Reklama

Dziury w oponach

W sobotę i niedzielę policjanci z Barcina musieli interweniować w bloku nr 9 w Krotoszynie. Doszło do międzysąsiedzkiej scysji oraz uszkodzenia mienia. Poszkodowanym jest ten, który rok temu rozpoczął starania o transparentność w zarządzaniu wspólnotą mieszkaniową i osiedlem. Teraz spotyka się z przejawami sąsiedzkiego ostracyzmu.

       Ponad rok temu Przemysław Staszak ze wspólnoty mieszkaniowej nr 9 w Krotoszynie podjął walkę o transparentność zarządzania osiedlem. Od jakiegoś czasu nie płaci rachunków za administrowanie, ponieważ uważa, że dopóki wydatki nie będą należycie udokumentowane, czynszu nie można płacić. Nie wiadomo bowiem, na co będą przez administratorkę Marię Z., prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej w Krotoszynie, pieniądze te wydawane. Przypomnijmy, że w efekcie takiej strategii Przemysław Staszak został przez spółdzielnię pozwany przed sąd cywilny o zapłatę długów. Dzisiaj w tej sprawie ma zostać odczytany wyrok.
     WYZWANY OD GŁUPICH BARANÓW
     Jednak sprawa sądowa to nie jedyny problem, jaki spadł na Przemysława Staszaka po rozpoczęciu walki o przejrzystość zarządzania wspólnotą mieszkaniową i - patrząc szerzej - osiedlem.
     - Odczuwamy - ja oraz moja życiowa partnerka - pewnego rodzaju szykany ze strony niektórych osób na osiedlu. Ludzie nie rozumieją chyba, że ja nie płacę nie dlatego, że chce, aby to pozostali mieszkańcy ponosili koszty. Chcę po prostu doprowadzić do tego, że pieniądze danej wspólnoty będą wpłacane konkretnie na jej konto. Mieszkańcy wspólnoty nie mogą płacić składek ZUS na pracowników spółdzielni czy też ponosić kosztów utrzymania biura. Jeśli wpłacamy na węgiel, to te pieniądze muszą iść na poczet centralnego ogrzewania dla konkretnego bloku, a nie być dowolnie dysponowane przez zarządcę. Niestety, nie wszyscy to rozumieją. Ostatnio do nieprzyjemnych dla nas rzeczy posunął się nasz sąsiad Gustaw W.      Już na początku wiosny, gdy odbywało się zebranie wspólnoty, zostałem przez tego sąsiada wyzwany publicznie. Nazwał mnie kilka razy „głupim baranem”. Nie podałem wtedy tej sprawy do sądu cywilnego. Nie chciałem konfliktu. Teraz jednak zastanawiam się, czy tego nie zrobić. Przecież są świadkowie, jak Gustaw W. rzucał te określenia w stosunku do mojej osoby - mówił w niedzielne popołudnie Przemysław Staszak.
     SCYSJA NA KLATCE SCHODOWEJ
     Świadków natomiast nie było podczas zdarzenia, w związku z którym w ostatnią sobotę musiała w Krotoszynie interweniować policja. Około południa tego dnia Magdalena Woźniak, życiowa partnerka Przemysława Staszaka, odprowadzała ich dwuletniego synka Kosmę klatką schodową na podwórko. Tam czekali dziadkowie chłopca, którzy zamierzali zabrać go na spacer. Dwulatek kroczył po schodach trzymając się jedną ręką poręczy, drugą rączką trzymał dłoń mamy. Wówczas to, według relacji Magdaleny Woźniak, pojawił się na ich drodze Gustaw W., który szedł po schodach do góry. Widząc dziecko trzymające się poręczy i rąk mamy nie ominął ich. Zachowywał się tak, jakby chciał staranować malca. - Poczułam się naprawdę niebezpiecznie. Bałam się o synka. Osłoniłam dziecko stając przed nim. Gustaw W. popchnął mnie - opowiada Magdalena Woźniak. Między Magdaleną Woźniak a Gustawem W. doszło także do sprzeczki. Kobieta najpierw ostrzegła sąsiada, że wezwie policję, jeśli będzie się zachowywał napastliwie. Ponieważ to ostrzeżenie nie dało rezultatu, Magdalena Woźniak policję wezwała.
     Gustaw W. nie chciał się odnieść do sobotniego zdarzenia. Oznajmił, że swą wersję zdarzenia przedstawił policjantom. Nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie przekazał, że Gustaw W. przedstawił policjantom odmienną wersję zdarzenia. Nie popychał kobiety, nie chciał taranować dziecka. Szedł normalnie schodami. W tej sytuacji funkcjonariusze tylko pouczyli skonfliktowanych sąsiadów, że mogą dochodzić swoich racji przed sądem cywilnym.
     RODZINNA IMPREZA I KŁÓTNIE NA PODWÓRKU
     Kiedy policjanci rozmawiali z uczestnikami zdarzenia na klatce schodowej, syn Magdaleny Woźniak i Przemysława Staszaka został zabrany przez dziadków na spacer. Wrócili przed blok w Krotoszynie około 15:00. Przemysław Staszak, który też w tamtym momencie był przed blokiem, opowiada, że doszło do kolejnej kłótni. Tym razem przed blok wyszedł Gustaw W., jego żona z dziećmi i mama. Była również Magdalena Woźniak, która wyszła po synka. Gustaw W. miał jej wówczas gratulować głupoty - jak się wyraził w nawiązaniu do wezwania przez sąsiadkę policjantów kilka godzin wcześniej. Po dłuższej chwili słowna przepychanka między obydwoma stronami na podwórku zakończyła się.
     - Wieczorem przed blokiem słyszałem jakieś hałasy na podwórku i na klatce schodowej. Wiedziałem, że Gustaw W. i jego bliscy mieli uroczystość rodzinną i wracali z restauracji w Barcinie. Przyznaję jednak, że nie wiem i nie mam dowodów na to, że to ktoś z nich dobrał się do mojego samochodu. Zresztą wtedy jeszcze nawet nie wiedziałem, że ktoś do niego się dobiera, bo bym interweniował - mówi Przemysław Staszak.
     POCZWÓRNY FLAK
     W niedzielę rano Przemysław Staszak wyjrzał przez okno na podwórze. Ujrzał tam znajomego, który poinformował go, że w jego samochodzie, który stoi obok trzepaka, najprawdopodobniej przebite są wszystkie koła. Zainteresowany szybko zszedł na dół obejrzeć swego forda mondeo. Nie ulegało wątpliwości, że samochód był nocą celem chuliganów. Nie było powietrza w żadnym z kół. Wraz ze znajomym Przemysław Staszak przyjął początkowo hipotezę, że ktoś tylko spuścił złośliwie powietrze z kół, ale nie uszkodził opon. Kolega Przemysława Staszaka miał kompresor, więc próbowali napompować koła. Okazało się jednak, że każde koło jest przebite. Wyglądało to tak, jakby dziury zostały zrobione poprzez wbicie noża albo innego ostrego narzędzia. Kilka miesięcy temu, już po rozpoczęciu walki o transparentność zarządzania osiedlem, Przemysławowi Staszakowi raz ktoś przebił oponę w samochodzie. Jednak wówczas mężczyzna przekonał sam siebie, że to mógł być przypadek, a nie celowe działanie. Po kolejnych zdarzeniach jest już przekonany, że to nie był przypadek.
     Po stwierdzeniu szkód wezwał policjantów. Zgłosił uszkodzenie mienia. Straty wynoszą około 1.000 zł. Przemysław Staszak jednak nikogo o ten czyn nie oskarżył, nikogo bowiem za rękę nie złapał i nie ma przeciw komukolwiek dowodów.
     Podczas porannych oględzin samochodu Przemysław Staszak głośno mówił o powracających poprzedniego wieczoru z imprezy sąsiadach, czyli państwie W. Mówił o tym, że byli nietrzeźwi. To ubodło jedną z pań, która przez okno mieszkania słyszała Przemysława Staszaka. - Ja byłam trzeźwa. Nie wypiłam tego wieczoru ani kieliszka, bo miałam pod opieka dzieci. Byliśmy na imprezie rodzinnej, ale to nie znaczy, że wszyscy piliśmy, więc niech pan Przemek nie uogólnia, bo ja się poczułam urażona - powiedziała.
     Rodzina Gustawa W. zapewniła, że nic wspólnego z przebiciem opon nie mają, że mogli to zrobić chuligani, bo podwórze przed blokiem jest miejscem ogólnie dostępnym. Według Gustawa W., jego żony i mamy, Przemysław Staszak zazdrości kuzynowi (Gustaw W. jest spokrewniony z Przemysławem Staszakiem) dobrych stosunków z administratorką osiedla Marią Z. Dlatego Magdalena Woźniak, partnerka Przemysława Staszaka, zdaniem państwa W. z zazdrości wezwała policjantów do sobotniego zdarzenia na klatce schodowej. Przemysław Staszak skwitował tę hipotezę Gustawa W. i jego bliskich uśmiechem politowania.
     - Obawiam się tylko, że to dopiero początek moich problemów na osiedlu. Jednak na pewno się nie poddam i nawet wbrew niektórym sąsiadom będę walczył o przejrzystość zarządzania naszym osiedlem - zakończył Przemysław Staszak.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1058 (21/2012)

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/07/2025 09:03
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości