Reklama

Dokumenty w rzece

 Teczki personalne wyłowione
z wody          fot. Sylwia Wysocka

Archiwalne dokumenty personalne Janowieckich Zakładów Mięsnych nie są zabezpieczone
    Dokumenty w rzece
    - Mieszkam jakieś 20 metrów od rzeki i widzę z okna, co nią płynie . Były już różne śmieci, plastikowe beczki i inne. W styczniu jednak płynęły papiery. Podszedłem bliżej i okazało się, że to dokumenty z zakładów mięsnych. Zapakowane, owinięte szarym sznurkiem, całe pakunki dokumentów płynęły z biegiem rzeki.        

    Siedziba byłych Zakładów Mięsnych w Janowcu niczym nie przypomina dobrze funkcjonującego zakładu sprzed lat.
    Dziś zakład to puste mury, powybijane szyby, wywiewane z okien firanki w biurowcu i zarośnięte place. Nadal nie udało się odszukać właściciela zakładu, którego szukają wszyscy - od janowieckiego samorządu przez inspektora budowlanego, po policję. A z budynków wynoszone jest co się tylko da; po likwidatorze, który miał sprzedać ruchomą część zakładu, dzieło kończą miłośnicy szybkiego zarobku. Inni się tam wprowadzili.


    Teraz, oprócz wszelkich możliwych materiałów jak złom czy materiały budowlane z rozbiórki, z zakładów wypłynęły dokumenty. Wyniesione z zakładów zostały puszczone z nurtem rzeki.
    Mieszkający we Flantrowie Kazimierz Ptak, mimo że widział już wiele różności płynących rzeką, zdziwił się na widok całych ryz dokumentów.
    - Mieszkam jakieś 20 metrów od rzeki i widzę co nią płynie z okna. Były już różne śmieci, plastikowe beczki i inne. W styczniu jednak płynęły papiery. Podszedłem bliżej i okazało się, że to dokumenty z zakładów mięsnych. Zapakowane, owinięte szarym sznurkiem, całe pakunki dokumentów płynęły z biegiem rzeki. To co udało się mi wyłowić, to były akurat wypełnione druki przyjęć zwierząt do zakładów. Co tam jeszcze było - nie wiem, bo popłynęło. Zaraz następnego dnia powiadomiłem Straż Miejską w Janowcu, że taki proceder ma miejsce. Byłem zdziwiony bardzo, że takich materiałów nikt nie zabezpieczył. W tych zakładach ponad 30 lat przepracował mój ojciec, a teraz co po nich zostało? Dokumenty w Wełnie – mówił Kazimierz Ptak.
Sprawę podjęli strażnicy miejscy z Janowca.
    - Potwierdziły się informacje o dokumentach w rzece. Zostały jakieś dokumenty wyniesione z zakładu. Poinformowaliśmy prokuraturę o ujawnianiu dóbr osobistych. Nie wiemy, jakie dokumenty zostały wyniesione z terenu zakładu. Weszliśmy na teren wspólnie z policją i nieprawnie na cudzej własności dokonaliśmy zaspawania dwóch par drzwi pomieszczeń, w których znajdowały się jakieś dokumenty archiwalne tego zakładu. Policja porobiła zdjęcia. Posunęliśmy się do tego, by nie były wynoszone kolejne dokumenty. O sytuacji poinformowaliśmy prokuraturę. Kiedy likwidowane były Warsztaty Samochodowe i Gminna Spółdzielnia, to syndyk zapłacił Urzędowi i u nas zostały złożone i zarchiwizowane dokumenty. To syndyk decyduje,  gdzie ulokowana zostanie dokumentacja likwidowanego zakładu – powiedział burmistrz Maciej Sobczak.
    - Gmina skierowała sprawę do prokuratury, a ta przekazała wszelkie materiały w tej sprawie nam. Prowadzone jest dochodzenie, ustalamy właścicieli i osoby odpowiedzialne za to, że akta zostały tak pozostawione i niezabezpieczone. Co do poszczególnych akt, nie ustalamy na chwilę obecną zgromadzonej dokumentacji, gdyż są tam akta kilkuset czy nawet kilu tysięcy osób – powiedział nam oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Żninie Krzysztof Jaźwiński.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 836 (8/2008)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości