Po ślubie, kiedy przeprowadziła się do męża, teściowa oddała jej do dyspozycji kuchnię i obowiązki kulinarne spoczęły na pani Izabeli
fot. Sylwia Wysocka
Małgorzata Brauza, Lubcz, matka, żona, dom
Dzień zaczyna się przed piątą
Kobiety, które poświęciły się rodzinie, nie żałują swego kroku. Są wzorowymi matkami i żonami. Sprawy domowe załatwiają na bieżąco, starają się nie odkładać niczego na później. Potrafią też znaleźć czas na swoje zainteresowania.
Małgorzata Brauza z Lubcza z wykształcenia jest obuwnikiem. Kończyła szkołę kiedy kwitły gnieźnieńskie fabryki obuwia, tam pewna była praca. Mimo że pracowała zawodowo, postanowiła zrezygnować i zająć się pracą w gospodarstwie u boku męża.
ODKŁADANIE PRZYNOSI WIĘCEJ PROBLEMÓW
- "Praca na swoim jest zupełnie inna, nie ma nad człowiekiem twardej normy, jaką trzeba wyrobić, a tym bardziej monotonności każdego dnia. Na swoim człowiek dąży do tego, by zrobić jak najwięcej i jak najlepiej, bo to co robi jest jego. Wielką radość i zadowolenie daje praca w gospodarstwie, kiedy ktoś to lubi, robi z zamiłowaniem, widzi jak rośnie, jak to wszystko żyje" - mówi Małgorzata Brauza.
Dzień pracy dla pani Małgorzaty zaczyna się wcześnie, wstaje przed 5:00, szykuje dzieci do szkoły. Dwójka starszych dojeżdża do szkół średnich - Kinga do liceum do Gniezna, Dawid do technikum do Gąsawy. Zimą, albo gdy pada deszcz, odwozi ich na przystanek. Po powrocie pomaga doić krowy mężowi, który rozpoczyna dój o 5:20. Przed siódmą wraca do domu i szykuje kolejną dwójkę - Monikę do Gimnazjum, a Bartłomieja do Szkoły Podstawowej w Rogowie. Później jest czas na śniadanie i wyjazd na zakupy do Rogowa. Dwa razy w tygodniu pani Małgorzata dowozi niepełnosprawnego syna na zajęcia do Rogowa. Po powrocie gotuje obiad, ma czas na pranie, sprzątanie, sezonowo - pracę w polu czy ogrodzie.
Od 15:00 kolejno wracają dzieci ze szkoły - czas na obiad i kolejne odgrzewania. Po obiedzie pani Małgorzata pomaga dzieciom w odrabianiu lekcji. O 17:30 rozpoczynają wieczorny dój, wracają przed 19:00 do domu. Wówczas kolacja, ewentualna jeszcze pomoc przy lekcjach, czy innych zainteresowaniach dzieci.
- "Są też takie zajęcia, które robię sezonowo, jak zaprawy, czy od czasu do czasu, jak ubój kurczaków. Nie mam zaległości, staram się planować na bieżąco dzień, znam swoje zadania doskonale i wiem, że to co powinno być zrobione dziś trzeba zrobić, bo odkładanie przynosi jeszcze więcej problemów" - mówi Małgorzata Brauza.
Mieszkanka Lubcza, matka pięciorga dzieci przyznaje, że czas dla siebie ma zazwyczaj latem, w czasie wakacji.
UROBIĘ ZAPRAWĘ I BUDUJĘ
- "Obowiązek gotowania spoczywa wówczas na córkach, zwłaszcza Kindze, a ja mam czas na własne zainteresowania. Wychodzę wówczas do ogrodu i na podwórze i projektuję zakątki naszego obejścia. Najpierw projektuję na papierze, a później przenoszę to w rzeczywistość. Uwielbiam projektować z kamieni - przed domem mam wyłożony kamieniami plac, zrobione kamienne opłotowanie, tam też mam grill z kamienia. Wszystko to sama zaprojektowałam i wykonałam. Ewentualne konstrukcje to zasługa męża. Czasami też o pomoc zwracam się do syna czy męża, by przywieźli mi kamieni do dalszej pracy. Sama sobie urobię zaprawę i buduję. Na podwórzu mam też oczko wodne, kaskadę z kamieni, po której spływa woda, nad wodą pomost i różnorodną roślinność - tu też praca moich panów była nieznaczna. Budowle to moja zasługa - to mnie fascynuje, lubię to robić, czasami latem jest już ciemno, a ja dalej brnę w swoich kamiennych budowlach. Uważam, że estetyka jest bardzo ważna, więc poświęcam jej w wakacje każdą wolną chwilę, by wyglądało schludnie i kolorowo od kwiatów" - mówi pani Małgorzata.
Zimą, zwłaszcza w czasie ferii czy przerwy świątecznej, kiedy dzieci są w domu, poświęca się malowaniu obrazów. Wcześniej na kartce maluje obrazy, a później wybiera te najładniejsze i przenosi je na płótno. W domu jest wiele dzieł jej autorstwa.
W wolnych chwilach rozwiązuje krzyżówki, czasami też haftuje, szyje dla dzieci stroje, przebrania.
Doskonale, zdaniem domowników sprawdza się w kuchni, a jej specjałem uwielbianym przez wszystkich są pierogi z serem.
CZUJĘ SIĘ SPEŁNIONA
Pani Małgorzata Brauza dumna jest z męża Marka, człowieka bez nałogów, który nie pije alkoholu, nie pali papierosów, jest solidny, dokładny, wszystko ma zrobione na czas, nie ma zaległości w pracach, gdyż należy do bardzo pracowitych ludzi.
- "Nie odkłada niczego na potem, dużo czasu poświęca dzieciom. Dumą dla mnie są też moje wszystkie dzieci. Kinga już drugi rok z rzędu otrzymuje stypendium naukowe za wysoką średnią ocen, dodatkowo uczęszcza na zajęcia do szkoły muzycznej w Gnieźnie. Gra na elektrycznych organach, to zamiłowanie otrzymała po ojcu, który też często lubi pograć i robi to świetnie" - mówi mieszkanka Lubcza.
Monika lubi - jak jej mama - malować.
- "Czuję się spełniona w życiu, mam rodzinę, lubię swą pracę, swoje obowiązki, a pracę trzeba lubić, by ją wykonywać z zamiłowaniem. Cieszy mnie widok rosnących roślin na polu czy w ogrodzie, zwierząt w chlewni czy oborze. Pracowałam jako obuwnik, a na gospodarstwie praca wygląda zupełnie inaczej. Kobieta musi zająć się domem, rodziną i pracą w gospodarstwie. Warunkiem jest jednak, by się lubiło to, co się robi - wówczas człowiek czuje się spełniony i zadowolony" - mówi Małgorzata Brauza.
Pani Małgorzata przyznaje jednak, że żałuje, że nie kształciła się w kierunku związanym z jej zainteresowaniami. - "Jeszcze w szkole pani Teresa Łuczka, nasza nauczycielka, namawiała mnie, bym poszła do szkoły plastycznej i rozwijała swe malarskie zamiłowania. Stało się inaczej, ważne było wówczas by mieć zawód i pracę. Fascynuje mnie projektowanie ogrodów, zieleńców, ale do tego wszystkiego trzeba mieć jakieś uprawnienia, solidne przygotowanie. Tego jednak nie mam, a wiadomo, że liczy się dokument, świadectwo. Dziś pozostało mi projektowanie swego obejścia i zimowe malowanie obrazów na płótnie - mimo to czuję się w życiu spełniona" - mówi z uśmiechem na twarzy Małgorzata Brauza.
Z PRZYMUSU SIĘ NIE DA
Izabela Jarmużkiewicz z Niedźwiad zajmuje się pracą w gospodarstwie, prowadzeniem domu i wychowaniem syna Krystiana, który chodzi do V klasy Szkoły Podstawowej w Rogowie.
- "Kształciłam się w kierunku rolniczym, dlatego powiedzieć mogę, że pracuję w swym zawodzie. Zawsze chciałam pracować w gospodarstwie, lubię obserwować efekty naszej wspólnej pracy, obserwować jak rośnie. Pracę w gospodarstwie trzeba kochać, z przymusu się tu nie da, ktoś kto tego nie lubi nie wytrzyma tu" - mówi Izabela Jarmużkiewicz.
W ciągu roku szkolnego rano szykuje syna do szkoły, pomaga w oprzątaniu zwierząt, szykuje śniadanie, sprząta w mieszkaniu, przygotowuje obiad, jesienią pomaga w pracach polowych czy zajmuje się ogrodem. Po powrocie syna ze szkoły pomaga mu czasami w odrabianiu lekcji. Pomaga przy wieczornym oprzątaniu, potem przygotowuje kolację.
Trochę inaczej wygląda letnie życie, kiedy nie ma obowiązku posyłania syna do szkoły. Więcej pracy jest wówczas w polu, zwłaszcza w okresie żniw. Latem pani Izabela ma mało czasu na czytanie gazet czy książek.
- "Kupuję i magazynuje do zimy, zimowe wieczory są dłuższe i jest czas, żeby nadrobić zaległości czytelnicze. Na bieżąco staram się natomiast załatwiać wszelkie sprawy związane z domowymi obowiązkami, nie przekładam niczego na później. We wszystkim, nawet najbardziej nielubianym zadaniu, staram się zawsze znaleźć jakieś plusy i dzięki temu łatwiej przebrnąć mi przez wiele obowiązków czy problemów. To samo proponuje też moim znajomym. Kiedy nawet w tym najgorszym znajdzie się coś wartościowego, coś pozytywnego wówczas inaczej się podchodzi do tematu" - mówi mieszkanka Niedźwiad.
NIE ZOSTAĆ Z TYŁU
Jak ryba w wodzie pani Izabela czuje się w ogrodzie, kiedy może komponować roślinność. Z dużym zaangażowaniem projektuje też wystrój rozbudowanego domu. Stara się, by było elegancko, estetycznie.
- "Poświęcając się pracy w ogrodzie odrywam się od rzeczywistości. Czasami, kiedy mi coś nie wychodzi, idę do ogrodu, pracuję w nim, widzę jak rośnie, jak dojrzewa - wówczas odrywam się od rzeczywistości, pochłonięta pracą zapominam o niepowodzeniach. Kiedyś haftowałam. Do tego jednak trzeba nie tylko czasu, ale i cierpliwości. Obiecam sobie, że wrócę do tego zajęcia, kiedy będę na emeryturze" - mówi Izabela Jarmużkiewicz.
Teściowie pani Izabeli, jej mąż Dariusz i syn Krystian zgodnie przyznają, że specjalnością kulinarną pani Izabeli są gołąbki. Nie są to jednak zwykłe, tradycyjne gołąbki.
Z ciast największym powodzeniem cieszy się tak zwane ciasto sezonowe, które w zależności od pory roku wzbogacane jest wiśniami, śliwkami, a zima owocami z konfitur.
Pani Izabela żałuje jedynie, że nie uczyła się dalej w kierunku rolniczym. Dziś lubi oglądać na dwójce program dla gospodyń, ogląda też rolnicze programy, by - jak mówi - nie zostać z tyłu i być na bieżąco nie tylko z wymogami czy procedurami dotyczącymi rolnictwa, ale i z wprowadzanymi nowościami.
DUMĄ JEST TO CO UDAŁO SIĘ STWORZYĆ
- "Dumna jestem z syna, choć nie lubię tego mówić obawiając się, by nie zapeszyć. Moją dumą jest też mąż i wszystko to, co przez te kilka lat udało się nam stworzyć, to co dziś mamy. Udało się nam rozbudować dom, wybudowaliśmy chlewnię, dokupiliśmy ziemi, maszyn i sprzętu rolniczego".
Po pracy pani Izabela lubi spotkać się ze znajomymi, pożartować, porozmawiać, lubi też, zwłaszcza w zimowe wieczory, usiąść z książką w ciepłym kącie i poczytać.
Do cichych marzeń pani Izabeli Jarmużkiewicz należy wyjazd w góry.
- "Jest to jednak daleko, a wiadomo, jaka jest praca w gospodarstwie - bez przerw czy urlopów. Trudno jest zostawić gospodarstwo na kilka dni. Obiecujemy sobie jednak, że kiedyś się wybierzemy w góry" - mówi Izabela Jarmużkiewicz.
PIEROGI PANI MAŁGORZATY
Pierogi pani Małgorzata robi z kilograma mąki, dodaje 4 jajka, łyżkę soli, ciasto zaparza wrzątkiem, co sprawia, że jest miękkie i nie twardnieje. Następnie rozwałkowuje cienko, nakłada farsz, zawija i gotuje w osolonej wodzie.
Farsz robi z trzech kostek sera zmielonego, pół kostki tłuszczu, budyniu, pół szklanki cukru i trzech żółtek. Białka ubija na sztywno i wówczas łączy z masą serową.
Pierogi podaje na słodko, do tego serwuje zupę pomidorowa albo ogórkową. (s)
MAKOWIEC PANI MAŁGORZATY
Piecze biszkopt i pozostawia go na blaszce. Parzy pół kilograma maku, przekręca trzy razy przez maszynkę. Skręcony mak wrzuca do garnka, gdzie rozpuściła kostkę margaryny, dodaje trzy łyżki miodu, dwie łyżki powideł, olejek migdałowy, po dziesięć deko rodzynek, orzechów, migdałów i jedną szklankę cukru. To wszystko gotuje przez trzy minuty mieszając, zestawia na bok. Ubija trzy całe jajka. Garnek ponownie stawia na piec, wlewa rozbite jajka i miesza, kiedy się zagotuje wylewa tę gorącą masę na biszkopt. Pozostawia to do wystygnięcia i gotuje masę budyniową z pół litra mleka, pół szklanki cukru, pół szklanki mąki ziemniaczanej i tortowej, cukru waniliowego. - "Zaklepkę rozprowadzam w zagotowanym mleku z cukrem, mleku, mieszam aż do momentu zagotowania budyniu. Odstawiam do ostudzenia, kiedy wystygnie rozkręcam budyń z margaryną, spirytusem i sokiem z cytryny. Gotową masę rozkładam na makowej warstwie. Na to przychodzą jeszcze herbatniki maczane w roztworze ze spirytusu, soku z cytryny i z pół szklanki cukru pudru. Herbatniki polewam czekoladą, którą przygotowuję z pół kostki margaryny, pół szklanki cukru i dwóch łyżek kakao. To wszystko zagotowuję dodaję łyżkę zimnej wody i wylewam na ciastka" - tłumaczy pani Małgorzata. (s)
GOŁĄBKI PANI IZABELI
"Mięso mielone doprawiam solą, pieprzem, majerankiem, cebulą, czosnkiem, papryką i dodaję połowę szklanki kaszki manny. W to dodaje poszatkowaną kapustę, mieszam razem, kulam z tego kulki i zasmażam na oleju. Podsmażone klopsiki z przyprawami i kapustą przez godzine gotuję w sosie pomidorowym" - mówi o swym specjale kulinarnym pani Jarmużkiewicz. (s)
CIASTO SEZONOWE PANI IZABELI
Do sporządzenia tego ciasta pani Izabela potrzebuje kostki margaryny, trzech jajek, 3/4 szklanki kartoflanki, dwóch szklanek mąki, szklanki cukru, dwóch łyżeczek proszku, dwóch łyżek kwaśnej śmietany, owoców na wierzch, które pokrywa się kruszonką. Mąkę łączy z cukrem i jajkami, proszkiem, kwaśną śmietaną i pozostałymi składnikami. Wszystko to wykłada na blachę, układa owoce i posypuje kruszonką. (s)
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 664 (45/2004)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze