Ewa Stankiewicz na zaprzysiężeniu radnych
fot. Karol Gapiński
* Nietypowe zachowania Ewy Stankiewicz w markecie w Inowrocławiu * Hospitalizacja uniemożliwiła odwołanie
Czarna Róża przycięta
Ze względu na przekroczenie terminu, jaki miała Ewa Stankiewicz na złożenie skargi na podjętą 28 stycznia uchwałę Rady Miejskiej Barcina w sprawie wygaśnięcia jej mandatu, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy odrzucił ją. Ponieważ powodem spóźnienia była hospitalizacja, była burmistrz Barcina zastanawia się nad przywróceniem terminu. Jednak nawet jeśli jej wyrzucenie z Rady uprawomocni się, to i tak wystartuje w wyborach uzupełniających na zwolnione przez siebie miejsce.
Ewa Stankiewicz, radna Barcina, której mandat wygasł w drodze uchwały już podczas III sesji Rady Miejskiej z powodu jej braku wybieralności w dniu wyborów, odwoływała się od decyzji barcińskiego ciała uchwałodawczego do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Bydgoszczy. Ten podtrzymał uchwałę Rady Miejskiej Barcina o wygaśnięciu mandatu. Powodem jednak nie było uznanie argumentów radnych, które zdecydowały o wygaśnięciu mandatu radnej, za słuszne. Otóż Ewa Stankiewicz nie złożyła skargi na uchwałę w wymaganym trybie oraz terminie i to było przyczyną, że WSA, choć wysłuchał krótkich argumentacji stron, tak naprawdę argumentów tych już nie ważył.
Albo odwołanie, albo wybory uzupełniające
Teraz Czarnej Róży Barcina pozostaje już tylko odwoływanie się do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie, choć była burmistrz Barcina widzi też dla siebie inną ścieżkę. - Jutro [rozmawialiśmy we wtorek wieczorem - przypis kg] podejmę z moim pełnomocnikiem prawnym decyzję, czy złożymy wniosek do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego o przywrócenie terminu sprawy odwoławczej, czy też od razu odwołamy się do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie, czy też po prostu powiem w tej chwili pas i nie będzie już odwołań. Gwarantuję bowiem, że jeśli wygaśnięcie mojego mandatu radnej Barcina uprawomocni się i zostaną ogłoszone wybory uzupełniające, to ja w nich wystartuję - zapowiada Ewa Stankiewicz.
Przypomnijmy, że 28 stycznia większością głosów Rada Miejska uchwaliła wygaśnięcie mandatu Ewy Stankiewicz. 11 radnych było za, wstrzymali się od głosu Jadwiga Mateńko, Włodzimierz Osuch i Aleksander Kabaciński. Sama Ewa Stankiewicz w głosowaniu w swej sprawie nie brała udziału. Powodem braku wybieralności w dniu wyborów samorządowych był zdaniem radnych fakt, że Ewa Stankiewicz, choć ma zameldowanie w Mamliczu, to tam nie mieszka. Zdaniem większości radnych, jej sprawy życiowe i majątkowe są ześrodkowane w Inowrocławiu, nie zaś w Mamliczu. Ona sama zapewnia, że Mamlicz jest dla niej najważniejszym miejscem na ziemi i tam właśnie mieszka. Dowody przedstawiane przez radnych, jak rachunki za wodę, czy ścieki, wyciągi z protokołów poprzednich sesji i inne, mają świadczyć o czymś innym. Ustawa o ordynacji w wyborach samorządowych stanowi, że o mandat w gminnej radzie może ubiegać się tylko kandydat, który mieszka w gminie, w której o mandat się ubiega. Istotne jest to, że zameldowanie nie jest równoznaczne z pojęciem zamieszkiwania.
Kiedy 28 stycznia podjęta została uchwała, zaczęła ona obowiązywać z dniem podjęcia. To z kolei ważne dla procedur odwoławczych, które przysługiwały odwoływanej radnej Barcina. Otóż miała ona 7 dni na wniesienie ewentualnej skargi na uchwałę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Bydgoszczy. Termin ten upływał zatem 4 lutego. Skargę na uchwałę powinna była Ewa Stankiewicz w tym terminie wnieść do WSA za pośrednictwem organu, który zaskarżaną uchwałę podjął. Zatem należało skargę złożyć w biurze Rady Miejskiej Barcina do 4 lutego. Owa skarga jednak wpłynęła dopiero 7 lutego, a pełnomocnik prawny odwoływanej radnej złożył ją wprost do WSA. Ewa Stankiewicz przyznaje, że termin został przekroczony i było to powodem odrzucenia skargi przed sąd. - Co do tego, czy trzeba skargę składać przez Radę Miejska, czy można wprost do sądu, to uważam, że można to różnie interpretować. Sądzę, że gdyby skarga wpłynęła wprost do sądu, ale w dozwolonym terminie, to WSA mógłby po prostu odesłać ją do biura Rady w Barcinie, jeśliby uznał, że taka jest kolej rzeczy. Tutaj jednak termin został przekroczony, więc nie było o czym mówić. Przede wszystkim jednak miałam uzasadnione powody, dla których ten termin został przekroczony - przyznaje Ewa Stankiewicz.
Przekroczenie teminu i basta
Rozprawa odwoławcza przed WSA była wyznaczona na przedwczoraj. Na poniedziałek zatem zwołano nadzwyczajną sesję Rady Miejskiej Barcina. Trzeba było bowiem wytypować 2 pełnomocników, którzy będą Radę reprezentować przed WSA i ewentualnie przed Naczelnym Sądem Administracyjnym w Warszawie, jeśli skarga na uchwałę znajdzie się w wyższej instancji sądu. Na nadzwyczajnej sesji Ewa Stankiewicz była obecna, choć w głosowaniu nad kandydatami do pełnienia ról pełnomocników Rady w sporze z jej osobą nie brała udziału. Pełnomocnikami zostali wybrani Michał Rościszewski, radca prawny magistratu barcińskiego oraz radny Henryk Popławski, który był liderem grupy rajców inicjujących uchwałę o wygaśnięciu mandatu Ewy Stankiewicz. Dzień później panowie ci reprezentowali interes Rady Miejskiej Barcina przed WSA.
Pomimo że bydgoski sąd administracyjny wysłuchał obydwu stron, które znów przedstawiły swe argumenty, tym razem w skróconej formie, to nie ważył ich, by wydać werdykt, po której stronie jest racja. Ze względu bowiem na przekroczony termin skarga została odrzucona, zatem wygaśnięcie mandatu inowrocławianki przekonującej, że jest mamliczanką, dalej obowiązuje.
- Pani Ewa Stankiewicz cały czas podkreśla swoje dogłębne wykształcenie, przygotowanie zawodowe i wielokrotnie powtarzała wszystkim radnym, że reprezentuje ją świetna kancelaria prawnicza. I w tym momencie ona nie wie, kiedy upływa termin zaskarżenia uchwały, a kiedy już wreszcie ją zaskarża, to pomija biuro Rady Miejskiej, jako obowiązujący punkt składania wniosku w drodze odwoławczej. Dla mnie taka postawa pani Ewy Stankiewicz kłóci się z jej poczynaniami. A może po prostu pani Ewa Stankiewicz celowo spóźniła się z terminem, bo wiedziała, że nie ma żadnych merytorycznych argumentów, które przekonać mogą sąd, że rzeczywiście zamieszkuje w Mamliczu? Dlatego wolała zrobić tak, by sprawa dalej potoczyła się po ścieżce braków formalnych, a nie po prostu, że sąd mógłby ocenić, kto ma rację. Dzięki temu przed opinią publiczną będzie mogła pani Stankiewicz twierdzić: „Tak, straciłam mandat, ale nie dlatego, że oni mieli racje, tylko dlatego, że został przekroczony termin odwołania. Rzecz jasna nie z mojej winy” - przewiduje Henryk Popławski dalszą strategię adwersarki.
Interweniuje ochrona
Wkrótce po sesji, na której podjęto uchwałę o wygaśnięciu mandatu Ewy Stankiewicz, do Barcina dotarły z Inowrocławia plotki, że została ona zatrzymana przez policję wskutek zakłócania porządku publicznego w jednym z marketów inowrocławskich, po czym wskutek interwencji lekarza zabrana do szpitala.
Biuro prasowe Komendy Powiatowej Policji w Inowrocławiu zaprzeczyło tym informacjom. Żadnego zatrzymania Ewy Stankiewicz nie było. Nietypowe zachowania Ewy Stankiewicz w markecie w Inowrocławiu miały jednak miejsce. Interweniowała ochrona sklepu. Jeden ze świadków nagrał telefonem komórkowym z tych zdarzeń film.
Na filmie widać, jak Ewa Stankiewicz na terenie sklepu leży na plecach i wykonuje ćwiczenia ruchowe w postaci skłonów. Ćwiczenia gimnastyczne wykonuje również na ławeczce, którą ściągnęła z półki oraz przy pomocy również będącego w ofercie sklepu przyrządu do rozciągania. Ubrana jest w żółtą koszulkę reklamującą jakąś gazetę, ma dziwny wyraz twarzy. W tle słychać głosy komentujących to ludzi. Nagrane są 2 filmy na telefonie z tego zdarzenia po około pół minuty każdy. Ich autor chciał zachować anonimowość i nie zezwolił na rozpowszechnianie filmików.
Choroba uniemożliwia zaskarżenie uchwały
Czarna Róża miała powody, dla których nie mogła dopilnować, żeby jej pełnomocnik złożył w terminie odwołanie.
Ewy Stankiewicz nie było w Inowrocławiu w kolejnych dniach, gdyż rzeczywiście trafiła do szpitala. - Ja jeszcze o tym nikomu w Barcinie nie mówiłam, ale zaraz po sesji 28 stycznia byłam w bardzo złym nastroju. Cierpiałam przez kilka dni na bezsenność. W ogóle nie spałam. Byłam roztrzęsiona. Do takiego stanu doprowadzili mnie radni, inspirowani przez pana burmistrza. Nawet mój syn określił, że po wysłuchaniu na tamtej sesji moich argumentów, gdy byłam zmuszona przedstawić smutne chwile mego życia na publicznym gremium, ktoś, kto ma ludzkie odruchy i jest zdolny do współczucia, zrozumiałby mnie. Oni zaś - jak powiedział mój syn - byli jak cyborgi, jak roboty, które mechanicznie podejmują działanie w sposób odhumanizowany. Ja wiem, że cała ta akcja przeciwko mnie inspirowana jest przez pana burmistrza, bo nawet on sam zapewniał mnie ostatnio w kuluarach, gdy piliśmy kawę: „Na pewno uda nam się panią odwołać”. Powiedział „nam”. Czyli miał na myśli siebie i radnych, a nie radnych, którzy przecież de facto podejmowali uchwałę, a nie on. Ze strony pana burmistrza to jest po prostu strach. Boi się, że będę jego rywalką w wyborach, przeszkadza mu to, że w tej chwili tak naprawdę jako jedyna mam swoje zdanie w Radzie Barcina. Zdanie inne niż wszyscy radni i burmistrz. Chcę powiedzieć, że od piątku 28 stycznia w ogóle nie spałam po tamtej sesji. Żadne tabletki dostępne bez recepty, nawet relanium, mi nie pomagały. Syn widząc, co się dzieje, wezwał swą siostrę Basię, która studiuje w Toruniu. Ja nie chciałam do szpitala. Dopiero dzieci wezwały pogotowie i 4 lutego z samego rana karetka odwiozła mnie w celu hospitalizacji. Przyznaję, że było to związane z chorobą, w związku z którą byłam też hospitalizowana w przeszłości. W tym czasie pełnomocnik prawny miał moją skargę na uchwałę i nie wiem, dlaczego nie została ona złożona w terminie. Będziemy to jeszcze z prawnikiem wyjaśniać - wyznała Ewa Stankiewicz.
W tej chwili zastanawia się ona wraz z pełnomocnikiem, jaki będzie kolejny krok. Albo zwróci się do sądu o przesunięcie terminu w pierwszej instancji, bo była chora i do 14 lutego przebywała w szpitalu, więc nie miała możliwości złożyć skargi na uchwałę w pierwszym terminie, albo też - co jest jednak mniej prawdopodobne - odwoła się do wyższej instancji, czyli NSA w Warszawie.
Henryk Popławski wątpi, żeby w ogóle NSA rozpatrywał tego typu sprawy. Jest pewny, że racja leży po stronie Rady Barcina. - Dla mnie to jest kuriozalne, gdy radna argumentuje, że mieszka w Mamliczu, czego dowodzi fakt, że na jej posesji są psy, i przyjeżdża ona tam choćby po to, by je nakarmić. Dla mnie fakt, że te psy nie zdechły, nie jest równoznaczny z tym, że pani Stankiewicz tam mieszka - mówi Henryk Popławski. Wyjaśnijmy, że karmienie psów co 3 dni jako argument świadczący o mieszkaniu przez nią w Mamliczu Ewa Stankiewicz wysuwała na sesji, w której odbierano jej mandat, co jest zapisane w protokole z tej sesji.
Tam dom twój, gdzie serce twoje
Kiedy Ewa Stankiewicz opowiada nam o Mamliczu i o swoim trudnym życiu, w którym musi radzić sobie z kłodami rzucanymi jej pod nogi przez nieżyczliwych ludzi, płacze. Po chwili jednak wraca jej optymizm. - Być może po prostu dam sobie spokój już z tym odwoływaniem się i powiem dość. Zostaną ogłoszone od razu wybory uzupełniające w okręgu wiejskim i ja zapewniam, że w nich wystartuję. Nie muszę bowiem udowadniać, że mieszkam w Mamliczu, bo mieszkam tam. Mamlicz jest dla mnie nawet ważniejszy niż małżeństwo. Po odpuszczeniu mrozów będą tam zrobione wymiany okien, drzwi, wszystkich instalacji. I wtedy przeprowadzę się już tam na zawsze, zamieszkam tam do końca życia, gdyż kocham ten dom. Pan może nie wie, ale człowiek czuje specjalny sentyment do czegoś, co się samemu stawiało od podstaw. Pieniądze na remont są na koncie, gdyż pod koniec roku sprzedałam 5 ha ziemi, a była burmistrz Barcina musi przecież mieszkać w porządnie wyglądającym domu. Tak więc, nawet jeśli przegram ewentualne wybory uzupełniające, w których tak, czy owak wystartuję, to i tak będę cały czas patrzyła burmistrzowi i tej Radzie na ręce - kończy Ewa Stankiewicz.
Jutro odbędzie się kolejna sesja Rady Miejskiej Barcina, w której wciąż może zasiadać Ewa Stankiewicz, gdyż wygaśnięcie jej mandatu cały czas jest jeszcze nieprawomocne.
Karol Gapiński
Pałuki nr 993 (8/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze