Łzy w bydgoskim sądzie, Anna N. przeprasza. Oszustwa na 2 miliony 170 tysięcy zł

26/02/2025 16:30

Poszkodowanych jest 41 - w tym sam bank - a pierwszych dwunastu (plus partnerka jednego z nich) złożyło zeznania w procesie przeciwko Annie N. o oszustwa pod szyldem banku Santander 22 lutego. Z zeznań wyłania się modus operandi, który miała wdrażać oskarżona. To typowanie osób, które nie korzystały z bankowości internetowej, a rachunki śledziły pobieżnie. To również miłe, uczynne, serdeczne podejście do klienta i budowanie jego zaufania o tego stopnia, że powierzali jej oni swoje sprawy całkowicie. Później następowało zakładanie kont i zaciąganie kredytów przy wykorzystaniu nieuważnego czytania przez klientów tego, co podpisywali lub tez fałszowania ich podpisów.

Przypomnijmy, że 10 października ub.r. w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy rozpoczął się proces przeciwko Annie N., która jest jedyną oskarżoną w sprawie oszustw pod szyldem Santandera.  W połowie lata 2023 r. po raz pierwszy informowaliśmy w Pałukach o trwającym od lat procederze oszustw bankowych, których miała dokonywać Anna N., pracownica placówki partnerskiej tego banku w Żninie. Po wybuchu afery z wyłudzaniem kredytów od klientów, Anna N. natychmiast została zwolniona z placówki bankowej. Sprawa stała się głośna w całym kraju ze względu na skalę procederu i z tego względu, że dochodziło do niej pod szyldem poważnej instytucji finansowej, a poszkodowani przez lata niespecjalnie interesowali tym, co dzieje się na ich rachunkach, mając pełne zaufanie do swojej doradczyni, Anny N.
Poszkodowani to w większości mieszkańcy Żnina i innych miejscowości na Pałukach. Status poszkodowanego ma też Santander Bank Polska. Niektóre, pojedyncze osoby poniosły straty liczone nawet nie w dziesiątkach, ale w setkach tysięcy złotych. Natomiast łączna suma strat banku i osób prywatnych, która została przedstawiona w akcie oskarżenia, to około 2.170.000 zł. Pokrzywdzonych w wyniku działalności Anny N. jest według aktu oskarżenia 41, w tym Santander Bank Polska. W owym akcie prokuratorka Agnieszka Tyszkiewicz z ramienia Prokuratury Rejonowej w Szubinie Ośrodek Zamiejscowy w Żninie łącznie przedstawiła 88 zarzutów. Nie tylko z artykułu 286 kodeksu karnego za oszustwo, ale również za przestępstwa przeciwko dokumentom. Przypomnijmy, że fałszowane były podpisy klientów, ale informowaliśmy też o przynajmniej jednym fałszywym zaświadczeniu o rzekomej pracy jednej z poszkodowanych w szkole. Mogło to służyć podwyższeniu zdolności kredytowej ofiary oszustwa.
Przewodniczący składu orzekającego sędzia Jarosław Całbecki na wniosek pełnomocnika oskarżonej wyłączył jawność postępowania sądowego w zakresie wyjaśnień składanych przez Annę N. Te wyjaśnienia oskarżonej były składane podczas kolejnych kilku posiedzeń sądu, których ze względu na wyłączenie jawności nie relacjonowaliśmy. Wreszcie 24 lutego br. odbyło się posiedzenie, na którym sąd wysłuchał pierwszych 13 poszkodowanych (na wokandzie było 12, ale dowołano w trakcie posiedzenia partnerkę jednego z poszkodowanych, która akurat czekała na korytarzu sądu), którzy składali zeznania jako świadkowie.
Wysłuchania świadków trwały aż 6 godzin, były bardzo szczegółowe, nie obyło się oczywiście bez pytań zadawanych świadkom przez strony postępowania. O wiele okoliczności dopytywał nie tylko mecenas Wojciech Mazur, pełnomocnik oskarżonej, ale i przedstawiciele prawni osób poszkodowanych, bo niektórzy z nich mają w tej sprawie status oskarżycieli posiłkowych.
W toku składanych zeznań okazało się, że mechanizm oszustw był bardzo zbliżony, choć sumy zaciąganych kredytów i innych zobowiązań finansowych bez wiedzy klientów Anny N. były dość zróżnicowane. Większość z poszkodowanych praktycznie aż do połowy lata 2023 r. nie była świadoma, że ich konta są czyszczone poprzez zawieranie na nich nowych zobowiązań. Np. jedna ze żnińskich lekarek dowiedziała się o tym w sierpniu 2023 r. od pacjentki, która poinformowała ją podczas wizyty, że Anna N. została zwolniona dyscyplinarnie z banku. Ta wieść wywołała u lekarki zdenerwowanie, bo wyrzucona z banku pracownica prowadziła jej rachunki, nie tylko osobiste, ale i gospodarczy. Lekarka jest już na emeryturze, choć nadal przyjmuje pacjentów. Posiadała oszczędności, których teoretycznie z konta nie ruszała. Miała 180.000 zł
oszczędności, a okazało się, że jest ich tylko 30.000 zł, dodatkowo miała jeszcze 17.000 zł z kredytu, o którego zaciągnięciu nie miała pojęcia i tę kwotę zaraz spłaciła, bo bała się o to, że za chwilę dostanie odsetki. Lekarka zeznała, że im więcej odkładała na rachunku oszczędnościowym z emerytury (żyjąc z tego, co zarabiała wykonując jeszcze pracę), tym kwoty wypłat, o których nie wiedziała - rosły. Nie posługiwała się bankowością internetową. Jeśli chciała się dowiedzieć o stan swoich rachunków, to pytała Annę N., a pracownica placówki bankowej wypisywała te sumy na kartce. Poszkodowana nie miała zastrzeżeń. co do podawanych jej aktualnych stanów konta, bo sama śledziła swoje bieżące wydatki zapisując je na kartkach i wszystko się mniej więcej zgadzało z tym, co podawała doradczyni finansowa. Anna N. namawiała też swoją klientkę do zakładania nowych rachunków, tłumacząc, że oprocentowanie oszczędności na nich będzie korzystniejsze. Później poszkodowana dowiadywała się, że miała założone jakieś linie debetowe, karty z limitami.
Zeznania wszystkich świadków - poszkodowanych są podobne. Niektórzy podkreślali, że Anna N. była sympatyczna, otwarta i pomocna w przeciwieństwie do pani Mileny, która pracowała w tej placówce, więc woleli kontakt właśnie z Anną N. Po latach bywało tak, że wchodząc do placówki bankowej, zaraz byli przejmowani przez Annę N., która się ich sprawami zajmowała.
Na poniedziałkowym posiedzeniu sądu Anna N. przyjęła strategię przepraszania poszkodowanych osobiście za to, co zrobiła, ale też za pracowników banku. Takie przeprosiny jednak nie padły z jej ust wobec wszystkich zeznających tego dnia świadków. Jednak w większości przypadków, po złożeniu zeznań przez poszkodowanego i pytań ze strony pełnomocników, Anna N. prosiła sędziego o głos, a następnie wstawała, wygłaszając formułkę ze słowami skruchy. Reakcje na przeprosiny oskarżonej były różne. Niektórzy w żaden sposób nie odnosili się do tej skruchy, ale u innych poszkodowanych wywoływały silne emocje.
Choćby na słowa przeprosin ze strony Anny N. rozpłakała się wspomniana lekarka, a także inna poszkodowana, o której pisaliśmy już w sierpniu 2023 r. To bowiem ona spotykała się po wybuchu afery z Anną N. na prośbę oskarżonej na parkingu przy Orlenie, czy przed jednym z marketów w Żninie i tam wysłuchiwała jej tłumaczeń i obietnic naprawienia szkód. Z kolei jeden z panów, którzy zeznawali
24 lutego w sądzie, słysząc przeprosiny Anny N. powiedział, że rozumie to, iż przeprasza ona również za innych pracowników banku. Dodajmy, że w toku zeznań powtarzały się imiona Mileny i Renaty z placówki bankowej w Żninie. Oskarżona jest jedynie Anna N.
Niektórzy poszkodowani, jeśli nie większość, sądzą, że za całym procederem nie musiała stać wyłącznie sama Anna N. Jedna z pań poszkodowanych przerwała przeprosiny, mówiąc Annie N, że nie chce tego w ogóle słuchać i opuściła salę rozpraw.
O tym, że zaufanie, które wypracowała u oszukanych Anna N. było bardzo duże, mówiły nie tylko ich zeznania. Sama oskarżona, wygłaszając słowa skruchy względem jednej z poszkodowanych, zwróciła się do niej po imieniu: - Ilona, chcę cię przeprosić... W odpowiedzi i ta poszkodowana nie powstrzymała łez, mówiąc: - Ania, to nie tylko oszustwo, ja przez ciebie w szpitalu wylądowałam
i 8 dni walczyłam o życie.
Bardzo silnie poddenerwowany był też jeden z panów, który składał tego dnia zeznania. Wybuchy emocji, którym towarzyszyły trudności ze złapaniem powietrza i gromy ciskane oczami w kierunku Anny N., wystąpiły podczas składania zeznań przez tego świadka wcale nie w momencie, gdy mówił on o kredycie na 23.000 zł wziętym bez jego wiedzy, czy 14.000 zł
utraconych z lokaty. Dochodziło do tych emocji wtedy, gdy mówił o 5.000 zł, na które też został oszukany, a chciał je wpłacić dla niedawno urodzonego dziecka, bo były to pieniądze zebrane przy okazji chrzcin. Tego poszkodowanego Anna N. miała omamiać tym, że dokonuje przelewów pieniędzy z jego konta osobistego na rachunek techniczny. Następowały wypływy i następnie wpływy, ale później wpływów już zabrakło. Co więcej, Anna N. nawet miała tych operacji dokonywać bez informowania klienta o tym. A przynajmniej nie przed ich dokonaniem. O tym świadczą zabezpieczone SMS-y. Można w nich przeczytać takie słowa, jak: Przepraszam, znowu porządziłam się twoim kontem. Jestem ci winna czekoladę i dobre wino.
Poszkodowani w większości mieli pozaciągane kredyty znacznie przewyższające ich zdolności kredytowe. Przelewy dokonywane były pomiędzy rachunkami osób, o których istnieniu poszkodowani w ogóle nie wiedzieli. Niektóre konta były założone bez ich wiedzy, a oskarżonej zarzuca się  w związku z tym również fałszowanie podpisów. Niektórzy poszkodowani podpisywali wszystko, co Anna N. im przedkładała. Jeden z panów przyznał wręcz, że nie mógł odczytać dokumentu, bo nie miał w banku ze sobą okularów do czytania.
Z zeznań poszkodowanych wyłania się też obraz desperacji Anny N. wiosną i wczesnym latem 2023 r., gdy cała sprawa zaczęła się wymykać spod kontroli a poszkodowani zaczynali odbierać ponaglenia o zapłatę rat. O tym, żeby składać reklamacje zaciąganych przez nich kredytów dowiadywali się oni także rozpytując o to w innej placówce Santandera w Barcinie, czy w innych bankach w Żninie. Sama Anna N. w wielu przypadkach, gdy oni próbowali wyjaśniać, co się na ich kontach dzieje, nie odbierała telefonów, wyłączała własną komórkę, na SMS-y nie odpowiadała. W niektórych jednak przypadkach dzwoniła później do poszkodowanych, gdy grunt jej się palił pod nogami, prosiła o spotkanie. Gdy do takich spotkań dochodziło, przyznawała, że ich oszukała i radziła, by składali reklamację tych kredytów przez infolinię albo bezpośrednio w banku. W przypadku oszukanego klienta z Łabiszyna i jego partnerki nawet mówiła, że ona jest w takiej sytuacji beznadziejnej, że się powiesi.
Kolejne posiedzenia sądu w sprawie przeciwko Annie N. są zaplanowane w kilku terminach marcowych. Obecnie Anna N. odpowiada z wolnej stopy, ale wcześniej przez rok była w przedłużonym areszcie. Dopiero gdy Prokuratura Rejonowa jesienią zeszłego roku przedstawiła w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy ostateczny akt oskarżenia przeciwko Annie N., ta została zwolniona z aresztu tymczasowego. Otóż wtedy prokuratura miała już gwarancję poręczenia majątkowego, które dała rodzina oskarżonej, na łączną kwotę około 2.000.000 zł. W tym z tytułu hipoteki przymusowej na nieruchomości - 1.400.000 zł oraz 560.000 zł z innych składników majątku.

Karol Gapiński















Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/04/2025 10:40

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze wiadomości