Zajrzeć w głąb siebie - takie motto towarzyszyło dwóm śmiałkom, którzy w Nowy Rok wyruszyli w pieszą wędrówkę po płaskowyżu Hardangervidda w Norwegii. Jednym z nich był Szymon Springer z Szubina, który o tej przygodzie opowiedział w bibliotece.
Spotkanie z Szymonem Springerem odbyło się 27 stycznia w Rejonowej Bibliotece Publicznej w Szubinie. Zanim podróżnik zanim zaczął swoją opowieść kazał słuchaczom zamknąć oczy i posłuchać nagrania, na którym zarejestrował huk. Nie był to huk wystrzału czy startującego samolotu, ale huk wiatru jaki wiał na płaskowyżu Hardangervidda.
![]() |
| Szymon Springer w bibliotece fot. Remigiusz Konieczka |
Płaskowyż ten znajduje się w południowo-zachodniej Norwegii (powierzchnia - 8.000 km², średnia wysokość - 1.100-1.400 m n.p.m., najwyższy szczyt to Sandfloegga - 1.721 m n.p.m). Szymon Springer wyruszył z przyjacielem Mateuszem Michalskim. Podążali śladami Roalda Amundsena (zdobywcy bieguna południowego), który wyruszył w tą samą trasę w 1896 roku. Dlatego Szymon mówił, że przemierzali płaskowyż we trójkę - On, Mateusz i Roald, a w zawiązku z tym, że ich marsz można było śledzić w Internecie - czuli, że maszeruje z nimi niemała grupa ludzi, którzy trzymali za nich kciuki.
![]() |
| Słuchacze mogli poznać życie podróżnika od kuchni fot. Remigiusz Konieczka |
A wsparcie, nawet duchowe i na odległość, było konieczne, bo na płaskowyżu panowały bardzo trudne warunki. Mróz, śnieg i silny wiatr, który potęgował uczucie zimna. Temperatura spadła do ponad minus dwudziestu stopni Celsjusza. W takich warunkach podróżnicy musieli iść, jeść i spać. Na domiar złego, o czym wspomniał Szymon Springer, kroniki donoszą, że na płaskowyżu Hardangervidda zginęło więcej ludzi niż na Spitsbergenie.
![]() |
| Szymon Springer i Mateusz Michalski fot. Mateusz Michalski |
Podróżnicy szli pieszo na nartach, ciągnąc za sobą 40-kilogramowe sanie. Zaczynali dzień około 6.00 nad ranem, kończyli o 22.00. Rano około 2 godzin zajmowało im zjedzenia posiłku i zwinięcie obozu. Potem szli, robili sobie przerwę, spożywali posiłek, potem znowu szli, a pod koniec dnia rozbijali obóz, jedli kolację i wskakiwali w śpiwory. Szymon Springer opowiedział też o bardziej przyziemnych rzeczach z jakimi musieli sobie rodzić podczas marszu, nie tylko pogodowych, ale też fizjologicznych - szczególnie podczas wichury i mrozu. Przekazał też kilka praktycznych rad dotyczących zabranego i wykorzystywanego sprzętu.
![]() |
| Mimo zimna podróżnicy mogli cieszyć się z takich malowniczych widoków fot. Szymon Springer |
Podczas wyprawy nie brakowało momentów niebezpiecznych. Już pierwszego dnia doszło do zerwania sztywnego holu przy sankach Mateusza Michalskiego. Pomoc przypadkowego kierowcy uratowała wyprawę, ale po kilku dniach, wobec prognoz o załamaniu pogody i w związku z zagrożeniem lawinowym, podróżnicy postanowili zrezygnować. Szymon Springer przyznał, że jest niedosyt związany z rezygnacją z dalszego marszu, ale z perspektywy czasu uważa, że była to racjonalna i dobra decyzja. - Harda nie ucieknie - takimi słowami Szymon zakończył swą prelekcję.
Remigiusz Konieczka, 28 I 2023
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze