10 października na wokandzie w III Wydziale Karnym Sądu Okręgowego w Bydgoszczy znalazła się sprawa oszustw pod szyldem Banku Santander, o które oskarżona jest była pracownica placówki partnerskiej tego banku w Żninie.
W połowie lata 2023 r. po raz pierwszy informowaliśmy w Pałukach o trwającym od lat procederze oszustw bankowych pod szyldem Santandera, których miała dokonywać Anna N, pracownica placówki partnerskiej tego banku w Żninie. Po wybuchu afery z wyłudzaniem kredytów od klientów, Anna N. natychmiast została zwolniona z placówki bankowej.
Po pierwszej publikacji w Pałukach zarówno do naszej gazety, jak i do żnińskiej placówki zamiejscowej Prokuratury Rejonowej w Szubinie zaczęli się zgłaszać kolejni poszkodowani. Kwoty strat, jakie poniosły ofiary oszustw oraz sam bank zaczęły więc znacząco rosnąć. Gdy pisaliśmy o sprawie po raz pierwszy, to śledczy wyliczali, że czyszczenie z pieniędzy dotyczyło 6 kont, a poszkodowani stracili łącznie 395.000 zł. Proceder trwał od co najmniej 6 lat. System, który stworzyła Anna N. był bardzo rozbudowany, a cały proceder mógł trwać nawet dłużej, niż wspomniane 6 lat.

Anna N. Na ławie oskarżonych fot. Karol Gapiński
W połowie 2023 r. Anna N. nie była już w stanie uspokajać kolejnych oszukanych osób dokonywanymi operacjami na kontach, które pozwalałyby na regulowanie zobowiązań wymagalnych. Oszukani otrzymywali SMS i wezwania od firm windykacyjnych z wezwaniami do spłat zobowiązań, o których nie wiedzieli, że je mają zaciągnięte. Dlatego dopiero wtedy dowiadywali się, że na ich nazwiska są zaciągnięte kredyty, o których nie zdawali sobie sprawy.
Wraz z kolejnymi, ujawnianymi oszustwami, szacowanie strat też rosło. Sprawa stała się bardzo głośna, zainteresowały się nimi telewizje ogólnopolskie. Tym bardziej, że późną jesienią zeszłego roku Anna N. usłyszała najpierw 37 zarzutów prokuratorskich, a skalę oszustw oszacowano wówczas na 1.800.000 zł. Został zastosowany środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania Anny N. Tymczasowy areszt był przedłużany, mimo iż adwokat tej podejrzanej o oszustwa mieszkanki jednej z wsi pod Barcinem, złożył zażalenie na stosowanie takiego środka zapobiegawczego.

fot. Karol Gapiński
Santander Bank, który w śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Rejonową w Szubinie Oddział Zamiejscowy w Żninie, uzyskał również status pokrzywdzonego, dokonał dokładnych wyliczeń strat w wyniku oszustw, których miała się dopuścić Anna N. Kiedy podejrzana przebywała za kratkami, trwały dalsze wyliczenia oszustw, których mogła się dopuścić i w związku z tym kwota strat jeszcze wzrosła. Dopiero, gdy prokurator Agnieszka Tyszkiewicz z ramienia Prokuratury Rejonowej przedstawiła w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy ostateczny akt oskarżenia przeciwko Annie N., ta została zwolniona z aresztu tymczasowego. Otóż wtedy prokuratura miała już gwarancję poręczenia majątkowego, które dała rodzina oskarżonej, na łączną kwotę około 2.000.000 zł. W tym z tytułu hipoteki przymusowej na nieruchomości - 1.400.000 zł praz 560.000 zł z innych składników majątku.
10 października w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy stawiło się na pierwszą rozprawę przeciwko Annie N. (jest jedyną oskarżoną w sprawie oszustw pod szyldem Santandera) kilka wezwanych na ten termin osób spośród pokrzywdzonych. A są nimi w większości mieszkańcy Żnina i innych miejscowości na terenie Pałuk, choć nie tylko. Niektóre, pojedyncze osoby poniosły straty liczone nawet nie dziesiątkach, ale setkach tysięcy złotych. Natomiast łączna suma strat banku i osób prywatnych, która została przedstawiona w akcie oskarżenia to około 2.170.000 zł. Pokrzywdzonych w wyniku działalności Anny N. jest według aktu oskarżenia 41, w tym Santander Bank Polska. W owym akcie prokurator Agnieszka Tyszkiewicz łącznie przedstawiła 88 zarzutów. Nie tylko z artykułu 286 kodeksu karnego za oszustwo, ale również za przestępstwa przeciwko dokumentom. Przypomnijmy, że fałszowane były podpisy klientów, ale informowaliśmy też o przynajmniej jednym fałszywym zaświadczeniu o rzekomej pracy jednej z poszkodowanych w szkole. Mogło to służyć to podwyższeniu zdolności kredytowej ofiary oszustwa.
Przewodniczący składu orzekającego sędzia Jarosław Całbecki po rozpoczęciu pierwszego posiedzenia w sprawie przeciwko Annie N. poinformował, że poprzedniego dnia wieczorem wpłynęła informacja od obrońcy oskarżonej, że ze względu na chorobę i zwolnienie lekarskie nie będzie on mógł uczestniczyć w rozprawie. Sędzia zapytał obecną a ławie oskarżonych Annę N., czy chce brać udział w rozprawie bez obecności obrońcy. Oskarżona odrzekła, że o tym, iż obrońcy nie będzie na tym posiedzeniu dowiedziała się od niego telefonicznie zaledwie o 8.20 (rozprawa zaś na wokandzie była o 9.30). Anna N. oznajmiła, że chce brać udział w rozprawie przy obecności adwokata.

fot. Karol Gapiński
Ponadto sędzia zapytał prokuratorkę Agnieszkę Tyszkiewicz o potwierdzenie, czy prowadzone były rozmowy z obrońcami w sprawie dobrowolnego poddania się karze przez oskarżoną. Oskarżycielka potwierdziła, że 8 października obrońca kontaktował się w tej sprawie z prokuratorem.
Z naszych informacji wynika, że taki scenariusz był już zgłaszany także na wcześniejszym etapie dochodzenia. Prokuratura jest otwarta na takie rozwiązanie, ale stawia warunek naprawienia wszystkich szkód finansowych, które powstały w wyniku oszustw, które zarzucono oskarżonej.
W związku z nieobecnością 10 października obrońcy oskarżonej, sędzia Jarosław Całbecki wyznaczył nowy termin sprawy, pouczył przy tym obecnych na sali pokrzywdzonych, że mają się stawić na nowy termin już bez wezwania. - To jest wkurzające, bo człowiek jeździ kawał drogi na wezwanie, a tu sprawa odroczona - nie kryl frustracji jeden z pokrzywdzonych, obecnych na sali. Sędzia dał do zrozumienia, że rozumie te emocje poszkodowanego, ale nie ma innego wyjścia, jak wyznaczenie nowego terminu.
Inny z poszkodowanych mężczyzn już w korytarzu sądu dopytywał się nas zdenerwowany, co ma robić, bo wyroku przeciwko oskarżonej brak, a on właśnie dostał wezwanie od komornika sądowego, żeby zapłacił 1.070 zł z tytułu spłaty zobowiązań, pod groźbą wejścia komorniczego na jego pensję. Zapytaliśmy więc o to panią prokurator, bo przecież bank miał zawiesić zobowiązania aż do wyroku w sprawie. Agnieszka Tyszkiewicz poradziła poszkodowanemu, aby pobrał od sądu stosowne zaświadczenie informujące o toczącym się postępowaniu, które będzie mógł przedłożyć komornikowi. Mężczyzna ten tak zrobił, udając się do sekretariatu III Wydziału Karnego.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze