Duże echo wywołał zeszłotygodniowy artykuł w naszej gazecie dotyczący zamknięcia najpopularniejszej bramy na cmentarz parafialny św. Jakuba w Barcinie. Bramę na kłódkę zamknęli pracownicy firmy pogrzebowej administratora cmentarza Władysława Walczaka na polecenie księdza Edmunda Napierały, proboszcza św. Jakuba, który zarządza cmentarzem.
Brama ta była otwarta od wielu dziesiątek lat. Teraz idąc na cmentarz trzeba nadkładać drogi. Dotyczy to tych osób, których bliscy zostali pochowani w pobliżu zamkniętej bramy. Dodatkowo koło zamkniętej bramy, ale przed cmentarzem, stoją dwie budki z kwiatami i innymi ozdobami używanymi na cmentarnych nagrobkach. Przedtem odwiedzający cmentarz kupowali potrzebne ozdoby i wchodzili niemal wprost z kwiaciarni na cmentarz.
Kilka miesięcy temu nowy administrator cmentarza otworzył kawałek dalej dom pogrzebowy, a w nim m.in. jest kwiaciarnia i sklep z artykułami na cmentarz. Obok domu pogrzebowego znajduje się wejście na cmentarz parafii św. Maksymiliana Kolbego, które nie zostało zamknięte. Dlatego ci, którzy mają groby bliskich na części cmentarza należącej do św. Jakuba, mogą wejść na cmentarz św. Maksymiliana i udać się na dół. W ten sposób obchodzą teraz cmentarz wokół, by dojść do celu. - Jest rzeczą oczywistą, że ksiądz kazał zamknąć bramę wcześniej używaną, aby odciągnąć klientów od tych kwiaciarni przy tej zamkniętej bramie. Wraz ze swoim administratorem cmentarza ksiądz liczył na to, że idąc przez otwarte wejście będą mieli więcej klientów w kwiaciarni przy domu pogrzebowym. Jednak nie sądzę, żeby to miało przełożenie. Ludzie są zniechęceni do tych poczynań i na złość nie będą kupować kwiatów tam, gdzie chciałby ksiądz i pan Walczak. Taka już jest ludzka natura, a zwłaszcza nasza, Polaków - mówił jeden z odwiedzających cmentarz. Obecnie nie są rzadkością sytuacje, że osoby, które są już na terenie cmentarza, podchodzą do zamkniętej bramy i wołają panie sprzedawczynie z kwiaciarni po drugiej stronie ogrodzenia. Dokonywane są zakupy kwiatów czy zniczy przez płot, albo przez kratownicę bramy.
Tydzień temu Zdzisław Jackowski, jeden z naszych rozmówców, zapowiadał, że przyjdzie na cmentarz z piłą i przetnie kłódkę zabezpieczającą bramę. Tych zapowiedzi jednak ostatecznie nie wcielił w życie.
Z księdzem proboszczem Edmundem Napierałą po publikacji artykułu w naszej gazecie spotkałem się przypadkiem na ulicy. Ksiądz prowadził samochód, a ja szedłem chodnikiem ulicy, w którą auto księdza wjeżdżało. Ksiądz zaczął przez szerokość jezdni wypytywać mnie, ile zapłaciłem Teodorowi Tadeuszowi Kurzawskiemu za to, że dla potrzeb zdjęcia, które opublikowaliśmy, próbował się on przeciskać przez zamkniętą bramę na cmentarz. Ksiądz proboszcz wyraźnie niezadowolony z publikacji zapowiedział, że już więcej żadnych informacji nam nie udzieli. Odpowiedziałem, że nie musiałem płacić nikomu za pozowanie do zdjęcia i że być może mieszkańcy kładą się na ziemię nie dla korzyści majątkowych, tylko z rozpaczy lub ze śmiechu po wprowadzeniu nowych rozwiązań na cmentarzu. Ksiądz proboszcz dłużej nie dyskutował, wrzucił bieg w samochodzie i odjechał.
Swoją interwencję po zamknięciu bramy zapowiadał też radny Barcina Włodzimierz Osuch. Jedna z rozżalonych mieszkanek Barcina przyszła bowiem do tego rajcy z prośbą, by wpłynął na zmianę decyzji księdza proboszcza. Włodzimierz Osuch - mieszkaniec osiedla bloków wielorodzinnych - poszedł do księdza z sąsiedniej parafii na starym mieście w poniedziałek. - Nie zastałem księdza rano na plebanii. Zadzwoniłem później do niego. Moja rozmowa z księdzem Edmundem Napierałą trwała pół godziny. Podawał te same argumenty dla zamknięcia bramy, które podawał i w waszym artykule, że poprzez zamknięcie bramy będzie na cmentarzu porządek. Powiedział, że decyzji nie zmieni - zrelacjonował Włodzimierz Osuch.
Prawdopodobnie w tenże poniedziałek ksiądz Edmund Napierała mógł mieć chwilę zawahania i zastanawiał się jednak nad zmianą decyzji. Otóż, jak się dowiedzieliśmy od pań na cmentarzu, w poniedziałek ów jeden z pracowników firmy administrującej nekropolią zapowiedział, że od następnego dnia brama ma być z jednej strony otwarta dla wchodzących i wychodzących. Tak się jednak nie stało. Jak wynika z naszych ustaleń, kilka godzin później miała miejsce wspomniana rozmowa proboszcza z radnym Włodzimierzem Osuchem. Kłódka we wtorek nie została z bramy cmentarnej zdjęta.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1056 (19/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze