Anna N., była pracownica placówki partnerskiej banku Santander w Polsce ma już postawionych 75 zarzutów. Zastosowano wobec niej środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Śledczy wyliczyli straty oszukanych klientów oraz samego banku na kwotę 1.800.000 zł. Ale śledztwo wciąż trwa.
W lipcu br. dotarły do nas pierwsze informacje o tym, że doszło do przypadków zaciągania kredytów przez pracownicę jednej z partnerskich placówek banku na szkodę jego klientów. Pracownica miała wykorzystywać dostęp do kont klientów i zaciągać na ich nazwiska kredyty. Po zorientowaniu się, że konta są wyczyszczone na poczet spłaty zaciągniętych bez ich wiedzy kredytów, klienci zaczęli zgłaszać się na policję. Z naszych ustaleń wynikało, że poszkodowani są klientami placówki partnerskiej Santander Bank Polska S.A. w Żninie przy ul. Pocztowej.
POSTĘPY W ŚLEDZTWIE
Potwierdziła to Prokuratura Rejonowa w Szubinie. Na początku sierpnia napisaliśmy pierwszy tekst na ten temat. Na tamtym etapie śledczy wyliczali straty na 395.000 zł i mieli potwierdzone, że czyszczone były konta 6 osób. Jednak wszystko wskazywało na to, że sprawa jest bardzo rozwojowa. Po naszym artykule odebraliśmy sygnały od innych osób poszkodowanych w ten sposób przez mieszkankę Wolic Annę N. pracownicę placówki partnerskiej Santandera w Żninie.
9 sierpnia mieliśmy już informację o 5 kolejnych poszkodowanych i razem było ich już 11. Wśród nich np. rodzina z jednej z miejscowości niedaleko Żnina, która mogła stracić około 240.000 zł. Oszustwa na ich szkodę polegały na braniu kredytów na podstawie fałszowania podpisów, w tym także na założeniu w taki sposób nawet otwartej linii debetowej. Poszkodowana pani powiedziała nam, że oni są załamani, gdyż oprócz tych wyłudzonych na ich konta zobowiązań, jeszcze mają świadomie zaciągnięte wierzytelności, które spłacają. Teraz są w ogromnym stresie i na nic jej i jej bliskim łzy, które wylewała Anna N. przyznając się przed nią do popełnienia oszustwa.
Jedna z mieszkanek Żnina opowiedziała nam, jak została oszukana na około 130.000 zł. Otóż poszkodowana żninianka ma zaciągniętych 7, albo 8 kredytów na swoim koncie, a o tym, że zaciąga którykolwiek z nich - nie wiedziała. Nawet nie ma dokumentów na te okoliczności. Anna N. próbowała chwytać się brzytwy. Umówiła się ze żninianką na parkingu przy ul. Sienkiewicza. Była pracownica placówki Santandera (wtedy była już zwolniona z pracy) dała swojej ofierze 3.000 zł, by żninianka wpłaciła to na poczet spłaty. Zapowiedziała, że we wrześniu da oszukanej przez siebie kobiecie kolejne 40.000 zł, by naprawić dalsze szkody.
Jednak system, który stworzyła Anna N. był o wiele bardziej rozbudowany, a cały proceder mógł trwać latami. W tamtym momencie Anna N. nie była już w stanie uspokajać kolejnych oszukanych osób dokonywanymi operacjami na kontach, które pozwalałyby na regulowanie zobowiązań wymagalnych. Oszukani otrzymywali SMS i wezwania od firm windykacyjnych z wezwaniami do spłat zobowiązań, o których nie wiedzieli, że je mają zaciągnięte.
W połowie sierpnia śledczy mieli już ustalone, że straty sięgają co najmniej 870.000 zł, ale śledztwo wciąż trwało. Anna N. nie miała jeszcze postawionych zarzutów.Wszystko jednak wskazywało na to, że może być ich co najmniej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt, bo przecież każde oszustwo wobec indywidualnego klienta placówki bankowej to formalnie kolejny zarzut. Do tego dochodziła jeszcze kwestia prawdopodobnych zarzutów w związku z fałszowaniem podpisów przy zaciąganiu umów, czy uzyskiwaniu dostępów do rachunków w wykonaniu podejrzanej.
ANNA N. W ARESZCIE
Teraz takowe zarzuty już są Annie N. postawione, a straty oszukanych sięgają według śledczych 1.800.000 zł. Prokurator Dariusz Mańkowski, szef oddziału zamiejscowego Prokuratury Rejonowej w Szubinie z siedzibą w Żninie zaznaczył, że dochodzenie trwa. Annie N. podstawionych zostało 75 zarzutów. Prokurator dodał, że poszkodowani są nie tylko oszukani klienci, ale również bank Santander, który będzie musiał naprawić szkody. Wobec Anny N. co prawda zastosowano zabezpieczenie majątkowe, prokurator Mańkowski jednak nie podał nam szczegółów. Śledczy pracują też nad tym, aby zabezpieczyć kolejne składniki majątku podejrzanej.
Zabezpieczenie majątkowe na potrzeby pokrycia strat spowodowanych przez Annę N. to jedno. Wobec podejrzanej o oszustwa zastosowany został również kolejny środek zapobiegawczy, a mianowicie tymczasowe aresztowanie na 3 miesiące. Dariusz Mańkowski dodał, że w tym tygodniu miało się jeszcze odbyć posiedzenie w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy w sprawie wniosku adwokata Anny N. o uchylenie tymczasowego aresztowania. Decyzji sądu w tej sprawie prokurator w Żninie jeszcze nie otrzymał.
OSZUKANA Z JABŁOWA PAŁUCKIEGO
W ostatnich dniach dotarliśmy do takiej poszkodowanej, która jest w bardzo trudnej sytuacji. To Agnieszka Łochowicz z Jabłowa Pałuckiego. Zgodziła się opowiedzieć pod własnym nazwiskiem o tym, jak została oszukana przez Annę N. Ma zresztą apel do innych poszkodowanych, by tak zrobili, ponieważ jej córka jest już w kontakcie z redaktorami programu interwencyjnego Uwaga, emitowanego w stacji telewizyjnej TVN. Program Uwaga jest zainteresowany przyjechaniem na Pałuki, aby przedstawić sprawę w i pokazać skalę procederu i dużą liczbę poszkodowanych, stąd zależy im, aby poszkodowani ujawnili się w materiale reporterskim. Być może pozwoli to również na szybsze postępy w dochodzeniu śledczych i decyzje podejmowane przez centralę banku, by naprawić szkody.
Agnieszka Łochowicz została oszukana na 89.000 zł. Była od kilku lat klientką placówki Santander. Ze względu na to, że nie ma stałych dochodów z pracy, a wychowuje troje dzieci w wieku szkolnym, rodzina utrzymuje się ze świadczeń. To jedyne regularne dochody do budżetu domowego. W takiej sytuacji Agnieszka Łochowicz nie może sobie pozwolić na zaciąganie dużych kredytów. Zresztą bank działając w zgodzie z procedurami też by zwrócił uwagę , gdyby sama wnioskowała o pożyczkę w dużej kwocie. Mieszkanka Jabłowa nie ma przecież takiej zdolności kredytowej.
Niemniej jednak, były przecież w domu potrzeby. Mieszkanie wymagało remontu, były też nagłe wydatki bieżące, jak np. na zakup niezbędnych urządzeń AGD, bo stare się zepsuły, albo na wyprawienie dzieci do szkoły. Dlatego korzystała z mniejszych pożyczek, które następnie spłacała. Ostatni kredyt jednak postanowiła spłacić kolejną pożyczką. Anna N. jej to miała doradzić. Agnieszka Łochowicz przyznała, że złożyła podpis pod umową, która została jej przedstawiona. Teraz wie, że zrobiła to zbyt pochopnie, ale została omotana przez pracownicę banku.
FAŁSZYWE ZAŚWIADCZENIE O PRACY W SZKOLE
Później, gdy cała afera wyszła już na światło dzienne, Agnieszce Łochowicz pokazano w banku dowody wypłat z konta, których to wypłat ona przecież wcale nie realizowała. Podpisy są prawdopodobnie sfałszowane. Poza tym w dokumentach znalazło się też zaświadczenie od rzekomego pracodawcy o tym, że Agnieszka Łochowicz jest zatrudniona w Szkole Podstawowej nr 2 w Szubinie. Mieszkanka Jabłowa Pałuckiego w rzeczywistości nie pracuje i nigdy nie pracowała w szkole w Szubinie. Fałszywe zaświadczenie służyło do zaciągnięcia przez Annę N. kolejnego zobowiązania, na większą kwotę. To było możliwe przez zwiększenie zdolności kredytowej Agnieszki Łochowicz i wykazanie jej stałego dochodu z wynagrodzenia za pracę. Tyle, że ten etat i dochód były całkowicie fikcyjne.
Koniec końców Agnieszka Łochowicz teraz ma do spłaty trzy kredyty, w tym dwa nowe, które miały według strategii zastosowanej przez Annę N. pokrywać poprzednie zobowiązania.
Agnieszka Łochowicz podczas zaciągania tych kredytów została uspokojona przelanymi kwotami 7.000 zł i 4.000 zł. Później się okazało, że w rzeczywistości zaciągnięte zostały kredyty kilkukrotnie wyższe (jeden z nich na 38.000 zł). Po rozmowie z dyrektorem regionalnym Santandera ds. placówek partnerskich tego banku Agnieszka Łochowicz napisała oświadczenie, że będzie spłacała kredyty ratalnie po 650 zł miesięcznie. Pozostałych zobowiązań, nie jest w stanie regulować. Kobieta czeka na odpowiedź banku w tej sprawie. Jest oczywiście w bardzo złej kondycji. Nie może spać, w jej głowie kłębią się czarne myśli.
ŚLEDZTWO NADAL ROZWOJOWE
Prokurator Dariusz Mańkowski przekazał, że do tej pory jedyną osobą, której postawione zostały w tej sprawie zarzuty jest Anna N., Śledczy wciąż pracują nad ustaleniem, czy zarzuty należy postawić także innym osobom, czy też za całym procederem stała wyłącznie ona. Ponadto prokuratura też jeszcze nie ma wszystkich dokumentów bankowych, gdyż one spływają i są analizowane w miarę zgłaszania się kolejnych poszkodowanych. Śledztwo nie jest zamknięte i osób oszukanych przez Anne N. pod szyldem placówki partnerskiej Santandera w Żninie może przybywać.
Na razie nie ma jeszcze decyzji, do którego sądu trafi akt oskarżenia, ale prokurator Dariusz Mańkowski przyznał, że ze względu na tak wielką kwotę strat (a 1,8 mln zł to prawdopodobnie wciąż nie cała jeszcze suma), sprawa może być rozpatrywana przez Sąd Okręgowy w Bydgoszczy.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Ciekawe