Jadący za Krystianem, który poniósł śmierć w wypadku w Cotoniu zawodowy kierowca powiedział sądowi, że droga była źle oznakowana i kierujący mogli mieć uzasadnione przekonanie, że wjeżdżają na dwupasmowy, jednokierunkowy odcinek. Świadek powiedział, że wie, co mówi, gdyż przejeździł jako zawodowy kierowca kilka milionów kilometrów w swoim życiu i nigdzie nie spotkał się z takim oznakowaniem, jakie było na drodze, na której w listopadzie 2019 r. doszło do dwóch śmiertelnych wypadków.
W Sądzie Rejonowym w Żninie kontynuowany jest proces karny przeciwko pracownikom Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad Oddział w Bydgoszczy i przedstawicielom nadzoru podczas realizacji odcinka nr 7 budowy trasy S5 w okolicach Cotonia w 2019 r. W listopadzie tamtego roku doszło tam do dwóch śmiertelnych wypadków drogowych. Pierwszy z nich miał miejsce 3 listopada nad ranem. Zginął w nim 37-letni Krystian Łaziński. Prywatne śledztwo w sprawie okoliczności, które doprowadziły do tej tragedii wszczął Marcin Łaziński, prawnik z Australii, brat Krystiana. To jego działania przyczyniły się w dużym stopniu do ustaleń, które pozwoliły doprowadzić pracowników GDDKiA oraz inspektorów nadzoru nad budową na ławę oskarżonych. Marcin Łaziński bowiem dowodzi, że jego brat zginął przez zaniedbania urzędnicze i złe oznakowanie drogi w okolicach Cotonia. Jadąc z kierunku Bydgoszczy w kierunku Poznania wjechał on wówczas na dwukierunkowy według zatwierdzonej, czasowej organizacji ruchu, odcinek drogi, prawdopodobnie mając przekonanie, że wjeżdża na dwupasmową drogę szybkiego ruchu, a na jego pasie odbywa się ruch jednokierunkowy.
W ostatni poniedziałek prokurator Agnieszka Tyszkiewicz z Prokuratury Rejonowej w Szubinie Ośrodek Zamiejscowy w Żninie odczytała akt oskarżenia przeciwko dwóm inżynierom budowy Radosław Ś. i Piotr L. Usłyszeli oni zarzuty poświadczania nieprawdy, za co grozi im kara pozbawienia wolności do 5 lat. Przypomnijmy, że pracownikom GDDKiA, którzy zarzuty usłyszeli na rozprawach 3 i 6 marca grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności. Także Radosław Ś. i Piotr L nie przyznali się do zarzutów. Złożyli krótkie wyjaśnienia, rezygnując z udzielania odpowiedzi na pytania sędziego Michała Kuchnickiego oraz pełnomocników prawnych oskarżycieli posiłkowych i prokuratora, a także swoich adwokatów.
Sąd wysłuchał obszernych wyjaśnień, okraszonych materiałami wideo i zdjęciami, które złożył Marcin Łaziński. Przedstawił on efekt całego swojego prywatnego śledztwa, o którym pisaliśmy już wcześniej. W tym wyjawił, że jeszcze przed drugim, śmiertelnym wypadkiem na tej drodze, na której zginał 3 listopada 2019 r. jego brat, informował policję o oznakowaniu tejże drogi sugerującym, że jest to droga dwupasmowa, jednokierunkowa. Drugi wypadek miał miejsce 10 listopada 2019 r., zginął w nim 43-letni kierowca fiata punto, a 6 osób odniosło obrażenia. Marcin Łaziński podkreślał, że jego brat był z jednej strony doświadczonym kierowcą. Prawo jazdy otrzymał w wieku 16 i pół roku, bo uprawnienia takie można wyrobić już w tak młodym wieku w Australii, przy czym przez pół roku jeździ się wtedy pod opieką dorosłego kierowcy. Krystian jeździł samochodem bardzo dużo i w Australii, i w Ameryce i w Europie, w tym oczywiście w Polsce. Mieszkał okresowo w Australii i Polsce. Nie należy traktować go jako wakacyjnego kierowcę na polskich drogach. W naszym kraju studiował medycynę i został lekarzem, a w Australii skończył studia prawnicze. Jako prawnik i jako lekarz zawsze miał na uwadze dobro drugiego człowieka i nie narażałby siebie i innych uczestników ruchu na niebezpieczeństwo poprzez brawurową jazdę. Marcin Łaziński nie ma też wiedzy, dlaczego jego brat nad ranem 3 listopada 2019 r. kierował samochodem na drodze Bydgoszcz - Poznań. Pełnomocnik jednego z oskarżonych próbował się tego dowiedzieć od Marcina Łazińskiego, by argumentować możliwość wypadku zmęczeniem kierowcy, który w nim zginął. Jednak Marcin Łaziński stwierdził, że być może po prostu Krystian wcześnie rano się obudził i ruszył w trasę. takie bowiem planowanie dnia i podróży jest powszechne dla mieszkańców Australii przy okazji podróży i wyjazdów. Po prostu wstają przed świtem ruszają w drogę.
Jedna z rannych osób w drugim wypadku, pasażerka samochodu z którym zderzył się fiat punto złożyła zeznania przed sądem 9 marca. Niewiele pamięta z tamtego wypadku, na oznakowanie drogi nie zwracała specjalnie uwagi, gdyż podróżowała właśnie jako pasażerka.
Zeznania złożył też Piotr G., kierowca dostawczego mercedesa, który zderzył się z fiatem bravo prowadzonym przez Krystiana Łazińskiego 3 listopada 2019 r. Wspomnienia Piotra G. z tamtego zdarzenia też są dość słabe, a wynikało to z bardzo ciężkich obrażeń, których doznał w tamtym wypadku.Piotr G. wprawdzie poruszał się przed wypadkiem drogą Gniezno - Bydgoszcz - Gniezno bardzo często, ale sytuacja była zmienna, gdyż trwała budowa. Jednego tygodnia jeździł jedną, boczną drogą, kolejnego zaś inną. Pasem przyszłej ekspresówki dopuszczonym do ruchu w dwu kierunkach jechał wtedy bodajże po raz drugi. Po wypadku półtora miesiąca był w szpitalu, a następnie przez wiele miesięcy odbywał rehabilitację. Ma nadal problemy z kolanem, ale nie ma orzeczenia o niepełnosprawności.
Zeznania złożyła również Daria G., córka kierowcy mercedesa, która była wtedy pasażerką i siedziała na fotelu z przodu. Ona również niespecjalnie koncentrowała się wtedy na tym, jak przebiega jazda. W wyniku wypadku odniosła tylko drobne urazy, ale do dzisiaj ma traumę, w tym lęki przed ciemnością i światłami pojawiającymi się nagle w ciemności.
Kolejnym zeznającym tego dnia przed sądem był Krzysztof Ch., który 10 listopada 2019 r. jechał za samochodem prowadzonym przez Krystiana i widział wypadek. Krystian chciał wyprzedzić wysoką ciężarówkę, która zasłaniała widoczność. Krzysztof Ch. powiedział, że też był przekonany, że jedzie drogą dwupasmową i pewnie sam podjąłby manewr wyprzedzania kilka chwil później, gdyby nie wypadek poprzedzającego go samochodu. Świadek powiedział, że wcześniej, jak wjechał na tę drogę poczuł ulgę. - Pomyślałem sobie, że skończyły się pierdoły z budową, która była na wcześniejszym odcinku.Tymczasem była to droga dwukierunkowa - powiedział świadek.
Dodał on, że jest zawodowym kierowcą i przejechał w życiu kilka milionów kilometrów jako zawodowy kierowca. Jeździł także po drogach w innych kraju i uważa, że minimum w takich sytuacjach, jaka była w Cotoniu jest rozgraniczenie pasów ruchu w dwóch kierunkach na pasach dróg ekspresowych w remoncie, czy w budowie. Tymczasem na odcinku nr 7 w Cotoniu takiej taśmy, czy zapór betonowych, albo chociaż słupków nie było. - Jeśli takich znaków nie ma, to w moim przekonaniu kierowca traktuje taką drogę jako normalna trasę ekspresową - powiedział świadek.
Kolejne rozprawy w tym procesie zostały zaplanowane na czerwiec br.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze