Z badającym Pałuki geologiem Maciejem Włodkiem rozmawia Dominik Księski.
Dominik Księski: - Czemu, skręciwszy z ulicy Szpitalnej w bramę do szpitala, musimy iść ostro pod górę?
Maciej Włodek: - Bo szpital położony jest na skarpie rynny jezior żnińskich.
- Co to znaczy - skarpa? Rynna?
- Wedle wszelkich oznak 20 tysięcy lat temu, w czasie ostatniego ze zlodowaceń (a może i w czasie poprzedniego - 200 tysięcy lat temu) rynnę jezior żnińskich wyżłobił lodowiec. Ma ona szerokość - mniej więcej - Dużego Jeziora Żnińskiego. Jej zachodnia granica przebiega od Dąbrówki Słupskiej do Żnina, a za Jeziorem Skarbienickim zaczyna się ona rozmywać. Ulice Tysiąclecia, Ogrodowa. Kopernika, Skromna i wspomniana wewnętrzna droga dojazdowa do szpitala, wspinają się właśnie na końcowy odcinek tej skarpy. Wschodnia granica rynny biegnie od Jeziora Gabińskiego brzegami kolejnych jezior do Gór Wilczkowskich, obok kościoła w Górze, na południe od Podgórzy-na i kończy się przed Wenecją.
- Jak powstała ta rynna?
- Została wyrzeźbiona przez jęzor lodowcowy, będący częścią lądolodu. nasuwającego się na Polskę ze Skandynawii.
- Jak to się stało?
- Gdzieś tam na północy w górach wraz z postępującym spadkiem średnich temperatur spadało coraz więcej śniegu, z niego tworzyło się coraz więcej lodu, a ten spływał niżej. Zaczął się formować lądolód, czyli wielki lodowiec kontynentalny. Powiększał się on, przekroczył obszar Bałtyku, wyżłobił istniejące tam dziś morze i dotarł do Polski środkowej - mniej więcej do linii Leszno - Płock.
- Czemu akurat tu, w Żninie, wyżłobił nam rynnę?
- Na początku zapewne była w tym miejscu jakaś drobna niejednorodność. która w wyniku zachodzących pod lodem procesów zaczynała się powiększać. Tak powstały i inne - rynna jezior Pakoskich, rynna Kaczkówko - Cotoń, rynna Jezioro Wolickie - Jezioro Chomiąskie.
- Co się działo, gdy lodowiec ustępowa!?
- Topił się intensywnie.
- Co z wodą?
- Z rynny jezior żnińskich i z rynny Jezioro Wolickie - Oćwieckie woda odpływała szeroka rzeką warkoczową, której granice w grubszych zarysach wyznaczają obecne lasy na południe od Oćwieki aż do Gniezna.
- Skąd to wiadomo?
- Gdy teren zaczął być wykorzystywany rolniczo, najpierw padały drzewa na dobrych gruntach. Piaski nie interesowały rolników, a rzeka wypływająca z lodowca niesie przede wszystkim żwir i piasek. Badania zresztą potwierdziły, że tam są piaski.
- Skąd lodowiec miał piasek?
- Przemieszał dawne gleby, rozdrabniał kamienie, które odpękły jeszcze ze skandynawskich szczytów. To. co na niego spadło i to, co leżało pod nim - zabierał i mielił jak młynek do kawy. Na koniec bądź wypluwał na czole lodowca, bądź osadzał na podłożu po stopieniu się.
- Gdzie płynęła ta rzeka, wypływająca z dwóch wspomnianych jęzorów?
- Wpadała do Warty i razem z wodami górnej Wisły kierowała swe wody dalej na zachód, w kierunku Berlina.
- A czemu nie Odrą do Szczecina?
- Tam na północy - podobnie jak na obszarze, przez który płynie dolna Wisła - spoczywała czapa lodowa i rzeki z niej płynęły na południe, a potem na zachód.
- Co robił dalej lodowiec?
- Kolejny postój miał na Pomorzu. Ziemia Pałuk była już wtedy odsłonięta, a topiące się wody odpływały doliną Noteci. W tamtym miejscu ostatni nasz lodowiec zatrzymał się około 18.000 lat przed naszą erą na parę tysięcy lat.
- Jak wtedy wyglądały Pałuki?
- Wtedy właśnie tworzyły się zręby dzisiejszego krajobrazu Pałuk. Lodowiec pozostawił wielkie, nieregularne, różnej wielkości bryły martwego lodu. Ten rodzaj topnienia lodowca - bez wyraźnego czoła - nazywamy deglacjacją arealną. Rynna jezior żnińskich była tym lodem z początku cała zapakowana. Tam, gdzie był wyraźny przepływ, topił się on stosunkowo szybko. Na wysoczyznach (np. Jezioro Pniewskie) zostawał dłużej.
- Ale Gąsawka płynie teraz nie na południe, a na północ.
- W pewnym momencie niżej było na północ i od wtedy do dziś Gąsawka płynie na północ. W tym czasie następowały ciągłe zmiany. Rzeka lodowcowa potrafi zasypać swe własne koryto. Okresowo na przedpolu tworzyły się jeziora, ograniczone z jednej strony lodem, z nich woda potrafiła wypłynąć w każdą stronę, jeśli tylko było tam niżej. Pozostałe tereny porastała tundra - taka, jak dziś w Laponii. W miarę cofania się lodowca wkraczały na ten teren najpierw lasy iglaste, potem - mieszane. Ostatnie pozostałości lodu znikły dopiero około 10.000 lat p.n.e., w czasie wyraźnego ocieplenia klimatu - było wtedy znacznie cieplej, niż dziś.
- Czeka nas następne zlodowacenie?
- Na przykład. Ale jeszcze nie jutro.
z badającym Pałuki geologiem MACIEJEM WŁODKIEM rozmawiał DOMINIK KSIĘSKI
Pałuki nr 439 (29/2000)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze