Anna N. według zeznań męża nie miała wielkich pieniędzy w domu. Wręcz przeciwnie - czasami brakowało jej na zakupy żywnościowe dla rodziny, choć organizując sobie obowiązki i wydatki domowe umówili się, że ona ma odpowiadać tylko za to, by w lodówce było jedzenie. Inne koszty ponosił on. Szukanie informacji w telefonie żony, co się mogło stać z pieniędzmi, też nie przyniosło mężowi żadnej odpowiedzi.
W procesie przeciwko mieszkance jednej z podbarcińskich miejscowości Annie N. o oszustwa pod szyldem Santander Bank nadal zeznania składają świadkowie będący pokrzywdzonymi w tej sprawie. Przypomnijmy, proces toczy się w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy, sprawie przewodniczy sędzia Jarosław Całbecki.
Poszkodowani to w większości mieszkańcy Żnina i innych miejscowości na Pałukach. Status poszkodowanego ma też Santander Bank Polska. Anna N. była pracownicą placówki partnerskiej Santander Bank w Żninie. Po ujawnieniu oszustw została zwolniona z pracy.
POSZKODOWANI
Niektóre, pojedyncze osoby poniosły straty liczone nawet nie w dziesiątkach, ale w setkach tysięcy złotych. Natomiast łączna suma strat banku i osób prywatnych, która została przedstawiona w akcie oskarżenia, to około 2.170.000 zł. W owym akcie prokuratorka Agnieszka Tyszkiewicz z ramienia Prokuratury Rejonowej w Szubinie Ośrodek Zamiejscowy w Żninie łącznie przedstawiła 88 zarzutów.
Nie tylko z artykułu 286 kodeksu karnego za oszustwo, ale również za przestępstwa przeciwko dokumentom. Według aktu oskarżenia były podrabiane podpisy oraz fałszowane zaświadczenia o dochodach, by podwyższyć zdolność kredytową oszukiwanych.
MĄŻ
Wśród poszkodowanych są też członkowie rodziny Anny N.: córka, mąż, rodzice, brat. Na kolejnym posiedzeniu sąd wysłuchał m.in. męża oskarżonej. Karol N. zeznał, że o tym, że i na jego osobę został zaciągnięty kredyt dowiedział się dopiero po 2, albo
3 dniach po wizycie w prokuraturze w Bydgoszczy. Było już wiadomo, że jego żona ma problemy prawne. Po powrocie do domu, jakoś następnego dnia starał się trochę rozładować smutną atmosferę w związku z problemami żony i zażartował, że przynajmniej on nie ma konta ani kredytu w Santander Bank, bo i on by mógł mieć nieprzyjemności. Wygłaszając wtedy te słowa nie przypuszczał, że jest zupełnie inaczej. Kolejnego dnia odebrał telefon od córki, która powiedziała, że rozmawiała z mamą, a ta przyznała się, że kredyty wzięła i na nią i na tatę, czyli Karola N. również.
Więcej w papierowym wydaniu tygodnika Pałuki, 10 kwietnia - dostępny cały czas w sklepach spożywczych i punktach sprzedaży prasy.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze