Reklama

Coś się nam zmienia - i to bardzo

06/02/2025 10:27

Leszek Nowak - filozof, metodolog i teoretyk ustrojów autorytarnych wyróżnia trzy główne siły społeczne tworzące państwo.

Przechodzi do porządku dziennego nad oświeceniową koncepcją Monteskiusza (podział na władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą), nazywając wszystkich dysponentów przemocy - a więc zarówno sejm, który uchwala, za co skazać, policję, która pakuje za kratki, jak i sąd, który skazuje - jako władców. Uważa za to, że powinniśmy - oprócz władców - za równie ważny element w społeczeństwie uznać właścicieli (warsztatów, fabryk, koncernów, ziemi, sklepów, mieszkań) oraz kapłanów, w skład których zaliczył zarówno przedstawicieli religii, jak i artystów, pisarzy, naukowców, filozofów, prasę, radio i telewizję - tych, którzy działają w sferze idei i mają wpływ na to, jak ludzie postrzegają świat.
Na otwarte wykłady Leszka Nowaka między październikiem 1980 roku i grudniem 1991 roku walili w Poznaniu studenci wszystkich kierunków, a jego kurs nie-marksowskiego materializmu historycznego wielu wpisywało w indywidualny program studiów.
Triada Nowaka przekonująco objaśniała ustroje, z którymi mieliśmy do czynienia lub o których słyszeliśmy. Ustrojem idealnym byłby oczywiście taki, w którym te władze się nie mieszają czyli nie istnieją klasy podwójne: władców-właścicieli (jak to było w carskiej Rosji), władców-kapłanów (jak w faszystowskich Niemczech), czy klasy potrójne. Jako przykład klasy potrójnej (władców-właścicieli-kapłanów) Leszek Nowak podawał Związek Radziecki w czasach stalinizmu, Koreę Północną, a z egzemplów historycznych państwo krzyżackie. Wszędzie, gdzie władza, która może cię wsadzić, dysponuje także własnością (z mieszkaniami włącznie) oraz rządem dusz - mamy do czynienia z trójpanowaniem, ustrojem najbardziej opresyjnym ze wszystkich, pozbawiającym człowieka podmiotowości, możliwości wyboru własnej drogi i radości życia.
Nie mogę tu streszczać całej teorii Nowaka, zainteresowanych odsyłam do wydawnictw podziemnych (na przykład „Błędy Lenina czyli o konieczności socjalizmu w Rosji”) oraz trzech tomów
„U podstaw teorii socjalizmu”, wydanych w 1991 roku.
Profesor poznańskiego UAM przekonująco uzasadnił, w jaki sposób w Rosji Radzieckiej zwyciężył ustrój trójpanowania, nazywany dziś przeważnie komunizmem. Gdy czytałem książkę Anny Applebaum „Koncern autokracja - dyktatorzy, którzy chcą rządzić światem”, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że czytam materiały do czwartego tomu summy Leszka Nowaka. Już same dwa pierwsze słowa tytułu wskazują na połączenie własności i polityki. A wszystkie rozdziały książki po kolei, jeden po drugim, Leszek Nowak - gdyby żył (zmarł w 2009 roku) - mógłby wygłosić w następnym cyklu wykładów zatytułowanym: „Państwa nazywające się demokracjami na drodze do trójpanowania”.
Pierwszy rozdział: „Chciwość, która łączy”. Sięgając do lat sześćdziesiątych autorka przybliża nam początki koncepcji zbliżenia demokracji i autokracji poprzez handel. Zachód liczył, że poprzez kontakty handlowe doprowadzi do zmiany autorytarnych ustrojów komunistycznych. Niedługo potem przykład satelitów Moskwy (w tym Polski) mógł dowodzić, że koncepcja była słuszna, jednak w przypadku Rosji Putina - zawiodła. Po 2022 roku nawet zachodni politycy uznają za błędne przekonanie, że Rosja mogła stać się częścią europejskiej rodziny narodów. Anna Applebaum tłumaczy dlaczego: myślano, że idee liberalne będą przenikać na wschód, tymczasem to idee autorytarne przenikały na zachód. Powód? Chciwość. Jest wielu takich, którzy wolą być zblatowani z władzą i mieć zamówienia, niż konkurować. A pieniądze chcą mieć i władcy, i przedsiębiorcy. Globalizacja sprawiła, że łatwo było o porozumienie właścicieli i władców ponad granicami. Chciwość łączy. Korzystają i politycy, i przedsiębiorcy.
W drugim rozdziale „Kleptokracja ma przerzuty” dostajemy garść przykładów psucia państw przez władców, dążących do utrzymania władzy i przykłady słabości sprzeciwów obywatelskich. Przyczyna tej słabości? Wsparcie, jakie zapewniają autokracje jedna drugiej. Wsparcie techniczne, psychiczne, intelektualne, wojskowe. „Autokraci akceptują regres ekonomiczny, powszechność przemocy i ubóstwa oraz izolację międzynarodową, jeśli taki jest koszt pozostawania u władzy” - pisze dziennikarka amerykańskiej gazety „New York Times”. Ale, ale! Jaka izolacja? Tylko od niektórych - dodaje zaraz. Padają przykłady: Białoruś współpracuje z Wenezuelą, Zimbabwe z Chinami. Państwa, których rządy bazują na przywłaszczaniu sobie dochodu narodowego tworzą - nową, własną rodzinę narodów!
Niezwykle ciekawy rozdział „Panować nad narracją” pokazuje walkę o rząd dusz. Tu Anna Applebaum udowadnia swą umiejętność jasnego zamykania w słowa problemów: „Przywódcy Koncernu Autokracja wiedzą, że język, w którym istnieją pojęcia transparentności, odpowiedzialności, sprawiedliwości i demokracji będzie przemawiał do części ich własnych obywateli. Jeśli chcą pozostać u władzy, muszą dyskredytować te zasady, gdziekolwiek je napotkają”.
Dlatego tak cenne są dla nich media społecznościowe, gdzie nie ma ani transparentności, ani odpowiedzialności, ani sprawiedliwości, ani demokracji. Prawdziwi ludzie, fikcyjne byty, automatyczne boty naparzają się grubymi słowami, za nic mając prawdę i sens, że o zdrowym rozsądku i przyzwoitości (słowo często używane przed 1989 rokiem) nie wspomnę. Twarda prawda o świecie (jakkolwiek ją rozumieć) w mediach społecznościowych zamienia się w maź przekonań, promocji i propagandy.
Jednocześnie monopolizacja głównego nurtu przekazu w rękach państwa (np. w Rosji) powoduje, że ludzie są poddani praniu mózgów podobnym do tego, z jakim mieliśmy do czynienia w słusznie minionym ustroju. Największe sukcesy osiągnęła tu Korea Północna - jej poddani nawet zapiski w notesikach na ukraińskim froncie piszą tak, jakby mieli w głowie, że będzie je czytać ich służba bezpieczeństwa.
Anna Applebaum podaje wiele przykładów, które potwierdzają tezę Leszka Nowaka, że każda władza, której społeczeństwo na to pozwala, dąży do monopolizacji rynku idei. Zamiast wielu różnych narracji ma być jedna, nasza. Pionowi władzy (określenie ze słownika putinowskiej Rosji), na szczycie którego stoi samodzierżca, podlegać ma każda gazeta, telewizja, kanał internetowy (niektórym, jak Kseni Sobczak, pozwala się na zadawanie nieprawomyślnych pytań, ale to też jest częścią systemu). Niech nas nie zwiedzie to, że dawniej autokrata starał się, by na rynku idei była tylko jego idea (w przypadku Rosji sowieckiej - komunistyczna). To już przeszłość. Popieramy każdego, kto nie lubi demokracji, nie ma znaczenia, czy jest katalońskim patriotą, czy arabskim fundamentalistą, czy jeszcze kimś innym. Liczy się destrukcja, niszczenie porozumienia, współpracy, wzmacnianie podziałów, zasiewanie nienawiści.
Cel tego działania określa tytuł następnego rozdziału: „System operacyjny do zmiany”. System operacyjny to oczywiście zachodnia liberalna demokracja (przypominam, że także nasza, gdyż od jakiegoś czasu jesteśmy częścią Zachodu, jednym z państw, w których życie ze względu na dążenie części społeczeństwa do demokratycznych ideałów jest najlepsze na świecie - piszę bez ironii). Liberalna, czyli kierująca się wartościami, jakimi są: pomoc słabszym, zrozumienie „innego”, przebaczenie, miłość bliźniego, pojednanie, pokój. Jak to ujął w piosence Jan Krzysztod Kelus „Że świat po to jest, aby człowiek w nim rósł”. To jest ten system operacyjny, który sprawia, że do krajów demokratycznych chcą przyjechać ludzie żyjący w satrapiach. Ten system satrapie chcą zniszczyć. Zbyt ich to kłuje w oczy. Jak zniszczą - ich poddani nie będą mieli już gdzie uciec. A każdy satrapa poddanych chce mieć jak najwięcej.
Anna Applebaum pisze o roli pojęcia praw człowieka, znów mamy nieco historii, a po niej następuje współczesność - przykłady rozwalania państw demokratycznych przez wspólników Koncernu Autokracja. Rozdział kończy słowami: „Świat, w którym autokracje współpracują w celu pozostawania u władzy - działają razem, aby promować własny system międzynarodowy, pomagają sobie w niszczeniu demokracji - nie jest już odległą dystopią. Żyjemy dzisiaj w takim właśnie świecie.”
O czym nie można zapomnieć, by rozwalać skuteczniej? Mówi o tym tytuł przedostatniego rozdziału: „Demokratów obrzucić błotem”. Tych, którzy głoszą solidarność wobec bliźnich, transparentność, odpowiedzialność i inne z pozytywnych wartości, które pozwalają ludziom z różnych bajek zgodnie żyć obok siebie. Takich ludzi należy oskarżyć o wszystkie możliwe wady: prywatę, sprzeniewierzanie gotówki, nieczyste intencje - jeśli podam za przykład kampanie, które przedstawiają Jerzego Owsiaka jako aferzystę, to już więcej chyba argumentować nie muszę. Anna Applebaum oczywiście wymienia wiele innych przykładów - z całego świata, z Afryką włącznie. System Autokracja działa tak, aby społeczeństwa demokratyczne nie wierzyły w liderów, kierujących się pozytywnymi wartościami, które stanowią drogowskazy europejskiej cywilizacji i - w wielu kręgach - podstawę dobrego wychowania. Oczywiście i w demokracjach te wartości bywają igorowane, taić tego nie można, ale wartości te istnieją i na nich opiera się życie naszych społeczeństw.
Tytuł rozdziału ostatniego: „Zjednoczenie demokratów” odpowiada na zadane ongiś przez Miłosza w „Traktacie Poetyckim” pytanie: „Gdzie jest, poeto, ocalenie”. Anna Applebaum podkreśla zasadę indywidualnej aktywności każdego za dzieje: uczestniczenie w życiu społecznym i politycznym jest szczepionką na autokrację („Lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach” - to, wbrew pozorom nie Rolling Stonesi, lecz też Miłosz). Oprócz tego autorka, niczym rasowy polityk, punkt po punkcie podaje, co należy zrobić. Pisze o gazie, handlu, kleptokracji, rozdział ten ma klarowne śródtytuły, których jednak przytaczać nie będę, aby zostawić coś z tajemnicy dla tych, którzy zdecydują się przeczytać książkę.
Czytałem ją w dniach poprzedzających inaugurację Donalda Trumpa, gdy Elon Musk - właściciel poważnego biznesu, kontrolujący w ramach tego twitterowy rząd dusz, szykował się do wejścia w kręgi władzy państwowej i stał się symbolicznym trójpanem w nowym rządzie USA. Z tego też powodu co jakiś czas przypominała mi się też w trakcie czytania powieść George’a Orwella „Rok 1984”, w którym dwa mocarstwa, oparte na trójpanowaniu, miały się znakomicie - w odróżnieniu od ich obywateli. I pomyślałem, że książka Anny Applebaum może nie tylko być wypisami do czwartego, nienapisanego tomu dzieła Leszka Nowaka, ale także prequelem orwellowskiej antyutopii. Antyutopii, w której udało się wszystkim władcom stłumić opór społeczny, a - jak to wiedzą słuchacze wykładów Leszka Nowaka - system totalitarny, który wyczerpie możliwość dociskania obywateli, kieruje agresję na zewnątrz.
 Anna Applebaum wiążąc wątki władzy, własności i rządu dusz napisała tekst bardzo świeży i zbierający w całościowy obraz docierające do nas informacje, które - każda osobno – nie budzą już nawet większego zdziwienia i, choć mówimy, że coś się chyba w świecie zmienia, nie czujemy, że aż tak bardzo się zmienia. Gdy zamkniemy twardą okładkę „Koncernu autokracja” wiemy, że - niestety - zmienia się nam coś bardzo. Chyba za bardzo.
Leszek Nowak oczywiście widzi siłę, która może nie tylko „spóźnić krok”, ale także połamać kulasy każdemu „olbrzymowi, co chce światu pęta nieść”. To opór społeczny.

Dominik Księski

Reklama

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/03/2025 12:26
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości