W piątek 6 lutego w Sądzie Rejonowym w Żninie pojawił się Marcin Łaziński, brat Krystiana, który jesienią 2019 r. zginął w wypadku samochodowym na drodze w okolicach Lubcza, prawdopodobnie myśląc, że znajduje się na jednokierunkowej, dwupasmowej trasie ekspresowej i w związku z tym jechał lewą stroną jezdni. Tymczasem ta jezdnia to był to tylko jeden z pasów przyszłej trasy S5, na którym w myśl obowiązującej wtedy czasowej organizacji ruchu, obowiązywał ruch dwukierunkowy. W rezultacie doszło do tragedii.
W Sądzie Rejonowym w Żninie odbywa się proces przeciwko 5 osobom - pracownikom Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i A autostrad Oddział w Bydgoszczy (lub byłym pracownikom) oraz dwóm inżynierom.
Do tragicznego w skutkach wypadku doszło 3 listopada 2019 r. o 5.00 nad ranem. W wyniku czołowego zderzenia samochodu osobowego z busem, zarówno kierowcy, jak i pasażerowie pojazdów zostali przetransportowani do szpitali. Życia siedzącego za kierownicą fiata bravo 37-letniego Krystiana, który sądził najprawdopodobniej, że jedzie drogą dwupasmową, nie udało się uratować. Droga ekspresowa S5 na tamtym odcinku była wówczas w budowie, obowiązywała zatwierdzona i posiadająca klauzulę wykonalności czasowa organizacja ruchu. O szczegółach pisaliśmy w relacji z pierwszego dnia procesu. Przypomnijmy, że we wtorek wyjaśnienia składał przed sądem Tomasz O., pierwszy z oskarżonych, który w tamtym czasie był naczelnikiem wydziału bezpieczeństwa ruchu i zarządzania ruchem w bydgoskim oddziale Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Były to obszerne zeznania, którym towarzyszyła prezentacja materiałów graficznych i wideo, dołączonych do materiałów dowodowych.
W piątek 6 marca odbyło się kolejne posiedzenie sądu w tej sprawie. Tym razem trwało krócej, ale to dlatego, że oskarżony Karol J. w całości podtrzymał wyjaśnienia swego byłego przełożonego w wydziale, Tomasza O. Nie było więc potrzeby omawiać kwestii każdego kolejnego znaku na tamtym odcinku drogi. Oskarżony również nie przyznaje się do winy w żadnym z puntów oskarżenia. Uważa, że zatwierdzony projekt czasowej organizacji ruchu był wykonany zgodnie z przepisami bezpieczeństwa ruchu, prawidłowo skonsultowany i procedowany. Oskarżony potwierdził też, że z nagrania wideo dokonanego podczas objazdu 31 października 2019 r. wynika, że tylko część oznakowania wyniesionego w teren była zgodna z tym, co ujęto w zatwierdzonym projekcie. Znajdowały się w terenie jednak także znaki mogące sugerować kierowcy, że wjeżdża na drogę ekspresową S5. Takie znaki jednak w projekcie, nad którego analizą Karol J. jako starszy specjalista w wydziale pracował, nie były w ogóle ujęte.
Swoich wyjaśnień tego dnia nie złożył zastępca dyrektora oddziału GDDKiA w Bydgoszczy Przemysław A., trzeci z oskarżonych przez Prokuraturę Rejonową w Szubinie Ośrodek Zamiejscowy w Żninie. Wprawdzie był on obecny na ławie oskarżonych, ale nie dotarł do Żnina jego adwokat. Oskarżony powiedział więc, że złoży wyjaśnienia na którymś z kolejnych terminów, gdy będzie na sali rozpraw jego pełnomocnik prawny. Natomiast Przemysław A. podtrzymał swoje wcześniejsze wyjaśnienia złożone na etapie postępowania przygotowawczego, a teraz odczytane przez sędziego Michała Kuchnickiego. Z tych wyjaśnień wynika, że zastępca dyrektora nie zgadza się z wieloma uwagami zawartymi w opinii biegłego Tadeusza Nawalańca. Przypomnijmy, że prokuratura zleciła najpierw sporządzenie opinii temu ekspertowi, a po zakwestionowaniu wniosków przez oskarżonych, zlecona została druga opinia, sporządzona przez biegłych z Politechniki Krakowskiej. Jest jeszcze trzecia - zamówiona prywatnie przez oskarżonych - opinia biegłych w zakresie bezpieczeństwa ruchu z Politechniki Bydgoskiej.
W piątek w Sądzie Rejonowym w Żninie pojawił się też Marcin Łaziński (pozwala nam posługiwać się swoim wizerunkiem i nazwiskiem w publikacjach), brat ofiary wypadku z 3 listopada 2019 r. w Lubczu. Jest on adwokatem zajmującym się sprawami dotyczącymi wypadków oraz karnymi w Australii, w stanie Queensland, na wschodnim wybrzeżu. To on właśnie po śmierci brata przeprowadził prywatne śledztwo dotyczące faktycznej organizacji ruchu obowiązującej wtedy na drodze w Lubczu. Kwestionował tezy o bezpiecznych rozwiązaniach zarówno przedstawionych w projekcie tej organizacji, jak i wyniesionych w teren.
Dzisiaj Marcin Łaziński ma status oskarżyciela posiłkowego w tej sprawie. Przed rozpoczęciem piątkowego posiedzenia sądu chętnie rozmawiał z mediami, z naszym portalem również. Powiedział, że nawet wojna na Bliskim Wschodzie nie powstrzymała go od przylotu do Polski. Jak się dowiedzieliśmy, leciał z Australii przez San Francisco i dopiero stamtąd do Europy. Innych połączeń bowiem nie mógł znaleźć, by trafić na czas. Loty przez Dubaj nie są możliwe. Powrót ma przewidziany przez Hongkong, ale jaką trasą z Europy na Daleki Wschód ma polecieć jego samolot, jeszcze nie wie.
Zanim jednak Marcin Łaziński wróci do Australii, to w najbliższy poniedziałek przedstawi sędziemu Michałowi Kuchnickiemu ustalenia i materiały dowodowe, które zebrał w trakcie własnego śledztwa.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze