Reklama

Dyrektor pouczana przez sprzątaczkę

W czwartek bramy cukrowni zostały zamknięte. Do protestujących żon pracowników wyszedł dyrektor Tadeusz Stolarek

      fot. Remigiusz Konieczka

Żnin, sejm, żony, pracownicy, cukrownia
     Dyrektor pouczana przez sprzątaczkę
     Po zawieszeniu głodówki protestacyjnej wokół sprawy cukrowni zrobiło się cicho. Cicho było do czwartku, kiedy to żony pracowników zorganizowały pikietę pod bramą zakładu, blokowały bramę, obrzuciły samochód z Cukrowni Janikowo jajami, a nazajutrz pojechały do Ministerstwa Skarbu i Sejmu.

     - "Prędzej z głodu pozdychamy, niż oddamy im cukrownię" - tak w czwartek o 11:00 przed bramą cukrowni krzyczały żony pracowników zakładu. Przed bramą kilkanaście kobiet wyrażało swój przeciw wobec zaprzestania produkcji cukru w żnińskim zakładzie.
     OKRZYKI I JAJKA
     - "Nie po to głodowaliśmy, aby to teraz tak zostawić" - mówiły żony cukrowników. - "Musimy coś zrobić. Nasz związkowiec jest za spokojny. Dlatego powiedziałyśmy mu, że będziemy działać same".
     Do pań wyszedł dyrektor cukrowni Tomasz Stolarek, który powiedział, że najlepszym wyjściem z sytuacji są rozmowy w sprawie podjęcia alternatywnej produkcji.
     Od środy ubiegłego tygodnia do cukrowni w Janikowie codziennie wyjeżdża grupa 11 pracowników Cukrowni Żnin. Żony pracowników nazywają ich łamistrajkami.
     - "Nie można nas nazywać łamistrajkami. Wykonujemy polecenie dyrekcji" - twierdzą mężczyźni. - "Do Janikowa jeździmy na szkolenie obsługi ładopakowaczki. Muszą być osoby przeszkolone. My byliśmy wytypowani". Zgromadzone kobiety obrzuciły samochód z Janikowa jajkami.
     W STOLICY
     W piątek 13 żon pracowników pojechało do Warszawy. Tam udały się do Ministerstwa  Skarbu Państwa. Przyjęła je p.o. zastępcy dyrektora departamentu nadzoru właścicielskiego Elżbieta Jerzak. Rozmowę z delegacją ze Żnina nakazał minister Jarek Socha.
     - "Po telefonie od ministra ta pani dopiero sprawdzała na mapie, gdzie leży Żnin. My jej powiedziałyśmy, że w powiecie inowrocławskim zostają trzy cukrownie, a u nas jedyną się likwiduje. Powiedziałam jej, że jak sprzątaczka może zagiąć panią dyrektor, to jest po prostu wstyd" - mówi jedna z pań.
     - "Pani dyrektor powiedziała nam, że powinnyśmy założyć spółki pracownicze. Odpowiedziałyśmy, że przy takim bezrobociu jak w Żninie działalność takich spółek ze względu na brak zamówień byłaby niemożliwa. Siedziałyśmy tam dwie godziny. Powiedziała nam, że zdają sobie sprawę z podjęcia błędnej decyzji, ale ze względu na ambicje nikt nie chce jej zmienić. Rozmawiałyśmy jak głupi z wariatem" - twierdzą żony pracowników.
     Z ministerstwa udały się do Sejmu, gdzie rozmawiały na temat cukrowni z posłami Jerzym Wenderlichem z SLD i Zbigniewem Ziobro z PiS. Ten ostatni powiedział, że zetknął się ze sprawą za pośrednictwem posła Tomasza Markowskiego. - "Chciałyśmy spotkać się z marszałkiem Oleksym, ale był na komisji" - mówią kobiety.
     BLOKADA WYJAZDU
     Do kilkunastominutowej blokady bramy cukrowni doszło w poniedziałek. Z biurowca wyszli pracownicy Krajowej Spółki Cukrowej - Grzegorz Kowalski, dyrektor departamentu technicznego i Andrzej Potrykus, dyrektor departamentu restrukturyzacji. Kiedy wsiedli do samochodu i zamierzali wyjechał, kilka żon pracowników zablokowało wyjazd. Pracownicy z KSC chcieli wyjechać inną bramą, ale przypadkowo napotkany kierowca, mieszkaniec Żnina, podwiózł trzy kobiety, które zablokowały drugi wyjazd. Panowie z Torunia powrócili pod pierwszą bramę, ale z cukrowni nie wyjechali. Przy bramie pojawili się także pracownicy cukrowni i dyrektor.
     - "Proszę wypuścić ten samochód" - mówił Tadeusz Stolarek.
     - "Jak porozmawiają z załogą" - mówiła jedna z pań.
     - "Oni przyjechali w innej sprawie. Nie róbmy sensacji. Wypuśćcie ten samochód" - powiedział wyraźnie wzburzony dyrektor.
     - "Dlaczego nie spotkają się z załogą? Mają okazję. Niech mówią" - krzyczała jedna z blokujących.
     Pracownicy Polskiego Cukru nie wyszli z samochodu, ani nie porozmawiali z załogą. Po kilku minutach zostali wypuszczeni.
     SUSZENIE
     Rzecznik KSC Łukasz Wróblewski powiedział, że dyrektorzy byli uzgadniać szczegóły dotyczące produkcji zastępczej. Marek Wojciechowski, szef związku zawodowego cukrowników, powiedział, że najnowsza oferta, to suszenie warzyw i owoców. Ale w dalszym ciągu brak konkretnych propozycji. Rzecznik Polskiego Cukru powiedział, że rozmowy trwają, ale sam proces przedstawienia konkretnej oferty musi potrwać. Trwa uzgadnianie szczegółów z potencjalnym inwestorem. - "Decyzje administracyjne wymagają czasu" - powiedział Łukasz Wróblewski.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 645 (26/2004)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości