizelkę odblaskową, choć nie był do tego zobowiązany. Podstawą uczestnictwa w ruchu drogowym przez motorowerzystę jest to, by pojazd był sprawny i oświetlony. Niektórzy motorowerzyści i motocykliści zakładają kamizelki odblaskowe z własnej woli dla poprawy swojego bezpieczeństwa
     DWA PUNKTY WIDZENIA
     - Na pewno mnie widział, jak jechałem. Pchał się po prostu przede mną na chama. Na pewno musiał czuć, że we mnie uderzył. Nie ma możliwości, żeby nie poczuł. Motorower z paliwem waży 125 kg - mówi pan Kazimierz. - Wszystko w moim pojeździe było sprawne. Policjanci sprawdzali. Jakby był niesprawny, to bym nigdzie nie jechał.
     Jacek N. w rozmowie z Pałukami zaznacza, że nie uciekł z miejsca zdarzenia. - Ja jestem ostatni z tych, co by zwiali z miejsca wypadku - podkreśla były komendant. I dodaje, że włączając się do ruchu nie widział motorowerzysty. Zapadał już wtedy zmrok i padał deszcz. Były komendant dysponuje nagraniem ze zdarzenia, które zostało zarejestrowane przez kamerę z Galerii Pałuckiej. Widać na nim, jak Jacek N. w swojej skodzie, chcąc wyjechać spod galerii i włączyć się do ruchu na Gnieźnieńskiej, przepuszcza dwa samochody jadące od strony ronda (ze swojej prawej strony). Kierowca auta z lewej czeka, by umożliwić mu wyjazd. Po chwili Jacek N. powoli (co widać na nagraniu) wyjeżdża spod galerii na ulicę. Gdy jego auto było skierowane niemal na wprost w kierunku Podgórzyna, nagle od strony ronda ze sporą prędkością nadjechał motorowerzysta, który próbował ominąć skodę z prawej strony. Nie hamował. Na nagraniu nie widać jakiegokolwiek bezpośredniego zetknięcia się ze sobą obu pojazdów. Na tym nagranie się kończy, gdyż kamera nie obejmuje swoim zasięgiem dalszej części zdarzenia.
     Jacek N. dowiedział się później, że motorowerzysta wjechał na pas zieleni pomiędzy jezdnią i chodnikiem i się przewrócił. Nagranie nie pozwala ustalić, czy motorowerzysta miał w czasie jazdy włączone światło.
     - Nie było żadnego kontaktu między moim samochodem a motorowerem. Gdybym ja go widział i próbował wymusić pierwszeństwo, to bym tak przyłożył, że opony by zapiszczały, żeby jak najszybciej odjechać i uniknąć kolizji. Ja go po prostu nie widziałem. Przepuściłem wcześniej dwa samochody i włączyłem się do ruchu. Z nagrania wynika, że jechał na pałę. Na drodze było dużo pojazdów i nie było warunków do szybkiej jazdy - mówi Jacek N.
     MOGŁO ZDARZYĆ SIĘ KAŻDEMU
     Nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński wyjaśnia, że bez względu na warunki atmosferyczne włączając się do ruchu z parkingu należy ustąpić pierwszeństwa przejazdu wszystkim przejeżdżającym. Z powodu okoliczności zdarzenia policjanci nie byli w stanie ustalić, z jaką prędkością jechał motorowerzysta - na jezdni nie było śladów hamowania (rometa HW50A nie można rozpędzić bardziej, niż do 80 km/h). - Nawet gdyby motorowerzysta przekroczył dozwoloną w terenie zabudowanym prędkość, to i tak byłaby współwina obu uczestników zdarzenia - wyjaśnia oficer prasowy i dodaje, że trudno w tym przypadku mówić o ucieczce, gdy osoba uznana za sprawcę uważa, że nie widziała motorowerzysty i momentu, w którym ten przewrócił się zjeżdżając na pas zieleni. Ostatecznie Jackowi N.
przypisano stworzenie bezpośredniego zagrożenia w ruchu drogowym. - Jesteśmy tylko ludźmi. Mogło się to każdemu zdarzyć - mówi Krzysztof Jaźwiński.
     KOSZMAR I PORAŻKA
     Były komendant podkreśla, że był zaskoczony, gdy do jego mieszkania zadzwonili policjanci. Dopiero od nich dowiedział się, co się stało. Natychmiast poprosił funkcjonariuszy o zbadanie trzeźwości i pokazał samochód, by mogli ocenić, czy ma ślady po uderzeniu w motorower.
     - Dla świętego spokoju wziąłem winę na siebie i przyjąłem mandat. Również dla własnego samopoczucia i zdrowia. Mogłem nie przyjąć mandatu i czekać na rozstrzygnięcie w sądzie. Ale ile by się to ciągnęło? - zastanawia się Jacek N. i dodaje: - Nie chciałem już też do tego potem wracać, gdy dotarłem do nagrania. Pytałem policjantów, czy motorowerzysta jest cały i zdrowy. Na szczęście nic mu się nie stało. Dla mnie to zdarzenie to koszmar i porażka. Od 1977 roku mam prawo jazdy i non stop jeżdżę. Bez względu na to, kto ponosi odpowiedzialność za zdarzenie, to chciałem tego pana przeprosić. Ja bym go osobiście przeprosił, ale nie miałem takiej możliwości, bo nie dysponowałem jego danymi.
     Kazimierz Michalak, poinformowany przez nas o przeprosinach, mówi że w jego opinii były komendant powinien się sprawą zainteresować bardziej i przekazać przeprosiny osobiście. Dodaje, że cały czas cierpi, ponieważ bolą go noga i lewy bok. - Jak to - nie wiedział kim jest poszkodowany? Policji mógł się zapytać. Z jakiej racji mam przyjąć przeprosiny poprzez pana redaktora? To on powinien przyjechać i przeprosić. Tym bardziej, że to były komendant policji - dodaje.
     Pasażer auta Jacka N. (imię i nazwisko do wiadomości redakcji) opowiada, że 1 listopada warunki do jazdy były bardzo trudne. W chwili, kiedy kierowca skody włączał się do ruchu, pasażer ów nie śledził jezdni i nie zwracał uwagi na to, co dzieje się na drodze, nie słyszał żadnego huku, który mógłby świadczyć o uderzeniu przez kierowcę w pojazd. Nie widział też tego, o czym dowiedział, się potem - że motorowerzysta przewrócił się na pasie zieleni oddzielającym chodnik od jezdni.
     Film ze zdarzenia w zakładce Filmy.

Arkadiusz Majszak
Pałuki 1293 (47/2016)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości