12 maja w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy odbyła się kolejna rozprawa przeciwko Annie N. o oszustwa pod szyldem Banku Santander (obecnie Erste), które były dokonywane w placówce partnerskiej tego banku w Żninie. Zeznawała pracownica zespołu zajmującego się defraudami pracowniczymi. Bank uznał za jedyną winną Annę N. Jej obrońca jednak stoi na stanowisku, że wina jego klientki jest tylko częściowa, a w żnińskiej placówce miała działać według jego linii obrony, piramida finansowa. Tymczasem w tym samym dniu, jak przekazała nam jedna z czytelniczek, placówka banku w Żninie została zamknięta a szyld z niej zdjęto.
Jedyną oskarżoną przez Prokuraturę Rejonową w Szubinie Oddział Zamiejscowy w Żninie jest Anna N., była pracownicą placówki partnerskiej Santander Bank, która działa od wielu lat w stolicy Pałuk. Po ujawnieniu oszustw została zwolniona z pracy.
Proces trwa od jesieni 2024 r. W akcie oskarżenia postawionych zostało 88 zarzutów, a łączną sumę szkód wynikających z oszustw śledczy wyliczali na 2.170.000 zł. Poszkodowani są nie tylko z gminy Żnin. Spłaty kredytów i pożyczek, które zostały zaciągnięte bez ich wiedzy, zostały przez bank zawieszone.
Jednak zarzuty, które usłyszała Anna N., są nie tylko z artykułu 286 kodeksu karnego za oszustwo, ale również za przestępstwa przeciwko dokumentom. Według aktu oskarżenia były podrabiane podpisy oraz fałszowane zaświadczenia o dochodach, by podwyższyć zdolność kredytową oszukiwanych. Dopiero, gdy prokurator Agnieszka Tyszkiewicz z ramienia Prokuratury Rejonowej przedstawiła w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy ostateczny akt oskarżenia przeciwko Annie N., ta została zwolniona z aresztu tymczasowego. Otóż wtedy prokuratura miała już gwarancję poręczenia majątkowego, które dała rodzina oskarżonej, na łączną kwotę około 2.000.000 zł. W tym z tytułu hipoteki przymusowej na nieruchomości - 1.400.000 zł oraz 560.000 zł z innych składników majątku.
Poszkodowany jest również sam bank. Od kilku miesięcy funkcjonuje on pod nazwą Erste Bank Polska. Na kolejnej rozprawie przeciwko Annie N. w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy sędzia Jarosław Całbecki wysłuchał zeznań Agnieszki K., kolejnej pracownicy centrali Erste Bank. Obecnie pracuje ona w zespole zajmującym się nadużyciami wewnętrznymi. Wcześniej uczestniczyła w postępowaniu wyjaśniającym nieprawidłowości w placówce partnerskiej banku w Żninie. Klienci wówczas składali reklamacje dotyczące zaciągania kredytów oraz dokonywania wypłat gotówkowych z ich kont, ale bez ich wiedzy. Gdy zgłosił się z reklamacją pierwszy poszkodowany, to na tamtym etapie sprawę wyjaśniał właściciel placówki partnerskiej banku w Żninie oraz menadżer nadzorujący tę placówkę. W trakcie czynności wyjaśniających Anna N. przyznała się, że zaciągała kredyty i wypłacała środki bez wiedzy klienta. Dlatego o sprawie został poinformowany zespół antydefraudów pracowniczych, w którym pracowała wówczas świadek Agnieszka K.
W tamtym czasie do banku zaczęli zgłaszać się masowo klienci kwestionujący salda ich rachunków i posiadane zobowiązania. Początkowo Anna N. przyznawała się do oszustwa w sprawie pierwszego ze zgłaszających sprawę klientów. Później jednak zaczęły napływać informację od innych klientów, że Anna N. kontaktowała się z nimi, informując ich, że zostali oszukani i że mogą złożyć reklamację kredytów zaciągniętych bez ich wiedzy.
Postępowanie wyjaśniające trwało bardzo długo. Nie wszystkie zgłaszane reklamacje zostały przyjęte. ustalono, że poszkodowanych mogło zostać około 40 osób, a straty banku obliczano na ponad 2.000.000 zł. Oprócz tego, jak zeznała Agnieszka K., bank poniósł duże straty wizerunkowe, bo był kojarzony z tym procederem, który prowadziła Anna N. Niestety niemożliwe jest stwierdzenie, kto fizycznie dokonywał niektórych wpłat i wypłat z kont, dlatego, że były to transakcje depozytowe, czyli po prostu gotówkowe. Bank nie był monitorowany aż w takim zakresie, by można było to później sprawdzić.
Sędzia Jarosław Całbecki, a później także, gdy pytania świadkowi zadawali pełnomocnicy stron, adwokat Wojciech Mazur reprezentujący Annę N., zapytywali, czy zespół przesłuchiwał innych pracowników placówki w Żninie. Świadek zeznała, że rozmawiano z Anną N., ponieważ to ona przyznała się do procederu oraz prowadzono wyjaśnienia z właścicielem placówki w sprawie stwierdzonych przez zespół nieprawidłowości w archiwizowaniu niektórych dokumentów.
Adwokat wykazał na podstawie akt sprawy, że istniały przypadki, że obok podpisu Anny N. pod umową kredytową za bank podpisywał się też drugi pracownik i obydwa te podpisy na formularzu znajdują się pod treścią, że składają je pracownicy reprezentujący bank (nie zaś placówkę partnerską banku). Zatem jest to kolejny przyczynek do uprawdopodobnienia tezy, na której od początku procesu opiera się linia obrony powzięta przez Wojciecha Mazura. Zakłada ona, że Anna N. jako jedyna przyznała się do winy, ale w rzeczywistości nie działała sama.
Na rozprawie 12 maja adwokat bronił swego wniosku dowodowego, który złożył wcześniej. Otóż Wojciech Mazur powiedział, że dotychczas ujawnione wątki na tym procesie, jak wspomniane podpisy dwóch pracowników pod umowami, nie zaś jedynej Anny N., czy też orzeczony kilka lat temu przez Sąd Rejonowy w Żninie wyrok przeciwko Milenie Sz.-E. za przestępstwo przeciwko dokumentom i nakładający na nią grzywnę oraz roczny zakaz prowadzenia działalności gospodarczej w sektorze finansowym, wskazują na istnienie czegoś na kształt piramidy finansowej. Mecenas stwierdził nawet, że w placówce w Żninie działała zorganizowana grupa przestępcza. zasygnalizował również, że obecnie w dwóch prokuraturach na terenie naszego województwa w ślad za złożonymi zawiadomieniami o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, toczą się postępowania w sprawie.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze