Reklama

Brat ofiary wypadku w Lubczu dotarł z Australii do Żnina. Nawet wojna go nie powstrzymała (zobacz zdjęcia i film)

06/03/2026 15:14

W piątek 6 lutego w Sądzie Rejonowym w Żninie pojawił się Marcin Łaziński, brat Krystiana, który jesienią 2019 r. zginął w wypadku samochodowym na drodze w okolicach Lubcza, prawdopodobnie myśląc, że znajduje się na jednokierunkowej, dwupasmowej trasie ekspresowej i w związku z tym jechał lewą stroną jezdni. Tymczasem ta jezdnia to był to tylko jeden z pasów przyszłej trasy S5, na którym w myśl obowiązującej wtedy czasowej organizacji ruchu, obowiązywał ruch dwukierunkowy. W rezultacie doszło do tragedii.

W Sądzie Rejonowym w Żninie odbywa się proces przeciwko 5 osobom - pracownikom Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i A autostrad  Oddział w Bydgoszczy (lub byłym pracownikom) oraz dwóm inżynierom.

Do tragicznego w skutkach wypadku doszło 3 listopada 2019 r. o 5.00 nad ranem. W wyniku czołowego zderzenia samochodu osobowego z busem, zarówno kierowcy, jak i pasażerowie pojazdów zostali przetransportowani do szpitali. Życia siedzącego za kierownicą fiata bravo 37-letniego Krystiana, który sądził najprawdopodobniej, że jedzie drogą dwupasmową, nie udało się uratować. Droga ekspresowa S5 na tamtym odcinku była wówczas w budowie, obowiązywała zatwierdzona i posiadająca klauzulę wykonalności czasowa organizacja ruchu. O szczegółach pisaliśmy w relacji z pierwszego dnia procesu. Przypomnijmy, że we wtorek wyjaśnienia składał przed sądem Tomasz O., pierwszy z oskarżonych, który w tamtym czasie był naczelnikiem wydziału bezpieczeństwa ruchu i zarządzania ruchem w bydgoskim oddziale Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Były to obszerne zeznania, którym towarzyszyła prezentacja materiałów graficznych i wideo, dołączonych do materiałów dowodowych.

Reklama

W piątek 6 marca odbyło się kolejne posiedzenie sądu w tej sprawie. Tym razem trwało krócej, ale to dlatego, że oskarżony Karol J. w całości podtrzymał wyjaśnienia swego byłego przełożonego w wydziale, Tomasza O. Nie było więc potrzeby omawiać kwestii każdego kolejnego znaku na tamtym odcinku drogi. Oskarżony również nie przyznaje się do winy w żadnym z puntów oskarżenia. Uważa, że zatwierdzony projekt czasowej organizacji ruchu był wykonany zgodnie z przepisami bezpieczeństwa ruchu, prawidłowo skonsultowany i procedowany. Oskarżony potwierdził też, że z nagrania wideo dokonanego podczas objazdu 31 października 2019 r. wynika, że tylko część oznakowania wyniesionego w teren była zgodna z tym, co ujęto w zatwierdzonym projekcie. Znajdowały się w terenie jednak także znaki mogące sugerować kierowcy, że wjeżdża na drogę ekspresową S5. Takie znaki jednak w projekcie, nad którego analizą Karol J. jako starszy specjalista w wydziale pracował, nie były w ogóle ujęte.

Reklama

Swoich wyjaśnień tego dnia nie złożył zastępca dyrektora oddziału GDDKiA w Bydgoszczy Przemysław A., trzeci z oskarżonych przez Prokuraturę Rejonową w Szubinie Ośrodek Zamiejscowy w Żninie. Wprawdzie był on obecny na ławie oskarżonych, ale nie dotarł do Żnina jego adwokat. Oskarżony powiedział więc, że złoży wyjaśnienia na którymś z kolejnych terminów, gdy będzie na sali rozpraw jego pełnomocnik prawny. Natomiast Przemysław A. podtrzymał swoje wcześniejsze wyjaśnienia złożone na etapie postępowania przygotowawczego, a teraz odczytane przez sędziego Michała Kuchnickiego. Z tych wyjaśnień wynika, że zastępca dyrektora nie zgadza się z wieloma uwagami zawartymi w opinii biegłego Tadeusza Nawalańca. Przypomnijmy, że prokuratura zleciła najpierw sporządzenie opinii temu ekspertowi, a po zakwestionowaniu wniosków przez oskarżonych, zlecona została druga opinia, sporządzona przez biegłych z Politechniki Krakowskiej. Jest jeszcze trzecia - zamówiona prywatnie przez oskarżonych - opinia biegłych w zakresie bezpieczeństwa ruchu z Politechniki Bydgoskiej.

W piątek w Sądzie Rejonowym w Żninie pojawił się też Marcin Łaziński (pozwala nam posługiwać się swoim wizerunkiem i nazwiskiem w publikacjach), brat ofiary wypadku z 3 listopada 2019 r. w Lubczu. Jest on adwokatem zajmującym się sprawami dotyczącymi wypadków oraz karnymi w Australii, w stanie Queensland, na wschodnim wybrzeżu. To on właśnie po śmierci brata przeprowadził prywatne śledztwo dotyczące faktycznej organizacji ruchu obowiązującej wtedy na drodze w Lubczu. Kwestionował tezy o bezpiecznych rozwiązaniach zarówno przedstawionych w projekcie tej organizacji, jak i wyniesionych w teren.

Reklama

Dzisiaj Marcin Łaziński ma status oskarżyciela posiłkowego w tej sprawie. Przed rozpoczęciem piątkowego posiedzenia sądu chętnie rozmawiał z mediami, z naszym portalem również. Powiedział, że nawet wojna na Bliskim Wschodzie nie powstrzymała go od przylotu do Polski. Jak się dowiedzieliśmy, leciał z Australii przez San Francisco i dopiero stamtąd do Europy. Innych połączeń bowiem nie mógł znaleźć, by trafić na czas. Loty przez Dubaj nie są możliwe. Powrót ma przewidziany przez Hongkong, ale jaką trasą z Europy na Daleki Wschód ma polecieć jego samolot, jeszcze nie wie.

Zanim jednak Marcin Łaziński wróci do Australii, to w najbliższy poniedziałek przedstawi sędziemu Michałowi Kuchnickiemu ustalenia i materiały dowodowe, które zebrał w trakcie własnego śledztwa. 

Reklama

Karol Gapiński

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 09/03/2026 13:32
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości