Około 10.00 i godzinę później między Żninem a Łabiszynem i Nowym Dąbiem oraz Żninem a Barcinem mieszkańcy zaobserwowali samochody strażackie i karetki, mknące na sygnałach. Jak się dowiedzieliśmy, doszło do dwóch przypadków nagłego załamania funkcji życiowych i potrzebna była pomoc także strażaków.
Jak przekazał nam st. bryg Paweł Filipiak, komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Żninie, 10 czerwca o 9.43 do dyżurnego na stanowisku powiadamiania wpłynęło zgłoszenie o prawdopodobnym zatrzymaniu krążenia u mężczyzny w mieszkaniu w Nowym Dąbiu i potrzebuje on pomocy. Mężczyzna - jak wynikało ze zgłoszenia - stracił przytomność. Na miejsce pojechał zastęp OSP Łabiszyn i zastęp JRG Żnin. Strażacy przybyli jeszcze przed zespołem pogotowia ratunkowego i rozpoczęli czynności z zakresu ratownictwa medycznego. W chwilę później karetka też już była na miejscu i zespół ratownictwa medycznego kontynuował resuscytację. Ustała bowiem praca serca mężczyzny.
Gdy trwały te czynności, o 10.43 wpłynęło do dyżurnego kolejne zgłoszenie, tym razem z Barcina. W jednym z bloków przy ul. Lotników, w mieszkaniu zaobserwowano problemy zdrowotne jednego z domowników. Mężczyzna sprawiał wrażenie, że mógł doznać udaru. Jego stan się pogarszał. Wezwano pogotowie ratunkowe - zarówno karetkę samochodową, jak i następnie śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego oraz zastęp OSP Barcin i zastęp JRG Żnin. Również po to, by zabezpieczyć miejsce do lądowania dla śmigłowca w sąsiedztwie basenu w Barcinie. Mężczyzna został zabrany do szpitala.
Natomiast jeśli chodzi o mieszkańca Nowego Dąbia, to niestety jego życia nie udało się uratować.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze