Reklama

Firszt atakuje, starosta broni

Komisja rewizyjna uznała większością głosów, że wicestarosta nie złamał ustawy tłumacząc teksty z języka niemieckiego na polski, dodajmy - teksty, które później trafiały jako dokumenty do Starosta Powiatowego w Żninie. Przewodniczący komisji Stefan Firszt uważa, że tak nie powinno być. fot. Remigiusz Konieczka

Żnin, wojewoda, dokumenty, starosta, postępowanie administracyjne, Firszt
     Firszt atakuje, starosta broni
     Stefan Firszt uważa, że dokumenty tłumaczone przez wicestarostę, który jest tłumaczem przysięgłym, trafiają do starostwa w Żninie, a jego podpis jako tłumacza może mieć wpływ na postępowanie administracyjne w starostwie: - Może tłumaczyć na cały świat, byle dokumenty nie trafiały do tutejszego starostwa. Wicestarosta: - Nigdy mi się nie zdarzyło wykonywać tłumaczeń w czasie pracy w starostwie ani wpływać na szybsze załatwianie spraw.

     Sprawa zaczęła się od anonimowego listu, jaki trafił m.in. do starosty żnińskiego Zbigniewa Jaszczuka i do naszej redakcji. W liście tym było napisane: Jestem pracownikiem wydziału komunikacji i dróg w Żninie. Przez przypadek natknąłem się na dokument, który potwierdza, że mój przełożony, wicestarosta Robert Luchowski, dokonuje czynności związanych z tłumaczeniem dokumentów dotyczących rejestracji pojazdów, a których jako przełożony i wicestarosta nie powinien robić. Na dokumentach przystawia swoje pieczątki - jako tłumacz przysięgły - oraz dokumenty te podpisuje. Proszę starostę o interwencję, gdyż może potwierdzić się brak nadzoru sprawowanego przez pana, czym prasa się chętnie zajmie. Do listu dołączona była kopia dokumentu, umowy kupna-sprzedaży z pieczątkami wskazującymi na to, jakoby Robert Luchowski prowadził działalność gospodarczą, przetłumaczył umowę, która potem trafiła do wydziału komunikacji w Starostwie Powiatowym w Żninie.
     OKAZJONALNIE NA ZLECENIE
     Starosta zajął się tą sprawą. Z jego wyjaśnień oraz wyjaśnień wicestarosty wynika, że Robert Luchowski ustawy antykorupcyjnej nie złamał, dlatego że przestał prowadzić działalność gospodarczą. Zawód tłumacza przysięgłego nadal wykonuje, ale na zlecenie innych podmiotów, m.in. firmy swojej żony. Joanna Dębek, naczelnik Wydziału Komunikacji Społecznej i Promocji w Ministerstwie Sprawiedliwości potwierdziła w rozmowie z Pałukami tę opinię: okazjonalne sporządzanie i poświadczanie tłumaczeń na zlecenie sądów czy innych uprawnionych organów nie stanowi działalności gospodarczej w rozumieniu ustawy o swobodzie działalności gospodarczej.
     WOJEWODA PYTA DWA RAZY
     Pani wojewoda Ewa Mes zajęła się sprawą i 3 lipca wystosowała pismo do Rady Powiatu. Wniosła o formalne zbadanie i rozpatrzenie sprawy, czy doszło do złamania ustawy antykorupcyjnej, gdyż do urzędu wojewódzkiego wpłynęła wiadomość, że wicestarosta żniński prowadzi działalność gospodarczą, w ramach której wykonuje zawód tłumacza przysięgłego i dokonuje tłumaczeń dokumentów, które są przedkładane w postępowaniach administracyjnych prowadzonych przez Starostwo Powiatowe w Żninie.
     Pismo adresowała do Rady Powiatu i poprosiła o podjęcie przez Radę uchwały. Na pismo nie odpowiedziała ani Rada, ani jej przewodnicząca, tylko starosta Zbigniew Jaszczuk. To Rada Powiatu jest organem właściwym do rozpatrzenia ewentualnego nieprzestrzegania norm ustawowych przez starostę - stwierdza kategorycznie pani wojewoda i kieruje kolejne pismo, tym razem 30 lipca, które w końcu trafia do biura Rady i do przewodniczącego komisji rewizyjnej Stefana Firszta.
     AUTOR ANONIMU SFAŁSZOWAŁ DOKUMENT
     Komisja zebrała się w piątek w składzie: Stefan Firszt, przewodniczący, Edyta Szóstak-Ławińska, Grażyna Janicka, Adam Nowak i Stanisław Pogiel. Obecny był sam zainteresowany Robert Luchowski oraz starosta Zbigniew Jaszczuk i radca prawny Bogusław Szymczak.
     Sprawę zaczął wyjaśniać Zbigniew Jaszczuk, który powiedział, że autor donosu sfałszował dokument - kopię umowy kupna-sprzedaży. - Jak dostałem pismo, to zaraz wziąłem akta z wydziału komunikacji. Okazało się, że ten Gall Anonim, który to wysmarował, wykasował od razu dwie pieczątki z tej umowy, bo chciał zasugerować, że Luchowski prowadzi działalność gospodarczą. - mówił starosta. A chodzi o pieczątki firmy, dla której Robert Luchowski jako tłumacz przysięgły przetłumaczył umowę. Jest to firma zarejestrowana przez żonę wicestarosty Katarzynę Luchowską. - Skierowałem sprawę do prokuratury, bo wykasowanie pieczątek to poświadczenie nieprawdy - dodał Zbigniew Jaszczuk.
     - Dlaczego w ogóle zajmujemy się anonimami? - pytał radny Adam Nowak. - Musimy rozpatrzyć stanowisko i udzielić odpowiedzi wojewodzie - wyjaśnił Zbigniew Jaszczuk.      - To urząd wojewódzki na mocy prawa zajmuje się anonimami? - dopytywał się Adam Nowak. Stefan Firszt powiedział, że każdy dokument dotyczący sprawy publicznej wymaga wyjaśnienia i zbadania.
     PROBLEM NIE LEŻY W ŁAMANIU USTAWY ANTYKORUPCYJNEJ
     Starosta mówił: - W moim przekonaniu do naruszenia ustawy antykorupcyjnej nie doszło, bo wicestarosta zaprzestał prowadzenia działalności gospodarczej.
     Przewodniczący komisji rewizyjnej Stefan Firszt zwrócił jednak uwagę na to, że problemem nie jest to, czy wicestarosta łamie ustawę antykorupcyjną, bo działalność wyrejestrował, ale to, że dokumenty przez niego tłumaczone trafiają do starostwa w Żninie i mogą sugerować np. szybsze załatwienie sprawy i mieć wpływ na postępowanie administracyjne.
     - Przecież to nie ma wpływu na szybsze załatwienie sprawy. Klient przyjeżdża, wchodzi do środka, potem czeka na korytarzu i tego samego dnia ma wszystko załatwione - wyjaśniał starosta. Na co Stefan Firszt stwierdził, że wątpliwość budzi także to, że wicestarosta wykonuje usługi jako tłumacz przysięgły na rzecz współmałżonka - właściciela firmy, a dochody tej firmy mogą stanowić współwłasność małżeńską.
     - Może i budzi to wszystko etyczne wątpliwości, a w niedoinformowanym społeczeństwie emocje. Znam Roberta tak długo, że nie podejrzewam go o to, by wdawał się w machlojki - powiedziała radna Grażyna Janicka. - Nie sądzę, że robi to dla pieniędzy, a po to, by nie wyjść z zawodu tłumacza przysięgłego. Jeżeli ktoś pisze anonimy, to jako formę zemsty.
     Stanisław Pogiel jest zdania, że co nie jest zabronione, jest dozwolone i jeśli prawo nie zabrania wykonywać wicestaroście zawodu tłumacza przysięgłego, to problemu nie ma.
     - Niechby sobie tłumaczył, ile chce, byleby tych papierów nie było w Starostwie Powiatowym w Żninie - powtórzył Stefan Firszt. - Jeśli ktoś postanawia zajmować się polityką, to powinien wkalkulować to, że nie będzie mógł pewnych rzeczy robić, a tu wicestarosta zawiesza czy wyrejestrowuje działalność i robi to samo. Nie chodzi o to, że zabraniam mu dokonywać tłumaczeń, ale te dokumenty nie powinny tutaj trafiać. Ile było takich przypadków?
     - Od początku, od 2010 roku są usługi prowadzone. Tych dokumentów może być bardzo dużo - odpowiedział Robert Luchowski.
     NIE DA SIĘ ZASTRASZYĆ
     - Jak słucham przewodniczącego komisji, to jakbym słuchał adwokata anonima, który na pewno teraz cieszy się, że wywołał tyle zamieszania - bronił się wicestarosta. Jego zdaniem, autor anonimu chciał zrealizować kilka celów: - Wykazać brak kompetencji wydziału, zepsuć stosunki między mną a przełożonym, co wiele osób próbuje zrealizować. Była to też próba zastraszenia i zdyskredytowania mnie oraz wyeliminowania na przyszłość od ubiegania się o inne funkcje publiczne.
     Robert Luchowski powiedział ponadto, że nie przestanie tłumaczyć, bo może to oznaczać wykreślenie z listy tłumaczy przysięgłych. Wykonuje wolny zawód, a działalność założył na długo przed tym zanim został starostą po to, aby łatwej rozliczać się z Urzędem Skarbowym. Po objęciu funkcji działalności nie prowadzi. Stwierdził stanowczo, że z wykonywania zawodu tłumacza przysięgłego nie zrezygnuje również dlatego, by nie dać się zastraszyć. - Nigdy mi się nie zdarzyło wykonywać tłumaczeń w czasie pracy w starostwie ani wpływać na szybsze załatwianie spraw - oświadczył. - Starosta rozmawiał ze mną i powiedział, żebym zrezygnował z tłumaczeń, a ja na tego typu anonimy nie będę reagował. Mam opinie innych radców i przepisów ustawy nie naruszam.
     - Nikt nie powiedział, że wicestarosta ma rezygnować. Może tłumaczyć na cały świat, byle dokumenty nie trafiały do tutejszego starostwa - kategorycznie stwierdził Stefan Firszt.
     SAMORZĄDOWY LIS
     Stefan Firszt poruszył inny wątek w tej sprawie i próbował znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego trzeba było aż dwóch pism wojewody, żeby sprawa trafiła do członków komisji rewizyjnej.
     Stefan Firszt: - Dlaczego, jak wpłynął anonim, próbował pan to ukryć przed Radą, bo przecież kierowany był on też do przewodniczącego komisji rewizyjnej?
     Starosta: - Bo wicestarosta błędnie zadekretował.
     Stefan Firszt: - Ale ja nie mówię o piśmie wojewody, a o samym anonimie. Nie trafił do biura Rady, a był adresowany na starostwo powiatowe i według rozdzielnika powinien był trafić tutaj.
     Starosta mówił, że myślał, iż każdy z wymienionych w rozdzielniku otrzymał po egzemplarzu. Sam starosta otrzymał list adresowany imiennie i był przekonany, że wymieniony w rozdzielniku Stefan Firszt, też otrzymał swój egzemplarz.
     Później Stefan Firszt pytał o pierwsze pismo wojewody z 3 lipca. Dociekał, dlaczego nie dotarło ono do biura Rady, mimo iż wojewoda adresowała je na Radę Powiatu. Zbigniew Jaszczuk tłumaczył, że wicestarosta je źle zadekretował i pismo po tym, gdy trafiło do sekretariatu i zamiast trafić do biura Rady, zostało przesłane do wydziału organizacyjnego. Tego dnia starosty nie było, gdyż przebywał na urlopie. Jak wrócił, to była przygotowana odpowiedź przez sekretarza powiatu Andrzeja Hłonda, podpisał ją i pismo wraz z opinią prawną zostało wysłane do Urzędu Wojewódzkiego. Starosta tłumaczył, że nie zauważył, że pismo było kierowane do Rady Powiatu i dlatego nie zwrócił później na to uwagi. - Pismo powinno od razu trafić do Rady i nie byłoby problemu. Wicestarosta źle zadekretował, ja nie zauważyłem i tyle - wyjaśnia starosta.
     Stefan Firszt nie dał się przekonać i stwierdził wprost, że taki sprytny lis jak Zbigniew Jaszczuk, który czwartą kadencję jest starostą, doskonale wiedział, że pismo wojewody adresowane do Rady Powiatu powinno trafić do biura Rady, a tymczasem starosta odpowiedział wojewodzie sam. - Sprawa miała być załatwiona we własnym gronie i zamieciona pod dywan - skwitował to Stefan Firszt.
     Pod koniec obrad przewodniczący komisji rewizyjnej powiedział nawet, że starosta wszedł w kompetencje Rady i tak naprawdę, to komisja mogłaby postawić wniosek o podjęcie uchwały i wyciągniecie konsekwencji wobec Zbigniewa Jaszczuka: - Ale nawet jak postawię ten wniosek, to i tak nie przejdzie, bo większość zagłosuje za starostą - stwierdził.
     ZE ZDANIEM ODRĘBNYM
     Komisja przyjęła stanowisko ze zdaniem odrębnym. Większość (pięcioro członków komisji) jest zdania, że wicestarosta Robert Luchowski wykonując zawód tłumacza przysięgłego nie złamał prawa, a Stefan Firszt w zdaniu odrębnym uznał, że dokumenty tłumaczone przez wicestarostę nie powinny trafiać do Starostwa Powiatowego w Żninie, by nie wzbudzać podejrzeń.
     Stanowisko komisji rewizyjnej oraz zdanie odrębne na najbliższym posiedzeniu zostanie przedłożone Radzie Powiatu. Rada podejmie decyzję, czy stanowisko przyjąć, czy odrzucić. Potem uchwała zostanie przekazana wojewodzie Ewie Mes. Sesja ma odbyć się we wrześniu.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1070 (33/2012)

Reklama

 

 

 

Komentarz

     Oprócz prawa mamy jeszcze przyzwoitość

     Oczywistym jest, że wicestarosta Robert Luchowski nie złamał prawa i to już było wiadomo przy poprzedniej erupcji tej sprawy, o której pisaliśmy kilka miesięcy temu.
     Czy więc Stefan Firszt niepotrzebnie się czepia?
     Przypomnijmy stanowisko radnego z Barcina: dokumenty tłumaczone przez wicestarostę, który jest tłumaczem przysięgłym, trafiają do starostwa w Żninie, a jego podpis jako tłumacza może mieć wpływ na postępowanie administracyjne w starostwie.
     Uważam, że radny Stefan Firszt ma rację. Niezależnie od tego, że wszystko jest poukładane tak, by nie nadziać się na zakaz prawny, do urzędników starostwa nie powinny trafiać dokumenty, tłumaczone przez ich zwierzchnika - obojętnie dla jakiej firmy pracuje.
     Jego podpis jako tłumacza może mieć wpływ na postępowanie administracyjne w starostwie. Zgadzam się z tą tezą.
     Dlaczego urzędnicy zatrudnieni w wydziale architektury starostwa nie mogą projektować budynków? Bo uzyskiwaliby na starcie przewagę konkurencyjną wobec architektów-niepracowników starostwa. Jaką przewagę? Cytuję wypowiedź sprzed dwudziestu pięciu lat:
„- Jak dam zrobić projekt jakiemuś architektowi z zewnątrz, to się w starostwie jeszcze przyczepią o to, o tamto. A jak dam urzędnikowi - to już na pewno zrobi tak, żeby przeszło. Przecież kolega koledze potem nie będzie się do szczegółów doczepiał.”
     Nie wiem, dlaczego wicestarosta nie zauważył, że z racji piastowanego urzędu uzyskuje dokładnie taką samą przewagę konkurencyjną wobec innych tłumaczy przysięgłych, jak ta przypomniana powyżej.
     Nie złamał prawa. Ale tłumaczyć tych dokumentów - nie może.

Reklama

Dominik Księski
Pałuki nr 1070 (33/2012)

 

 

Inne teksty na ten temat:

Nie łamał ustawy antykorupcyjnej

Wicestarosta nie łamie ustawy

Robert Luchowski złamał ustawę antykorupcyjną

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości