Murczynek, więzienie, Sąd Okręgowy, katastrofa, Murczynek, Kazimierz Ch.
Cztery lata więzienia za katastrofę w Murczynku
Sąd Okręgowy w Bydgoszczy skazał kierowcę ciężarowej scanii na 4 lata więzienia. W opinii sędziego Romana Narodowskiego oskarżony ponosi całkowitą odpowiedzialność za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym w Murczynku. Obrońca kierowcy Jacek Szajda zapowiedział apelację.
21 listopada 2012 r. w Murczynku doszło do katastrofy w ruchu lądowym, podczas której życie straciło pięciu mężczyzn wracających volkswagenem transporterem z pracy w Bydgoszczy. Dwóch pasażerów busa doznało poważnych obrażeń ciała. Licznych obrażeń doznali także kierowca i będąca w ciąży pasażerka fiata seicento. Ze zdarzenia bez szwanku wyszło jedynie dziecko jadących seicento Justyny i Pawła N. Prokuratura postawiła zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym kierowcy ciężarowej scanii Kazimierzowi Ch. Wykonywał on manewr zawracania w Murczynku na drodze wojewódzkiej relacji Murczyn - Łabiszyn po zapadnięciu zmroku. W momencie, kiedy ciągnik siodłowy skierowany był w stronę Łabiszyna i zajmował prawy pas jezdni w tymże kierunku, naczepa ciężarówki była skierowana pod kątem w drogę gruntową, którą kierowca chciał wykorzystać do zawrócenia i przecinała tor jazdy dla kierowców jadących z przeciwka. W czasie, gdy Kazimierz Ch. zawracał, w naczepę uderzył kierowca seicento, a tuż po nim kierowca busa. Bilans zdarzenia okazał się bardzo tragiczny.
W Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy przez niemal pół roku toczył się proces w tej sprawie. Świadkowie tragedii zeznali, iż naczepa ciężarówki nie była oświetlona i zauważyli ją w ostatniej chwili, nie mając szans uniknąć zderzenia. Według Pawła N. światła ciężarówki oślepiały go, gdy zbliżał się do miejsca, w którym Kazimierz Ch. wykonywał manewr. Świadkowie nie widzieli również, by kierowca scanii zasygnalizował manewr światłami awaryjnymi lub trójkątem ostrzegawczym. W opinii zeznających policjantów, jak i biegłych, ofiary i poszkodowani w zdarzeniu nie mieli szans przy zapadającym zmroku, jadąc z włączonymi światłami mijania, zauważyć naczepy.
W procesie uczestniczyły w charakterze oskarżycieli posiłkowych żony i rodziny ofiar, a także żona oskarżonego, która przy każdej okazji wspierała męża i dodawała mu otuchy.
10 grudnia sędzia Roman Narodowski zamknął przewód sądowy. Prokurator Anna Banaszak przypomniała, że oskarżony nie przyznał się do spowodowania wypadku. Początkowo tłumaczył, iż nie miał gdzie zawrócić, dlatego wybrał miejsce w Murczynku. Nie mógł jechać zawrócić do Łabiszyna, bo pracodawca obciążyłby go kosztami za paliwo. Przed sądem Kazimierz Ch. zeznał, że manewr wykonywał prawidłowo, a naczepa nie zajmowała całej jezdni. Jego zdaniem kierowcy seicento i busa mogli go ominąć z prawej strony. Zdaniem kierowcy było go widać z odległości około 200 metrów. Twierdził, iż naczepa była oświetlona.
Prokurator zwróciła uwagę, iż biegły kategorycznie stwierdził, że bezpośrednią przyczyną wypadku było nieprawidłowe zachowanie Kazimierza Ch. podczas wykonywania manewru zawracania i nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu kierowcom fiata i vw. Według pani prokurator zachowanie Kazimierza Ch. wypełniło znamiona spowodowania katastrofy w ruchu lądowym.
- Ja stoję na stanowisku, mimo że realne skutki obrażeń ciała doznało 9 osób, iż mieliśmy do czynienia z katastrofą. Bierze się bowiem pod uwagę udział osób uczestniczących, które są narażone na realne skutki zdarzenia - zwróciła uwagę pani prokurator. Przypomnijmy, iż realnie skutkami zdarzenia zagrożonych było 10 osób. Anna Banaszak podkreśliła, że naprawdę zagrożone było życie 11 osób.Tłumaczyła, iż nie można zapominać, że w zdarzeniu uczestniczyło nienarodzone jeszcze wówczas dziecko państwa N., które korzysta już z praw określonych przez kodeks karny. - Kwalifikacja katastrofy określona w akcie oskarżenia jest kwalifikacją właściwą - uzasadniała Anna Banaszak.
Według pani prokurator - w zakresie wysokości kary - w sprawach takich jak katastrofa w Murczynku zawsze istnieje dylemat. Oddziaływanie społeczne wymagałoby, żeby to była kara bezwzględnego pozbawienia wolności. Z kolei okolicznością łagodzącą dla kierowcy był fakt, że nie został w przeszłości karany, ani nie jest sprawcą zdemoralizowanym. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności zdarzenia Anna Banaszak uznała, że sprawiedliwą karą dla oskarżonego byłaby kara bezwzględna w wymiarze 3 lat.
- Biorę pod uwagę rozmiar szkody, gdzie 5 osób poniosło śmierć oraz wyjątkowo rażące naruszenie zasad ruchu drogowego i lekceważące podejście do życia innych uczestników ruchu. Oskarżony nie dał poszkodowanym szansy reagowania - uzasadniła pani prokurator.
Żony i rodziny ofiar katastrofy uznały, że 3 lata więzienia, o które wnioskowała prokurator, to za mało i wnioskowały o co najmniej rok bezwzględnego pozbawienia wolności za jedną osobę. Zwróciły również uwagę, że oskarżony nie wykazywał podczas rozprawy żadnych emocji i nie okazał skruchy.
- Po prostu człowiek kamień - mówiły oskarżycielki posiłkowe. Jedna z oskarżycielek uznała, iż większą karę można dostać za zabicie psa i wnioskowała o jak najwyższy wymiar kary.
Obrońca oskarżonego Jacek Szajda zwrócił uwagę, że Kazimierz Ch. zdaje sobie sprawę z tego, w czym uczestniczył i jaka to tragedia.
- On to przeżywa. Nie jest kamieniem. Zamknął się w sobie i tak to wygląda. Był przez miesiąc w areszcie i szpitalu psychiatrycznym. Ma nieprzespane noce. Cały czas jest na lekach - zaznaczył adwokat. I dodał, że Kazimierz Ch. wykonywał manewr zawracania w miejscu, w którym nie było zakazu. W opinii obrońcy było to miejsce odpowiednie, by ten manewr wykonać. Zwrócił uwagę, że podczas postępowania sądowego nie udało się ustalić odległości, z której ciężarówka była widoczna. Przypomniał, że wnioskował o przeprowadzenie eksperymentu sądowego w celu ustalenia, z jakiej odległości samochód ciężarowy był widoczny. - Szkoda, że sąd odrzucił wniosek o przeprowadzenie eksperymentu - mówił Jacek Szajda.
Zdaniem obrońcy biegły z zakresu ruchu drogowego nie potrafił obliczyć prędkości, z jaką jechali kierowcy seicento i busa. Przypomnijmy, iż według biegłego pojazdy jechały z prędkością około 88 km/h. Obrona nie zgodziła się również ze stwierdzeniem biegłego, iż to normalne, że prędkościomierze seicento, jak i busa zatrzymały się po wypadku na prędkości 110 km/h. Według obrońcy trudno mówić o wiarygodnych badaniach biegłego, kiedy kierowca i pasażer seicento mówią, że jechali z prędkością nie przekraczającą 70 km/h, a z obliczeń biegłego wynika, iż było to około 88 km/h.
- Kierowca „fiata” zeznał, że widział pojazd z odległości około 1 km, który go oślepiał. Kierowca oślepiony powinien zwolnić, a kierowca „fiata” tego nie zrobił w tej sytuacji - argumentował obrońca. I zwrócił uwagę, iż brak zapiętych pasów bezpieczeństwa u czterech pasażerów busa, którzy zginęli, w znaczny sposób przyczynił się do ich śmierci. Według Jacka Szajdy, gdyby mieli zapięte pasy, wtedy mieliby szansę przeżyć, o czym świadczy fakt, iż pasażer busa siedzący na przednim siedzeniu w zapiętym pasie przeżył zdarzenie. Brak zapięcia pasów u pozostałych pasażerów spowodował, iż przemieścili się do przodu.
Jacek Szajda podkreślił, iż Kazimierz Ch. to doświadczony kierowca z ponad 30-letnim stażem. Jego zdaniem nie uciekał z miejsca zdarzenia, a do chwili przyjazdu pogotowia i policji pomagał poszkodowanym. Był trzeźwy i nigdy wcześniej nie miał żadnego zdarzenia drogowego. Przypomniał, iż oskarżony przeprosił rodziny ofiar w sądzie. Przekonywał, iż oskarżony po tym, co się stało, już nigdy za kierownicą nie siądzie.
Obrońca wnosił o wymierzenie kary z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres próby.
Kazimierzowi Ch. udzieliły się emocje: - Ja jeszcze raz chciałbym te panie przeprosić za to co się stało - powiedział łamiącym się głosem ledwo powstrzymując łzy.
Wyrok zapadł 15 grudnia. Sąd uznał Kazimierza Ch. za winnego nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym poprzez umyślne naruszenie zasad ruchu drogowego i skazał na 4 lata pozbawienia wolności. W poczet kary sędzia zaliczył oskarżonemu areszt tymczasowy od 21 listopada do 11 grudnia 2012 roku. Sąd orzekł również wobec oskarżonego zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów na 8 lat. Oskarżony wysłuchał wyroku spokojnie, nie ujawniając żadnych emocji. Na łzy zebrało się jego żonie.
- Niedawno minęły przeszło 2 lata od tego tragicznego zdarzenia. W toczącym się procesie należało udzielić odpowiedzi na pytania: co się wydarzyło i dlaczego to się wydarzyło i kto za to ponosi odpowiedzialność - rozpoczął uzasadnienie wyroku sędzia Roman Narodowski. Według sędziego oskarżony wykonywał manewr cofania w drogę boczną w warunkach ograniczonej widoczności i podczas zmierzchu i nie widział nadjeżdżających pojazdów. Z uwagi na fakt, że manewr zawracania trwał kilka minut, w opinii sądu Kazimierz Ch. ponosi odpowiedzialność za to, co się stało. Według sędziego oskarżony zaczął umniejszać swoją winę, żeby nie zwariować po zaistniałym zdarzeniu. Sędzia dostrzegł, że emocje w oskarżonym tkwiły od samego początku. To, co mówił, było jego mechanizmem obronnym motywowanym psychologicznie.
Sąd wydając wyrok w całości opierał się na opiniach biegłych, którzy zeznali, iż widoczność dla kierowców przy zapadającym zmroku była znacznie ograniczona.
- Kierujący „vw” i „seicento” nie mieli szans, żeby zauważyć naczepę. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że jechali wtedy, kiedy ta naczepa była na jezdni. Oskarżony w całości ponosi winę za to, co się stało. Tak jak zeznał świadek Paweł N., nagle zobaczył ścianę i nie był w stanie nic zrobić - uzasadniał wyrok sędzia.
Według sędziego Kazimierz Ch. wykonywał manewr w miejscu, w którym można było zawracać, ale czas wykonywania manewru był zbyt długi. Samochodem osobowym manewr taki trwa kilkanaście sekund. W przypadku zdarzenia w Murczynku manewr trwał kilka minut. Oskarżony mógł przewidzieć, że w tym czasie na drodze pojawią się inni uczestnicy ruchu, dlatego powinien włączyć światła awaryjne lub ustawić trójkąt ostrzegawczy. Według sądu to na oskarżonym ciążył obowiązek zachowania szczególnej ostrożności, tymczasem nie dał on szansy kierowcom busa i fiata zareagowania w odpowiednim momencie i nie byli oni w stanie uniknąć wypadku.
Sędzia przyznał, iż pasy bezpieczeństwa w samochodzie zwiększają bezpieczeństwo kierowcy i pasażerów, ale gwarancji przeżycia wypadku nie dają. Zwrócił uwagę, iż kierowca busa miał zapięty pas, a zginął. Kwestia zapiętych pasów bezpieczeństwa w busie nie miała dla oceny skutków zdarzenia istotnego znaczenia. Sąd nie zgodził się również z tezą, iż prędkość, na której zatrzymały się liczniki po wypadku w pojazdach, jest przybliżoną prędkością, z jaką jechali kierowcy. Według sądu gdyby nawet jechali 110 km/h, nie zmieniłoby to skutków zdarzenia.
Sędzia zgodził się z kwalifikacją postawioną przez prokuraturę, że zdarzenie wyczerpało znamiona katastrofy w ruchu lądowym, ponieważ skutkami zdarzenia zagrożonych było 10 osób.
Sędzia Roman Narodowski wyjaśnił, że orzekając wysokość kary musiał wziąć pod uwagę względy rodzin ofiar, jak i oskarżonego. Przyznał, iż nieraz był świadkiem pretensji żon ofiar kierowanych pod adresem oskarżonego.
- To zdarzenie odciśnie się silnym piętnem na psychice oskarżonego, ale biorąc pod uwagę bilans katastrofy sąd przyjął, że 4 lata będzie karą adekwatną i sprawiedliwą. Maksymalnie spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym jest zagrożone karą pozbawienia wolności do 8 lat. Dla rodzin żadna kara nie będzie karą sprawiedliwą. Kara nie zwróci im najbliższych, którzy ponieśli śmierć. Niemniej osoba, która za to ponosi odpowiedzialność, powinna tę karę ponieść - zakończył uzasadnienie sędzia.
Wyrok nie jest prawomocny. Tuż po ogłoszeniu wyroku zapytaliśmy mecenasa Jacka Szajdę, czy będzie składał apelację. Obrońca oskarżonego odpowiedział, iż można spodziewać się, że odwoła się od wyroku do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1192 (51/2014)
Więcej na ten temat:
Zabrakłoby elementu zaskoczenia
- Odpowie z wolnej stopy
Nie ma opinii
W Murczynku nie zachował ostrożności
Nie katastrofa, a wypadek ze skutkiem śmiertelnym
Rusza proces w sprawie wypadku w Murczynku
Sąd Okręgowy przeoczył
Śmierć przy krzyżu
Katastrofa, a nie wypadek
Naczepa widmo
Modlił się przy krzyżu
Każdy ma prawo do obrony
Cztery lata więzienia za katastrofę w Murczynku
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze