Najczęstsze błędy rodziców i lekarzy
Dziecko a antybiotyki
Antybiotyk nie jest remedium na wszystkie infekcje - pamiętać o tym powinni zarówno lekarze, jak i przychodzący po poradę rodzice zaniepokojeni stanem zdrowia swojego dziecka.
Wprowadzenie do powszechnego lecznictwa antybiotyków było jednym z największych osiągnięć XX wieku, ponieważ pozwoliło na skuteczne leczenie schorzeń, które dotychczas kończyły się śmiercią. Antybiotyki do dnia dzisiejszego są niezastąpionym narzędziem w leczeniu bardzo wielu chorób. Od momentu wynalezienia pierwszego antybiotyku - penicyliny, naukowcom udało się
Doktor nauk medycznych Tomasz Zwolenkiewicz stworzyć szereg syntetycznych leków o szerszym zakresie działania przeciwbakteryjnego i znacznie skuteczniejszych.
Natura nie znosi jednak próżni i z chwilą rozpoczęcia szerokiego stosowania antybiotyków, bakterie zaczęły się skutecznie przed nimi bronić, wytwarzając substancje ochronne lub unieszkodliwiające leki. Wymusza to stałe badania nad produkcją coraz to nowych generacji antybiotyków, skutecznych w stosunku do tych organizmów. Powstawanie oporności szczepów bakterii na stosowane antybiotyki jest między innymi wynikiem zbyt częstego ich używania w leczeniu oraz nieprawidłowego podawania pacjentowi.
Najprościej rzecz ujmując, zastosowanie antybiotyku ma sens, jeżeli lekarz jest przekonany o bakteryjnym pochodzeniu schorzenia, które chce leczyć. Dzieci zgłaszające się z rodzicami do przychodni mają najczęściej objawy infekcji dróg oddechowych, wysoko gorączkują, kaszlą, są niespokojne. Rodzice są bardzo zaniepokojeni stanem zdrowia swojej pociechy i oczekują szybkiej i radykalnej poprawy. Zdecydowana większość schorzeń tego typu u dzieci jest spowodowana przez wirusy i ma charakter samoograniczający, to znaczy, że wystarczy zastosować leczenie objawowe, np. podając leki przeciwgorączkowe, dużo płynów i uzbroić się w cierpliwość, a dolegliwości po kilku dniach ustąpią. Po 25 latach pracy jako pediatra wiem jednak, że sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Większość rodziców, przy nawet niewielkim podniesieniu temperatury u swojego dziecka wpada w panikę i natychmiast udaje się do lekarza bez podjęcia próby leczenia tzw. domowymi sposobami. Takie zachowanie jest w dużej mierze wynikiem ciągłych medialnych doniesień o kolejnych, nagłych, tragicznie zakończonych zachorowaniach, których początkowe objawy polegały jedynie na podwyższonej temperaturze ciała i wysypce, czy zmianie zachowania dziecka. Niestety, takie tragicznie zakończone zachorowania właśnie tak się zaczynają, ale z drugiej strony są bardzo rzadkie. Czasami nawet doświadczony lekarz ma problem z właściwym rozpoznaniem zaczynającej się poważnej choroby u dziecka typu zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych czy posocznica. Najczęściej jednak przyczyną wysokiej temperatury ciała u dziecka jest rozpoczynająca się infekcja wirusowa. Słaba reakcja na podane środki przeciwgorączkowe, niepokój i brak apetytu, a czasami wymioty i uporczywy kaszel powodują zaniepokojenie rodziców, dla których próby leczenia objawowego tzn. za pomocą „syropów na kaszel i leków na gorączkę” przy braku ich natychmiastowej skuteczności są mało wiarygodne. W takiej sytuacji lekarz pozostaje pod presją rodziców oczekujących szybkiego i skutecznego działania, aby niepokojące objawy chorobowe u dziecka ustąpiły. Zastosowanie w takim wypadku antybiotyku daje rodzicom poczucie bezpieczeństwa i właściwego leczenia, jednak objawy chorobowe w większości przypadków ustępują niezależnie od zastosowania antybiotyku. Oczywiście zdarzają się i inne sytuacje, gdy po tygodniu leczenia objawowego rodzice zgłaszają się z dzieckiem do kontroli, ponieważ objawy chorobowe nie ustępują i lekarz stwierdza, że należy zastosować antybiotyk, bo doszło do nadkażenia bakteryjnego. Takie postępowanie lekarza często budzi irytację rodziców, bo pozornie przedłuża czas leczenia, ale z drugiej strony ogranicza niepotrzebne zastosowanie antybiotyków, a tym samym wpływa na zmniejszenie narastania oporności bakterii na te leki. Oporność bakterii na antybiotyki jest z jednej strony wynikiem ich zbyt częstego stosowania, ale może również wynikać z ich nieprawidłowego podawania. Bardzo powszechne jest podawanie antybiotyku tylko tak długo, jak występują objawy chorobowe, zamiast przez cały okres zalecony przez lekarza. Po kilkunastu dniach od takiego niewłaściwego leczenia dziecko ponownie jest chore, ponieważ nie wyeliminowano wszystkich drobnoustrojów chorobotwórczych i po ich namnożeniu ponownie wywołują infekcję. Częste jest również zapominanie o regularnych odstępach czasu w dawkowaniu leku, ale już zupełnym nieporozumieniem jest wysyłanie dziecka w trakcie kuracji antybiotykowej do przedszkola, czy szkoły. W takiej sytuacji chore dziecko jest źródłem rozprzestrzeniającej się bardzo szybko infekcji i ma małe szanse na trwałe wyzdrowienie.
W porównaniu z innymi krajami Polska uchodzi za kraj o bardzo dużym zużyciu antybiotyków.
Często pacjenci przebywający czasowo np. w Wielkiej Brytanii czy Irlandii dzwonią przerażeni stanem zdrowia swoich dzieci i brakiem możliwości dostania się do lekarza. Są informowani w przychodni, często przez pielęgniarkę, co w danym przypadku należy zrobić i jeżeli objawy chorobowe nie ustąpią, to umawiani są na wizytę za dwa, trzy dni. Pojęcie wizyt domowych w tych krajach praktycznie nie występuje. Jeżeli objawy chorobowe u dziecka nadal występują, to lekarz w trakcie umówionej wizyty stosuje najprostsze antybiotyki, które u nas wypadły z obiegu wiele lat temu. Takie postępowanie wynika głównie z ograniczeń narzucanych przez ubezpieczyciela, który bardzo dokładnie definiuje, które leki można w lecznictwie podstawowym stosować. To utrudnienie w dostępie do lekarza pierwszego kontaktu ma więc również dobre strony, bo wymusza stosowanie w pierwszym okresie leczenia leków objawowych i dopiero przy przedłużającej się infekcji - już o prawdopodobnie bakteryjnym charakterze - antybiotyków, ale również najprostszych.
Problem zaczyna się z małymi pacjentami z Polski, którzy bardzo często na takie leczenie nie odpowiadają. Ich rówieśnicy Anglicy czy Irlandczycy, ale również Amerykanie - przeciwnie, bo zdecydowanie rzadziej są leczeni antybiotykami. Można się jednak zastanawiać, co się jednak stanie w sytuacji, gdy ta pozornie niewinnie zaczynająca się infekcja okaże się posocznicą czy zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych?
W krajach, o których piszę, ryzyko takiego rozwoju sytuacji jest zdecydowanie mniejsze, dzięki bardzo szerokiemu programowi szczepień ochronnych. Wszystkie dzieci szczepione są tam szczepionkami dostępnymi również w Żninie, ale u nas bardzo drogimi, a tam darmowymi. Tam wydaje się duże pieniądze na profilaktykę, a małe na leczenie, przy okazji utrzymując szeroką wrażliwość bakterii na antybiotyki.
Poruszony w tym artykule temat błędów w stosowaniu antybiotyków nie został wyczerpany, ale zasygnalizowałem kilka, moim zdaniem, istotnych spraw, które zarówno rodzice, jak i my lekarze powinniśmy mieć na uwadze decydując się na takie leczenie.
Tomasz Zwolenkiewicz
dr nauk medycznych
Pałuckie Centrum Zdrowia; NZOZ Przychodnia Rodzinna w Żninie
Pałuki nr 853 (25/2008)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze