Stanisław Nitka uważa, że brzegi Gąsawki nie muszą być brzydkie, że rzeka w centrum miasta może zdobić, a nie szpecić wygolonymi łysinami, że Żnin nie powinien się od niej wstydliwie odwracać, że przyroda może się rozwijać nawet przy głównej ulicy, że nie powinniśmy niszczyć zieleni, tylko ją pielęgnować, że w Żninie może być ładnie i malowniczo w sposób naturalny i nieurzędowy, że obywatele też mogą mieć coś w mieście do powiedzenia, mogą coś robić z własnej inicjatywy i biurokratyczna machina nie musi zawłaszczać wszystkich decyzji dla siebie.
fot. Karol Gapiński
Żnin, Gąsawka, szuwary, Stanisław Nitka
Czy w centrum Żnina dopuszczalne są szuwary
Na zlecenie zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych tydzień temu karczowane były szuwary przy brzegach Gąsawki. Jeden z mieszkańców chciał, ażeby pozostawić na małym odcinku za punktem, w którym prowadzi działalność gospodarczą, fragment szuwarów, bo stanowiły o malowniczości tego miejsca. Urzędnicy nie zgodzili się na to. Wszystko poszło pod nóż.
Stanisław Nitka prowadzi działalność gospodarczą na ul. Lewandowskiego w Żninie. Na tyłach jego sklepu znajduje się zejście do brzegu Gąsawki. W ubiegłym tygodniu rzeka była udrażniana. Pracownicy oczyszczali brzegi z chaszczów i szuwarów. Na wysokości sklepu Stanisława Nitki rósł, między nabrzeżem a palikami określającymi główny nurt w korycie, pas pięknych szuwarów. Stanisław Nitka w poprzednich latach z tej wodnej roślinności czerpał dużą satysfakcję, gdy mógł ją oglądać w trakcie wzrostu i kwitnienia. W połowie czerwca pojawiały się wśród zielonych liści brązowe bazie. Wszystko na tle nadrzecznego krajobrazu wyglądało bardzo malowniczo. Stanisław Nitka cieszył się z możliwości obcowania z przyrodą w sercu miasta.
Taką możliwość miał przez kilka lat, ale w ubiegłym roku wiosną po raz pierwszy pracownicy czyszczący brzeg usunęli te szuwary. Na początku tej wiosny roślinność znów się zazieleniła, a pędy rzecznej trawy strzeliły do góry. Dlatego, gdy Stanisław Nitka w czwartek zobaczył pracowników czyszczących brzeg, poprosił ich o pozostawienie pasa szuwarów na wysokości sklepu. Tak się też stało. W szuwarach swoje siedziby ma ptactwo i inni przedstawiciele fauny rzecznej, więc - oprócz kwestii krajobrazowych - to też jest argument, by roślinność tutaj pozostawić. Stanisław Nitka radował się tym, że w br. będzie mógł obcować z rzeczną florą na tyłach swego sklepu. Wcześniej zrobił tam sobie mały pomost. Często tutaj wędkował i wyprawiał się nawet w poprzednich latach na spływ kajakiem. Ta radość jednak trwała tylko jeden dzień.
Dzień później, mimo błagań Stanisława Nitki, by szuwary zostawić, zostały one jednak wykarczowane na polecenie urzędników zarządu melioracji.
fot. Karol Gapiński
W piątek nad Gąsawką pojawili się strażnicy miejscy. - Usłyszałem, że to miało być wykarczowane i skoro nie jest, to grozi mi mandat. Ja mówiłem, że uzgodniłem to dzień wcześniej z pracownikami, którzy czyścili brzeg i oni mi to zgodzili się zostawić. Usłyszałem, że to tylko wykonawcy, a o tym, co jest usuwane z brzegu zadecydowano w Urzędzie Miejskim. Ja obiecywałem, że będę zajmował się tymi kępami szuwarów. Zadeklarowałem, że nie dopuszczę, by się rozrastały na całej szerokości koryta. Chodziło mi o wąski pasek zieleni w rzece - od nabrzeża kilkadziesiąt centymetrów do szeregu palików określających główny nurt. Niestety, kilka godzin później przybyła brygada i wykarczowali moje szuwary. Teraz to zielsko zostawili, by gniło na nabrzeżu - opowiada z żalem Stanisław Nitka.
Ustaliliśmy, że wycinką szuwarów zajęła się gminna Spółka Wodna w Żninie na zlecenie Kujawsko-Pomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych we Włocławku, biura terenowego w Inowrocławiu. Inspektor tego biura Emilia Wiśniewska, powiedziała, że konserwowanie brzegów ma na celu utrzymanie drożności szlaku wodnego. - Gąsawka jest rzeką płynącą przez miasto. To, co jednym się podoba, innym mieszkańcom Żnina nie musi. Ja nie wiem, po co ten pan Nitka robi z igły widły i wielki krzyk. Skoro on uważa te pięć trzcin - jak sam je określił - za takie ładne, to mógł je sobie wyciąć i włożyć do wazonu. Było zlecenie oczyszczenia brzegów na całej długości i to zostało wykonane. A pan Nitka tylko sobie problemów narobił, bo okazało się, że zbudował sobie zejście i pomost w rzece nielegalnie - powiedziała Emilia Wiśniewska, która była z interwencją w Żninie w związku z pretensjami zgłaszanymi przez Stanisława Nitkę.
- Ja wiem, że oni teraz będą się mnie czepiać, by mnie ukarać za to, że chciałem trochę przyrody zachować dla siebie i dla innych mieszkańców. Już podczas tej wizyty zasygnalizowali mi, że rurą uchodzą ścieki do rzeki. Od razu odpowiadałem, że po pierwsze to nie moja rura, a po drugie co im przeszkadza, skoro spływa nią jedynie deszczówka? I tak by spłynęła, gdyby tej rury nie było, tylko że dłużej. To oni robią z igły widły. Natomiast pomost będę chciał zalegalizować, bo on nikomu nie przeszkadza - tłumaczył Stanisław Nitka.
Prezes Stowarzyszenia Ekologicznego w Barcinie Janina Drążek przyznała, że szlak wodny musi być dostępny. - Szlak wodny na Gąsawce mimo wszystko istnieje. Pływają jej korytem - choć sporadycznie - kajaki. Przepisy są przepisami i ekolodzy ich nie przeskoczą. Urzędnicy mają swoje racje, choć ja uważam, że ze względów dekoracyjnych ten fragment szuwarów można było zostawić. Skoro ten pan deklarował, że się zaopiekuje tą roślinnością, by nie rozrastała się w sposób niekontrolowany, to ja uważam, że nic nie stało na przeszkodzie, by dać jej szansę - oceniła Janina Drążek.
Stanisław Nitka zapowiedział, że w przyszłym roku będzie pisał wniosek do zarządu melioracji, aby pozwolili mu pozostawić pasek szuwarów na brzegu Gąsawki. - Wniosek każdy składać może, a czy zostanie rozpatrzony pozytywnie, czy też nie, to już nie do mnie będzie należało - powiedziała na koniec Emilia Wiśniewska.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1111 (22/2013)
Komentarz
Maczeta zamiast rozmowy
Dobrze, że zarząd melioracji i dróg wodnych w zgodzie ze swoimi obowiązkami zadbał o udrożnienie Gąsawki. Szkoda jednak, że był aż tak bardzo konsekwentny w realizacji swoich zadań. że nie uwzględnił błagań Stanisława Nitki, by zostawić mu nieco szuwarów. Nie twierdzę, że trzeba je było zostawić na całej Gąsawce, na zawsze, ale jeśli ze strony mieszkańców miasta (choćby była to jedna osoba) wyszedł pewien pomysł modyfikacji - warto było pójść za tym głosem.
Przy okazji zastanowiła mnie jedna rzecz. Dlaczego zarząd melioracji nie jest tak konsekwentny w utrzymywaniu należytej drożności kanałów melioracyjnych np. w Rzywnie pod Łabiszynem? Ze względu na wykorzystanie rolnicze łąk, to właśnie na kanałach nadnoteckich zarząd melioracji powinien bardziej popisywać się swoją skutecznością w działaniu, aniżeli nad spokojną, praktycznie niewykorzystywaną przez wodniaków, a tym bardziej przez rolników Gąsawką.
W Żninie, według mnie, cenniejsza od drożności szlaku jest malowniczość brzegów i podtrzymanie pierwotnego ekosystemu niemal w centrum miasta. To stanowiłoby o atrakcyjności tego miejsca. Oczywiście jestem za regulacją brzegów, za ich utrzymaniem, za niedopuszczaniem do zarastania. Będąc gorliwym nie można jednak popadać w nadgorliwość.
Możliwość wegetacji wąskiego pasa trzcin, gdy mieszkaniec deklaruje dbanie o te rośliny, warta jest według mnie przemyślenia. Zamiast rozmawiać, od razu chwycono za maczety. Zarząd melioracji nie wykazał się.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1111 (22/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze