Reklama

Zeznawał kierowca, którego samochód zderzył się z fiatem Krystiana na drodze w Cotoniu

10/03/2026 10:55

Jadący za Krystianem, który poniósł śmierć w wypadku w Cotoniu zawodowy kierowca powiedział sądowi, że droga była źle oznakowana i kierujący mogli mieć uzasadnione przekonanie, że wjeżdżają na dwupasmowy, jednokierunkowy odcinek. Świadek powiedział, że wie, co mówi, gdyż przejeździł jako zawodowy kierowca kilka milionów kilometrów w swoim życiu i nigdzie nie spotkał się z takim oznakowaniem, jakie było na drodze, na której w listopadzie 2019 r. doszło do dwóch śmiertelnych wypadków.

W Sądzie Rejonowym w Żninie kontynuowany jest proces karny przeciwko pracownikom Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad Oddział w Bydgoszczy i przedstawicielom nadzoru podczas realizacji odcinka nr 7 budowy trasy S5 w okolicach Cotonia w 2019 r. W listopadzie tamtego roku doszło tam do dwóch śmiertelnych wypadków drogowych. Pierwszy z nich miał miejsce 3 listopada nad ranem. Zginął w nim 37-letni Krystian Łaziński. Prywatne śledztwo w sprawie okoliczności, które doprowadziły do tej tragedii wszczął Marcin Łaziński, prawnik  z Australii, brat Krystiana. To jego działania przyczyniły się w dużym stopniu do ustaleń, które pozwoliły doprowadzić pracowników GDDKiA oraz inspektorów nadzoru nad budową na ławę oskarżonych. Marcin Łaziński bowiem dowodzi, że jego brat zginął przez zaniedbania urzędnicze i złe oznakowanie drogi w okolicach Cotonia. Jadąc z kierunku Bydgoszczy w kierunku Poznania wjechał on wówczas na dwukierunkowy według zatwierdzonej, czasowej organizacji ruchu, odcinek drogi, prawdopodobnie mając przekonanie, że wjeżdża na dwupasmową drogę szybkiego ruchu, a na jego pasie odbywa się ruch jednokierunkowy.

W ostatni poniedziałek prokurator Agnieszka Tyszkiewicz z Prokuratury Rejonowej w Szubinie Ośrodek Zamiejscowy w Żninie odczytała akt oskarżenia przeciwko dwóm inżynierom budowy  Radosław Ś. i Piotr L. Usłyszeli oni zarzuty poświadczania nieprawdy, za co grozi im kara pozbawienia wolności do 5 lat. Przypomnijmy, że pracownikom GDDKiA, którzy zarzuty usłyszeli na rozprawach 3 i 6 marca grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności. Także  Radosław Ś. i Piotr L nie przyznali się do zarzutów. Złożyli krótkie wyjaśnienia, rezygnując z udzielania odpowiedzi na pytania sędziego Michała Kuchnickiego oraz pełnomocników prawnych oskarżycieli posiłkowych i prokuratora, a także swoich adwokatów.

Reklama

Sąd wysłuchał obszernych wyjaśnień, okraszonych materiałami wideo i zdjęciami, które złożył Marcin Łaziński. Przedstawił on efekt całego swojego prywatnego śledztwa, o którym pisaliśmy już wcześniej. W tym wyjawił, że jeszcze przed drugim, śmiertelnym wypadkiem na tej drodze, na której zginał 3 listopada 2019 r. jego brat, informował policję o oznakowaniu tejże drogi sugerującym, że jest to droga dwupasmowa, jednokierunkowa. Drugi wypadek miał miejsce 10 listopada 2019 r., zginął w nim 43-letni kierowca fiata punto, a 6 osób odniosło obrażenia. Marcin Łaziński podkreślał, że jego brat był z jednej strony doświadczonym kierowcą. Prawo jazdy otrzymał w wieku 16 i pół roku, bo uprawnienia takie można wyrobić już w tak młodym wieku w Australii, przy czym przez pół roku jeździ się wtedy pod opieką dorosłego kierowcy. Krystian jeździł samochodem bardzo dużo i w Australii, i w Ameryce i w Europie, w tym oczywiście w Polsce. Mieszkał okresowo w Australii i Polsce. Nie należy traktować go jako wakacyjnego kierowcę na polskich drogach. W naszym kraju studiował medycynę i został lekarzem, a w Australii skończył studia prawnicze. Jako prawnik i jako lekarz zawsze miał na uwadze dobro drugiego człowieka i nie narażałby siebie i innych uczestników ruchu na niebezpieczeństwo poprzez brawurową jazdę.  Marcin Łaziński nie ma też wiedzy, dlaczego jego brat nad ranem 3 listopada 2019 r. kierował samochodem na drodze Bydgoszcz - Poznań. Pełnomocnik jednego z oskarżonych próbował się tego dowiedzieć od Marcina Łazińskiego, by argumentować możliwość wypadku zmęczeniem kierowcy, który w nim zginął. Jednak Marcin Łaziński stwierdził, że być może po prostu Krystian wcześnie rano się obudził i ruszył w trasę. takie bowiem planowanie dnia i podróży jest powszechne dla mieszkańców Australii przy okazji podróży i wyjazdów. Po prostu wstają przed świtem ruszają w drogę.

Reklama

Jedna z rannych osób w drugim wypadku, pasażerka samochodu z którym zderzył się fiat punto złożyła zeznania przed sądem 9 marca. Niewiele pamięta z tamtego wypadku, na oznakowanie drogi nie zwracała specjalnie uwagi, gdyż podróżowała właśnie jako pasażerka.

Zeznania złożył też Piotr G., kierowca dostawczego mercedesa, który zderzył  się z fiatem bravo prowadzonym przez Krystiana Łazińskiego 3 listopada 2019 r. Wspomnienia Piotra G. z tamtego zdarzenia też są dość słabe, a wynikało to z bardzo ciężkich obrażeń, których doznał w tamtym wypadku.Piotr G. wprawdzie poruszał się przed wypadkiem drogą Gniezno - Bydgoszcz - Gniezno bardzo często, ale sytuacja była zmienna, gdyż trwała budowa. Jednego tygodnia jeździł jedną, boczną drogą, kolejnego zaś inną. Pasem przyszłej ekspresówki dopuszczonym do ruchu w dwu kierunkach jechał wtedy bodajże po raz drugi. Po wypadku półtora miesiąca był w szpitalu, a następnie przez wiele miesięcy odbywał rehabilitację. Ma nadal problemy z kolanem, ale nie ma orzeczenia o niepełnosprawności.

Reklama

Zeznania złożyła również Daria G., córka kierowcy mercedesa, która była wtedy pasażerką i siedziała na fotelu z przodu. Ona również niespecjalnie koncentrowała się wtedy na tym, jak przebiega jazda. W wyniku wypadku odniosła tylko drobne urazy, ale do dzisiaj ma traumę, w tym lęki przed ciemnością i światłami pojawiającymi się nagle w ciemności.

Kolejnym zeznającym tego dnia przed sądem był Krzysztof Ch., który 10 listopada 2019 r. jechał za samochodem prowadzonym przez Krystiana i widział wypadek. Krystian chciał wyprzedzić wysoką ciężarówkę, która zasłaniała widoczność. Krzysztof Ch. powiedział, że też był przekonany, że jedzie drogą dwupasmową i pewnie sam podjąłby manewr wyprzedzania kilka chwil później, gdyby nie wypadek poprzedzającego go samochodu. Świadek powiedział, że wcześniej, jak wjechał na tę drogę poczuł ulgę. - Pomyślałem sobie, że skończyły się pierdoły z budową, która była na wcześniejszym odcinku.Tymczasem była to droga dwukierunkowa - powiedział świadek.

Reklama

Dodał on, że jest zawodowym kierowcą i przejechał w życiu kilka milionów kilometrów jako zawodowy kierowca. Jeździł także po drogach w innych kraju i uważa, że minimum w takich sytuacjach, jaka była w Cotoniu  jest rozgraniczenie pasów ruchu w dwóch kierunkach na pasach dróg ekspresowych w remoncie, czy w budowie. Tymczasem na odcinku nr 7 w Cotoniu takiej taśmy, czy zapór betonowych, albo chociaż słupków nie było.  - Jeśli takich znaków nie ma, to w moim przekonaniu kierowca traktuje taką drogę jako normalna trasę ekspresową - powiedział świadek.

Kolejne rozprawy w tym procesie zostały zaplanowane na czerwiec br.

Reklama

Karol Gapiński

 

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 10/03/2026 14:46
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości