Na skrzyżowaniu Szkolnej z 700-lecia w Żninie pierwszeństwo mają rowerzyści. Ponieważ wyjeżdżają na przejście zza budynków, widać ich w ostatniej chwili. Na temat tego, czy przejście jest dobrze zaprojektowane i czy należałoby może coś tam zmienić rozmawiamy z byłym pracownikiem żnińskiej „drogówki”.
- Czy na skrzyżowaniu Szkolnej i 700-lecia w Żninie mamy jedno przejście pieszo-rowerowe, czy dwa przejścia: piesze i rowerowe?
- Osobno mamy przejście dla pieszych i osobno drogę dla rowerów. Rower jadący wzdłuż 700-lecia ma tu pierwszeństwo przed samochodem skręcającym ze Szkolnej.
- Kierowca, który widzi znak pionowy „przejście dla pieszych” może być zdziwiony, że tam też jadą rowery.
- Znaki poziome po to są wymalowane na jezdni, aby na nie patrzeć. A poziomy znak ścieżki rowerowej jest.
- Ktoś, kto jedzie pierwszy raz, orientuje się, że tam jest ścieżka w ostatniej chwili, będąc już na pasach.
- Dlatego kierowca powinien mieć na Szkolnej dodatkowy znak ostrzegawczy, aby wiedział, że to jest szczególnie niebezpieczne miejsce. Ale także bez znaku nic go nie zwalnia z obowiązku zachowania szczególnej uwagi.
- Czy mogę, a może - czy muszę, zatrzymać się na przejściu dla pieszych, aby zorientować się, czy i z jaką prędkością jadą wzdłuż 700-lecia z obu stron rowery?
- To jest temat! Jeśli jest taka potrzeba, to trzeba się zatrzymywać przed przejściem dla pieszych, a nie na przejściu. Gdy pan jedzie przez przejście, musi pan tak dobrać prędkość, aby - jadąc - widzieć wszystko i nie doprowadzić do wypadku. Jechać wolniutko, ale jechać.
- Proszę wybaczyć, ale jak dodaję gazu, aby wjechać na to wyniesione przejście, to nabieram prędkości, aby mi przednie koła wjechały na pasy i to trochę rozpędza wóz, potem tylne koła trzeba wciągnąć…
- Jeśli brak panu umiejętności panowania nad samochodem, można się zapisać na kursy doszkalające.
- No dobrze. Wjechałem, sunę wolniutko, a rowerzysta i tak wjechał mi w drzwi, bo pędził na tyle szybko, że nie mógł wyhamować. Kto spowodował wypadek? Kto jest winny?
- Oczywiście, że pan. Rowerzysta ma tam pierwszeństwo. Co prawda zgodnie z zasadami ograniczonego zaufania i zachowania szczególnej ostrożności rowerzysta nie może ignorować tego, że pan mu zajechał drogę i powinien hamować. Ale to pan wymusił pierwszeństwo.
- Ale zanim wjechałem na przejście dla pieszych, upewniłem się, że nic nie jedzie. Sprzed pasów dobrze widać samochody jadące 700-lecia, mijające przejście koło sióstr. A rowerzystów mam pod innym kątem, bliżej murów, z lewej, z prawej. Po gładkim jadą czasem szybciej, niż samochody. Nie widziałem ich.
- Byłem wiele razy oskarżycielem publicznym w tego typu zdarzeniach i nawet jeśli jakimś cudem biegły bronił kierowcy, że nie widział albo, że rower jechał szybko - sąd uznawał, że winny jest kierowca. Jeśli nie ma widoczności, to nie jadę! Rowerzyści, piesi - są to osoby szczególnie chronione, niezabezpieczone. Pan siedzi w bezpiecznym samochodzie i to pan musi uważać, żeby im się nic nie stało. Więc winien będzie kierowca. Jeśli ma kamerkę samochodową, może próbować udowadniać, że rowerzysta jechał 40 km na godzinę. Albo hulajnogista. Ja już widziałem hulajnogę elektryczną posuwającą chodnikiem 40 km na godzinę. Choć chodnikiem - przypomnę - można jechać w tempie pieszego - czyli najwyżej 6 km na godzinę. Nie mówię, że wyjątki w sądzie się nie zdarzają. Ale trzeba przyjąć zasadę, że tu, na tym skrzyżowaniu zawsze będzie winien kierowca.
- Powiedział pan: „nie widzę - nie jadę”, więc na dobrą sprawę nie powinienem nigdy ruszyć sprzed tych pasów. Więc teraz już bez żartów: Czy to przejście jest dobrze zaprojektowane?
- To przejście, proszę pana, jest zaprojektowane źle, powiem nawet - fatalnie.
- A jak powinno być zaprojektowane?
- Szkolna jest szeroka. Chodnik jest co prawda wąski, ale Szkolna jest szeroka - jak na jednokierunkową. Przejście dla pieszych powinno być cofnięte o jakieś trzy metry w stronę szkoły podstawowej. Chodniki można zostawić wąziutkie, takie jak są, można je oddzielić na skręcie barierkami od ścieżki rowerowej, by ochronić pieszego przed rowerem. Kwestia wyboru. Kluczowa jest inna sprawa: z ulicy Szkolnej wygospodarowujemy pas dla rowerzystów. Rowerzyści jadący z obu stron wytracają prędkość, bo muszą skręcić w Szkolną. Przejeżdżają bez kolizji z pieszymi idącymi po przejściu i mają następne 2 zakręty, które pokonują wolno, łagodnie, po czym wjeżdżają z powrotem w 700-lecia.
- To mi się podoba. Ja stoję przed przejściem na Szkolnej i wszystko widzę. A jak potem muszę przepuścić samochód jadący od Sufraganii, to stoję na ulicy, a nie na przejściu.
- Dokładnie tak. Tak zaprojektowane przejście byłoby bezpieczniejsze. Czemu tak nie jest zaprojektowane, jaki inżynier to projektował - to już pytania nie do mnie.
- Pamiętam, że w momencie odbioru tej drogi żnińska policja miała zastrzeżenia i w ich wyniku po lewej stronie Szkolnej namalowany został obszar nieczynny dla ruchu, bo zwrócono uwagę właśnie na zagrożenie, że rowerzysta wyskoczy zza węgła. Teraz przejście jest jakie jest i nawet jeśli taką lub inną przebudowę by zaplanowano, to trzeba zdobyć gotówkę, to trwa i tak dalej. A my tam jeździmy. Czy widzi pan możliwość, czy konieczność może, jakichś innych zmian - mniej kosztownych, ale możliwych do zastosowania od zaraz w celu poprawienia bezpieczeństwa?
- Oczywiście. Można tam postawić dwa lustra dla kierowców jadących Szkolną. Ale one też nie rozwiążą problemu. Nawet, jeśli je się zainstaluje, nadal przejście będzie niebezpieczne. Lustra czasem są zaparowane, zaszronione, są pory roku i pory dnia, w których nie spełniają swego zadania. Krótko mówiąc - to jest prowizorka. Jest to miejsce na tyle niebezpieczne, że moim zdaniem należałoby tam dla rowerzystów ustawić z obu stron znak STOP, linię bezwzględnego zatrzymania i napisać im na ścieżce jeszcze znak STOP. To by sprawę rozwiązało. Są takie miejsca, że rowerzystom zabiera się pierwszeństwo - na przykład w Bydgoszczy na rondzie Weyssenhoffa. Myślę, że w ramach działań, jakie można zastosować od razu, to rozwiązałoby sprawę.
- Gdy umawialiśmy się telefonicznie na wywiad, wspomniał pan, że są w Żninie jeszcze inne, bardziej nawet niebezpieczne skrzyżowania. Ciekawi mnie, gdzie.
- A jechał pan kiedyś przez skrzyżowanie ulicy Jasnej i Składowej?
- Ba! Codziennie tam jeżdżę.
- No więc wie pan na pewno, że samochody jadące z obu stron Składową przed skrzyżowaniem z Jasną mają znak „masz pierwszeństwo przejazdu” - taki żółty romb ustawiony na sztorc?
- Oczywiście.
- A czy wyjeżdżając z Jasnej ustępuje pan pierwszeństwa samochodom, jadącym Składową od strony Sportowej?
- Oczywiście.
- A skąd pan to wie, jeśli tam nie stoi znak „ustąp pierwszeństwa przejazdu” - taki żółty trójkąt stojący na jednym rogu?
- Zawsze tam ustępowałem pierwszeństwa, więc…
- Tam brak znaku „ustąp pierwszeństwa”. Właściciel drogi nieprawidłowo ją oznakował. Jeśli tam dojdzie do wypadku, odszkodowanie będzie płacić ubezpieczyciel właściciela drogi. Tu wyjątkowo nie będzie winien kierowca wyjeżdżający z Jasnej, dla którego to jest skrzyżowanie równorzędne, na którym on ma pierwszeństwo wobec samochodów jadących z lewej!
- Brrr. To straszne!
- A jechał pan ulicą Topolową do cmentarza w Górze? Dojeżdża pan do skrzyżowania z Górską. Górską ma pan z prawej. Pan nie ma pierwszeństwa przejazdu, bo wcześniej nie stoi znak, który by go panu dał. Widzi pan samochód, który dojeżdża Górską do skrzyżowania. I co pan robi?
- Jestem na skrzyżowaniu równorzędnym, daję mu pierwszeństwo przejazdu oczywiście, bo on jest z prawej!
- A on też stoi. I tak sobie stoicie. A wie pan, dlaczego on stoi?
- Może myśli, że ja mam pierwszeństwo?
- On nie myśli, on stosuje się do znaków. On stoi, bo widzi znak „ustąp pierwszeństwa przejazdu”.
- To przynajmniej oba wozy stoją, jeszcze nie jest najgorzej.
- Chyba, że ruszą razem.
- Nie nie, będziemy do siebie machać przecież.
- Ale nie po to zostały ustalone reguły ruchu, aby kierowcy do siebie machali! Przydałoby się pouzupełniać te znaki. Są też miejsca, gdzie warto byłoby znaki pozdejmować - na przykład na osiedlu przy Ogrodowej. Tam jest strefa ograniczonej prędkości do 30 km na godzinę, to jest taki znak: trzydziestka w czerwonym kółku na białym kwadracie. W takiej strefie wszystkie skrzyżowania mogą być równorzędne, nie trzeba też informować o progach zwalniających ruch. Ile blachy mniej!
- Blacha na czołgi się przyda.
- No i warto byłoby tę strefę ograniczonej prędkości potem odwołać. Bo ona odwołana dalej nie jest. Wyjedzie pan z Ogrodowej uliczką bez nazwy na Wandy Pieniężnej i nie ma pan odwołania strefy. Wyjedzie pan z Pieniężnej na Browarową - nie ma odwołania strefy. Wyjedzie pan na Mickiewicza - nie ma odwołania strefy.
- Czyli wystarczy raz wjechać w Ogrodową i już dalej po całym mieście trzeba jechać tylko trzydziestką?
- Tak mówią znaki. Chyba, że pan się cofnie, to na wyjeździe z Ogrodowej na Browarową jest znak odwołujący strefę.
- Dziękuję bardzo za wywiad!
- Miło się rozmawiało, również dziękuję!
z byłym pracownikiem żnińskiej drogówki, który chciał pozostać anonimowy,
rozmawiał Dominik Księski
Wywiad pierwotnie zaplanowany był jako rozmowa z aktualnym szefem żnińskiej drogówki. Ponieważ jednak dostaliśmy warunek, że pytania należy wcześniej przesłać mailem, a najlepiej w ogóle skierować je do rzecznika prasowego, pomysł wywiadu - który zawsze jest rozmową dwóch osób - spalił na panewce. Udało nam się jednak namówić do rozmowy byłego pracownika żnińskiej drogówki, który nie miał obiekcji, by nam pomóc w rozwikłaniu dręczących nas pytań, związanych z bezpieczeństwem ruchu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze