Reklama

Czerpać po Niemcach, wykorzystać studentów

 

 Jan Rogosz namawia burmistrza Żnina, by topole nad Małym Jeziorem wyciął i sprzedał na palety, a w parku zasadził nowe, piękne drzewa i krzewy, których dobór opracować mogą studenci w ramach pracy magisterskiej 

      fot. Karol Gapiński

Żnin, Jan Rogosz, pomysł, burmistrz, mieszkaniec, student
     Czerpać po Niemcach, wykorzystać studentów
     Mieszkaniec Żnina, były radny tego miasta przyniósł burmistrzowi listę pomysłów na uporządkowanie drzewostanu w parku nad Jeziorem Czaplem oraz na udrożnienie kanalizacji deszczowej przy wykorzystaniu nieczynnej obecnie infrastruktury sprzed ponad 100 lat. Czy któryś z tych pomysłów ma szansę być zrealizowany, o tym mieszkaniec dowie się, gdy włodarz wróci z urlopu, a urzędnicy rozpatrzą przedstawione propozycje.

     Jan Rogosz był w przeszłości żnińskim radnym. Jakkolwiek obecnie nie piastuje żadnej funkcji, nadal stara się angażować w sprawy swego miasta. Jako emeryt ma sporo czasu i lubi go wykorzystywać spacerując po Żninie, najczęściej ze swoim psem Aro. Podczas tych wędrówek Jan Rogosz obserwuje zmiany w mieście. Z wielu jest zadowolony, a niektóre nie wzbudzają jego entuzjazmu. Jako dawny pracownik Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Cerekwicy, a następnie Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa stara się wykorzystywać swoje doświadczenia. Sprowadza się to do wysnuwania pomysłów rozwiązań niektórych problemów w infrastrukturze miejskiej. Jan Rogosz ze swoimi pomysłami postanowił skierować się do burmistrza Roberta Luchowskiego.
     MIESZKANIEC U BURMISTRZA
     - U pana burmistrza byłem przed tygodniem. Udało mi się z nim porozmawiać. Przedstawiłem swoje pomysły na odnowę parku miejskiego nad Jeziorem Czaplem. Już wcześniej, przed zlikwidowaniem widowni i przebudową amfiteatru chodziłem w tej sprawie do burmistrza Leszka Jakubowskiego, ale wtedy ten pomysł nie został wzięty pod uwagę. Teraz nowy burmistrz chciał, ażebym przyniósł starą korespondencję z jego poprzednikiem w 2012 r., żeby i on mógł się z tym pomysłem zapoznać i sprawdzić, czy w ogóle ktoś się nad tym w Urzędzie Miejskim zastanawiał - mówi Jan Rogosz. Podobnie, jak wielu mieszkańców Żnina, nie jest zadowolony z nowego kształtu i funkcjonalności amfiteatru. Obawia się, że w tej sprawie trudno będzie teraz cokolwiek konstruktywnego zrobić. Dodajmy jednak, że Robert Luchowski też już po wyborach ten temat poruszył na jednym ze spotkań z dziennikarzami i powiedział, że nie wyobraża sobie, by publiczność na imprezach w amfiteatrze siadała na trawie wsłuchując się i oglądając artystów występujących na scenie. Dlatego burmistrz nie wykluczył rozwiązań zmierzających do stworzenia na powrót widowni.
     STARE CIĄĆ NA PALETY
     Jednak póki co Jan Rogosz uważa, że można jeszcze wrócić do uporządkowania drzewostanu na terenie parku nad jeziorem.
     - Miałem do czynienia z tego typu działaniami, gdy pracowałem zawodowo. Jest moim zdaniem konieczność zrobienia najpierw dokumentacji tego, co w parku rośnie. Potrzebne jest uporządkowanie wieczysto-księgowe parku. Pomysł polega na tym, żeby niektóre drzewa - topole, które są chwastami w świecie drzew - po prostu wyciąć. Zresztą to są stare, rozłożyste drzewa i grożą złamaniem się podczas wichury. Wycięte topole można sprzedać na palety. W ten sposób gmina pozyskałaby środki na zrealizowanie prac polegających na nowych nasadzeniach drzew i krzewów. Oczywiście też po sporządzeniu najpierw dokumentacji, jak miałoby to wyglądać, co trzeba nasadzić. Za te pieniądze można by zakupić materiał szkółkarski dla parku. A kto tę dokumentację i projekty by zrobił? Uważam, że można znaleźć młodych ludzi, studentów np. Uniwersytetu Techniczno-Przyrodniczego. Taki student pod kierunkiem swego promotora zrobiłby to w ramach choćby pracy magisterskiej, więc byłoby nieodpłatnie. Prawda jest taka, że ten park jest wspaniałym walorem Żnina i ludzie chcą tu spędzać czas, ale też w tej chwili ów park zniechęca swoim wyglądem. Dość powiedzieć, że w sumie jedyne, co wygląda porządnie, to drzewostan najstarszy, pewnie jeszcze poniemiecki, który jest regularny i sprawia korzystne wrażenie. Reszta to stare, wyrośnięte samosiejki, które zagrażają bezpieczeństwu. Te topole też są utrapieniem dla alergików, gdy pylą. Można to wyeliminować - tłumaczy Jan Rogosz.
     Gdy Jan Rogosz przed blisko 3 laty pismo z tym pomysłem skierował do ówczesnego burmistrza, to Leszek Jakubowski od razu zastrzegł, że park znajduje się w obszarze nadzoru konserwatora zabytków.
     NIEMIECKI POMYSŁ NA ZALEWANIE
     Jan Rogosz chce również, żeby teraz urzędnicy żnińskiego ratusza wykorzystali to, co zrobili przed ponad wiekiem Niemcy w zakresie infrastruktury miejskiej. Otóż od lat większość miasta boryka się z niedrożnością lub niewydajnością systemu kanalizacji deszczowej. Zresztą na naszych łamach nie brakuje na ten temat artykułów po każdej większej ulewie. Jednym z najbardziej narażonych na zalewanie po deszczu rejonów miasta jest zbieg ul. Aliantów i ul. Szpitalnej, zwłaszcza że występuje tam wyraźny spadek terenu. Spływające z ul. Aliantów wody opadowe zagrażają nie tylko bezpieczeństwu budynków i pieszych na chodnikach, ale także, a może przede wszystkim, pojazdom na drodze krajowej nr 5.
     - Dowiedziałem się, że przy ul. Aliantów, koło dzisiejszej „Biedronki“ jeszcze w czasach niemieckich wybudowany został podziemny zbiornik dla wód opadowych, spływających z góry, z kierunku Damasławka. Zadaniem tego zbiornika było przejęcie masy wód burzowych i po ich wstępnym oczyszczeniu odprowadzenie ich dalej. Uważam, że należy to zweryfikować, odnowić i wykorzystać, bo to dobre rozwiązanie i trzeba zrobić, by instalacja działała zgodnie ze swoim przeznaczeniem - uważa Jan Rogosz.
     ZBIORNIKA NIE BYŁO, BYŁ TUNEL
     O to, czy rzeczywiście w tym punkcie miasta znajduje się taki podziemny zbiornik, zapytaliśmy miłośnika i znawcę historii regionalnej Zbigniewa Zwierzykowskiego. Zdradził nam, że jako chłopiec, w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku lubił bawić się w tamtym rejonie miasta. Oczywiście wtedy nie niosło to za sobą tak wielu zagrożeń, jak obecnie, bo nie było drogi krajowej, a ruch samochodów był znikomy.
     - W każdym razie pamiętam, bo sam wtedy, jako dzieciak, przechodziłem przez ten tunel - był taki przepust przez ul. Aliantów. To było na wysokości dzisiejszej „Epoki“. Tunel pod jezdnią był z mocnej pruskiej cegły klinkierowej. Powstał na początku XX w., w tym samym czasie był zbudowany, co budynki pocztowe na tejże ulicy. Ten tunel służył do odprowadzania wód z rowów melioracyjnych na polach, które były na obecnie zabudowanym terenie w kierunku Damasławka. Później rów po prawej stronie został zakryty jeszcze przez Niemców, a rów po lewej stronie zlikwidowano w latach siedemdziesiątych. Wspomniany tunel ma jakieś 130 cm wysokości, ale teraz nie ma do niego wejścia. Co do zbiornika, który ponoć tam miał być do gromadzenia i oczyszczania wody burzowej, to nie ma tam takiego urządzenia. Niemcy czegoś takiego tam nie wybudowali. W tamtych czasach problem wód opadowych z pól w kierunku Damasławka nie był tak poważny. Otóż nie było wyasfaltowanych ulic, wybetonowanych parkingów. Gdy przyszły duże ulewy, to woda płynęła po ziemi, często na polu. Miała czas wsiąknąć w grunt i tyle tego nie płynęło w kierunku miasta, co obecnie. Dlatego jakiś zbiornik do gromadzenia tej wody nie był potrzebny - Zbigniew Zwierzykowski zdementował domniemanie Jana Rogosza odnośnie specjalnego urządzenia systemu odprowadzania wód w czasach przed 1918 r., które miało istnieć niedaleko dzisiejszego marketu.
     DALSZE POMYSŁY NA DESZCZÓWKĘ
     Jednak Jan Rogosz uważa, że w tej części miasta, kawałek dalej, na terenie dawnego Spomaszu także trzeba uporządkować system odpływu wód burzowych z okolicy budynku wielorodzinnego. Jest on niedrożny. W tym miejscu zaznaczmy, że poprzedni burmistrz planował tam budowę drogi, natomiast Robert Luchowski - jak zapowiedział na jednej z konferencji prasowych - zamierza rozpocząć rozmowy również z przedsiębiorcami, którzy działają na terenie dawnego Spomaszu, by razem z nimi ustalić, jakie działania można podjąć, by ten teren stał się bardziej funkcjonalny i spełniał oczekiwania.
     Uporządkowanie wód burzowych Jan Rogosz mocno wziął sobie do serca, gdyż kolejny jego postulat do Roberta Luchowskiego też dotyczy tego tematu. - Chodzi o odpływ z ul. Dworcowej, w jej najniższym położeniu. Wody te są odprowadzane do stawu bezodpływowego. Uważam, że ten staw należy połączyć z rzeką Gąsawką podziemnym rurociągiem. To zabezpieczy tę ulicę przed częstym zalewaniem podczas deszczu - twierdzi Jan Rogosz.
     ODPOWIEDŹ BĘDZIE, ALE BURMISTRZ NA URLOPIE
     Swoje pomysły na piśmie Jan Rogosz zaniósł burmistrzowi Żnina tydzień po pierwszej z nim rozmowie. Jednak tym razem burmistrza w ratuszu nie było. W tym tygodniu przebywał na urlopie (być może wróci do pracy dzisiaj). Również doradcy burmistrza do spraw rozwoju lokalnego, Pawła Sikory, który jednocześnie pełni funkcję rzecznika prasowego, w ratuszu nie było ze względu na urlop. Sekretarz gminy Mirosław Gatka powiedział, że spróbuje rozeznać się w najbliższych dniach, czy urzędnicy w wydziale infrastruktury mają wiedzę w tych sprawach i czy rozważano w przeszłości koncepcje prezentowane przez Jana Rogosza. - Natomiast jeśli mieszkaniec skierował oficjalne pismo, to z pewnością będzie przygotowana dla niego odpowiedź, na którą jednak teraz trzeba jeszcze poczekać - zakończył Mirosław Gatka.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1202 (8/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości