Reklama

Droga Marcinkowo Górne - Komratowo. Radni nie uwierzyli wyliczeniom wykonawcy

Zdaniem gąsawskich radnych gmina nie powinna dopłacać 160.000 zł do budowy drogi z Marcinkowa Górnego do Komratowa. Uwierzyli zapewnieniom projektanta, że dodatkowe roboty wykonawca może zrobić w ramach kontraktu. 

Na terenie gminy Gąsawa realizowana jest inwestycja polegająca na budowie nowej drogi z Marcinkowa Górnego do Komratowa. Przetarg na realizację wygrała firma Kowalski Budownictwo za kwotę 4.088.631,43 zł. Inwestycja w 95% zostanie dofinansowana z pieniędzy rządowych. Wkład gminy to 5%. Droga ma zostać wybudowana na niecałych 4 km. Jej projektowana szerokość to 5 metrów (3,5 jezdni i 75 cm pobocza). 

Jak powiedział przewodniczący Rady Gminy w Gąsawie Mariusz Kazik, na poprzednim posiedzeniu połączonych komisji stałych w punkcie wolne głosy radni zostali poinformowani o planowanych zmianach do budżetu. Jedna dotyczyła budowanej drogi z Marcinkowa Górnego do Komratowa. Radni mieli się zgodzić na zwiększenie finansowania tej inwestycji o około 160.000 zł ze względu m.in. na dodatkowe prace budowlane, odwierty i badania archeologiczne. Te dodatkowe prace miały wynikać z błędów projektowych. Obecni radni mieli usłyszeć, że te dodatkowe prace są wykonywane, mimo że Rada Gminy nie zdecydowała o przekazaniu środków na ich sfinansowanie. Nie było zabezpieczenia w budżecie na ten cel. W związku z tym, że pod koniec poprzedniej komisji nie było już kworum, na sali została szóstka radnych, która nie mogła podejmować prawomocnych decyzji, to temat zwiększenia puli na budowę drogi był omawiany w środę 22 lutego.

Reklama

Na posiedzenie komisji zaproszono Piotra Jułgę, inspektora nadzoru, który z ramienia inwestora, czyli gminy Gąsawa pilnuje, by budowa przebiegała prawidłowo. Przyjechał też projektant Arkadiusz Mazany, by wyjaśnić ewentualne zawiłości lub niedociągnięcia projektowe. Pomimo zaproszenia na komisji nie zjawił się żaden przedstawiciel wykonawcy.

Inspektor nadzoru wyjaśnił, że przedstawiona radnym kwota ok. 160.000 zł wnika z szacunku, a nie z kosztorysu. Te dodatkowe prace wynikły z tego, że podczas pracy koparki natrafiły na grunt organiczny i na glinę. Ta glina, dodatkowo nawodniona, mogła spowodować to, co stało się ponad dziesięć lat temu na drodze Biskupin-Marcinkowo. Przypomnijmy, że brak podbudowy i odpowiedniego odwodnienia sprawił, że dzisiaj droga ta nie nadaje się do naprawy.

Reklama

Projektant Arkadiusz Mazany przyznał, że w połowie stycznia otrzymał sygnał z Urzędu Gminy, że na budowie coś jest nie tak. Chodziło o problem nachylenia spadku na łuku drogi. Okazało się, że projektant nie musi nawet przyjeżdżać, bo sprawa została załatwiona telefonicznie z przedstawicielem wykonawcy. Po dwudziestym stycznia projektant dostał informację dotyczącą problemu z grubością podbudowy.

Doszło do spotkania projektanta, inwestora, wykonawcy i inspektora nadzoru już na placu budowy. Zdecydowali o wprowadzeniu robót zamiennych. Zrezygnowali z tzw. stabilizacji podbudowy, a w to miejsce miało zostać zastosowane kruszywo. Do kolejnego spotkania doszło ostatniego dnia stycznia. Wtedy wyniknął problem grubości kruszywa, bo zamiast 15 cm warstwy, jaka wynikała z odwiertów, jest 5 cm warstwy. Uzgodniono, że trzeba wzmocnić istniejącą podbudowę do 15 cm. W innym miejscu grubość gruntu organicznego była większa niż wynikało to z wcześniejszych odwiertów sondażowych wykonanych na potrzeby projektu.

Reklama

 

Inspektor nadzoru Piotr Jułga tłumaczył, że nie da się na budowie przewidzieć tego, co jest pod ziemią fot. Remigiusz Konieczka

 

- Ustaliliśmy, że jak wróci kierownik budowy, bo był wtedy na wczasach, ma to zinwentaryzować i przedstawić do akceptacji. Tak jak powiedziałem, miało to zostać przeprojektowane. Na tym mój kontakt z zamawiającym się skończył - powiedział Arkadiusz Mazany. Dodał, że zdziwił się szacunkowym obliczeniom wykonawcy, z których wynika, że gmina musi dołożyć 160.000 zł na prace dodatkowe. Otrzymał je niedawno od radnych. Nikt z urzędu nie informował go o dodatkowym kosztorysie. Stwierdził, że nie neguje zakresu prac i zastosowania materiałów, ale kwoty. Wyjaśnił, że wykonując projekt założył już, że część z tych prac może być dodatkowo wykonana. Okazuje się, że przewidział to i uwzględnił w projekcie, a zatem pierwotny koszt inwestycji uwzględniał część prac dodatkowych, które mogą wystąpić podczas realizacji inwestycji. Jego zdaniem gmina nie musi nic dopłacać do budowy tej drogi.

Reklama

- Kto dokonał tych obliczeń, na podstawie których wyszła taka kwota? - pytał radny Leszek Kranz.

Pomiary zostały poczynione ze mną i przedstawicielem wykonawcy, a Podgórzyn to wyliczył - mówił Piotr Jułga. Dodał, że na budowie doszło do takiej sytuacji, iż na trzynaście wykonanych odwiertów w jezdni, żaden nie pokazywał tego, na jakiej głębokości jest glina i materiał nienośny. Po odkryciu 25-30 cm okazało się, że materiał nie spełnia warunków do zagęszczenia. Wykonawca uznał, że w takiej sytuacji nie może dać gwarancji. Trzeba było prace wykonać inaczej niż to zakładał projekt i wykop zasypać piaskiem (plus stabilizacja w niektórych miejscach), aby zwiększyć nośność drogi na szerokości 3 metrów. - Ja brałem udział w pomiarach, a nie w wyliczeniach - bronił się inspektor.

Reklama

- Jak to robił wykonawca, to nie dziwią mnie te kwoty - powiedział Leszek Kranz.

Mariusz Kazik pytał, dlaczego nie poinformowano projektanta o tym, że w projekcie trzeba uwzględnić dodatkowe prace budowlane i je wycenić. Przypomniał, że projektant dowiedział się o tym przypadkowo. Teraz nie wie komu ma wierzyć, bo z informacji inspektora nadzoru, który reprezentuje gminę, wynika, że trzeba dołożyć 160.000 zł, a z informacji projektanta, który też reprezentuje gminę, wynika że nie trzeba nic dokładać.

Reklama

Piotr Jułga tłumaczył, że po zakończeniu poszerzeń na terenie budowy zostanie to wszystko dokładnie wymierzone i obliczone. Trudno jest stwierdzić przed wbiciem łopaty co jest pod ziemią. 

Leszek Kranz pytał też o to, czy konieczność zawiadamiania projektanta o tym, co dzieje się na placu budowy regulują jakieś przepisy. Arkadiusz Mazany zacytował wzór umowy między gminą a wykonawcą, z którego wynikało, że jeśli wykonawca stwierdzi, że projekt ma wady lub jeśli zajdą inne okoliczności mogące stanowić przeszkodę prawidłowego wykonania robót, to zawiadamia zamawiającego. Ten sprawdza informację z udziałem projektanta i inspektora nadzoru.

Reklama

Wójt Błażej Łabędzki dodał, że wykonawca natrafił na poboczu na niestabilny grunt, który się łamał i nie można na nim nic budować. Trzeba też było zwiększyć warstwę podbudowy. Gmina nie może ryzykować tym, że wykonawca nie da gwarancji na wykonane usługi zgodnie z wadliwym projektem. Projektant powtórzył, że nie neguje zasadności wykonania prac dodatkowych, ale nie za takie pieniądze. 

Wójt zapewnił, że kontakty w projektantem były. Arkadiusz Mazany mówił, że nie unika odpowiedzialności za wykonany projekt, nie mówi zamawiającemu po wykonaniu zadania, że ma się teraz bujać z projektem. Więcej, stara się reagować na bieżąco, mimo że nie ma nadzoru autorskiego, który winien być uregulowany oddzielną umową. Bierze odpowiedzialność za wykonane przez siebie projekty. Wymiana gruntu została uzgodniona, ale nie za takie pieniądze, jakie proponuje wykonawca.

Reklama

Błażej Łabędzki mówił także o tym, że tematy związane z budową powinien opanować kierownik budowy, inspektor nadzoru, kierownik referatu, a nie on. Wyjaśnianie uchybień nie leży w kompetencji gminy. Usłyszał od Mariusza Kazika, że to on podpisuje umowę z wykonawcą i on odpowiada za realizację umowy.

Radni pytali kierownika referatu infrastruktury, rozwoju, gospodarki przestrzennej i komunalnej, rolnictwa i ochrony środowiska w Urzędzie Gminy w Gąsawie, dlaczego nie dopełnił procedur. Nie powiadomił projektanta, a radnym dwa tygodnie temu miał powiedzieć, że roboty dodatkowe są realizowane, mimo iż nie było na nie pokrycia w budżecie. Mariusz Kazik powiedział, że czuje się zawiedziony całą ta sytuacją, bo to po raz drugi przy tej samej inwestycji radni są wprowadzani w błąd. Najpierw nie mieli informacji o dodatkowych wykupach gruntów, a teraz zostali poproszeni o dodatkowe środki pieniężne, których - jak się okazuje - nie muszą przekazywać.

Reklama

- Dla mnie sprawa jest oczywista. Jeżeli projektant mówi, że pieniędzy nie trzeba dokładać, to nie dokładamy. Za żadną zmianą w budżecie ręki nie podniosę - stwierdził przewodniczący.

Radni zdecydowali nie przekazywać 160.000 zł na wykonanie prac dodatkowych przy budowie drogi Marcinkowo Górne - Komratowo. Zostawili 50.000 zł na badania archeologiczne i wywłaszczenie gruntów. Zdaniem Mariusza Kazika radni tym głosowaniem uratowali 160.000 zł publicznych środków. 

Tadeusz Gołębiewski zapewnił, że zorganizuje spotkanie inwestora, wykonawcy, projektanta, inspektora, na którym będą omówione sprawy dotyczące dodatkowych prac i kwestii ich finansowania.

Reklama

- Szkoda, że pan kierownik widzi potrzebę spotkania dopiero teraz, po komisji. Mimo wszystko uważam, że popełniłeś drastyczne błędy i nawiążę do twojego zachowania na ostatniej komisji. Nikt nie zareagował, a przełożeni powinni, bo obraziłeś przewodniczącego Goca mówiąc, że nie umie czytać - oskarżał Tadeusza Gołębiewskiego Mariusz Kazik

- Nie powiedziałem, że nie umie czytać - zaprzeczył kierownik.

O ciągu dalszym problemu będziemy informować.

 Remigiusz Konieczka, 22 I 2023

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości