Kiedyś, widząc na niebie przelatujące klucze gęsi, wiedzieliśmy, że albo idzie zima, albo zbliża się wiosna. Ostatnio jednak spektakularnym i coraz częstszym widokiem jest obecność całych stad tych ptaków, które z pałuckich pól urządzają sobie stołówkę. Jest styczeń, a one nie odleciały. Dlaczego ich zachowanie uległo zmianie i jakie to przyniesie skutki - o tym w dalszej części artykułu.
GĘSI
Dzikie gęsi należą do zwierzyny łownej czyli żyjącej w środowisku naturalnym, będącej - zgodnie z obowiązującym prawem - przedmiotem pozyskiwania w drodze polowania. Pozyskiwanie zwierząt łownych jest jednym z elementów gospodarki łowieckiej. Zgodnie z art. 2 Prawa łowieckiego: zwierzęta łowne w stanie wolnym, jako dobro ogólnonarodowe, stanowią własność Skarbu Państwa.
Gęś ma długość około 100 cm, rozpiętość skrzydeł około 140 cm. Długość dzioba 5-7,5 cm. Masa gęsi to około 3,5 kg, gąsiora około 4,5 kg. Gęś żywi się wyłącznie pokarmem roślinnym Jest długowieczna, żyje nawet kilkadziesiąt lat. Wśród dzikich gęsi łowne są tylko następujące: gęgawa, zbożowa i białoczelna. Gniazdująca u nas jest tylko gęś gęgawa, która w ostatnich latach znacznie się rozmnożyła i rozprzestrzeniła. Pozostałe zazwyczaj gościły w Polsce tylko w czasie wiosennych i jesiennych przelotów. Przez nasz kraj przebiega bowiem ważny szlak migracyjny dla ptaków gnieżdżących się na północy kontynentu, w tundrze i tajdze, zmierzających ku swym zimowiskom w zachodniej Europie.
Gęsi migrują w stadach. Zastanawiające jest to, że nie boją się konkurencji jeśli chodzi o zdobywanie pokarmu. Im jednak chodzi o bezpieczeństwo. Zauważyć można, że w stadzie jedzących gęsi zawsze jest kilka ptaków, też zmęczonych i głodnych, czuwających z wyprostowaną szyją, gotowych zaalarmować, gdy tylko zbliży się niebezpieczeństwo. Zaletą wspólnej migracji jest oszczędność energii w czasie lotu. Klucz gęsi to tak naprawdę doskonale wyliczona aerodynamiczna figura, w której każdy kolejny ptak, lecący lekko z boku, wpasowuje się w korytarz aerodynamiczny wytworzony przez ptaka na przedzie. I tak lecąc za kimś, leci się oszczędniej, zużywając mniej energii. Obserwując klucz gęsi widać, że pozycja przewodnika stada nie jest stała, że cały czas prowadzenie obejmuje nowa gęś lecąca do tej pory z tyłu. Ptak z przodu pracuje najciężej, więc najszybciej się męczy. Według niektórych badaczy z przodu lecą ptaki najsilniejsze. Te słabsze, chore i młode lecą na końcu, czyli tam, gdzie najłatwiej.
DLACZEGO NIE ODLATUJĄ?
W ostatnich latach, m.in. w związku z ociepleniem klimatu, łagodnymi i bezśnieżnymi zimami, ptaki te postanowiły zadomowić się u nas na stałe. Mają u nas dostęp do otwartych zbiorników wodnych oraz do żerowisk w postaci licznie posianych ozimin - zbóż czy rzepaku - oraz poplonów pozostających na polach w okresie zimowym. Coraz częściej stosowana uprawa bezorkowa powoduje, że łatwo znaleźć mogą na polach wysokoenergetyczne resztki pożniwne w postaci np. ziaren zbóż czy kukurydzy. Ponadto w związku ze zmianą charakteru upraw, tj. zwiększeniem udziału wielkopowierzchniowych monokultur, a także likwidacją różnych elementów urozmaicających krajobraz np. zadrzewienia, zbiorniki śródpolne, miedze, tereny podmokłe itp. zmienia się charakter migracji ww. gatunków. Stada liczące kilkaset sztuk osobników żerują na oziminach. W przypadku, gdy upodobają sobie dane pole mogą doszczętnie zniszczyć uprawę, przynosząc dotkliwą stratę jej właścicielowi. - Przyzwyczailiśmy się, że największe straty u uprawach powodowała zawsze zwierzyna płowa i dziki. Obecnie ulega to zmianie. Rolnicy skarżą się, że dużo większe straty na ich polach powodują stada dzikich gęsi. Przyznaję, że jest to coraz większy problem. Rolnicy szukają pomocy i wsparcia, ale nie bardzo wiedzą, gdzie się udać - komentuje Mirosław Spochacz, szef żnińskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego.
KOŁA ŁOWIECKIE, RDOŚ CZY URZĄD MARSZAŁKOWSKI?
Za straty powodowane przez zwierzynę łowną odpowiadają i odszkodowania wypłacają koła łowieckie, czyli dzierżawcy i zarządcy obwodów na terenie których dojdzie do szkód. - Chronimy uprawy współdziałając z rolnikami, którzy informują nas gdzie pojawił się problem i zwierzyna niszczy uprawę. W przypadku, gdy do straty mimo wszystko dochodzi, wypłacamy należne odszkodowanie. Jednak nie odpowiadamy za zwierzynę migrującą, jaką jest dzikie ptactwo - tłumaczy Tomasz Pinkowski, członek Zarządu Polskiego Związku Łowieckiego w Bydgoszczy, a zarazem członek Komisji Współpracy z Organizacjami Rolniczymi Naczelnej Rady Łowieckiej w Warszawie. - Problem jest duży, ale moim zdaniem możliwy do złagodzenia przez zrównanie okresów odstrzału gęsi, które są różne w poszczególnych województwach - zauważa Józefa Błajet, członkini Zarządu Powiatu i kierowniczka biura powiatowego Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej w Żninie. - W woj. zachodniopomorskim, lubuskim, wielkopolskim i dolnośląskim odstrzał gęsi dozwolony jest od 1 września do końca stycznia, natomiast w pozostałych województwach, czyli też w kuj.-pom., jest krótszy i kończy się już 21 grudnia. Logicznym jest, że ptaki wybierają te miejsca, w których mają co jeść, pić i są bezpieczne. Rolnicy mają więc związane ręce, bo tak naprawdę niewiele mogą zrobić. Zostają z problemem sami - dodaje Józefa Błajet. - O ujednolicenie terminów polowań na gęsi PZŁ wnioskuje już od około 6 lat. Nasze monity są jednak notorycznie pomijane. Miejmy nadzieję, że decydenci pochylą się wreszcie nad tym problemem. Zróżnicowanie terminów polowań uzasadniane było wyższą temperaturą powietrza na terenie tych województw, na których można strzelać do końca stycznia - dodaje przedstawiciel PZŁ Tomasz Pinkowski.
Zatem kto odpowiada za straty, które powoduje dzikie ptactwo? Jak wspomnieliśmy wyżej właścicielem zwierzyny łownej jest Skarb Państwa. Na naszym terenie instytucją odpowiadającą za ochronę środowiska jest Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (RDOŚ) w Bydgoszczy. Odpowiedzi na wysłane mailowo pytania udzieliła naszej gazecie Anna Gondek, rzeczniczka tejże instytucji. - Regionalny dyrektor ochrony środowiska, na podstawie art. 126 Ustawy o ochronie przyrody odpowiada wyłącznie za szkody powodowane przez żubry, wilki, rysie, niedźwiedzie i bobry. Zgodnie z art. 46 ustawy Prawo łowieckie, dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego obowiązany jest do wynagrodzenia szkód wyrządzonych w uprawach i płodach rolnych wyłącznie przez dziki, łosie, jelenie, daniele i sarny. W związku z powyższym nie ma możliwości uzyskania odszkodowania za szkody wyrządzone przez ptaki.
Co mogą więc zrobić rolnicy, aby ograniczyć straty na polach powodowane przez dzikie ptactwo? - W myśl art. 9 ustawy Prawo łowieckie obowiązuje zakaz (poza polowaniami i odłowami) - płoszenia, chwytania, przetrzymywania, ranienia i zabijania zwierzyny łownej. Tak naprawdę rolnik ma jedno wyjście. Może złożyć do Urzędu Marszałkowskiego wniosek o odstąpienie od ustawowego zakazu straszenia zwierząt łownych. Marszałek województwa, po zasięgnięciu opinii Polskiego Związku Łowieckiego, może zezwolić na odstępstwo od zakazu płoszenia zwierząt łownych. Według ustawy 9A Prawo łowieckie zezwolenie może być wydane w przypadku braku rozwiązań alternatywnych oraz jeżeli nie jest szkodliwe dla zachowania we właściwym stanie ochrony dziko występujących populacji zwierząt łownych. Wniosek musi zawierać nazwę gatunku którego będą dotyczyć czynności, a także informacje odnośnie sposobu, miejsca i czasu płoszenia oraz podmiotu wykonującego tę czynność - informuje Tomasz Pinkowski.
Zapytaliśmy o możliwość złożenia takiego wniosku w Departamencie Środowiska Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu. - Wniosek taki można złożyć, ustawowy termin jego rozpatrzenia to 30 dni. Wytycznych co do sposobu płoszenia nie ma, jest jednak warunek w przypadku stosowania urządzeń emitujących sygnały dźwiękowe - aby mieściły się one w normach ustalonych ustawą. Dla rolników indywidualnych nie jest przewidziana opłata za złożenie takiego wniosku - poinformował Piotr Kasprzycki z Urzędu Marszałkowskiego.
O zdanie i ewentualne sposoby ochrony pól przed dzikim ptactwem spytaliśmy Janinę Drążek, prezeskę Stowarzyszenia Ekologicznego w Barcinie. Oto jej komentarz: - Klucze dzikich gęsi to piękny widok. Zawsze jesienią ptaki przemieszczają się, teraz pogoda wyjątkowo im sprzyja. Dajmy sobie spokój z jakimkolwiek straszeniem. Przyleciały to i odlecą, taka ich natura. Ewentualne straty rolnicy niech zgłaszają do odpowiednich urzędów, np. do RDOŚ-U.
Z powyższych wypowiedzi jasno wynika, że łowne gatunki dziko żyjących ptaków nie zostały zaliczone do gatunków, za które jakakolwiek instytucja ponosiłaby odpowiedzialność w przypadku wyrządzonych przez nie szkód. Miejmy jednak nadzieję, że to się wkrótce zmieni, a przepisy nadążą za zmianami w przyrodzie i klimacie. Na razie Ministerstwo Klimatu i Środowiska planuje za to zmianę rozporządzenia w sprawie ustalenia gatunków zwierząt łownych. Organizacje przyrodnicze od lat dążą do wprowadzenia zakazu polowań na niektóre gatunki ptaków takich jak jarząbek, krzyżówka, cyraneczka, głowienka, czernica, słonka i łyska. Projekt rozporządzenia ministra klimatu i środowiska w tej spawie został wpisany do wykazu prac legislacyjnych. Nowelizacja przepisów motywowana jest brakiem uzasadnienia prowadzenia polowań na te ptaki łowne, ponieważ nie powodują one m.in. szkód w uprawach i płodach rolnych. - Polowanie na te gatunki ptactwa jest rzadkie i niszowe. Lepiej zająć się najpierw inwentaryzacją zwierzyny, a potem uchwalać zmiany, które są najbardziej pilne. Najważniejsze jest prowadzenie rozsądnej gospodarki w celu rozwiązywania wspólnych problemów - powiedział członek PZŁ Tomasz Pinkowski.
Dorota Kapłońska
Komentarz
Dzikie gęsi mają doskonały wzrok i słuch, są także przywiązanie do terytorium uważanego za swoją własność. Uratowały ongiś Rzym przed Galami, gęganiem swym ostrzegając obrońców przed skradającymi się napastnikami. Od nich nazwę nosi zarówno przepływająca przez Żnin i Gąsawę rzeka, jak sama Gąsawa.
Tydzień temu opublikowaliśmy artykuł dotyczący szkód, jakie czynią na polach. Ja takie stada regularnie widzę, jak lecą ze wschodu - od Murczyna, Jadownik na Duże Jezioro Żnińskie. Lądują na wodzie, napiją się, pogadają, popływają, odpoczną i znów lecą na pole się najeść. Pięć - siedem lat temu leciało ich późną jesienią 100-300. Teraz (także zimą) leci 500-800 w jednym rzucie. Wyobrażam sobie, że szkody, jakie czynią w uprawach, muszą być ogromne.
Jeśli jedyną radą, jaką słyszą rolnicy jest płoszenie (czyli wystosowanie wniosku o zniesienie zakazu płoszenia), to ja bardzo dziękuję za taki System. Wyobrażam sobie, że przez całą zimę z każdego gospodarstwa jedna osoba wychodzi na pole i płoszy ptaki. I w całym powiecie rodziny rolników nic innego nie robią (muszą się zmieniać przecież), jak tylko płoszą ptaki. Przecież to absurd.
Odszkodowania przewidziane są wyłącznie za szkody, poczynione przez konkretne gatunki (wyliczaliśmy je tydzień temu). Według mnie godzenie istnienia dzikiej natury z rolniczą działalnością gospodarczą nie tak powinno wyglądać.
Dzika zwierzyna jest skarbem naszej ziemi - tak jak drzewa, czysta woda, czyste powietrze czy krajobraz. Na Pałukach jest mnóstwo dzikiego zwierza - nie ma chyba nikogo, kto by nie widział saren na polach, jastrzębi na ekranach wzdłuż szosy czy na gałęziach sosen, znam wiele osób, którym drogę przebiegł łoś czy dzik, o każdym zauważonym wilku jesteśmy informowani.
Aby dzikie zwierzęta mogły istnieć w terenie zdominowanym przez rolnictwo, wymyślono odszkodowania za szkody. Za bobra i niedźwiedzia płaci państwo, za dzika czy jelenia - myśliwi. Gęsi pozostały poza Systemem.
Ale - ponieważ są „własnością” Skarbu Państwa (piszę słowo „własnością” w cudzysłowie, bo żadne dzikie zwierzę nie jest niczyją własnością) - Skarb Państwa powinien wypłacać odszkodowania za szkody spowodowane przez te gęsi.
Pamiętajmy, że nie mieszkamy w głuszy, w syberyjskiej tajdze czy dzikich górach, w których nie było nigdy ani pasterstwa, ani leśnictwa. Mieszkamy w regionie, który został przekształcony w region rolniczy ponad tysiąc lat temu i w którym dbamy o zachowanie równowagi między naturą, której ciągle nieco mamy, i rolniczymi uprawami. Pod tekstem w internecie pojawił się komentarz: „to nie dzikie gęsi niszczą uprawy rolnicze, to człowiek niszczy naturalne siedliska gęsi oraz ich pokarmowe źródła”. Oczywiście, że człowiek zniszczył - już dawno - naturalne siedliska gęsi. Ale jako społeczeństwo nie zamierzamy przecież przywrócić na Pałukach stanu sprzed tysięcy lat - dębowych borów pełnych niedźwiedzi i naturalnych siedlisk dzikich gęsi. Gdzie byśmy poszli mieszkać? Trump nas nie przyjmie. Co możemy zrobić - to dbać o to, aby było miejsce dla dzikich zwierząt, a wyrządzane przez nie szkody były pokrywane przez całe społeczeństwo (bo każdemu żyje się milej, jak spojrzy w niebo, a tam lecą ptaki), a nie wyłącznie przez rolników.
Gdy obserwuję te ptaki - mam wrażenie, że w tym przypadku równowaga interesów została przechylona na ich stronę. To oczywiście skutek zmian klimatycznych (którym wiele osób zaprzecza), ale na to, co się dzieje powinniśmy reagować. Może kiedyś nie było trzeba. Gęsi było niewiele, co zjadły, to zjadły, a szkody były symboliczne. Ale teraz - uważam - ktoś powinien zareagować. Instytucji, które powinny (już dawno!) podjąć temat, aby Skarb Państwa wypłacał odszkodowania za szkody poczynione przez gęsi, mamy wiele: samorząd, zawodowe związki rolnicze, izby rolnicze, stowarzyszenia - także te, zajmujące się ekologią. Kto podejmie temat?
Dominik Księski
kli_przyr
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze