Tadeusz D.: Był układ między mną a dyrektorami szkół
Dyrektor M. kazał sprawę wyciszyć
Jolanta K. - wychowawczyni Waldemara P. - widziała ślady pobicia. Uczeń miał pręgi na nogach i plecach. Wydawało jej się wówczas, że dla ucznia i całej klasy będzie najlepiej, by sprawą przestać się interesować.
W żnińskim sądzie toczy sie proces przeciwko dwóm
byłym milicjantom: Januszowi F. i Janowi S. Postępowanie przygotowawcze
w tej sprawie prowadził Oddział Komitetu Ścigania Zbrodni przeciwko
Narodowi Polskiemu w Gdańsku. Januszowi F. prokurator postawił zarzut,
że w nocy z 2 na 3 maja 1987 roku dopuścił się zbrodni komunistycznej,
która polegała na znęcaniu się fizycznym i psychicznym nad Piotrem K.
oraz Waldemarem P. Znęcanie polegało na biciu ówczesnych uczniów
Technikum Mechanicznego w Żninie. Milicjant chciał wiedzieć, kto zlecił
uczniom namalowanie na murach bloków i kamienic haseł
antykomunistycznych. Jan S. jest oskarżony o poświadczenie nieprawdy w
książce wydarzeń i w książce kontroli zatrzymań w areszcie, a następnie
bezprawnie pozbawił ich wolności na kilka godzin osadzając w areszcie.
Przed tygodniem pisaliśmy o zeznaniach, które złożyli rodzice
poszkodowanych, rodzina, znajomi oraz były dyrektor Zespołu Szkół
Mechanicznych w Żninie Stanisław M. Świadków było tak wielu, że w
momencie oddawania poprzedniego numeru do druku rozprawa jeszcze
trwała. Dziś publikujemy kolejne zeznania. Przypomnijmy, że dyrektor
oświadczył, iż z całą pewnością nie było takiej sytuacji, że jacyś
uczniowie szkoły roznosili ulotki i malowali jakieś hasła, bo gdyby tak
było, to by się o tym dowiedział. A gdyby się dowiedział, że jego
uczniowie zostali pobici na komisariacie, to podjąłby rozmowę z ich
rodzicami. Z pełną odpowiedzialnością stwierdził, że żaden nauczyciel
nie informował go, że uczniowie zostali pobici przez milicjantów.
- Nie pytałem milicjantów, na czym polegało zatrzymanie uczniów. Nie
pytałem uczniów, dlaczego zostali zatrzymani. Ja uczniów nie wzywałem,
bo jeśli byłaby to ważna sprawa, to nabrałaby rozgłosu. Nie ustalałem
okoliczności całego zdarzenia, dlaczego uczniowie zostali zatrzymani,
bo pozostawiłem to wychowawcy. Nie kojarzę, czy wychowawca zajął się tą
sprawą. Ja podejrzewam, że się nie dowiedziałem, o co w tej sprawie
chodziło - zeznał były dyrektor.
Gerard P., brat Waldemara P. w dniu zdarzenia usłyszał pukanie do
drzwi. Zobaczył dwóch milicjantów. Byli w mundurach. Gdy otworzył
drzwi, jeden z nich go odepchnął i zapytał o pokój jego i brata.
Milicjanci weszli do pokoju wraz z Gerardem P. Brat w tym czasie spał.
Jeden z milicjantów ściągnął go z kanapy.
- Chwycił go za szmaty i ściągnął z tej kanapy. Nie wiem, czy brat
zdążył się ubrać czy nie. Jeden z milicjantów zszedł z bratem na dół,a
drugi ściągnął flagę z emblematem „Solidarności”, która wisiała na
ścianie i spytał, gdzie jest reszta, bo jak nie powiem, to będą zrywać
podłogi. Wskazałem mu szafę, w której były emblematy. Policjant zabrał
je. Wsadzili brata do samochodu i pojechali - dodał Gerard P.
Po powrocie z komendy Waldemar P. miał ślady pobicia. Opowiedział bratu, że jeden milicjant go trzymał, a drugi okładał pałką.
- Brat mówił, że był to pan F. Z łóżka też ściągał go pan F. - wyjaśnił Gerard P.
Według Gerarda P., brat interesował się sytuacją polityczną w kraju.
Jeździł na msze święte odprawiane przez księdza Jerzego Popiełuszkę.
Jolanta K., wychowawczyni Waldemara P., stwierdziła, że prawdopodobnie
jeden dzień od zdarzenia dyrektor Stanisław M. powiedział, żeby
porozmawiała z Waldemarem P., ponieważ w czasie weekendu był wzywany na
komisariat, na którym odbierał ucznia.
- Dyrektor mówił, żeby jak najbardziej wyciszyć sprawę, bo chłopcy o
niej dyskutowali. Ja rozmawiałam z Waldkiem. On był bardzo
zdenerwowany, że przez jakiś czas był na milicji i był źle traktowany.
Powiedziałam Waldkowi, żeby dał sobie spokój. Żeby się nie odgrażał. W
czasie jednej z rozmów Waldek pokazał ślady na ciele, że został pobity
na milicji. Ja widziałam te ślady. Miał pręgi na plecach i nogach.
Waldek mówił, że został zatrzymany za jakieś rysunki w postaci kotwicy
czy coś. Nie pamiętam, czy w związku z tą sprawą był jakiś apel. Po
rozmowie z Waldemarem nie rozmawiałam z dyrektorem. Mnie się wydawało,
że to dla niego będzie lepiej, jak i dla całej klasy, żeby tymi
sprawami przestać się interesować. Wydawało mi się, żeby lepiej odejść
od tej sprawy. Wszystko szło w tym kierunku, żeby uspokoić klasę.
Dyrektor nie mówił mi dokładnie, w jakiej sprawie chłopcy zostali
zatrzymani. Mówił mi, że chłopcy narozrabiali i sprawę trzeba wyciszyć.
Ja nie słyszałam, by wychowawca tego drugiego ucznia podjął jakieś
działania w związku z tą sprawą. Uczniowie opowiadali o tej sprawie,
ale nie sprawdzałam, czy to było zgodne z prawdą. Być może były jakieś
rozmowy nauczycieli w tej sprawie, ale ja ich nie pamiętam. Nie
pamiętam, czy w związku z tą sprawą dyrektor pytał, czy takie zdarzenie
miało miejsce - zeznała Jolanta K.
Tadeusz D., były szef Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Żninie nic
nie pamięta na temat zdarzenia, bo był raczej w tym czasie na kursie
doskonalenia kadr kierowniczych w Łodzi. Dodał, że takie zdarzenie, jak
malowanie napisów o treści antykomunistycznej, nie mogło być na tyle
ważne, by informować o nim szefa RUSW.
- Jak były takie zdarzenia, jak malowanie napisów o treści
antykomunistycznej przez nieletnich, to oficer dyżurny prosił rodziców,
by odebrali dzieci. Jeżeli ktoś był zatrzymany, to ten fakt należało
wpisać w książkę wydarzeń. To miał wpisać oficer dyżurny. Każdy
zatrzymany musiał być wpisany do książki zdarzeń. Gdy pełniłem służbę w
RUSW nie pamiętam sytuacji, by ktoś został pobity przez
funkcjonariuszy. Ja znam dyrektora M. Nie pamiętam takiej sytuacji, bym
był w szkole w związku z zachowaniem jakichś uczniów. Był układ między
mną a dyrektorami szkół, że jeśli były jakieś problemy z uczniami, to
dyrektorzy szkół mnie informowali. Nie miałem żadnych informacji
odnośnie pana K. czy pana P. - oświadczył Tadeusz D.
Michał G. w 1987 roku był zastępcą szefa RUSW w Żninie. Pamięta, że na
początku maja na terenie Żnina zostali zatrzymani dwaj młodociani,
którzy malowali jakieś hasło: „precz z komuną” czy coś w tym rodzaju.
Po zatrzymaniu na terenie miasta chłopcy zostali doprowadzenia na
komendę. O tym fakcie zostali poinformowani rodzice i szkoła.
- I moja wiedza na tym się kończy. Praca SB od pracy MO różniła się
tym, że my prowadziliśmy działania operacyjne. Nie zajmowaliśmy się
zatrzymaniami. Na terenie Żnina funkcjonowała „Solidarność” i my w
jakimś zakresie ją rozpracowywaliśmy - dodał Michał G.
Następna rozprawa - z uwagi na urlop asesora Roberta Tuchcińskiego,
który przewodniczy w procesie - odbędzie się 21 października.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 862 (34/2008)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze