Poszkodowanych klientów placówki partnerskiej Santandera w Żninie, którzy zgłosili się do prokuratury jest już jedenaścioro. Osoby, które zostały oszukane i na ich konto zostały wzięte kredyty zgłaszają się też do nas i opowiadają nam swoją historię. Jedna z poszkodowanych opowiedziała nam o tym, jak Anna N., była pracownica placówki bankowej spotkała się z nią kilka tygodni temu na parkingu koło stacji benzynowej i dała jej 3.000 zł, by tę kwotę wpłaciła na poczet spłaty długów, które zaciągnęła na jej konto Anna N. Szkopuł w tym, że kredytów będących wynikiem oszustwa tylko na szkodę tej jednej poszkodowanej jest 7, albo 8, a ich kwota to prawie 130.000 zł.
Kwoty strat, które ponieśli klienci mogą być znacznie wyższe, niż te 395.000 zł, obliczane przez prokuraturę według stanu na zeszły tydzień. Ustaliliśmy z mecenasem, że kiedy tylko będzie mógł (chodzi przede wszystkim o to, że trwa dochodzenie organów ścigania i wiele szczegółów nie można zdradzać), on skontaktuje się z nami i skonkretyzujemy termin spotkania w tej sprawie. Są przesłanki, że Anna N. nie musi być jedyną odpowiedzialną za to, co działo się w placówce partnerskiej banku w Żninie.
8 sierpnia skontaktowała się z nami kolejna mieszkanka Żnina, która jest wśród oszukanych. Kobieta jest całą w nerwach i zastanawia się co robić dalej, gdzie szukać pomocy, albo chociaż zwykłej informacji, co mają robić poszkodowani. Chciałaby, ażeby pomocy udzielił im sam bank. Do jego placówki partnerskiej kobieta nie ma już zaufania. Została prawdopodobnie oszukana na około 130.000 zł. Ma zaciągniętych 7 albo 8 kredytów na swoim koncie, a o tym, że zaciąga którykolwiek z nich - nie wiedziała.
Kilka tygodni temu, gdy afera w placówce bankowej zaczęła wychodzić na światło dzienne, do naszej rozmówczyni zadzwoniła Anna N. Umówiły się na spotkanie na parkingu przy stacji benzynowej w Żninie. Nasza rozmówczyni opowiada, że Anna N. dała jej 3.000 zł, by poszkodowana klientka poszła do placówki bankowej do wskazanej pracownicy, która miała o wszystkim wiedzieć, gdzie te pieniądze wpłacić na poczet spłaty zobowiązań ciążących na klientce. Anna N. miała podczas tej rozmowy na stacji benzynowej zapowiedzieć również, że we wrześniu dostarczy poszkodowanej klientce dalsze 40.000 zł na poczet spłaty kolejnych zobowiązań.
W zeszłym tygodniu informowaliśmy o 6 poszkodowanych o i łącznej kwocie strat w wyniku oszustw wynoszącej 395.000 zł. Natomiast w środę 9 sierpnia prokurator Grażyna Pawlaczyk, szefowa Prokuratury Rejonowej w Szubinie poinformowała o 5 kolejnych osobach i razem to już 11 osób, a mogą się zgłaszać kolejne.
Kwota, na którą zostali oszukani też będzie więc wyższa. Z naszych rozmów z poszkodowanymi wynika, iż jest wśród nich np. rodzina z jednej z miejscowości niedaleko Żnina, która mogła stracić około 240.000 zł.
Prokurator Grażyna Pawlaczyk powiedziała, że nie ma jeszcze obliczonej całej sumy strat wynikających z oszustw, gdyż 5 poszkodowanych, którzy zgłosili się ostatnio, ma jeszcze dostarczyć pewne dokumenty, które pozwolą na dalsze szacowanie szkód.
Anna N., ani też inne osoby nie mają jeszcze postawionych zarzutów prokuratorskich. Może to się zmienić w ciągu kilku najbliższych dni.
Karol Gapiński
Szerzej na ten temat piszemy w całostronicowym artykule w tygodniku "Pałuki", jaki od czwartku można kupić w kioskach, w sklepach spożywczych oraz na Allegro.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze