Wśród poszkodowanych w aferze wyłudzeń kredytowych pod szyldem placówki bankowej Santander w Żninie, są także najbliżsi Anny N., jedynej oskarżonej w tej sprawie. 5 marca wśród składających zeznania była córka oskarżonej, na którą też zostały zaciągnięte zobowiązania. Córka Anny N. opowiadała sędziemu, że widząc, że mamie coś doskwiera, zajrzała w jej telefon. W historii wyszukiwań znalazła coś, co ją bardzo zaniepokoiło.
W Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy trwa proces przeciwko Annie N, oskarżonej o oszustwa, których miała się dopuszczać jako pracownica placówki partnerskiej Santander Bank Polska w Żninie. 5 marca sędzia Jarosław Całbecki wysłuchał kolejnych świadków będących jednocześnie poszkodowanymi w tej sprawie. Przypomnijmy, że Annie N. Prokuratura Rejonowa w Żninie zarzuciła łącznie 88 czynów zabronionych, nie tylko z artykułu 286 kodeksu karnego, czyli oszustw, ale również za przestępstwa przeciwko dokumentom.
O oszustwach dokonywanych pod szyldem banku pisaliśmy latem 2023 r. jako pierwsi, a następnie publikowaliśmy artykuły pokazujące, jak rosła liczba poszkodowanych i kwoty strat w wyniku działań, o które oskarżona jest Anna N. Jesienią 2023 r., jeszcze na etapie śledztwa została ona tymczasowo aresztowana i spędziła za kratkami rok. Areszt bowiem był przedłużany aż do momentu uzyskania przez śledczych zabezpieczeń majątkowych i sporządzenia aktu oskarżenia. Teraz Anna N. odpowiada z wolnej stopy, a odbyty wcześniej areszt może jej zostać wliczony w poczet przyszłej kary, jeśli wyrok będzie skazujący.
A wszystko wskazuje, że tak być może, gdyż kolejni świadkowie składający zeznania w sądzie potwierdzają oszustwa, których ofiarami padli. Zresztą sama Anna N., podobnie jak na posiedzeniu 24 lutego, także 5 marca przyjęła strategię przepraszania poszkodowanych w imieniu swoim oraz - jak zawsze dodaje wygłaszając te przeprosiny w kierunku ofiar - w imieniu innych pracowników banku.
W środę zeznawały m.in. poszkodowana matka oraz jej córka, która po ujawnieniu się problemów finansowych członków rodziny pomagała rozeznać się im w sytuacji. Ofiarami oszustw byli bowiem także jej tata i brat. Ci dwaj jednak tego dnia nie zeznawali. Dlaczego zaś zeznawała córka poszkodowanej, mimo, iż na nią kredyt nie został bez jej wiedzy zaciągnięty. Otóż córka przyjechała latem 2023 r. na wakacje do domu rodzinnego i wtedy zorientowała się, że mama jest smutna, coś jej leży na sercu. Mama przyznała się jej, że zostali w czerwcu wezwani do placówki Santandera w Żninie (ona z mężem i synem) i powiedziano im, że posiadają zaciągnięte pożyczki, linie debetowe i karty kredytowe, o których wcześniej nie wiedzieli. Bo owszem, mieli też zobowiązania zaciągnięte świadomie, ale teraz okazało się, że są też takie, których nie zaciągali. Będąc klientami banku nie posiadali aplikacji do śledzenia kont, polegali tak, jak inne ofiary Anny N., na jej osobie. Mieli pełne zaufanie do swojej doradczyni finansowej ze żnińskiego Santandera.
Córka i siostra poszkodowanych założyła im aplikację, dzięki której dopiero wtedy zobaczyli, co się działo na ich rachunkach. Np do konta jej taty został utworzony adres e-mail, na który przychodziły wiadomości o terminach i wysokościach rat, a on o tych mailach nawet nie wiedział. Sam nigdy nawet nie zakładał sobie skrzynki elektronicznej. Takową miała jego żona, ale oskarżona założyła jej jeszcze drugą skrzynkę, o której poszkodowana też nie wiedziała. Dlatego nie wpływały przez wiele tygodni żadne informacje do nich, iż zalegają z jakimiś spłatami.
- Tata miał kredyt bez jego wiedzy zaciągnięty na kwotę jakoś 33, albo 34 tysiące złotych. Brat miał jeden kredyt świadomie zaciągnięty. Następnie zaciągnął drugi, by spłacić pierwszy i otrzymać jeszcze gotówkę. Jednak między tymi dwoma kredytami okazało się, że był zaciągnięty jeszcze jeden, o którym brat nie miał pojęcia. Ja kilka tygodni spędziłam nad wydrukami z operacji na kontach, by wyjaśnić, co się działo z finansami rodziców i brata. Następnie pomagałam im złożyć reklamację zaciągniętych bez ich wiedzy zobowiązań - opowiadała córka i siostra poszkodowanych.
Tak samo reklamacje tych wyłudzonych kredytów radziła składać nie tylko tym poszkodowanym, ale i innym (o czym pisaliśmy przy okazji relacji z wcześniejszych zeznań poszkodowanych, składanych w sądzie 24 lutego), sama Anna N. To potwierdziło się również w przypadku następnych ofiar wysłuchanych przez sąd.
Oprócz osób postronnych, które zostały poszkodowane w tej sprawie, wśród 41 ofiar ustalonych przez prokuraturę i ujętych w akcie oskarżenia jako poszkodowani, jest także sam bank, ale są również bliscy Anny N., jej mąż, mama, córka. Wśród zeznających w sądzie świadków 5 marca była także i owa córka. Oczywiście jako spokrewniona z oskarżoną miała prawo odmówić składania zeznań, ale postanowiła opowiedzieć o tym, jak ta sytuacja wyglądała z jej punktu widzenia.
O tym, że jej mama ma problem dowiedziała się dopiero wtedy, gdy Anna N. została już zwolniona z pracy w banku. Córka widziała, że mama jest w złym stanie. W jej oczach mama wydawała się pracoholiczką. Jeśli nie była zajęta sprawami zawodowymi, to np. sprzątała w domu, zawsze coś robiła. Teraz była smutna i nie chciała mówić, co się dzieje. Gdy wyszły przed dom na papierosa, wtedy mama przyznała, że ma problemy w pracy. Później córkę Anny N. zaniepokoiła historia wyszukiwań w internecie w telefonie mamy, który wzięła, by zobaczyć, co się z nią dzieje. Otóż córka znalazła tam między innymi wpisane pytania o instruktaż, jak odebrać sobie życie.
Anna N. przyznała się przed swoim mężem i dziećmi, że ma problem, bo musi oddać 80.000 zł do banku. Później ta kwota zobowiązań zaczęła rosnąć. Okazało się, że jest to 250.000 zł, a następnie coraz więcej i więcej. Córka przyznała, że w przeszłości mama zaciągała na nią kredyty, ale za jej wiedzą. Anna N. tłumaczyła to tym, że pani Milena z banku każe pracownikom wyrabiać plany. Jeżeli jakiś klient chciał zaciągnąć kredyt, ale nie na tyle wysoki, żeby mama mogła wyrobić nałożony na nią plan, to wtedy brała kredyt na córkę. Tłumaczyła jej, że to na 2 tygodnie, albo miesiąc i spłaci to.
W rzeczywistości nie udawało się pokrywać Annie N. wszystkich zobowiązań. Jej córka przyznała, że firma windykacyjna wisi nad nią do teraz z płatnościami. Nawet w drodze do sądu miała od nich telefon.
Łącznie zarzuca się Annie N. spowodowanie szkód w wyniku oszustw na kwotę 2.170.000 złotych.
Karol Gapiński
Czytaj także:
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze