Reklama

Dostały wypowiedzenia, już nic nie muszą

Czternaście pracownic szubińskiego szpitala otrzymało wypowiedzenie umowy o pracę. Wkrótce ze swoim miejscem pracy pożegnają się także niektóre ich koleżanki. W sumie w szpitalu w Szubinie zwolnionych zostanie ponad dwadzieścia kobiet, które już usłyszały w urzędzie pracy, że ofert dla nich nie ma.

     Zwolnienia grupowe niższego personelu medycznego w Nowym Szpitalu w Nakle i Szubinie planowane są od kilku miesięcy. Zarząd tłumaczy to względami ekonomicznymi. Tylko w zwolnieniach upatruje oszczędności. Kobiety, które żegnają się z pracą, nie ukrywają rozżalenia. Czują się odpowiedzialne za szpital, wiele z nich pracowało na jego wizerunek ponad 30 lat. Zapytane o staż pracy wymieniają: 3 lata, 30 lat, 34 lata, 38 lat...
     PIERWSZE WYPOWIEDZENIA
     Salowym wręczone zostały pierwsze wypowiedzenia oznaczone datą 7 maja, a wręczane 9,10 i 11 maja. Jeszcze stawiają się na swoim stanowisku pracy, wykonują swoje obowiązki, ale część z nich w ramach protestu, i żeby wyrazić bezsilność, zakłada bluzki z nadrukowanym napisem: Już nic nie muszę. Dla większości z nich nie ma miejsca na lokalnym rynku pracy.
     W  Powiatowym Urzędzie Pracy już usłyszały, że dla kobiet powyżej 45. roku życia ofert nie ma. Zbulwersowane są także sposobem, w jaki zwolnienia są przeprowadzane. Nie brały udziału w rozmowach, nie poinformowano ich o spotkaniu władz szpitala z radnymi, one same uważają, że dowiedziały się o planach bardzo późno. Jeszcze w marcu, kiedy krążyły na ten temat pierwsze plotki, łudziły się, że może zwolnienia nie zostaną wcielone w życie. W  kwietniu straciły nadzieję. - Zaraz po świętach wielkanocnych odbyło się zebranie z panią prezes, na którym zostałyśmy poinformowane o tym,  że mamy być zwolnione - wspomina jedna z pań. - Wcześniej domyślałyśmy się, że coś się szykuje, bo naczelniczka chodziła z jakimś panem i sprawdzała pomieszczenia. Kiedy w marcu pytałyśmy panią prezes, czy plotki o tym, że mamy być zwolnione są prawdziwie, powiedziała, że o niczym takim nie wie, a okazało się, że od miesięcy miała te zamiary. Gdyby wcześniej było wiadomo, to może związki zawodowe wcześniej mogłyby zareagować i coś osiągnąć - spekulują panie z szubińskiego szpitala.
     PREZES LICZY NA IMPEL CLEANING
     Postanowione jest, że obowiązki osób zwolnionych przejmie firma Impel Cleaning, która specjalizuje się w utrzymywaniu czystości w szpitalach. Władze szpitala wyrażają przypuszczenie, że firma ta prawdopodobnie będzie chciała zatrudnić osoby, które do tej pory zatrudniał szpital, jednak żadnych deklaracji ani zapewnień w tej kwestii nie ma, i nikt z firmy jeszcze nie rozpoczął rozmów z pracownikami.
     Nie wiadomo też, na jakich zasadach miałyby być zatrudnione kobiety pracujące obecnie w szpitalu.
     - Gdyby pani prezes była lojalna wobec pracowników, to zawierając umowę z tą firmą zastrzegłaby, że ma ona nas zatrudnić, a ona nam tylko powiedziała, że wyśle do tej firmy maila - stwierdzają pracownice i już teraz zastanawiają się, czy w ogóle ktoś z nimi rozmowy w sprawie pracy podejmie. Kiedy one chciały z firmą jeszcze w kwietniu rozmawiać, nie było to wówczas możliwe. Zwalniane pracownice obawiają się nie tylko o miejsce pracy, ale także o to, na jakich warunkach miałyby w Impel Cleaning pracować. Nie łudzą się, że otrzymają umowę o pracę. - Jak my teraz zarabiamy tak małe pieniądze, to ile będziemy zarabiać, jeśli zatrudni nas firma? - pytają pracownice i dodają, że związki zawodowe wystosowały pismo, żeby firma Impel Cleaning podjęła jakiekolwiek rozmowy z pracownikami. Pozostało ono bez odzewu.

     Prezes Karolina Welka poinformowała, że początkowo w planach było rozwiązanie umowy z 49 osobami. Po negocjacjach ze związkami zawodowymi zdecydowano się pozostawić z tej grupy trzy osoby. Ponadto cztery osoby zostały powołane przez struktury związków zawodowych do zarządu, w związku z czym są osobami chronionymi. W międzyczasie jedna z tych osób zrezygnowała z pełnienia tej funkcji i ponownie została objęta procesem rozwiązywania umowy. Jedna osoba zdecydowała się przekwalifikować na opiekuna osób starszych i także pozostanie. - Część osób podejmuje się przekwalifikowania na opiekuna nad osobami starszymi lub opiekuna medycznego, ale kilka osób wręcz powiedziało, że nie jest w stanie się tego podjąć - mówi Karolina Welka.
     Obecnie procesem wypowiadania umowy objęte są łącznie 42 osoby ze szpitali w Nakle i Szubinie. Około 30 osób dostało już wypowiedzenia, pozostałe są na urlopach, zwolnieniach lekarskich i otrzymają je, jak wrócą do pracy. Te z pań, które w Szubinie dostały wypowiedzenia lub spodziewają się ich, znów mają powód do rozżalenia. Nikt z nimi o przekwalifikowaniu się nie rozmawiał. Wiedzą o jednej osobie, której złożona została taka propozycja, a która na nią nie przystała.
     RADNI ZGŁĘBIAJĄ PROBLEM
     Decyzja o zwolnieniach grupowych w szpitalu jest na tyle kontrowersyjna, że zainteresowała szubińskich radnych i Urząd Miejski. Stąd też spotkanie z prezes szpitala Karoliną Welką i z zastępcą dyrektora szpitala Jarosławem Gierszewskim, które odbyło się 28 maja. Inicjator spotkania Stanisław Głowacki, radny i przewodniczący klubu Platformy Obywatelskiej, pytał przede wszystkim o motywy decyzji i liczbę zwalnianych pracowników. - Co prawda nie jesteśmy stroną w tej sprawie, ale nikt nie zwalnia nas od reprezentowania interesów naszych wyborców, którzy nie tylko są pracownikami naszego szpitala, ale również klientami tej instytucji - mówił Stanisław Głowacki.
     Jedyną pozytywną wiadomością, którą mogła przekazać prezes Karolina Welka, była informacja, że liczba planowanych zwolnień zmalała z 49 do 42 (biorąc pod uwagę szpital w Nakle i w Szubinie). Z pozostałych informacji wynika, że podstawą całego działania przeprowadzanego przez spółkę jest aspekt ekonomiczny. W tej chwili koszty poniesione przez szpital zrównują się z przychodami, ale ich nie przekraczają. Tendencja jednak nie jest optymistyczna. Koszty będą rosnąć, a przychody - według prognoz - nie.
     98 procent przychodów szpitala to pieniądze wiążące się z umowami zawartymi z Narodowym Funduszem Zdrowia, natomiast pozostałą część stanowi dochód związany z klientami indywidualnymi i badaniami. Prezes zapewnia, że od samego początku istnienia spółki wprowadzana jest optymalizacja kosztów we wszystkich aspektach, monitorowane są bieżące zużycia materiałów, leków, środków, jest monitoring związany z zabezpieczeniem w media. W tym zakresie ograniczanie kosztów zostało już podjęte, a szpital może być spokojny o swój los w tym i w przyszłym roku. Problem może się natomiast pojawić w latach kolejnych, dlatego teraz przyszedł czas na dalsze szukanie oszczędności.
     BEZWZGLĘDNA EKONOMIA
     - Przychody będą ustabilizowane, być może nieznacznie wzrosną, ale bylibyśmy niemądrzy, gdybyśmy zakładali, że będą wzrastały w sposób diametralny, ale koszty niestety będą rosły- prognozowała Karolina Welka.
     Kuchnia, sterylizacja i pralnia zostały już oddane firmie zewnętrznej, teraz przyszedł czas na ostatnią dziedzinę niemedyczną w szpitalu - ekipę sprzątającą. - Jeśli inni są w stanie zaoferować nam tę usługę tajniej, to powinna ona zostać przekazana na zewnątrz - argumentowała prezes.
     Oszczędności z tego tytułu wiązać się będą nie tylko z wynagrodzeniami pracowników, ale także ze specjalistycznymi środkami dezynfekcyjnymi i czyszczącymi oraz specjalistycznym sprzętem. Przekazanie tego firmie zewnętrznej ma przynieść szpitalowi w skali miesiąca około 25-27 tys. zł oszczędności, co rocznie daje ponad 300 tys. zł oszczędności. - To nie są małe pieniądze dla szpitala - przekonywała pani prezes. Zwłaszcza w czasie, kiedy prowadzone są kosztowne remonty. A remonty mają spowodować, że pacjenci będą chcieli się w tym szpitalu leczyć.
     - Naszym celem jest utrzymanie tego szpitala i poprawa jakości, żeby ten szpital nie był ostatnim w województwie, do którego nikt nie chce przyjeżdżać i się leczyć, ale żeby był takim szpitalem, z którego będziemy wszyscy zadowoleni i dumni - mówił Jarosław Gierszewski.
     GDZIE SZUKAĆ OSZCZĘDNOŚCI
     Zwalniane pracownice mają wiele zastrzeżeń co do faktycznych oszczędności. Pytają, jakiego rodzaju specjalistycznym sprzętem ma dysponować firma sprzątająca, z którą szpital chce zawrzeć umowę. - Nasze wózki będą mieli, nasze worki - mówią i wspominają, że nigdy nie było zastrzeżeń co do wykonywanej pracy, że ciężko pracowały na obecny wizerunek szpitala. Podkreślają, że obiecywano im wyrównanie pensji do poziomu wynagrodzeń pracownic nakielskich. Zamiast tego otrzymały wypowiedzenie.
     - Myśmy tu naprawdę dużo zrobiły dla tego szpitala, tak samo jak pielęgniarki i lekarze - stwierdzają pracownice. - Żeby lekarz mógł pracować, musi być przygotowane pomieszczenie, łóżko. Do brudnego lekarz nie wejdzie.
     Panie zwracają również uwagę na ogromne dysproporcje w zarobkach, sugerują, że oszczędności należałoby szukać na wyższych szczeblach. - Lekarze na kontrakcie za jeden dyżur mają tyle, ile my za cały miesiąc - stwierdzają. Mówią też, że kiedyś miały tańsze płyny, środki, które są dostępne na rynku i nie było zastrzeżeń co do czystości, a teraz używają płynu, którego 1 litr kosztuje 50 zł. - Gdzie tu jest oszczędność? - oburzają się panie. - Maszyny pokupowali do mycia podsuwaczy, one nie domywają. Musimy to na nowo zamaczać i na nowo czyścić. Tutaj niech poszukają oszczędności - sugerują.
     Sprawa jest już jednak przesądzona. Pierwsze wypowiedzenia zostały wręczone, kolejne są tylko kwestią czasu. - Firma, z którą chcemy zawrzeć umowę, ma dosyć duży udział w realizacji tego typu usług na terenie szpitali, więc nie jest to nowicjusz, jest to podmiot, który swym potencjałem gwarantuje, że tę umowę wykona - uważa Jarosław Gierszewski.
     WIDZIEĆ CZŁOWIEKA
     Stanisław Głowacki zwrócił uwagę na wysoki poziom bezrobocia oraz na to, że zwalniani są pracownicy o stosunkowo niskich kwalifikacjach, którzy po utracie pracy nie będą w stanie znaleźć nowej. Poza tym przypomniał, że kiedy w latach dziewięćdziesiątych pojawiła się wizja likwidacji szubińskiego szpitala, to udało się go utrzymać tylko dzięki datkom ówczesnego samorządu i wysiłkowi pracowników szpitala i mieszkańców gminy.
     - Rozumiem wyliczenia ekonomiczne, trudno z nimi dyskutować, natomiast prosilibyśmy, żeby za tymi wyliczeniami jednak widzieć człowieka - apelował Stanisław Głowacki. Remigiusz Kasprzak zwracał uwagę na to, że jeśli pracownicy teraz zwolnieni przez szpital znajdą pracę w firmie sprzątającej obsługującej ten szpital, to nie mogą liczyć ani na umowę o pracę, ani na rozsądne pieniądze za wykonywaną pracę.
     - Mówiliśmy to już na licznych spotkaniach w związkach zawodowych, znacie państwo sytuację ekonomiczną, więc proszę nam pomóc, w którym miejscu, gdzie poszukać pieniędzy na przyszłość - zwróciła się do radnych Karolina Welka. - Zdajemy sobie sprawę, że za tym są ludzie, nie umyka nam człowiek. Decyzje, które podejmujemy, są bardzo trudnymi decyzjami i przez wiele miesięcy były one przygotowywane.
     Roman Danielewski uznał, że szpital dobrze robi wyprzedzając kłopoty. - Jeśli ktoś zaczyna myśleć o kosztach w momencie, kiedy w firmie jest źle albo trochę źle i podejmuje trudne decyzje dotyczące redukcji kosztów, to tą decyzją dobija swoją firmę - mówił radny. - Odpowiedzialny manager powinien myśleć w przód. Chodzi teraz tylko o tych ludzi.
     OCZEKIWANIA ZWIĄZKU
     Od jakiegoś czasu prowadzone są rozmowy ze związkami zawodowymi, jednak do porozumienia nie dochodzi. Teraz prezes szpitala ma coraz większe zastrzeżenia do kierunku, w jakim te rozmowy zmierzają.
     - Prowadzimy rozmowy ze związkami zawodowymi, a obecna sytuacja jest taka, że po tym, jak przedstawiliśmy sytuację ekonomiczną szpitala i wyjaśniliśmy, że szukamy oszczędności, dostaliśmy odpowiedź, że wchodzimy w spór zbiorowy, a związki żądają podwyżek, które skutkują kwotą około 530 tys. zł - mówiła Karolina Welka. - Związki faktycznie z nami rozmawiają, ale poszły w kierunku takiego szantażu i mówią, że skoro mamy zwolnienia grupowe, to my sobie życzymy podwyżek. To dla nas w takiej formie jest nie do zaakceptowania.
     Jarosław Gierszewski poinformował, że padła też propozycja, żeby załoga ograniczyła swoje oczekiwania co do funduszu socjalnego, co mogłoby przynieść efekty finansowe, ale ostatnie spotkanie przyniosło informację, że pracownicy w tym zakresie także nie chcą zmian.
     Ze strony radnych padały różne propozycje. Andrzej Wrona proponował, żeby zwiększyć pracownikom zakres obowiązków nie zwiększając wynagrodzenia. Inna propozycja była taka, żeby zawrzeć z dotychczasowymi pracownikami inną umowę, tak by stworzyli oni spółkę, firmę zewnętrzną, którą szpital będzie mógł zatrudnić. Władze szpitala jednak nie uznały, że są to lepsze rozwiązania od obecnie proponowanych.
     BUDŻET A OSZCZĘDNOŚCI
     Jarosław Gierszewski zapytany przez radnych o wynik finansowy za 2011 rok przyznał, że jest to niemal 1 mln zł, koszty szpitala utrzymują się w tej chwili na poziomie 33 mln zł.
     - Myślałam, że te oszczędności to będą jakieś bardzo duże pieniądze jeśli chodzi o całokształt utrzymania szpitala, jednak z punktu widzenia społecznego te 300 tys. zł przekłada się na ileś smutków, rodzin. A przy takiej firmie, przy takich obrotach 300 tys. zł to nie jest duża kwota, ale państwo oczywiście lepiej wiedzą - skwitowała Małgorzata Krall.
     LICZĄ, ŻE POWINIE SIĘ NOGA
     Panie, które otrzymały wypowiedzenie, nie mają pomysłu, co robić dalej. Nie wiedzą, z kim mogłyby rozmawiać, kto mógłby im pomóc. - Same sobie jesteśmy, gdzie my mamy szukać pomocy? - pytają. Jedyną swoją nadzieję upatrują w tym, że firma sprzątająca się nie sprawdzi, a one wrócą na swoje dawne stanowiska pracy. - Liczymy, że to będzie jeden wielki niewypał i zaczną do nas dzwonić, żebyśmy wróciły - mówią pracownice.

Reklama

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1059 (22/2012)

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 10/07/2025 12:03
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości