Przyjmując, że dzieje Polski Ludowej to historia nieustannych zmagań polskiego społeczeństwa z komunistyczną władzą, warto zauważyć, że jedna z największych batalii owego konfliktu rozegrała się wokół kolektywizacji i dostaw przymusowych. Chodziło o to, aby chłopów ograbić z ich ziemi, ale aby tego tak nikt nie nazwał, więc pisano: „oczyszczenie wsi z kułactwa”. Batalia ta została ostatecznie przez komunistów przegrana. Jak wyglądał front tej walki?
PAŃSTWO - JEDYNY PRACODAWCA
W Polsce komunistyczna władza przewidywała dwie ścieżki - albo tworzenie spółdzielni produkcyjnych, w których zrzeszali się chłopi, wprowadzając do nich własny areał (odpowiednik radzieckich kołchozów), albo gospodarstwo państwowe - PGR (odpowiednik sowchozów).
Działania komunistów wspierane przez aparat terroru i propagandę stanowiły element szerszej polityki, zmieniającej obraz gospodarki stalinowskiej Polski. Celem było osiągnięcie stanu, w którym jedynym pracodawcą stawało się państwo. Zarówno w przemyśle, handlu, jak i rolnictwie, rzemiośle i usługach. Rok 1949 był początkiem ofensywy komunistów, prowadzącej do tego celu.
OKRAŚĆ Z ZIEMI
Chłopi byli grupą społeczną, która doświadczyła srogiego ucisku ze strony nowego reżimu. Nie liczył się on z tradycjami polskiego rolnictwa, przywiązaniem do ziemi, do religii, niechęcią do obcych i awersją do podejrzanych nowinek gospodarczych. Kolektywizacja rolnictwa zapowiadana tuż przed zjednoczeniem ruchu komunistycznego, faktycznie rozpoczęta w 1949 r., była najbardziej bolesną cechą stalinowskiej polityki represyjnej wobec wsi. W jej prowadzenie angażowano aparat administracyjny, członków partii, ZMP, bezpiekę, sieć agenturalną i prasę.
„Wierchuszka” zgodnie z wprowadzaną utopią zakładała, że w planie sześcioletnim (1950-1955) zostanie skolektywizowana trzecia część gospodarstw wiejskich. Wstępem do tego była akcja usuwania z wszelkich lokalnych władz zamożniejszych gospodarzy, nazywanych „kułakami”. Starano się zniszczyć przywódców wiejskich, wyróżniających się gospodarzy, którzy cieszyli się opinią lokalnych autorytetów. Przeciwko „kułakom” skierowano też oręż propagandy, która kreowała ich jako wyzyskiwaczy, którzy zatrudniali pracowników najemnych, jako złodziei, a także ukrytych szpiegów obcych mocarstw.
GOSPODARZ CZY KUŁAK
Określanie dobrze radzących sobie z gospodarowaniem rolników wymienionymi eufemizmami było konsekwencją propagandowego opisu świata, który dzielił się na obóz postępu i reakcji, nowoczesności i wstecznictwa. Propaganda komunistyczna wykorzystywała środki językowe w tym wyrazy wartościujące dla celów manipulacji. Komunikaty wartościujące wysyłane w przestrzeń publiczną przeciwko chłopom, miały wpływać na stan emocjonalny odbiorcy, prowadzić do zohydzenia wizerunku przedsiębiorczych gospodarzy, dezintegracji więzów, łączących mieszkańców wsi, a w konsekwencji - usprawiedliwiać działania aparatu represji wobec dyskryminowanych rolników. W konsekwencji przecież chodziło, aby chłopów ograbić z ich ziemi, ale aby tego tak nikt nie nazwał. Gdy padło hasło: „oczyszczenie wsi z kułactwa” - sprawa wyglądała inaczej.
OPÓR SPOŁECZNY
Cóż kryje się za określeniem „opór społeczny”? Wobec wielu zastosowanych terminologii wymienionego zjawiska na potrzeby niniejszego artykułu postanowiłem wybrać moim zdaniem najbardziej trafną definicję Łukasza Kamińskiego, który uważa, że ów opór społeczny to „wszelkie pozainstytucjonalne i żywiołowe działania jednostek lub grup społecznych na polu politycznym, społecznym lub ekonomicznym, mające obiektywnie lub subiektywnie charakter sprzeciwu wobec władz oraz [mające] skalę ponadjednostkową”.
DOBROWOLNIE - NIE
O niepowodzeniu początków polityki kolektywizacyjnej a tym samym skali oporu mieszkańców wsi, najlepiej świadczy ewidencja założonych spółdzielni produkcyjnych. W 1948 r. nie powstała w województwie pomorskim (czyli bydgoskim) ani jedna spółdzielnia, natomiast w 1949 zdołano ich założyć zaledwie 27. Podobnie nikłe wyniki uzyskano również w Wielkopolsce w tym w powiecie mogileńskim i żnińskim, które w obrębie województwa bydgoskiego znalazły się dopiero w 1950 r.
Chłopska kontestacja stalinowskiej polityki rolnej objawiała się w narastającej fali „szeptanej propagandy” (przekładając na dzisiejszy język: mówienie, co się wie, lub co się myśli), w której rolnicy sprzeciwiali się eksperymentowi wprowadzonemu w Związku Sowieckim o nazwie kolektywizacja. Za takie mówienie, co się myśli groziły niezwykle surowe kary. Na przykład PUBP w Szubinie w kwietniu 1950 r. aresztował 4 osoby, w tym 2 repatriantów zza Buga, chłopów średniorolnych, za „rozsiewanie propagandy antypaństwowej i antyradzieckiej, która utrudniała przeprowadzenie przygotowań do założenia spółdzielni produkcyjnej”.
Mieszkańcy zachodniej i północnej Polski, gdzie około 25-30% ich gospodarstw miało „charakter kułacki” (powyżej 15 ha) wykazywali silny opór społeczny przeciwko kolektywizacji. Konfrontacja celów stawianych przez władzę i postaw chłopskich widoczna była szczególnie jaskrawo na zebraniach wiejskich na których uczestnictwo było przymusowe. Dla przykładu na Pałukach i Kujawach oprócz negatywnych komentarzy, zdarzało się, że sfrustrowani chłopi przychodzili na przymusowe masówki pijani, używali ordynarnych słów, bili pięściami w stół pomimo faktu zabezpieczania takich spotkań przez funkcjonariuszy bezpieki i MO.
ZAOSTRZENIE W 1951
Represje w sposób szczególny dotknęły chłopów po wprowadzeniu dekretu z 23 lipca 1951 r. oraz rozporządzeniu prezesa Rady Ministrów i ministra sprawiedliwości z 19 października 1951 r. w sprawach dotyczących dostaw zbóż i ziemniaków. Oprócz kar pieniężnych w postępowaniu karno-skarbowym za złośliwe uchylanie się od dostaw obowiązkowych można było trafić do aresztu lub więzienia. W celu zwiększenia presji i kontroli warstwy chłopskiej w czasach wprowadzania rozporządzeń dotyczących przymusowych dostaw zbóż, ziemniaków, mleka, zwierząt rzeźnych, masowo werbowano agenturę w środowisku chłopskim. Źródła archiwalne dokumentują ten proces. Dla przykładu w powiecie mogileńskim pomiędzy 12 października 1951 r. a 25 listopada 1951 r. pozyskano
9 TW o pseudonimach: „Swój”, „P38”, „105”, „Jelen”, „Topól”, „Biegły”, „Okoń”, „Iskra”, „Nieznany”.
NOŻYCE
Sens dostaw obowiązkowych zasadzał się w tym, że przydzielano każdemu rolnikowi, ile towaru ma odstawić po cenie urzędowej. Cenę tę określano niżej, niż rynkową. W związku z tym za worek zboża, sprzedany na przykład sąsiadowi, który potrzebował ziarna dla kur (a sam nie miał pola) można było otrzymać więcej gotówki, niż za ten sam worek oddany do skupu. Miało to skłonić rolników do wstępowania w szeregi spółdzielni, gdzie już wszystkimi finansami zajmowaliby się urzędnicy, a chłop tylko by orał - w obu tego słowach znaczeniu.
UBECJA
Nacisk populistycznej propagandy, strategie administracyjne w celu zmuszenia chłopów do wstępowania w szeregi spółdzielni wywoływał odruchy sprzeciwu. Do jego usuwania komunistyczny reżim stosował drakońskie kary i sankcje. W zaplanowaną akcję przeciwko opornej wsi wprzęgnięto administrację, aparat terroru wraz z siecią agenturalną, która na zlecenie swoich mocodawców węszyła wszędzie, dostarczając obciążające denucjacje, które następnie były wykorzystywane operacyjnie do zastosowania surowych sankcji z karą więzienia włącznie.
Od momentu rozpoczęcia kolektywizacji wsi rośnie ewidencja sieci agenturalno-informacyjnej instalowanej w środowisku wiejskim, na co nacisk kładą różnego rodzaju instrukcje operacyjne.
Siedmiu funkcjonariuszom operacyjnym Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Żninie dowodzonego przez porucznika Kazimierza Łukasiewicza na początku 1949 r. donosiło 32 donosicieli, z którymi ubecy spotkali się 52 razy. Statystyka sieci agenturalnej w UB w Żninie systematycznie rośnie i w grudniu 1949 roku przy obsadzie kadrowej 13 funkcjonariuszy operacyjnych (razem z kierownictwem) podnosi się do 49 konfidentów, którzy dostarczyli w tym miesiącu żnińskiej bezpiece 79 donosów. W styczniu 1951 roku UB w Żninie miał do dyspozycji 2 rezydentów i 63 informatorów.
W tym samym miesiącu 1951 roku UB w Mogilnie miał do swojej dyspozycji 6 rezydentów, 5 agentów i 77 informatorów. W grudniu 1951 dla mogileńskiej bezpieki donosiło: 6 rezydentów, 2 agentów i 99 informatorów. PUBP w Żninie w tym samym czasie miał do dyspozycji 4 rezydentów i 71 informatorów.
Większość spotkań z agenturą odbywała się na wolnym powietrzu w miejscach, gdzie zapewniona była konspiracja. Z ważniejszymi donosicielami spotykano się w mieszkaniach konspiracyjnych, których mogileńska placówka bezpieki posiadała 5, zaś żnińska - 7.
Na terenie jurysdykcji UB w Szubinie, obejmującego siedem gmin wybitnie rolniczego powiatu, funkcjonowało 69 donosicieli. 14 kontrolowało środowisko wiejskie w gminie Łabiszyn. Po 12 donosicieli wśród społeczności chłopskiej zainstalowano w gminie Chomętowo i Łankowice, zaś po 11 w gminach: Królikowo i Samoklęski Małe.
Na podstawie donosów tworzono listy podejrzanych o to, że nie podoba im się nowy ustrój. Zachował się unikatowy dokument z gminy Królikowo, w którym wymienia się „wrogi element”, sprzeciwiający się m.in. kolektywizacji wsi - publikujemy go na poprzedniej stronie.
KOŁCHOZ GORSZY POŻARU
Przyjęcie kursu na kolektywizację było dla warstwy chłopskiej ogromnym zaskoczeniem. Już zapowiedzi zmiany polityki rolnej w lipcu 1948 r. spowodowały w wielu regionach kraju panikę, co niespecjalnie wpędza w zakłopotanie, jeżeli weźmie się pod uwagę świadomość polskiego chłopa na temat sytuacji w Związku Radzieckim. Chłopi z Kujaw i Pałuk nie zamierzali rezygnować z prywatnej własności i tradycyjnej gospodarki rodzinnej.
W sprawozdaniach KC PZPR z marca 1949 r. spotykamy się z następującą informacją, w której chłopi na podstawie opowiadań żołnierzy radzieckich stacjonujących w Polsce o panującej nędzy w kołchozach przestrzegali: „Oczekują nędzy i biedy, mówią, że kołchoz to jest gorsza rzecz niż pożar - bo po pożarze można odbudować, a tu już nic nie pomoże”. Desperacki opór społeczny wsi przeciwko kolektywizacji wynikał po części ze znajomości skutków kolektywizacji w ZSRR.
Wydaje się, że najbardziej klarowny i przekonywający charakter względem niechęci do kolektywu posiadają wypowiedzi, które zostały sformułowane przez repatriantów zza Buga oraz mieszkańców wsi na wschodnich rubieżach powojennej Polski, którzy w latach 1939-1941 znaleźli się pod okupacją radziecką. Ponieważ znali oni z autopsji stan tamtejszego rolnictwa pod rządami Sowietów, postrzegali to zagadnienie w czarnych barwach. Warto również podkreślić, że repatrianci mieli prawo czuć się najbardziej zawiedzeni i oszukani przez władzę. Wyjeżdżając na tzw. Ziemie Odzyskane (niektórzy trafili też na Pałuki) podejmowali znaczne ryzyko związane z trudnościami adaptacyjnymi. Mieli jednak nadzieję na wyraźną poprawę swojego bytu, gdyż objęcie dużych, względnie zadbanych gospodarstw poniemieckich stwarzało im szansę na podniesienie standardu życia. Tymczasem po raz kolejny mieli dostać cios.
DONOSY
W oparciu o powyższe fakty bynajmniej nie dziwi awersja do kołchozów jaką przytoczył konfident ps. „Kolab”, badający nastroje na szubińskiej wsi. Doniósł on, że po zebraniu na temat spółdzielczości w drodze powrotnej zawitał do zabudowań gospodarza Wiki z Kazimierzewa, który wypowiedział się tak: „Mnie Niemcy przymuszali biciem do podpisania na volksdeutscha i nie podpisałem, gdzie tym bardziej do spółdzielni produkcyjnej wcale nie podpiszę”.
Z doniesień agenturalnych (informator ps. „Twardy”) wynika, że przeciwko spółdzielni produkcyjnej bardzo często występowali członkowie ZSL, partii zwasalizowanej przez PZPR. Dla przykładu Józef Koziera z gminy Chomętowo na zebraniu wiejskim wyraził się publicznie, że spółdzielni produkcyjnej nie chce znać. Poparł przedmówcę inny rolnik Józef Smaruj, podkreślając, że „woli mieć jeden hektar ziemi swojej własnej, a nie być w kołchozie”. Inny delator ps. „Jaś” węszący w środowisku wiejskim Zarządu Gminnego Spółdzielni w Kcyni doniósł PUBP w Szubinie, że Eugeniusz Skibina czynił krytyczne uwagi: „Polska robi wszystko, co nakazuje Związek Radziecki, ponieważ zakłada kołchozy, które doprowadzają do nędzy”.
Krucjatę polskiego chłopa w nierównej walce z kolektywizacją na omawianym obszarze wspierał Kościół katolicki. Duchowni niezwykle często przemycali z ambony polityczne sugestie względem przyjętego kursu polityki rolnej komunistów. Ksiądz Roman Siwa z parafii w Chomętowie 11 grudnia 1949 r. celebrując Mszę św. w Kościele w Łabiszynie przy okazji odpustu św. Mikołaja w kazaniu nadmienił: „Pan Jezus w swoich naukach, kiedy chodził po świecie i nauczał to nie zakładał wspólnych domów, nie kazał wspólnie obrabiać ziemi. (…). Bóg stworzył ziemię dla wszystkich, nie ma tu własności Państwa”.
WAŹBIŃSCY
Jedną z prześladowanych rodzin była rodzina Stefana Waźbińskiego, który brał udział w Powstaniu Wielkopolskim oraz jako żołnierz 15 Pułku Ułanów Wielkopolskich bronił Ojczyzny przed nawałą bolszewicką. Za męstwo na polu chwały został odznaczony Krzyżem Powstańczym oraz Krzyżem Kawalerskim. W 1922 roku nabył poniemieckie gospodarstwo rolne w Żninie. 8 grudnia 1939 r. został wywieziony razem z rodziną do wsi Chmielew koło Mińska Mazowieckiego. W 1945 wrócił na swoje gospodarstwo i odbudował je ciężką pracą. W czasach stalinowskich jak wiele rodzin chłopskich doświadczył srogiego ucisku ze strony reżimu komunistycznego. W związku z rozpoczętą od 1949 r. kolektywizacją wsi, rodzina musiała się zmierzyć z całą machiną partyjną, administracyjną. Wytoczono przeciwko niej oręż zakłamanej komunistycznej propagandy, która z racji 21 ha kawałka ziemi nazywała ich obraźliwie „kułakami”. Oprócz dyskryminacji i marginalizacji, Waźbińscy zostali siłą zmuszeni do przymusowych dostaw obowiązkowych. Aparat terroru poprzez sieć agenturalno-informacyjną inwigilował i represjonował upartą i dzielną rodzinę chłopską, broniącą różnymi fortelami swojego skrawka ojcowizny.
Nie opłaciło się to komunie. W 1980 roku syn Stefana Waźbińskiego, Józef był jednym z inicjatorów Solidarności Rolników Indywidualnych.
ZASTRASZANIE
Obecność aparatu terroru na zebraniach wiejskich służyła zastraszaniu gospodarzy. W celu wymuszenia złożenia podpisu, rolnicy byli wzywani pojedynczo do osobnych pomieszczeń. Najbardziej upartych placówki terenowe UB i MO w Żninie, Mogilnie i Szubinie wzywały pod różnymi pretekstami do swych - budzących powszechny strach - siedzib. Rolników starano się nakłonić do wstąpienia do kolektywu, a w razie odmowy stosowano różne represje. Niepokornych szantażowano a nawet straszono wywózkami na Sybir i „na białe niedźwiedzie”. Najgroźniejsze spośród metod były zapowiedzi pozbawienia życia chłopów. Warto podkreślić, że manifestowanie siły nie kończyło się tylko na zastraszaniu, bowiem na najbardziej opornych nakładano mandaty karne, wzywano do katowni UB i na posterunki MO, gdzie chłopów poniżano, grożono bronią palną, bito i torturowano.
Wśród gróźb wysuwanych pod adresem niechętnych kolektywnej gospodarce chłopów znalazło się topienie w jeziorze i wieszanie na szubienicy. Bardzo częstym „argumentem” w agitacji na rzecz kolektywizacji - w szczególności do repatriantów były pogróżki zapowiadające wysiedlenie chłopskich rodzin z ich gospodarstw.
ROLA KOBIET
Frustracja chłopów wobec polityki kolektywizacji na terenie powiatu mogileńskiego i żnińskiego miała różne oblicza. Swe niezadowolenie wyrażali unikaniem zebrań, zaś podczas nich ignorowaniem odczytów agitatorów tupaniem, szemraniem. Szczególną ekspresją cechowały się zachowania kobiet, które wznosiły histeryczne okrzyki przeciwko kołchozom, wywoływały świadomie awantury, wprowadzające zamieszanie i chaos. Inną niezwykle skuteczną strategią obrony było na Pałukach zabieranie przez kobiety na zebrania agitacyjne niemowląt i dzieci, które swoim płaczem i zniecierpliwieniem zakłócały utopijne wywody prelegentów z PZPR.
Zachowane relacje aktywu partyjnego i sprawozdania ubeckie pełne są skarg na zrywanie spotkań agitacyjnych z powodu płaczliwej dziatwy. W przypadku przyjazdu agitatorów do poszczególnych gospodarstw chłopskich, mężczyźni chowali się po stodołach, a pozostałe w mieszkaniach kobiety chwytały za miotły, dzwoniły na garnkach lub spuszczały psy z łańcucha.
Jeden z pamiętnikarzy opisał szokującą sytuację, jaka miała miejsce we wsi Płowce na Kujawach, gdzie gospodyni w obecności agitatorów w jej mieszkaniu uklękła przed zdjęciem Stalina z gazety i zaczęła mówić: „Kochany Stalinie, ty dałeś nam ziemię, a te skurwysyny chcą nam ją odebrać”. Ten swoisty szach mat komunistycznych agitatorów zahipnotyzował i odeszli z niczym.
ROLA PARTYJNYCH
Nader często na terenie Pałuk obrzucano dygnitarzy lokalnych władz kamieniami i wyzwiskami. Manifestując swą niechęć do polityki kolektywizacji, chłopi z powiatu mogileńskiego, szubińskiego i żnińskiego, którzy w latach czterdziestych z różnych powodów zapisali się do partii komunistycznej, na dowód swojej dezaprobaty dla polityki partii masowo oddawali swoje legitymacje partyjne.
NACISK
Osobne zagadnienie stanowiły wrogie wystąpienia przeciwko organizatorom spółdzielni produkcyjnych mieszkającym na wsi. Grożono im śmiercią, spaleniem zabudowań, pościnaniem głów kosami. Sprawozdania miesięczne PUBP potwierdzają fakt używania gróźb karalnych na Pałukach i Kujawach w stosunku do członków partii komunistycznej oraz osób pracujących w administracji odpowiedzialnych za kolektywizację. Wiele z tych gróźb było wprowadzane w życie. Dla przykładu we wsi Żurawia, gmina Łankowice, podpalono sekretarzowi koła PZPR, gorliwemu propagatorowi kolektywizacji stertę słomy.
Do przewodniczącego Spółdzielni Produkcyjnej w Jeżewie (powiat Szubin) Feliksa Kubickiego, członka PZPR przesłano anonim z pogróżkami, który po zgłoszeniu go do PUBP w Szubinie oddano do ekspertyzy grafologicznej i rozpoczęto śledztwo przeciwko anonimowemu sprawcy.
TWARDOWSKI
W kwestii sabotażu i pogróżek przeciwko spółdzielniom produkcyjnym i dygnitarzom z PZPR legendą okrył się niezłomny chłop Stanisław Twardowski, który w akcie rozpaczy podjął od początku lat 50. XX w. nierówną walkę z demonicznym systemem. Był synem Stanisława i Anny z d. Jagodzińska, urodził się 16 października 1901 r. w miejscowości Łekno, powiat Wągrowiec, mieszkał w Olesznie, gmina Łankowice, był właścicielem dwunastohektarowego gospodarstwa.
Opierał się kolektywizacji i obowiązkowym dostawom płodów rolnych. Gdy doprowadzano go do prezydium w Łankowicach zbiegł i rozpoczął aktywny opór. Uzbrojony w broń palną mścił się za fakt aresztowania go, wzniecając serię pożarów stogów słomy. W lipcu ukrywający się Twardowski nazwany w sprawozdaniu ubeckim „legendarnym partyzantem z czasów okupacji” [informator nie był precyzyjny - przyp. red.], wysłał list do rady narodowej w Łankowicach w którym według UB podał „nieuzasadnione pretensje o treści politycznej godzące w Partie i Rząd”. W wypadku nie spełnienia ultimatum do 15 sierpnia 1951 r. zagroził, „zacznie palić gospodarstwa państwowe i spółdzielnie produkcyjne oraz mordować działaczy politycznych i społecznych” [źródło ubeckie, wiarygodność niepotwierdzona - przyp. red.].
W celu ujęcia Stanisława Twardowskiego, UB w Szubinie zainstalował w środowisku zamieszkania węszącą agenturę oraz wzmocnił patrole i zsynchronizował działania z innymi ościennymi placówkami terenowymi w tym z UB w Mogilnie, Wągrowcu i Żninie, na którym to terenie według wiedzy uzyskanej od osobowych źródeł informacji ukrywał się zuchwały partyzant, wymykając się z obław zorganizowanych przez placówki terenowe. Twardowskiego ujęto, skazano na karę śmierci, wyrok wykonano. W Pałukach nr 302 (49/1997) drukowaliśmy obszerny reportaż na jego temat.
Anonimy z pogróżkami kierowane do działaczy komunistycznych były wówczas jedną z form sprzeciwu i oporu. Oprócz zastraszenia ludzi nowej władzy i wyrażenia swoich poglądów, służyły także rozładowaniu negatywnych emocji prześladowanego społeczeństwa. Warto zauważyć, że wiele pogróżek było wtedy wcielonych w życie.
PROPAGANDA
Komuniści oprócz skierowania przeciwko chłopom aparatu terroru z siecią agenturalną uruchomili kampanię propagującą kolektywizację. Jednak jej celem nie było popularyzowanie idei spółdzielczości, lecz złamanie oporu społecznego na wsi przeciwko samej kolektywizacji o obowiązkowym kontyngentom.
Pierwsze artykuły o kolektywizacji w prasie pomorskiej pojawiły się na przełomie lipca i sierpnia 1948 r. Chłopów karano, zaś prasa rządowa nazywała ich „sabotażystami”. Prasa donosiła o karach nałożonych na opornych gospodarzy: „Na wniosek Prezydium GRN w gminie Mogilno - Zachód” prokurator powiatowy wydał polecenie aresztowania Hieronima Tymkowskiego, który sabotuje dostawę 4474 kg zboża, Sylwestra Tymkowskiego (zalega 4524 kg zboża) oraz Stefana Musiałowskiego z gromady Wylatowa (zalega 7716 kg ziarna)”. Z nazwiska wymieniano nie tylko „sabotażystów”, ale i „wzorowych gospodarzy” - czyli tych, którzy nie zalegali w obowiązkowych dostawach.
Ten rodzaj propagandy miał być nie tylko nagrodą, ale przede wszystkim miał kreować posłuszeństwo władzy ludowej. „Gazeta Pomorska” w artykule z sierpnia 1952 r. pisała w następujący sposób o sołtysie wsi Gąbin (pow. Szubin): „jako pierwszy wpłacił podatek gruntowy, regularnie dostarcza mleko, odstawił 236 kg żywca ponad plan i do października postanowił sprzedać jeszcze 4 bekony”.
Wrogiem numer jeden był „kułak” uznawany za bambra, wiejskiego kapitalistę. Upowszechnianiu negatywnego obrazu kułaka miały służyć liczne opisy stosowanych przez właścicieli dużych gospodarstw „okrucieństw” wobec robotników najemnych. „Gazeta Pomorska” w styczniu 1950 r. alarmowała o niegodziwości płac i samodzielnym normowaniu warunków pracy parobków. Chętnie posługiwano się na łamach gazet przykładami. We wrześniu 1949 r. „Gazeta Toruńska” napisała o losie osiemnastolatka pracującego przy wypasie bydła u jednego z kułaków w Pieckach (gmina Kruszwica): „Chłopiec śpi w oborze razem z bydłem, w kojcu zbitym z desek. Trochę słomy i podarty koc służą mu za posłanie i pokrycie”.
Jedną z interesujących form ostracyzmu polskiego chłopa w postaci ośmieszających, obelżywych rysunków z kpiarskim tekstem, były dyskryminujące plakaty, które członkowie PZPR rozwieszali w przestrzeni publicznej. Było to świadome i celowe działania lokalnej partyjnej propagandy, zmierzającej do zdyskredytowania i poderwania autorytetu zamożniejszego chłopstwa pogardliwie określanego „kułakami”.
Na własnej skórze o wymienionej formie ostracyzmu mogła się przekonać na początku lat 50. XX w. Konstancja Nowak z Chraplewa, która sprzeciwiła się kolektywizacji i przymusowo - nakazowym dostawom zboża. Konstancja Nowak z d. Kędziora (1887-1974), urodziła się we wsi Gorzyce. Paszkwilancki plakat w celu wywarcia presji na niezłomnej kobiecie działacze Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej zawiesili w gospodzie w Królikowie. Podobne przypadki materiały archiwalne odnotowały na terenie powiatu mogileńskiego i żnińskiego. Tego typu propaganda afiszowa gościła nader często w przestrzeni publicznej społeczności lokalnych czasów stalinowskich całej Polski. Świadectw tego typu twórczości zachowało się niewiele. Dlatego niewątpliwym bestselerem jest oryginalny plakat propagandowy, przechowany przez Romana Tucholskiego z Szubina.
Ani terror, ani propaganda nie przyniosły oczekiwanego efektu, nie złamała oporu wsi tak w odniesieniu do kolektywizacji jak dostaw obowiązkowych.
W latach 1954-1959 znacznie ograniczono nakazowy wymiar dostaw. Od 1 stycznia 1957 roku zniesiono obowiązkowe dostawy mleka. Od 1 stycznia 1972 r. zniesiono obowiązkowe dostawy zbóż, ziemniaków i zwierząt rzeźnych.
Od października 1956 r. dopuszczono możliwość rozwiązania spółdzielni, ale tylko wtedy, gdy ich tworzenie dokonywało się w oparciu o szantaż czy zastraszanie i w ciągu dwóch miesięcy rozwiązaniu uległo ponad 85% rolniczych spółdzielni produkcyjnych w Polsce.
ADAM WĘSIERSKI
Pałuki nr 1745 (30/2025)
Zob. szerzej: A. Węsierski, Sieć agenturalno-informacyjna powiatu inowrocławskiego, szubińskiego, wyrzyskiego w latach 1945-1954. Studium porównawcze, Toruń 2025, a także: Sensacje i sekrety Pomorza, Kujaw i Pałuk w latach 1945-1990, praca zbiorowa pod red. A. Węsierskiego, Bydgoszcz 2025. Promocja tych książek odbędzie się na przełomie września i października.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze